Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
Rufa się uniesie i wyprostuje, jak tonący pływak, jak umierająca dusza, a my zanurzymy się w ciemności.
— Śmierć to tylko iluzja — oświadczył Stead. Dźgnął ogień pogrzebaczem. — Pułapka nauki i braku wiary. — Poruszył żagwie, wzniecając pióropusz popiołu i iskier. — „Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi”, pani Lander, „niż się ich śniło waszej filozofii” — oświadczył i wyszedł z sali.
— I co dalej? — spytała z lękiem pani Grant.
Potem zabierają cię do kostnicy i rozcinają klatkę piersiową, aby zmierzyć ranę kłutą i ustalić przyczynę śmierci. Potem wiozą cię do kostnicy i wstrzykują do żył środek balsamujący, w policzki odpowiednie żywice, a zęby szorują ajaksem. Potem zagrzebują cię w ziemi.
— I co dalej? — powtórzyła Edith. — Kiedy zgasną światła?
Wszyscy na nią patrzyli w oczekiwaniu na odpowiedź.
— Potem statek tonie — wyjaśniła.
Zapadła cisza, przerwana przez panią Woollam.
— „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg”. — Odetchnęła lękliwie. — Ważne, aby wierzyć w Jezusa.
— I dobrze się sprawować — uzupełniła Edith i podniosła wysoko brodę.
— I grać kartami, które się otrzymało — dodał Yates.
— Właśnie o to chodzi — potwierdziła Joanna i podniosła pozostałe karty. Dwójka. Szóstka. As.
— Ile kart dla pani? — spytał Yates.
— Dwie — odparła i popchnęła dwie karty w stronę Yatesa. Spełnił jej prośbę. Jeszcze zanim podniosła karty, wiedziała, co otrzymała.
— Otwieram za sto — stwierdził pan Funderbruk.
— Dokładam do pańskiej setki i przebijam o kolejne sto — oznajmiła Edith. Wszyscy pozostali, nawet pan Stead i pani Woollam, włączyli się do rozgrywki.
— Sprawdzam — zwróciła się do wszystkich Joanna. — Za wszystko, co mam. — Przesunęła na środek stos czerwonych żetonów.
— Kiedy nadejdzie koniec — zaczęła Edith, wyciągając dłoń, aby wziąć Yatesa za rękę. — Kiedy to się stanie, co zrobimy?
Joanna pomyślała, że już to zrobili, i spojrzała na nich z zazdrością. Poświęciliście swoje miejsca na łodzi i życie, aby ocalić wszystkie matki i dzieci.
— Koniec nie może jeszcze nadejść — sprzeciwił się pan Funderburk. — Najpierw powinna być retrospekcja życia.
Oto ona, pomyślała Joanna, wpatrując się w Edith, w Yatesa, to jest retrospekcja życia, świadomość, że się nie udało, choć innym się powiodło: poddali się próbie i wyszli z niej zwycięsko. Maisie, pomyślała z rozpaczą. Maisie jest ważna, a ja ją zawiodłam.
— Co pani ma? — spytał Yates, a Joanna wyłożyła karty.
— Dwie pary. Asy i ósemki.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł Greg.
— Połowa pokładu G jest pod wodą, a także cały salon jadalniany pierwszej klasy.
Pani Grant wstała, wykręcając ręce.
— Ile jest jeszcze czasu do końca, jak pani myśli?
— Trudno powiedzieć — zastanowiła się Joanna. — Nieodwracalna śmierć mózgu następuje w czasie od czterech do sześciu minut, lecz synapsy wciąż rozbłyskują jeszcze przez kilka minut.
— Minęło już więcej czasu — oświadczyła z nadzieją pani Grant. — Może…
— Czas nie oznacza… — zaczęła Joanna, kręcąc głową.
— Ostatnia standardowa łódź została opuszczona na wodę za pięć druga — wtrącił się pan Briarley. — Światła zgasły kwadrans po drugiej, a pięć minut później statek poszedł na dno. Oznacza to, że między jednym a drugim był odstęp około dwudziestu mi…
— Standardowe łodzie? — uświadomił sobie Greg Menotti. — Co to znaczy standardowe łodzie?
— Czego nie oznacza czas? — spytała pani Grant.
— Na pokładzie znajdowały się także cztery składane łodzie o płóciennych burtach — wyjaśnił pan Briarley. — Na wodę opuszczono tylko dwie z nich. Składana łódź A została zmyta z pokładu i zatonęła, a składana łódź B wywróciła się do góry dnem. Dwóm mężczyznom udało się na nią wspiąć, lecz…
— Gdzie one są? — Greg zwrócił się do Joanny.
— Greg… — zaczęła.
— Czego nie oznacza czas?
Greg złapał ją za rękę i zmusił do wstania, zrzucając karty i żetony na podłogę.
— Gdzie były składane łodzie?
— Nad kwaterami oficerskimi — stwierdził pan Briarley.
— Gdzie są te kwatery? — warknął Greg.
— Nic nie rozumiesz — sprzeciwiła się Joanna. — To nie jest Titanic. To metafora. Jesteśmy…
Greg ścisnął ją boleśnie za ramię.
— Gdzie są kwatery oficerskie? Na którym pokładzie?
— Nawet gdybyś znalazł te łodzie, jest już za późno — jęknęła. — Miałeś zawał. Nie ży…
— Który pokład?
— Łodziowy — odparła z rezygnacją.
— Gdzie dokładnie?
— Po prawej burcie. Między sterówką i pomieszczeniem radiotele…
Radiotelegrafisty. Tam, skąd Jack Phillips wysyłał sygnały SOS jeszcze długo po tym, jak odpłynęły łodzie. Skąd do samego końca wzywał pomocy.
— Między sterówką i czym? — wrzasnął Greg, lecz Joanna oswobodziła się z jego chwytu i pobiegła, co sił w nogach.
Rozdział 48
„Trzymaj mocno!”