Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
— Jak pan zapewne wie, kapitanie, miałam wątpliwą przyjemność bycia celem kilku zamachów, toteż kiedy wraz z ojcem opracowywaliśmy parametry tej protezy, zaproponował kilka niestandardowych usprawnień — wyjaśniła, podając mu magazynek. — To jedno z nich.
Po czym uniosła lewą rękę i wydała kolejne polecenie, w wyniku którego wskazujący palec gwałtownie się wyprostował, a pozostałe zacisnęły zupełnie jak na rękojeści pulsera.
— Obawiam się, że po każdym użyciu musiałabym rekonstruować czubek palca — przyznała. — Ale zgadzam się z ojcem, że to niewielka cena.
— Rozumiem… — wykrztusił Isenhoffer nadal pod silnym wrażeniem. — Pani ojciec to bardzo przewidujący człowiek, księżno.
— Zawsze tak uważałam — zgodziła się, starannie ignorując spojrzenie LaFolleta.
Isenhoffer poczekał, aż doprowadziła się do porządku, a potem zaproponował:
— Skoro jest pani gotowa, zapraszam.
— Naturalnie. — Honor odebrała od Simona Nimitza i w ślad za Isenhofferem weszła do sali odpraw.
Była przekonana, że w korytarzu zainstalowano kamery, i miała nadzieję, że obserwujący jej przybycie Herzog wyciągnął właściwe wnioski z tej małej demonstracji. Tym bardziej, że obecności broni nie wykrył system bezpieczeństwa w windzie, która była najlogiczniejszym miejscem do zainstalowania go. A że nie wykrył, widać było po reakcjach tak Isenhoffera, jak i Marines. Poza tym przetestowała to na systemach pałacu Mount Royal, pałacu Protektora i swoich własnych w Harrington House. Choć te ostatnie z pewnością zostaną znacznie zmodyfikowane, gdy tylko LaFollet będzie miał okazję to zrobić. Podobnie jak wszystkie inne w jej otoczeniu — znała go zbyt dobrze, by w to wątpić.
Teraz nie było to istotne. Ważne było, że udowodniła Herzogowi, że gdyby chciała, mogła zjawić się na spotkaniu uzbrojona, i że nie zrobiła tego, bo obiecała, że przyjdzie nie uzbrojona. Nie wątpiła, że zrozumie dokładnie, co chciała mu przekazać.
Być może był to drobiazg, ale zaufanie budowane było właśnie na drobiazgach, a tym razem jak nigdy dotąd potrzebowała, by Chien-lu jej zaufał.
Gwardziści naturalnie weszli zaraz za nią i odruchowo sprężyli się, widząc dwóch członków osobistej ochrony stojących za fotelem Rabenstrange’a. Oboje zmierzyli Honor krótkimi, ostrymi spojrzeniami, potwierdzając istnienie sensorów w windzie i kamer w korytarzu, po czym skupili uwagę na LaFollecie, Mattinglym i Hawke’u. Ci zrobili to samo, a Honor uśmiechnęła się w duchu, czując ich emocje.
A potem przestała się uśmiechać, koncentrując uwagę na drobnym mężczyźnie siedzącym w fotelu ustawionym u szczytu stołu konferencyjnego.
— Witam na pokładzie Campenhausen, księżno — odezwał się Chien-lu von Rabenstrange.
— Dziękuję za to, że znalazł pan dla mnie czas, milordzie.
Rabenstrange uśmiechnął się leciutko.
Dzięki Nimitzowi czuła jego ostrożność, ale i zaciekawienie. A co ważniejsze, coś na kształt zaufania. Miała nadzieję, że tak będzie, ale od ostatniego spotkania minęło jednak trochę czasu i owo prawie empatyczne porozumienie znacznie wykraczające poza sprawy zawodowe, jakie nawiązali wówczas, mogło zniknąć lub ulec poważnym zmianom. Nie zniknęło — choć warunki, w jakich się teraz spotykali, miały wpływ na jego podejście, nadal wierzył w jej osobistą uczciwość… przynajmniej na tyle, by zgodzić się na to niespodziewane spotkanie.
— Muszę przyznać, że pani obecność tutaj nieco mnie zaskoczyła. Biorąc pod uwagę okoliczności, napięcie i ostatnie niefortunne incydenty między naszymi okrętami, nie spodziewałem się bezpośredniego kontaktu na tym szczeblu.
— Przyznam się, że na to właśnie liczyłam — poinformowała go spokojnie Honor, a widząc jego pytająco uniesione brwi, dodała z uśmiechem: — Chciałam z panem omówić coś niecodziennego i uznałam, że w ten sposób najskuteczniej zwrócę pańską uwagę.
