Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 132
Перейти на страницу:

— Powiedziałbym, że w przypadku podobnych nieporozumień interweniować winien Mistrz Turnieju.

— Doskonale, znakomity argument. — Prestimion spojrzał na Wielkiego Admirała Gonivaula, którego tego dnia rano wybrano na mistrza. O zaledwie kilka głosów pokonał jedynego poza nim kandydata, prokuratora Dantiryę Sambaila.

Admirał, jeden z najwyższych książąt królestwa, potomek Amyntilira, który sprawował rządy w Labiryncie trzy kadencje przed Prankipinem, był uparty i zgryźliwy. Miał wielkie posiadłości leżące wokół Bombifale o murach z wypalonego na pomarańczowo kamienia i wielu spiralnych wieżach, uważanego powszechnie za najpiękniejsze z miast Góry Zamkowej. Z rysów twarzy przypominał nawet swego słynnego przodka, lecz policzki i szczękę pokrywała mu broda gęsta niczym futro, sięgająca niemal do powiek i opadająca na kołnierz. Włosy miał równie gęste, nosił je długie, przesłaniające czoło. Tytuł Wielkiego Admirała miał znaczenie wyłącznie ceremonialne; Gonivaul nie miał żadnego wpływu na handel morski, co więcej, nigdy chyba nie wypłynął w morze, nawet by udać się na Zimroel, choć większość książąt Góry przynajmniej raz w życiu udawała się na tę wyprawę.

— Admirale, Mistrzu Turnieju — zwrócił się do niego Prestimion — słyszałeś, co powiedział książę Korsibar. Czy rozstrzygniesz nas spór?

Gonivaul chrząknął w brodę. Zmarszczył czoło, zmrużył oczy, aż znikły niemal całkiem w gęstym, pokrywającym mu twarz zaroście, i przez bardzo długą chwilę milczał, najwyraźniej dając wszystkim do zrozumienia, że głęboko pogrążył się w myślach.

— Która lista jest późniejsza? — spytał w końcu.

— Moja — odpowiedział natychmiast Farholt.

Goniyaul odebrał karteczki od niego i od Gialaurysa, studiował je przez kolejną nieskończenie długą chwilę, by wreszcie wydać wyrok:

— Moim zdaniem możemy zawrzeć kompromis. Zapasy przesunięte zostają na środek igrzysk, pomiędzy rzut młotem a zawody łucznicze.

Farholt zgodził się na to od razu, Gialaurys jednak warknął coś i może protestowałby dalej, gdyby Prestimion nie uciszył go ostrzegawczym syknięciem.

Kiedy skończyła się kłótnia i ustalono wreszcie porządek igrzysk, służba wniosła na salę jedzenie i wino. Ci z wysoko postawionych gości w Labiryncie, którzy nie brali udziału w rozmowie, pojawili się teraz, ponieważ miała się właśnie rozpocząć uczta uświetniająca zbliżający się początek turnieju.

Książęta i diukowie zbierali się w grupach po kilku, najchętniej przy stojących tu i tam, bez żadnego określonego porządku rzeźbach. Uchodziły one za portrety Koronali i Pontifexów sprzed wielu wieków. Czekając na podanie wina, przyglądali się to tej statuetce, to owej, przesuwali palcami po liniach ostrych nosów i wysuniętych podbródków, zastanawiając się, kogo które z popiersi przedstawia.

— Arioc — powiedział Gialaurys, wskazując jedno z najprzedziwniejszych.

Zaprotestował diuk Oljebbin twierdząc, że to z pewnością Stiamot, zwycięzca w wojnie ze Zmiennokształtnymi, co doprowadziło do gorącej dysputy między nim a księciem Serithornem, który miał zaszczyt zaliczać Stiamota do swych licznych wysoko postawionych przodków. Zaraz potem niski Farąuanor, brat wielkiego Farholta, zidentyfikował posąg wysokiego mężczyzny sprawiającego wrażenie niezwykle godnego i szlachetnego jako jednego ze swych przodków, Pontifexa Guadelooma, na co książę Gonivaul zachichotał kpiąco i tak toczyła się rozmowa.

— Dobrze to zrobiłeś, od razu przekazując rozsądzenie sporu admirałowi — powiedział do Prestimiona Korsibar. Stali obok siebie w jednym z ostrych kątów siedmiobocznej sali, pod łukiem w kolorze pogodnego nieba, obramionym liniami o barwie jesiennej czerwieni. — Ci dwaj nie należą do ludzi cierpliwych, w dodatku serdecznie się nie znoszą. Jeśli jeden powie „wiosna”, drugi natychmiast odpowie mu „zima”, jeden powie „czarne”, drugi „białe” i tak dalej, można by cytować słownik, tak uwielbiają przeciwieństwa. Będzie to widok nie lada, kiedy spotkają się jako zapaśnicy.

