Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Boża klepsydra [Deepsix - pl]
Boża klepsydra [Deepsix - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Boża klepsydra [Deepsix - pl]

Электронная книга - «Boża klepsydra [Deepsix - pl]». Краткое содержание книги:

Jack McDevitt to autor wielu bestsellereów science fiction. Jego styl wyróżnia się lekkością narracji, przygodową akcją i poważnym podejściem do zagadnień naukowych. Niniejsza książka stanowi luźną kontynuację wydanej przed kilku laty powieści „Boża maszyneria”. Cały cykl składa się jeszcze z tomów: „Chindi”, „Omega” i „Odyssey”. Fabuła książki skupia się wokół nadrzędnego celu jaki przyświeca każdemu naukowcowi, czyli dotarciu do prawdy, poszerzeniu limitów ludzkiej wiedzy. Jak dużo jesteśmy w stanie poświecić dla odkrycia, z którym nie zetknął się do tej pory żaden człowiek? Nasz czas? Naszą reputację? Naszą karierę? A może nawet życie?
Na kilka tygodni przed spodziewanym zniszczeniem planety Deepsix w wyniku kolizji z gazowa planetą-gigantem, badacze odkrywają ruiny na powierzchni globu, które mogą oznaczać, że istnieje tam cywilizacja. Akademia nakazuje naukowcom z przelatujących w pobliżu statków, żeby ci wylądowali na powierzchni planety i przeprowadzili niezbędne analizy artefaktów. Dodatkowo do grupy naukowców dołącza popularny z powodu swojego ciętego języka i wyrazistych poglądów znany w całej galaktyce publicysta, który nigdy wcześniej nie opuścił Ziemi. Kiedy lądowniki ekspedycji zostają zniszczone, na skutek trzęsienia ziemi spowodowanego zbliżaniem się gazowego giganta, ekipa musi znaleśc sposób na opuszczenie planety zanim dojdzie do kolizji.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 117
Перейти на страницу:

— To coś innego — odparł. — Fakt, że na Deepsix żył ktoś, kto umiał układać kamienie jeden na drugim, nie ma wielkiego znaczenia. Zwłaszcza w obliczu faktu, że i te istoty, i kamienie zaraz przeniosą się do lepszego świata.

Spojrzała na niego i dostrzegła w jego oczach determinację.

— Panie MacAllister, pewnie jest pan ciekaw, czemu chciałam z panem rozmawiać.

— Niespecjalnie.

— Bardzo chciałabym…

— Przeprowadzić ze mną wywiad.

— Tak. Rzeczywiście chciałabym. Gdyby poświecił mi pan chwilę.

Sam kiedyś był młodym dziennikarzem. Dawno temu. I czuł, że tej kobiecie trudno będzie odmówić. Dlaczego? Czyżby jakoś przełamała jego bariery?

— O czym? — spytał.

— Taka ogólna rozmowa. Może pan mówić, o czym pan tylko chce. Choć oboje przylecieliśmy tu, żeby obserwować katastrofę, więc na pewno ten temat by się pojawił.

Przyszło mu do głowy, że powinien zażądać przysłania pytań z wyprzedzeniem. Nie chciał jednak, żeby rozeszła się wieść, iż jeden z najbardziej spontanicznych myślicieli świata musi mieć wszystko przygotowane zawczasu.

— Proszę mi powiedzieć… — Zawahał się, nie wiedząc, co mówić. — Proszę mi przypomnieć, jak się pani nazywa.

— Casey Hayes.

— Casey, proszę mi powiedzieć, jak to się stało, że pani się tu znalazła? Miała pani jakieś informacje wcześniej?

Przekrzywiła głowę i spojrzała na niego. Uznał, że mu się podoba. Była inteligentna jak na dziennikarkę.

— Ależ skąd — odparła. — Właściwie nie jestem tu w pracy. Bilet dostałam w prezencie na urodziny od rodziców.

— Gratulacje — rzekł. — To musi być szczęście mieć takich rodziców.

— Dziękuję. Muszę przyznać, że perspektywa oglądania zderzenia planet niesie w sobie pewien potencjał. Jeśli oczywiście podejść do tego odpowiednio.

— Zobaczmy więc, czy pani się to udało. Jak pani miała zamiar do tego podejść?

— Znajdując jednego z najbardziej błyskotliwych dziennikarzy na świecie i przedstawiając czytelnikom jego reakcję.

Ta kobieta była bezwstydna.

Patrzyła na niego. Pomyślał, że dostrzegł w jej oczach błysk obietnicy, sugestię nagrody czekającej na końcu drogi, ale przypisał to temu samemu męskiemu oprogramowaniu, które trzymało go w miejscu i uniemożliwiło mu szybki powrót do kajuty.

