Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzecia rakieta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzecia rakieta

Электронная книга - «Trzecia rakieta». Краткое содержание книги:

Jeden trup, jeden szpieg i tajemnica służbowa
Kazimierz Korkozowicz jest znany przede wszystkim dzięki swoim książkom o tematyce historycznej. Napisał jednak także sporo kryminałów (całkiem udanych), do których możemy zaliczyć też Trzecią rakietę. Miałam na początku pewne co do tego wątpliwości, ale w końcu – jeżeli jest trup, ktoś prowadzi śledztwo i na zakończenie łapie mordercę, to przecież jest kryminał, prawda? Owszem, z wątkiem szpiegowskim, ale jednak kryminał. Zaczyna się sielsko-anielsko, gdy pan Anzelm Szarotka, emerytowany starszy księgowy, przyjeżdża do ośrodka FWP (dla młodszych, niezorientowanych – Funduszu Wczasów Pracowniczych). Nie mamy żadnych danych, gdzie dokładnie te ośrodek się znajdował, wiemy, że na odludziu, kilka kilometrów od najbliższego miasteczka. Nie był to żaden nowoczesny budynek, ale stare, masywne gmaszysko, ze względu na swoją wielkość i rozgałęzione piwnice, przypominające lochy oraz fosę zwane przez okoliczną ludność zamkiem. To ważna informacja. Pan Anzelm miał tu spędzić jakiś czas na miłym odpoczynku w miłym towarzystwie. Jednak ciężkie, czarne chmury gromadzące się na niebie podczas jego podróży dorożką (!) są zapowiedzią nie tylko zmiany pogody, ale także mogą symbolizować grozę nadchodzących wydarzeń. Pan Anzelm to starszy człowiek, o dość charakterystycznym wyglądzie, na dodatek bardzo przesądny, wrażliwy i łatwowierny. Już otrzymanie pokoju nr 13 deprymuje go okrutnie i wpędza w popłoch. Przesądy przesądami, niby w to nie wierzymy, jednak późniejsze wydarzenia pokazują, że jednak coś w tym jest… Na razie pan Szarotka poznaje towarzystwo, wszyscy spożywają kolację, po czym całe grono wczasowiczów zasiada w fotelach, rozmawiając. Na zewnątrz rzeczywiście rozszalała się zapowiadana burza, nie ma mowy o spacerze. Nastrój pewnej grozy, spowodowany burzą i błyskawicami, jest prawdopodobnie przyczyną tematu rozmowy wczasowiczów. Otóż rozpoczynają się rozmowy o duchach, kilka osób opowiada o wydarzeniach z własnego życia, w których duchy, prawdziwe lub wyimaginowane, są głównymi bohaterami. Opowieści te zachwycają pana Szarotkę, starszy pan egzaltuje się niczym panienka przed pierwszym balem. To wszystko jest tylko skromnym wstępem do kolejnych wydarzeń, które wstrząsną grupką wczasowiczów i na długo zburzą ich spokój. Okaże się, że wczasowy ośrodek jest terenem działania sił wrogich narodowi polskiemu, a podstępny wichrzyciel przybył, aby odnaleźć jakieś arcyważne materiały z czasów wojny. Niestety, gdy już przebrniemy przez momentami nudnawą opowieść, nie dowiadujemy się w końcu, jakie to materiały. To jest właśnie ta tytułowa tajemnica służbowa. Ha, mówi się trudno. Tak się tylko zastanawiam, czy to zakończenie ma świadczyć o arcyważności tych dokumentów, czy po prostu autorowi zabrakło pomysłu? Prawdopodobnie jedno i drugie.
Pomimo pewnej statyczności (wszystko dzieje się w ośrodku lub w starym młynie nieopodal) książkę czyta się dość dobrze, nawet z zaciekawieniem. Porównując ja np. do Sukcesu doktora Gordona muszę przyznać, że zdecydowanie wolę lata 50-te w Polsce, nie w Londynie.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 37
Перейти на страницу:

Brona podszedł do okna i przez pewien czas milcząc spoglądał przez szybę. Hempel widział jego szpakowatą głowę osadzoną na barczystych ramionach. Jedną rękę trzymał w kieszeni, palcami drugiej bębnił po parapecie.

– Czy nie uderza pana pewna charakterystyczna wspólna cecha tych wydarzeń – powiedział wreszcie, nie odwracając się od okna.