— Mój kuzyn z Ni-moya zaledwie wczoraj wypowiedział opinię, że między tobą i mną jest dokładnie tak jak między Farholtem i Gialaurysem. — Prestimion uśmiechnął się lekko, zaledwie unosząc kąciki ust. — To znaczy, sądzi, że aż do głębi duszy jesteśmy przeciwstawni sobie nawzajem, że to istniejące między nami, naturalne napięcie powoduje automatycznie konflikt i że będziesz sprzeciwiał się pewnym sprawom tylko dlatego, że ja jestem ich zwolennikiem.

— Ach, ale przecież to nieprawda, Prestimionie. — Korsibar również się uśmiechnął, i to znacznie cieplej. — Czy wierzysz, że jest właśnie tak?

— Przytaczam tylko zdanie prokuratora.

— Rozumiem, lecz przecież obaj wiemy, jak jest w rzeczywistości. Czy stojąc tu, obok mnie, czujesz jakieś napięcie? Ja nie. Bo i dlaczego miałbym je czuć? W czym mielibyśmy rywalizować? — Korsibar klasnął, przywołując służącego. — Wina daj, wina! — krzyknął. — Dobrego, mocnego wina z Muldemar, z winnic należących do księcia!

Wielu spośród obecnych na sali uważnie się im przyglądało. Był wśród nich hrabia Iram z Normork, smukły czerwono-włosy mężczyzna słynący jako wspaniały woźnica w wyścigach rydwanów, krewny księcia Serithorna, spowinowacony z rodziną Confalume’a. Pociągnął za rękaw Septacha Melayna, spojrzeniem wskazał mu Prestimiona i Korsibara.

— Zobacz, jak sztucznie się uśmiechają, z jakim wysiłkiem starają się udawać przyjaciół — powiedział. — I z jakim wahaniem trącają się kielichami. Zupełnie jakby bali się, że gdyby zrobili to choć odrobinę mocniej, nastąpiłby wybuch.

— Mam wrażenie, że akurat ci dwaj nie znają uczucia strachu — zauważył Melayn.

Iram nie miał zamiaru się tym zadowolić.

— Ale przecież nikt nie ma chyba wątpliwości, że zachowują się wyjątkowo sztywno — naciskał. — No, w tym przynajmniej nie ma nic dziwnego, jakże niezręcznie muszą się czuć w swoim towarzystwie. Prestimion zachowuje się uniżenie wobec Korsibara, bo w końcu Korsibar jest przecież synem Koronala, w jakimś sensie opromienia go majestat władzy. Z drugiej strony jednak Korsibar zdaje sobie przecież sprawę z tego, że musi okazać uszanowanie Prestimionowi, który zostanie Koronalem — sięgnie wyżej, niż on kiedykolwiek miał okazję. Sepiach Melayn roześmiał się na te słowa.

— Prestimion zostanie władcą, oczywiście. Podejrzewam jednak, że nigdy nie sięgnie wyżej niż Korsibar.

Hrabia Iram nie należał do ludzi najbystrzejszych. Wyraźnie zaskoczyło go to stwierdzenie, w końcu jednak domyślił się, o co chodziło Melaynowi, jak każdy zresztą widzący długonogiego Korsibara górującego nad Prestimionem, sięgającym mu zaledwie do piersi. A więc Melayn miał na myśli tylko to, po prostu sobie żartował!

— W tym sensie, oczywiście — przyznał. — Rozumiem — dodał, kwitując wymuszonym śmiechem ten nie najlepszy dowcip.

— Rzeczywiście, nie była to zbyt głęboka obserwacja — przyznał Melayn, nieco zaskoczony beztroską, którą przed chwilą wykazał. Nie wolno mu było tak poniżyć księcia, uznać za gorszego od Korsibara. Nie wolno mu było tego zrobić nawet w żartach. Szerokie ramiona i otaczająca Prestimiona aura niewzruszonej pewności siebie nadawały mu godny wygląd, kłócący się z niewysokim wzrostem. Przyszły Koronal ubrany był w zaiste królewski płaszcz ze lśniącego szkarłatnego jedwabiu, przepasany szmaragdowozielonym pasem. Na szyi wisiał mu masywny złoty łańcuch z wisiorem przedstawiającym raka. Korsibar zaś jak zwyczajny sprzedawca kiełbasek miał na sobie prostą, sięgającą kolan tunikę z białego lnu oraz sandały najprostszego wzoru. Mimo imponującego wzrostu i iście królewskiej postawy, sprawiał wrażenie przyćmionego bijącym od rozmówcy blaskiem.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)