Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 189 190 191 192 193 194 195 196 197 ... 217
Перейти на страницу:

Jakby tym pragnieniem dał jakiś sygnał, bo oto usłyszeli cichy, pełen napięcia głos Uno.

— Nadjeżdżają przeklęci jeźdźcy, mój panie.

Rozległ się brzęk pochew mieczy, gdy swe ostrza obnażyli ci, którzy nie zrobili tego wcześniej. Kilku wskoczyło na siodła, chwytając jednocześnie lance.

Napięcie opadło, gdy na polanę wpadli Hurin i jego towarzysze, i zaraz powróciło, gdy przemówił.

— Znaleźliśmy trop, lordzie Ingtarze.

— Doszliśmy za nim prawie do samego Falme — dodał Mat, zsiadłszy z konia.

Rumieniec na jego policzkach wyglądał jak parodia zdrowia, skóra ciasno opinała czaszkę. Shienaranie oblegli ich zwartym kręgiem, równie podnieceni jak on.

— Trop zostawił tylko Fain, ale nie mógł się udać w żadnym innym kierunku. Na pewno ma sztylet.

— Napotkaliśmy też Białe Płaszcze — oznajmił Perrin, wyskakując z siodła. — Całe setki.

— Białe Płaszcze? — wykrzyknął Ingtar, krzywiąc się. — Tutaj? Cóż, jeśli nie będą nas nękać, to my ich też nie będziemy nękali. Może Seanchanie zainteresują się nimi, będzie nam wtedy łatwiej dotrzeć do Rogu. — Jego wzrok padł na Verin, nadal siedzącą przy ogniu. — Pewnie mi powiesz, że powinienem był cię słuchać, Aes Sedai. Ten człowiek rzeczywiście udał się do Falme.

— Koło obraca się tak, jak chce — odparła pojednawczym tonem Verin. — W przypadku ta’veren dzieje się zawsze to, co miało się zdarzyć. Być może sam Wzór domagał się tych dodatkowych dni. Wzór precyzyjnie ustawia wszystko na swoim miejscu, a gdy próbujemy to zmienić, szczególnie, gdy zamieszani są ta’veren, jego splot ulega zmianom, które na powrót umieszczają nas w tych miejscach Wzoru, w których mieliśmy się znaleźć.

Zapadła niepokojąca cisza, której Verin zdawała się nie zauważać, nadal bazgrząc leniwie patykiem.

— Teraz jednak uważam, że powinniśmy już przystąpić do sporządzania planu. Wzór nareszcie przywiódł nas do Falme, gdzie znajduje się Róg Valere.

Ingtar przykucnął po przeciwnej stronie ogniska.

— Gdy wielu ludzi powtarza to samo, to na ogół wierzę, a miejscowi twierdzą, że Seanchan jakby nie interesowało, kto przybywa albo wybywa z Falme. Zabiorę Hurina i kilku żołnierzy do miasta. Gdy już dotrzemy po tropie do Rogu... cóż, wtedy zobaczymy to, co zobaczymy.

Verin zamazała stopą koło, które właśnie naszkicowała w ziemi. Na jego miejscu narysowała dwie krótkie kreski, stykające się końcami.

— Ingtar i Hurin. A także Mat, ponieważ on wyczuje sztylet, jeśli znajdzie się dostatecznie blisko. Chcesz jechać, prawda, Mat?

Mat był wyraźnie zakłopotany, ale skwapliwie przytaknął.

— Muszę, nieprawdaż? Muszę znaleźć sztylet.

Trzecia kreska utworzyła odcisk ptasiej łapy. Verin zerknęła z ukosa na Randa.

— Pojadę — zapewnił ją. — Po to przecież tu jestem.

W oczach Verin pojawiło się dziwne światło, domyślny błysk, pod wpływem którego Randowi zrobiło się nieswojo.

— By Matowi pomóc w odnalezieniu sztyletu — powiedział oschłym tonem — a Ingtarowi w odnalezieniu Rogu.

„A także przez Faina — dodał w duchu. — Muszę znaleźć Faina, o ile nie jest za późno”.

Verin wyryła czwartą kreskę, zmieniając ślad ptasiej łapy w koślawą gwiazdę.

— I kto jeszcze? — spytała łagodnym głosem. Trzymała patyk w powietrzu.

— Ja — odezwał się Perrin, o ułamek sekundy wyprzedzając Loiala, który wszedł mu w słowo swoim: — Ja chyba też chciałbym jechać — a także Uno i pozostałych Shienaran, którzy podnieśli wrzawę, że też chcą się przyłączyć.

— Perrin był pierwszy — powiedziała Verin, jakby to przesądzało sprawę. Dodała piątą kreskę i otoczyła wszystkie pięć kołem.

Randowi włosy stanęły dęba, takie samo koło przedtem zamazała.

— Pojedzie pięciu — mruknęła.

