Ziemia słonych skał
- Автор: Сат-Ок
- Год: 1958
- Язык: польский
- Год: Czytelnik
- Жанр: Приключения про индейцев
Электронная книга - «Ziemia słonych skał». Краткое содержание книги:
Wcisnęliśmy się do pierwszego kręgu wojowników. Tuż koło nas przebiegał Gorzka Jagoda krążąc jak ogromny ptak wokół ogniska. Znów nastała cisza — słychać w niej było tylko świst piór u ramion Gorzkiej Jagody, jego szybki oddech i trzask płonących w ognisku gałęzi.
W końcu, jakby wzbijając się na skrzydłach, czarownik wskoczył na olbrzymi bęben, którego dopadło ośmiu wojowników. Zaczęli oni obracać lewą ręką bęben, prawą zaś wybijać takt tańczącemu czarownikowi. Zaciskałem dłonie na piersiach — Gorzka Jagoda tańczył taniec polującego orła. To powoli ważył się na rozpiętych skrzydłach, to szybko wirował wkoło, czasem znów, złożywszy skrzydła, padał szybko na kolana, by w chwilę potem znów poderwać się wysokim skokiem i znów zataczać tak szerokie koła, jak czynią to wielkie orły skalne.
Głos bębnów wzmagał się raz po raz, opadał na chwilę, by znów przybierać na szybkości i sile. W jego coraz śpieszniejszy rytm zaczął wpadać nowy dźwięk — wysoki, rwący uszy świst piszczałki.
I wtedy z kręgu wojowników wyskoczył pomocnik Gorzkiej Jagody. Niebieski Koń. Pochwyciłem skaczącą Sowę za rękę, spojrzeliśmy na siebie. Niebieski Koń miał pod kolanami uwiązane łapy królicze, wzdłuż twarzy zaś, tuż koło uszu, zwieszały mu się z pióropusza dwa pęki króliczych słuchów.
A więc był to taniec orła polującego na królika.
Gorzka Jagoda wciąż krążył na wielkim bębnie. Coraz to wzmagał się tupot jego stóp. Głosy piszczałek przebijały noc. Płomień ogniska buchał coraz wyżej…
I oto w pewnej chwili „orzeł” Gorzka Jagoda rzucił się na „królika” Niebieskiego Konia. A wtedy? Wtedy zrozumiałem, że moja nadzieja zostanie spełniona. W tej właśnie chwili spośród kręgu wojowników wypadła długa tępa strzała i ugrzęzła między piórami czarownika. Orzeł-czarownik padł.
Nastała wielka cisza. Tylko dalekie echo przyniosło nam z powrotem dudnienie bębnów. Nikt nie śmiał się poruszyć, nikt nie śmiał nawet odetchnąć. Zdawało się, że nawet czerwone języki płomieni zamarły w bezruchu. A kiedy ostry świst piszczałki znów rozerwał ciszę i znów ożyły bębny, czarownik wstał, wzniósł twarz w stronę księżyca i wyrzucił ku górze ręce z krzykiem:
— Sat-okh!
— Saat-ookh! Saat-ookh!
Wszyscy powtórzyli zawołanie czarownika. Imię to poniosło się po raz pierwszy nad osadą, polaną, rzeką i lasem.
Czarownik zaś po raz ostatni zawirował. A potem podbiegł do mnie — chwycił mnie za rękę, wciągnął w środek koła.
— Sat-okh! Sat-okh! Sat-okh! — coraz prędzej krzyczeli wojownicy, coraz ostrzej świstały piszczałki, coraz głośniej biły bębny.
A mnie ogarnęła radość i duma — bo oto czarownik wielki, Gorzka Jagoda, odtańczył przed całą osadą historię mojego zwycięstwa nad orłem i nadał mi imię. Nazywałem się Sat-okh, Długie Pióro. Już nikt nie nazwie mnie Uti-Maleńki!
Mam imię!
Zacząłem tańczyć taniec zwycięstwa i radości.
Dopiero gdy zabrakło mi tchu, gdy po jednym ze skoków padłem na kolana i ciężko było się podnieść, a ktoś pochylił się nade mną i pomógł wstać — dopiero wtedy zauważyłem, że w kręgu wykrzykujących po raz pierwszy moje imię wojowników znalazł się też Wysoki Orzeł, mój ojciec, wnuk wielkiego Tecumseha.