Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]
- Автор: Браун Фредерик
- Год: 1991
- Язык: польский
- Год: Beta Books
- ISBN: 83-7001-412-7
- Переводчик: Zbigniew A. Krolicki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]». Краткое содержание книги:
Betty Hadley — wysoka, smukła i złotowłosa, o jedwabistej, opalonej skórze, z twarzą i figurą pasującą raczej do ekranu telewizora niż biura redakcji…
Keith westchnął i wszedł do domu.
W wielkim pokoju o ścianach wyłożonych boazerią z orzecha L.A. Borden i Walter Callahan, główny księgowy Bordena, grali w remika.
Borden spojrzał na wchodzącego i skinął głową.
— Część, Keith. Chcesz zająć moje miejsce po tej partii? Już prawie skończyliśmy. Muszę napisać kilka listów, a Walter zapewne równie chętnie ogra ciebie, jak mnie.
Keith potrząsnął głową.
— Też muszę się zabrać do roboty, panie Borden. Goni mnie termin; muszę napisać tekst do działu odpowiedzi na listy. Zabrałem ze sobą walizkową maszynę do pisania i teczkę z listami czytelników.
— Och, daj spokój; nie ściągnąłem cię tu, żebyś pracował. Nie możesz tego zrobić jutro w biurze?
— Bardzo bym chciał, panie Borden — powiedział Keith — ale mam zaległości w pracy, a materiał musi pójść do druku jutro rano, najpóźniej o dziesiątej. W południe zamykają numer, więc nie mogę nawalić. To tylko parę godzin roboty, więc wolę zrobić to teraz i mieć wolny wieczór.
Przeszedł przez pokój i wstąpił na schody. Kiedy się znalazł w swoim pokoiku, wyjął maszynę z walizki i postawił na biurku. Z nesesera wyciągnął teczkę z korespondencją adresowaną do Poczty Rakietowej lub — gdy nadawca był śmielszy — do Rakietowca.
Na samym wierzchu leżał list Joego Doppelberga. Keith położył go tam, ponieważ z treści wynikało, że Joe Doppelberg może zjawić się osobiście, i Keith chciał mieć list pod ręką.
Wkręcił papier w maszynę, wystukał nagłówek „Poczta Rakietowa” i zaczął:
No, bracia kosmopiloci, dzisiejsza noc — kiedy to piszę, nie kiedy to czytacie — to wielka noc, to wielka noc i wasz Rakietowiec wyszedł, żeby to zobaczyć. I naprawdę to widział, ten błysk światła na ciemnej tarczy Księżyca, oznaczający szczęśliwe lądowanie pierwszej rakiety wystrzelonej w Kosmos przez Człowieka.
Spojrzał krytycznie na tekst, wyrwał kartkę z maszyny i założył nową. To było zbyt urzędowe, zbyt napuszone dla jego fanów. Zapalił papierosa i napisał wstęp od nowa; tym razem wyszło mu lepiej — czy też raczej gorzej.
W przerwie, gdy czytał to, co napisał, usłyszał odgłos otwieranych i zamykanych drzwi oraz stuk wysokich obcasów na schodach. To pewnie odjeżdżała Betty. Keith wstał, żeby podejść do drzwi, ale znów usiadł. Nie, ponowne pożegnanie w obecności Bordenów i Callahana popsułoby efekt. O wiele lepiej zostawić rzecz na tym krótkim, lecz zapierającym dech w piersi pocałunku i obietnicy, że zobaczą się jutro wieczorem.
Westchnął i wziął pierwszy list z kupki. Joe Doppelberg pisał:
Drogi Rakieciarzu!
W ogóle nie powinienem do Ciebie pisać, bo wasz ostatni numer śmierdział jak stąd do Arktura, z wyjątkiem kawałka Wheelera. Kto powiedział temu baronowi Gormleyowi, że umie pisać? A jego kosmonawigacja? Ten grafoman nie zdołałby w słoneczny dzień przeprawić się łódką przez Mud Creek.
A ta okładka Hoopera — dziewucha była w porządku, nawet bardziej niż w porządku, ale który towar na okładce nie jest? Ale to, co ją goni — czy to miał być jeden z merkuriańskich diabłów z opowiadania Weelera? No to powiedzcie Hopperowi, że mogę sobie wyobrazić straszniejsze BEM — y zupełnie na trzeźwo, bez jednego kielonka wenusjańskiej pędzonki.
Czemu ona się po prostu nie odwróci i nie zacznie gonić potwora?
Trzymacie Hoopera w środku — jego czarno-białe obrazki są w porządku — postarajcie się o kogoś innego na okładki. Może Rockwella Kenta albo Dalego? Założę się, że Dali mógłby zrobić delikatesowego BEM — a na okładkę. Chwytasz to, Rak? Delikatesowy Dali.
Słuchaj, Rak, trzymaj to mleko od wściekłych robaków z Urana pod ręką i dobrze schłodzone, bo zamierzam wpaść, gdzieś w tym tygodniu. Nie zjawiam się na nowojorskim kosmodromie tylko po to, żeby cię zobaczyć, nie pochlebiaj sobie, Rak. Jednak ponieważ i tak będę w mieście, chcę sprawdzić, czy jesteś tak brzydki, jak mówią.
Jeden z twoich ostatnich pomysłów, Rak, bije na głowę wszystko. Chodzi mi o. wprowadzenie rubryki fotografii najciekawszych i najbardziej regularnych korespondentów. Mam dla ciebie niespodziankę. Wysyłam ci moją. Miałem zamiar ją przywieźć, ale wysłana dotrze do ciebie wcześniej i w ten sposób zdążysz ją umieścić w drukowanym aktualnie numerze.
Hej — ho! Raku, zabij utuczonego księżycowego cielca, ponieważ zobaczymy się niebawem, a może jeszcze szybciej.