Hempel zastanawiał się przez chwilę.

– Nie – rzekł, ciekaw, co tamten ma na myśli.

– To mianowicie, że wszystkie one w mniejszym lub większym stopniu obracają się wokół osoby Szarotki.

Hemplowi uwaga ta nie trafiła jednak do przekonania, dlatego też zaczął zastanawiać się, po co Brona w ten sposób przedstawił sytuację.

Dociekań tych nie wyjawił głośno, natomiast powiedział:

– Spostrzeżenie może i słuszne, ale nic nie mówiące. Jaki z tego wniosek? Co może sprawcę interesować w osobie Szarotki? Poza tym, czy możemy stwierdzić z pewnością, że wszystkie zdarzenia obracały się wokół osoby tego jegomościa? Przecież to, co wiemy z całej tej historii, to tylko urywki zdarzeń. A reszta?

– „Więc nie uważa pan, że mogłoby to być punktem wyjściowym do rozważań nad tą sprawą?

– Nie trafia mi to do przekonania. Ale może dlatego, że mam własną koncepcję. Takiego ojcostwa niełatwo się wyrzec.

– Ma pan koncepcję? A to ciekawe! – Brona odwrócił się od okna i paru krokami przemierzył pokój. – Czy zechciałby mi pan ją zdradzić? Choćby po to, abym ja z kolei mógł się zająć krytyką – uśmiechnął się lekko.

– Jeden z naszych współmieszkańców, nazywam go X, ma w nie znanej nam sprawie wspólnika, którego nazwijmy Y. Otóż Y musi porozumieć się pilnie z X, ale w ten sposób, by nikt tego nie widział. Przekrada się nocą i myli okna lub też szuka, zaglądając do pokoi, gdzie znajduje się jego X. Traf chce, że spostrzega go za szybą Szarotka. Y odnajduje jednak X, który wpuszcza go do domu przez okno, a następnie ukrywa w podziemiach. Następnej nocy jednak wspólnicy bądź pokłócili się, bądź też Y stał się niebezpieczny z jakiejś przyczyny dla X i ten zabija go w piwnicy, a potem ukrywa zwłoki. Oto moja koncepcja.

– Hm… koncepcja nie jest pozbawiona cech prawdopodobieństwa. Ale jak pan w takim razie wytłumaczy list?

– Muszę przyznać, że założenia teoretyczne które panu podałem, wyłoniły się przed tym faktem. Jednak może to być dalszy ciąg tej samej historii. Załóżmy, że X podejrzewa Szarotkę, że wie on więcej, niż mówi, lub też chce go zmusić do zmiany zeznań w jakimś punkcie dla siebie niebezpiecznym. Pisze więc list ubierając go w przesadną formę w celu zastraszenia odbiorcy i zmuszenia go w ten sposób do przyjścia. Do spotkania tego nie dochodzi, gdyż Szarotka w ostatniej chwili ucieka, być może, ratując w ten sposób własną skórę.

– Jestem pewny, że ma pan opinię dobrego fachowca w swoim zawodzie – rzucił poważnie Brona, kiedy dziennikarz skończył.

Hempel roześmiał się.

– Przyjmuję to za dobrą monetę! – odparł. – A co pan o tym sądzi?

– Snują mi się po głowie pewne przypuszczenia, są one jednak zupełnie różne od pańskich. Potrzeba mi jedynie jakiegoś drobnego dowodu, by wyjaśnić tę sprawę jednym cięciem, o ile naturalnie przypuszczenia te mają rację bytu.

– Co do mnie, myślę, że za dzień, dwa moja koncepcja stanie na „pewnych nogach”. Będę mógł wtedy zapoznać pana z paroma moimi spostrzeżeniami. A chwilowo mam coś dla pana…

– Dokonał pan przeglądu pokoi? – ożywił się Brona.

– Tak…

– No i?…

Hempel bez słowa wyjął z kieszeni klucz, otworzył szafę i podał Bronie paczkę owiniętą w gazetę.

Brona długo przyglądał się koszuli i znaczącym ją plamom. Ich kolor przebijał wyraźnie poprzez brud.

– U kogo? – rzucił po chwili.