— Naprawdę chciałbym zobaczyć Falme — odezwał się Loial. — Nigdy nie widziałem oceanu Aryth. A poza tym mogę nieść szkatułę, jeśli Róg nadal jest w niej trzymany.

— Zabierz choć mnie, mój panie — powiedział Uno. — Ty i lord Rand będziecie potrzebowali, by ktoś was wspierał mieczem, jeśli ci cholerni Seanchanie spróbują was zatrzymać.

Pozostali żołnierze oznajmili hałaśliwie, że są tego samego zdania.

— Nie bądźcie głupi — ofuknęła ich Verin. Pod wpływem jej wzroku umilkli. — Wszyscy jechać nie możecie, Nieważne jak niefrasobliwi są Seanchanie wobec obcych, z pewnością zauważą dwudziestu żołnierzy, a wy nawet bez zbroi wyglądacie na żołnierzy. Poza tym jeden albo dwóch więcej niczego nie zmieni. Pięciu to dostatecznie mało, by wjechać do miasta bez zwracania uwagi, a ponadto stosowną jest rzeczą, by wśród nich byli ci jadący z nami trzej ta’veren. Nie, Loial, ty też musisz zostać. Na Głowie Tomane nie ma żadnych ogirów. Przyciągałbyś uwagę, tak samo jak inni.

— Co z tobą? — spytał Rand.

Verin pokręciła głową.

— Zapomniałeś o damane. — Przy wypowiadaniu te· go słowa niesmak wykrzywił jej usta. — Pomóc mogłabym jedynie poprzez przenoszenie Mocy, a ściągając na was damane, bynajmniej pomocna nie będę. Taka damane nie musi znajdować się blisko, by widzieć, ona wyczuje przenoszącą kobietę albo przenoszącego mężczyznę, skoro już o tym mowa, jeśli się nie dopilnuje, by ilość przenoszonej Mocy była niewielka.

Nie spojrzała na Randa, któremu się wydało, że ona nie patrzy na niego ostentacyjnie, natomiast Mat i Perrin pode· rwali się na nogi, nagle zaalarmowani.

— Mężczyzna — żachnął się Ingtar. — Verin Sedai, po cóż piętrzyć problemy? Dość ich mamy bez podejrzewania mężczyzn o przenoszenie. Szkoda jednak, że cię tam nie będzie. Gdybyśmy cię potrzebowali...

— Nie, musicie pojechać w piątkę. — Verin przejechała stopą po kole wyrysowanym w błocie, częściowo je zamazując. Marszcząc czoło popatrzyła uważnie na każdego z nich po kolei. — Pojedzie pięciu.

Przez chwilę wydawało się, że Ingtar znowu będzie zadawał jej pytania, napotkawszy jednak twardy wzrok, wzruszył ramionami i zwrócił się do Hurina.

— Jak daleko stąd do Falme?

Węszyciel podrapał się po głowie.

— Gdybyśmy wyruszyli zaraz i jechali całą noc, bylibyśmy tam przed wschodem słońca.

— No to właśnie tak zrobimy. Dość marnowania czasu. Wszyscy osiodłajcie konie. Uno, poprowadzisz wszystkich za nami, tylko kryjcie się i nie pozwólcie, by...

Gdy Ingtar kontynuował wydawanie poleceń, Rand przyjrzał się rysunkowi. Przedstawiał teraz popsute koło, miało tylko cztery szprychy. Nie wiedzieć czemu na ten widok poczuł dreszcz. Zauważył, że Verin go obserwuje swymi ciemnymi oczyma, pojaśniałymi teraz i czujnymi jak u ptaka. Z nie lada wysiłkiem oderwał wzrok i zaczął zbierać swój dobytek.

„Pozwalasz, by wyobraźnia zwodziła cię na manowce — skarcił się z irytacją. — Ona nie będzie mogła nic zrobić, jeśli jej tam nie będzie”.

45

Mistrz miecza

Wschodzące słońce wypchnęło swój purpurowy brzeg ponad linię horyzontu, rozścielając długie cienie po wiodących do portu brukowanych ulicach Falme. Morska bryza rozwiewała unoszący się z kominów dym ogni, na których warzono poranną strawę. Na razie progi domostw opuścili tylko ci, którzy zwykli wstawać tak wcześnie, oddechy parowały im na porannym zimnie. W porównaniu z tłumami, które za godzinę miały wypełnić ulice, miasto wyglądało na nieomal opustoszałe.

Siedząc na przewróconej do góry dnem beczce, przed jeszcze zamkniętym sklepem z towarami żelaznymi, Nynaeve grzała dłonie, wsunąwszy je pod pachy i dokonywała przeglądu swej armii. Nieco dalej na jednym z progów siedziała Min, odziana w seanchański płaszcz jadła pomarszczoną śliwkę. Elayne w kaftanie z owczej skóry kuliła się u wylotu jakiejś alejki, wychodzącej na ulicę. Obok Min leżał złożony w równą kostkę wielki wór ukradziony na przystani.

1 ... 189 190 191 192 193 194 195 196 197 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)