Gwiazdka Z Nieba
- Автор: Куинн Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
– Robert… – zaczęła ostrzegawczo.
– No dobrze. Ale najpierw podziękowania za czekoladowe ciasto. – Pochylił się i śmiało ją pocałował. – To będzie mi musiało wystarczyć na całe popołudnie.
Wytarła usta grzbietem dłoni.
– Podlec.
Zachichotał.
– Nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczoru, panno Lyndon.
– Nawet się do mnie nie zbliżaj. Uniósł brwi.
– Chyba tego nie unikniesz.
7
Przez cały wieczór i poranek następnego dnia nie było żadnych wieści od Roberta i Victoria zaczęła się łudzić, że w końcu dał jej spokój.
Myliła się.
Znalazł ją kilka godzin przed planowaną porą kolacji. Energicznym krokiem szła przez hol, gdy nagle pojawił się przed nią Robert. Podskoczyła przerażona.
– Robert! – zawołała, przykładając dłoń do piersi, aby uspokoić skołatane serce. Wzięła głęboki oddech i rozejrzała się, czy w pobliżu nikogo nie ma. – Nigdy więcej nie strasz mnie w ten sposób.
Uśmiechnął się szelmowsko.
– Chciałem ci zrobić niespodziankę.
– Obejdzie się – burknęła.
– Sprawdzam tylko, jak ci idą przygotowania do wielkiego debiutu.
– Nie jestem debiutantką – odparła. – A jeśli musisz wiedzieć, to boję się przeraźliwie. Nie przepadam za arystokratami i na myśl, że spędzę kilka godzin w ich towarzystwie, cierpnie mi skóra.
– A co ci zrobili arystokraci, że tak ich nie lubisz? Któryś nie chciał się z tobą ożenić? – Spojrzał świdrującym wzrokiem. – Szkoda, że wszystkie twoje plany wzięły w łeb. Nieźle się natrudziłaś, knując, jak postawić na swoim.
– Nie wiem, o czym mówisz – odparła zdziwiona.
– Nie?
– Muszę już iść. – Chciała ominąć go lewą stroną, ale zastąpił jej drogę. – Robert!
– Nie mogę się doczekać kolacji w twoim towarzystwie.
– Daj spokój – powiedziała, lekceważąc jego słowa, jego oczach widziała wyraźną niechęć.
– Nie wierzysz mi? – zapytał.
– Twoje usta mówią co innego niż oczy. A poza tym dawno temu nauczyłam się nie wierzyć w ani jedno twoje słowo. Zawrzała w nim złość.
– Co to ma znaczyć, do diabła?
– Już ty dobrze wiesz.
Ruszył do przodu i przyparł ją do ściany.
– To nie ja kłamałem – powiedział niskim głosem, wbijając palce w jej ramiona.
Podniosła wzrok.
– Zejdź mi z drogi.
– Żebym stracił okazję do tak pouczającej konwersacji? Nie ma mowy.
– Robert, jeśli ktoś nas zobaczy…
– Dlaczego ty ciągle się boisz, że ktoś nas zobaczy?
Złość wezbrała w Victorii już do takiego poziomu, że zaczęła dygotać.
– Jak w ogóle śmiesz o to pytać? – syknęła.
– Nie brakuje mi śmiałości, kochanie.
Świerzbiła ją ręka. Jego policzek był blisko. I wyglądałby wspaniale z czerwoną pręgą.
– Po raz ostatni proszę…
– Już po raz ostatni? To dobrze. Trochę mnie to znudziło.
– Zacznę krzyczeć.
– I sprowadzisz wszystkich, którym tak bardzo nie chcesz się pokazywać?
– Robert…
– Och, na Boga. – Otworzył najbliższe drzwi, chwycił ją za rękę i pociągnął do środka. – Proszę. Teraz jesteśmy sami.
– Oszalałeś? – Nerwowo rozglądała się dokoła, żeby ustalić, gdzie są.
– Spróbuj się uspokoić. – Stanął przy drzwiach w pozycji nieubłaganego bóstwa. – To mój pokój. Nikt nas tu nie znajdzie.
– To nie jest skrzydło gościnne – zauważyła.
Wzruszył ramionami.
– Lady Hollingwood skończyły się pokoje, więc umieściła mnie w części rodzinnej. Podobno ze względu na mój hrabiowski tytuł.
– Dobrze wiem o twojej pozycji i płynących z niej przywilejach – wycedziła lodowatym tonem.
Pominął ten przytyk milczeniem.
– A więc teraz jesteśmy sami i możemy swobodnie dokończyć rozmowę.
