Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 225
Перейти на страницу:

Rufa się uniesie i wyprostuje, jak tonący pływak, jak umierająca dusza, a my zanurzymy się w ciemności.

— Śmierć to tylko iluzja — oświadczył Stead. Dźgnął ogień pogrzebaczem. — Pułapka nauki i braku wiary. — Poruszył żagwie, wzniecając pióropusz popiołu i iskier. — „Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi”, pani Lander, „niż się ich śniło waszej filozofii” — oświadczył i wyszedł z sali.

— I co dalej? — spytała z lękiem pani Grant.

Potem zabierają cię do kostnicy i rozcinają klatkę piersiową, aby zmierzyć ranę kłutą i ustalić przyczynę śmierci. Potem wiozą cię do kostnicy i wstrzykują do żył środek balsamujący, w policzki odpowiednie żywice, a zęby szorują ajaksem. Potem zagrzebują cię w ziemi.

— I co dalej? — powtórzyła Edith. — Kiedy zgasną światła?

Wszyscy na nią patrzyli w oczekiwaniu na odpowiedź.

— Potem statek tonie — wyjaśniła.

Zapadła cisza, przerwana przez panią Woollam.

— „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg”. — Odetchnęła lękliwie. — Ważne, aby wierzyć w Jezusa.

— I dobrze się sprawować — uzupełniła Edith i podniosła wysoko brodę.

— I grać kartami, które się otrzymało — dodał Yates.

— Właśnie o to chodzi — potwierdziła Joanna i podniosła pozostałe karty. Dwójka. Szóstka. As.

— Ile kart dla pani? — spytał Yates.

— Dwie — odparła i popchnęła dwie karty w stronę Yatesa. Spełnił jej prośbę. Jeszcze zanim podniosła karty, wiedziała, co otrzymała.

— Otwieram za sto — stwierdził pan Funderbruk.

— Dokładam do pańskiej setki i przebijam o kolejne sto — oznajmiła Edith. Wszyscy pozostali, nawet pan Stead i pani Woollam, włączyli się do rozgrywki.

— Sprawdzam — zwróciła się do wszystkich Joanna. — Za wszystko, co mam. — Przesunęła na środek stos czerwonych żetonów.

— Kiedy nadejdzie koniec — zaczęła Edith, wyciągając dłoń, aby wziąć Yatesa za rękę. — Kiedy to się stanie, co zrobimy?

Joanna pomyślała, że już to zrobili, i spojrzała na nich z zazdrością. Poświęciliście swoje miejsca na łodzi i życie, aby ocalić wszystkie matki i dzieci.

— Koniec nie może jeszcze nadejść — sprzeciwił się pan Funderburk. — Najpierw powinna być retrospekcja życia.

Oto ona, pomyślała Joanna, wpatrując się w Edith, w Yatesa, to jest retrospekcja życia, świadomość, że się nie udało, choć innym się powiodło: poddali się próbie i wyszli z niej zwycięsko. Maisie, pomyślała z rozpaczą. Maisie jest ważna, a ja ją zawiodłam.

— Co pani ma? — spytał Yates, a Joanna wyłożyła karty.

— Dwie pary. Asy i ósemki.

Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł Greg.

— Połowa pokładu G jest pod wodą, a także cały salon jadalniany pierwszej klasy.

Pani Grant wstała, wykręcając ręce.

— Ile jest jeszcze czasu do końca, jak pani myśli?

— Trudno powiedzieć — zastanowiła się Joanna. — Nieodwracalna śmierć mózgu następuje w czasie od czterech do sześciu minut, lecz synapsy wciąż rozbłyskują jeszcze przez kilka minut.

— Minęło już więcej czasu — oświadczyła z nadzieją pani Grant. — Może…

— Czas nie oznacza… — zaczęła Joanna, kręcąc głową.

— Ostatnia standardowa łódź została opuszczona na wodę za pięć druga — wtrącił się pan Briarley. — Światła zgasły kwadrans po drugiej, a pięć minut później statek poszedł na dno. Oznacza to, że między jednym a drugim był odstęp około dwudziestu mi…

— Standardowe łodzie? — uświadomił sobie Greg Menotti. — Co to znaczy standardowe łodzie?

— Czego nie oznacza czas? — spytała pani Grant.