— Doprawdy? — tym razem on się uśmiechnął. — Cóż, księżno, nie mogę gwarantować, że podzielę pani opinię co do powodu wizyty, ale przyznaję, że moją uwagę zwróciła pani naprawdę skutecznie. Proszę usiąść i powiedzieć, co panią sprowadza.
Wskazał jej gestem fotel na wprost swojego. Honor usiadła, umieściła Nimitza na kolanach i zaczęła mówić:
— Jestem świadoma napięcia panującego między Imperium a Królestwem i nie proponuję, byśmy w jakiś magiczny sposób znaleźli we dwoje rozwiązanie tego problemu. Jest to coś, co musi nastąpić na wyższym szczeblu. Jednakże ostatnio dowiedziałam się o czymś i uważam, że powinien wiedzieć o tym także przedstawiciel Imperium w tym rejonie. Są to informacje, które mogą mieć określony wpływ na dyslokację tak pańskich, jak i moich sił oraz na plany każdego z nas.
— Jakież to informacje?
— Otóż…
ROZDZIAŁ LII
— I co o tym wszystkim sądzisz, Zhenting?
Herzog von Rabenstrange wraz z szefem sztabu stali na pomoście flagowym Campenhausena, obserwując na głównej holoprojekcji taktycznej symbol HMS Troubadour zbliżający się ku granicy przejścia w nadprzestrzeń.
— Sądzę… — Isenhoffer urwał, wzruszył lekko ramionami i dokończył: — Sądzę, że to brzmi bardzo… wygodnie dla księżnej Harrington, sir.
— Wygodnie? — powtórzył Rabenstrange i przyjrzał się podkomendnemu z namysłem, przekrzywiając jednocześnie głowę. — Interesujący dobór określenia, Zhenting. Może sam bym go nie użył, ale to nie znaczy, że nie pasuje… No dobrze, ale jak by to nie było wygodne dla niej w pewnych okolicznościach, generalnie jest dla niej zdecydowanie niewygodne. Sądzę, że do jej sytuacji idealnie pasuje stare określenie „między młotem a kowadłem”.
— Zgadza się, ale jeśli zdoła nas przekonać, byśmy nie byli kowadłem… albo młotem… — Isenhoffer nie zmienił zdania.
Jego upór stanowił jeden z powodów, dla których Chien-lu wybrał go na szefa swego sztabu. Nie znosił bowiem oficerów przytakujących przełożonym, wychodząc, ze słusznego wniosku, że nie ma z nich prawdziwego pożytku.
— Być może — przyznał Rabenstrange, nie kryjąc wątpliwości. — Mimo to sądzę, że Jego Wysokość będzie pod wrażeniem logiczności jej analizy sytuacji. Zakładając naturalnie, że dane, na których jest ona oparta, mają pokrycie w rzeczywistości.
— To jest najistotniejszy element całej tej informacji — zgodził się Isenhcffer i widać było, że chce jeszcze coś powiedzieć, ale znjenił zdanie.
— Tak? — zachęcił go Chien-lu.
— Chciałem tylko dodać, sir, że choć nadal mam wątpliwości co do motywów księżnej Harrington, nie wierzę by pana okłamała.
Widać było, że przyznanie tego nie przyszło mu łatwo i Chien-lu uśmiechnął się lekko. Isenhoffer wolałby tego nie mówić, bo jako szefowi sztabu znacznie bardziej pasowałoby mu argumentowanie, że Harrington wymyśliła całą sprawę lub ją wyolbrzymiła. Na nieszczęście dla siebie był na to zbyt uczciwy. Co równocześnie powodowało iz jego podejrzenia dotyczące motywów Harrington były znacznie istotniejsze.
— Sądzę, że w tej kwestii nie tylko jej motywy są podejrzane — powiedział powoli Rabenstrange. — A raczej że jej motywy są mniej podejrzane od motywów innych. Załóżmy że księżna powiedziała nam wyłącznie prawdę i że analizy jej oficerów wywiadu są prawidłowe. Wtedy należy zadać sobie pytanie, o co chodzi Republice.
— Przepraszam, sir, ale w mojej opinii odpowiedź jest raczej prosta i oczywista. Na miejscu prezydent Pritchart już dawno użyłbym siły, by wymusić na Królestwie za kończenie negocjacji pokojowych. Zakładając oczywiście, ze byłbym w stanie. Jeśli o to chodzi, uważam, że księżna Harrington zupełni szczerze przedstawiła zamiary Republiki tak względem okupowanych systemów, jak i stacji Sidemore.