– Nie przyszło ci nigdy do głowy, że ja cię po prostu nie lubię? I że właśnie z tego powodu nie chcę zostać sam na sam z tobą?
– Nie.
– Robert, ja mam swoje zajęcia. Nie mogę tu być.
– Ciekawe, jak wyjdziesz – rzekł, opierając się o drzwi.
– Nie narażaj mnie na utratę posady. Ty sobie możesz wrócić do Londynu i dalej wieść beztroskie życie – mówiła gniewnym głosem. – Ja takiej możliwości nie mam.
Delikatnie pogładził ją po policzku.
– Miałabyś wyjście, gdybyś tylko się zdecydowała.
– Przestań. – Nienawidziła siebie za to, że jego dotyk sprawia jej przyjemność. Odwróciła się plecami. – Sprawiasz mi ból.
Łagodnie położył dłonie na jej ramionach.
– To dla mnie najcudniejszy z komplementów.
– Komplement? – krzyknęła, wyrywając mu się z rąk. – Masz wypaczoną moralność.
– Nadzwyczaj dziwne, że to właśnie ty mówisz takie słowa.
– Ja nie trwonię całego czasu na uwodzenie niewinnych dziewczyn.
– A ja nie próbuję sprzedawać ciała i życia za tytuł i majątek.
– I kto to mówi? Ty, który już zaprzedałeś duszę!
– Może to wyjaśnisz? – warknął.
I w tym momencie poczuła, że ma dosyć jego tonu głosu, więc powiedziała: – Nie.
– Nie prowokuj mnie, Victoria.
– To ty mnie nie prowokuj – ostrzegła. – Nie masz najmniejszego prawa wydawać mi poleceń. Mogłeś mieć… – Załamał jej się głos i przerwała, żeby wziąć się w garść. – Wszystko mogłeś mieć, ale się zrzekłeś.
– Czyżby?
– Nie ma sensu o tym rozmawiać. Sama nie wiem, po co zaczęłam.
– Nie wiesz?
– Nie dotykaj mnie. – Cofnęła się kilka kroków, ale on ruszył za nią. Promieniował charakterystycznymi dla siebie ciepłem i męskością. Poczuła ciarki na skórze.
– Mów dalej – rzekł łagodnie. – Dobrze wiesz, że sprawy między nami nigdy nie zostały do końca rozwiązane.
Wiedziała, że to prawda. Ich związek urwał się nagle. I pewnie dlatego to spotkanie po latach jest tak trudne. Ale teraz nie chciała na Roberta patrzeć. Pragnęła tylko zapomnieć.
Bała się, że po raz drugi złamie jej serce, jeżeli znowu będą się spotykać.
– Zaprzecz temu – szepnął. – Nalegam.
Milczała.
– A więc nie zaprzeczasz? – Przeszedł przez pokój, wziął ją w ramiona i oparł brodę na jej głowie. Setki razy stali tak objęci, ale nigdy wcześniej nie odczuwali przy tym tak wiele goryczy. Robert nie wiedział, dlaczego ją przytula. Wiedział tylko, że nie może zachować się inaczej.
– Czemu to robisz? – szepnęła. – Czemu?
– Sam nie wiem. – I na Boga, to była prawda. Powtarzał sobie, że chce ją zrujnować. Część jego duszy nadal pragnęła zemsty. Przecież Victoria tak bardzo go zraniła i przez wiele lat jej za to nienawidził.
Ale przytulanie tej dziewczyny było tak stosowne. Nie znajdował na to innego słowa. Żadna inna kobieta tak idealnie do niego nie pasowała, a przez minione siedem lat próbował dopasować wiele z nich, gdy w desperacji chciał pozbyć się z pamięci tej jednej.
Czy naprawdę można jednocześnie kochać i nienawidzić? Wcześniej w to nie wierzył, ale teraz nie był już tego pewien. Przesunął usta po ciepłej skórze jej skroni.
– Czy inni mężczyźni tak cię przytulali? – szepnął, z lękiem oczekując odpowiedzi. Choć sądził, że Victorii zależało tylko na jego majątku, to czuł zazdrość na myśl o innym mężczyźnie u jej boku.
Nie odpowiedziała od razu. Robert był cały spięty. Po chwili pokręciła głową.
– Dlaczego? – zapytał z odrobiną rozpaczy w glosie. – Dlaczego?
– Nie wiem.
– Ze względu na pieniądze? Struchlała.
– Co takiego?
Przesuwając usta w stronę szyi dziewczyny, całował ją namiętnie.