– Leżała wciśnięta w kąt szafy w pokoju Wielenia i Kuszara. Poza tym w nocnym stoliku znalazłem jeszcze tę rękawiczkę, którą wziąłem, gdyż jest w dziwny sposób zniszczona. Zresztą sam fakt jej obecności w pokoju ludzi spędzających letni urlop wydawał mi się dziwny.

– Słusznie.

– Jest pan zadowolony?

– Owszem. Te dwa przedmioty i list to dużo. Może nawet więcej, niż potrzebuję dla sprawdzenia słuszności moich podejrzeń.

– Kiedy może to nastąpić?

– W najbliższym czasie. Jeszcze raz dziękuję panu za pomoc.

Hempel nic nie odpowiedział. Rzucił okiem na zegarek i obrócił się ku drzwiom.

– Pora na kolację. Schodzi pan? Brona zastanawiał się przez chwilę.

– Nie – rzekł wreszcie – na kolacji nie będę. Proszę wyjaśnić moją nieobecność nagłym bólem zęba. Spotkał mnie pan idącego do miasteczka w celu odwiedzenia dentysty.

– O tej porze?

– Silny ból zęba dobrze działa na wzmożenie energii. Znam wypadki, kiedy ludzie budzili dentystów nawet w nocy.

– Tak – uśmiechnął się Hempel – to jest prawdopodobne. A w istocie?

– W istocie będę sprawdzał słuszność swoich podejrzeń.

– W jaki sposób, jeśli mogę wiedzieć?

– Chcę zbadać odciski palców na liście, no i te plamy krwi. Potrzebny mi jest sproszkowany grafit, powiększające szkło i parę odczynników chemicznych. Grafit można by uzyskać z ołówka, a szkło wziąć z okularów, ale hemoglobiny na miejscu zbadać się nie uda.

– Jak pan sobie poradzi w miasteczku? Przecież żadnego laboratorium tam nie ma.

– Wystarczy mi apteka.

– Widzę, że nie brak panu fachowej wiedzy z dziedziny kryminologii…

– Nie są to rzeczy zbyt zawiłe rzucił niedbale Brona. – Ale – zmienił temat rozmowy – czy Proca zjawił się wreszcie?

– O ile mi wiadomo, nie.

Brona opuścił głowę i przyglądał się swoim butom. Kiedy ją podniósł, Hempel ujrzał, że rysy jego twarzy ściągnęły się, a wokół zaciętych ust wystąpiły dwie ostre bruzdy.

– Obawiam się, że go już nie zobaczymy żywego…

– Co pan mówi!… – Dziennikarz odwrócił się gwałtownie w stronę tamtego. – Więc dalszy ciąg ofiar! Niestety, byłem zupełnie pewny, że dramat nie skończy się na tych epizodach, które już miały miejsce.

– Dramat, właściwy dramat – podkreślił Brona – dopiero się zaczął…

– To jest jednak przerażające!

– Dlatego proszę pana o zachowanie zimnej krwi i wywarcie uspokajającego wpływu na resztę towarzystwa. Mogę się mylić, o ile jednak Proca nie zjawi się do jutra rana, fakt jego śmierci będziemy musieli przyjąć jako pewnik. Mam tu na myśli pana i siebie, do chwili bowiem ewentualnego znalezienia zwłok musimy przed resztą osób bagatelizować nieobecność Procy. Proszę również nie mówić nikomu o swojej rewizji i jej wynikach.

– Czy sądzi pan, że oględziny pokoju Wieczorek i Jolanty są potrzebne?

– Na razie nie. To, co już mamy w ręku, powinno wystarczyć.

– Zatem schodzę na dół. Kiedy się zobaczymy?

– Dopiero jutro.

Kiedy Hempel wszedł do jadalni, wszyscy siedzieli już przy stole, stwierdził więc od razu, że miejsce Procy było puste.

* * *

Z brulionu Hempla:

„Znalazłem zwłoki Procy. Było to dla mnie wstrząsające przeżycie – raptownie ujrzeć martwego człowieka, z którym jeszcze tak niedawno siedziało się przy jednym stole, prowadziło rozmowy, mieszkało pod jednym dachem, człowieka młodego, pełnego życia.

Postanowiłem uszeregować moje wrażenia, myśli i przeżycia, tak jak one nastąpiły po sobie, by notatki te nie stanowiły chaotycznej gmatwaniny, ale nie wiem, czy zdołam wywiązać się z tego zadania, biorąc pod uwagę stan swoich nerwów.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 37
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)