— Na pokładzie znajdowały się także cztery składane łodzie o płóciennych burtach — wyjaśnił pan Briarley. — Na wodę opuszczono tylko dwie z nich. Składana łódź A została zmyta z pokładu i zatonęła, a składana łódź B wywróciła się do góry dnem. Dwóm mężczyznom udało się na nią wspiąć, lecz…

— Gdzie one są? — Greg zwrócił się do Joanny.

— Greg… — zaczęła.

— Czego nie oznacza czas?

Greg złapał ją za rękę i zmusił do wstania, zrzucając karty i żetony na podłogę.

— Gdzie były składane łodzie?

— Nad kwaterami oficerskimi — stwierdził pan Briarley.

— Gdzie są te kwatery? — warknął Greg.

— Nic nie rozumiesz — sprzeciwiła się Joanna. — To nie jest Titanic. To metafora. Jesteśmy…

Greg ścisnął ją boleśnie za ramię.

— Gdzie są kwatery oficerskie? Na którym pokładzie?

— Nawet gdybyś znalazł te łodzie, jest już za późno — jęknęła. — Miałeś zawał. Nie ży…

— Który pokład?

— Łodziowy — odparła z rezygnacją.

— Gdzie dokładnie?

— Po prawej burcie. Między sterówką i pomieszczeniem radiotele…

Radiotelegrafisty. Tam, skąd Jack Phillips wysyłał sygnały SOS jeszcze długo po tym, jak odpłynęły łodzie. Skąd do samego końca wzywał pomocy.

— Między sterówką i czym? — wrzasnął Greg, lecz Joanna oswobodziła się z jego chwytu i pobiegła, co sił w nogach.

Rozdział 48

„Trzymaj mocno!”

Ostatnie słowa Karla Wallendy

Pani Davenport powiedziała Richardowi, że jeszcze wczoraj rozmawiała z Joanną.

— Ma dla pana wiadomość — tłumaczyła. — Kazała panu przekazać, że jest szczęśliwa i nie chce, aby pan jej żałował, bo śmierć to nie koniec. To tylko przejście na Tamtą Stronę.

— Muszę wiedzieć, kiedy po raz ostatni widziała ją pani po tej stronie — nie ustępował Richard. — Widziała ją pani w dniu śmierci?

— Ona nie umarła — sprzeciwiła się pani Davenport. — Pozbyła się tylko ziemskiej powłoki. Jej duch będzie żył na wieki.

Richard uznał, że traci czas. Pani Davenport nic nie wie. Miał jednak zbyt wiele do stracenia, aby się odwrócić i wyjść.

— Czy widziała ją pani w dniu, kiedy zabito jej ziemską powłokę?

— Tak — potwierdziła. — Widziałam, jak zmierzała ku jaskrawemu światłu, w którym skrywał się anioł, wyciągający do niej rękę. Prowadził ją do światła, a ja wiedziałam, że udało się jej pokonać granicę. Cieszyłam się, albowiem nie ma lęku, smutku i samotności po Tamtej Stronie. Jest tam tylko szczęście.

— Pani Davenport — warknął Richard, a parapsychiczne zdolności pacjentki musiały jej podpowiedzieć, że jego cierpliwość się wyczerpała.

— Tamtego dnia nie widziałam jej w doczesnej powłoce. Od wielu tygodni nie miałam okazji się z nią spotkać, chociaż kilkakrotnie przesyłałam jej wiadomości na pager. — Uśmiechnęła się świątobliwie. — Teraz rozmawiam z nią niemal każdego dnia. Chciała panu przekazać, że w sposób naukowy nie uda się panu odkryć prawdy o śmierci ani życiu. Jeśli pragnie pan to uczynić, musi pan skoncentrować się na poszukiwaniu światła.

— Czy powiedziała też: „Rosabelle, uwierz”?

— Rzeczywiście, ma pan rację. Pamiętam, że wypowiedziała te słowa — ożywiła się pani Davenport. — Stwierdziła: „Powiedz Richardowi Rosabelle, uwierz„. Co to znaczy?

To oznacza, że pani ma taki sam kontakt z Tamtą Stroną, jak wszyscy farbowani mistycy, z którymi rozmawiała żona Houdiniego.

— Pora na mnie — oświadczył Richard.

1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)