— Może porozmawialibyśmy jutro przy lunchu? — zaproponowała. — Ma pan czas? Restauracja na górnym pokładzie jest całkiem miła.

Restauracja na górnym pokładzie była najbardziej eleganckim miejscem na statku. Skóra i srebro. Świece. Bach grany na fortepianie. Bardzo barokowa.

— Wolałbym gdzie indziej — odparł.

— Dobrze. — Była układna. — Gdzie pan woli?

— Wybór miejsca pozostawiam pani jako inteligentnej dziennikarce. Gdyby miała pani rozmawiać z kimś o znaczeniu „Titanica” albo „Rancocas”, jakie miejsce by pani zaproponowała?

Obrzuciła go niepewnym spojrzeniem.

— Nie mam pojęcia — odparła.

— Oba zostały wydobyte i do pewnego stopnia odbudowane, więc chyba nic nie byłoby lepsze niż kajuta?

— Och — odparła. — Chce pan powiedzieć, że dobrze byłoby polecieć na powierzchnię?

Czy rzeczywiście chciał? Ale z drugiej strony, czemu nie? To ważne historyczne doświadczenie. Bycie w samym sercu wydarzeń nie zaszkodzi jego reputacji. Może byłby w stanie właściwie zinterpretować wydarzenia. Pocieszyciele, sentymentaliści i moraliści całego świata będą w wyjątkowej formie, opowiadając, jaką to lekcję daje nam zagłada inteligentnego gatunku. (Oczywiście nikt nie pokusi się o refleksję, w jakim stopniu ten gatunek rzeczywiście jest inteligentny). Będzie się dużo mówić o tym, że katastrofa to ostrzeżenie Wszechmocnego. Przyszło mu do głowy, że gdyby istotnie znaleziono któreś z tych nieszczęsnych stworzeń, rozpoczęto by rozdzierającą serce akcję ratunkową mającą na celu ewakuację tych istot, być może z wykorzystaniem „Wieczornej Gwiazdy”.

Więc czemu nie?

— Tak — oznajmił. — Jeśli chcemy rozmawiać o Deepsix, Deepsix jest właściwym miejscem.

Miała niepewną minę.

— Nie wiem, czy uda się to załatwić — rzekła. — Przecież nie organizują wycieczek na powierzchnię?

Zaśmiał się.

— Nie. Ale jestem pewien, że coś można wymyślić. Mamy jeszcze parę dni.

Wróciwszy do swojej kajuty, MacAllister zamknął drzwi i opadł na fotel.

Ta dziennikarka przypominała mu Sarę.

Nie fizycznie. Sara miała delikatniejsze rysy twarzy i włosy ciemniejsze o kilka tonów, no i nie była tak wyniosła. Były mniej więcej tego samego wzrostu i wagi, ale poza tym fizyczne podobieństwo właściwie nie istniało.

Ale coś w tym było.

Może oczy. Tyle że Sara miała zielone, Casey zaś niebieskie. Mimo to było coś w ich spokojnym spojrzeniu, w uśmiechu błąkającym się w kącikach ust albo delikatnym tonie głosu, kiedy sądziła, że nie uda jej się w inny sposób dopiąć swego.

Czy może była to tylko gra wyobraźni, bo brał udział w tak pamiętnym rejsie i bardzo chciałby, żeby Sara tu była.

Po dwudziestu latach bezlitosnych ataków na małżeństwo jako instytucję dla upośledzonych umysłowo płci obojga, ewolucyjną pułapkę, poznał ją pewnego wieczora podczas spotkania z grupą młodych dziennikarzy. Zaprosiła go na kolację, bo pracowała nad pewnym zleceniem, które wymagało przeprowadzenia z nim wywiadu. Był wtedy chyba najbardziej znanym mizoginistą Ameryki. Głosił, że wielka namiętność zawsze przemija. Uważał, że najdłuższy okres to jeden rok, trzy miesiące i jedenaście dni.

W przypadku Sary nie miał okazji sprawdzić tych wyliczeń. Osiem miesięcy od ich pierwszego spotkania, trzy tygodnie po ślubie, zginęła w bezsensownym wypadku na łodzi. Nie było go tam, kiedy to się stało — siedział w biurze i pracował nad Premierem.

Minęło już wiele czasu, a jednak nie było dnia, żeby o niej nie myślał.

Sara była osobą o zmiennym nastroju: czasem sceptyczna, czasem zachwycona, na przemian melancholijna i roześmiana. Jej nazwisko brzmiało „Dingle” i czasem mawiała, że jedynym powodem, dla którego zgodziła się wyjść za mąż, była chęć jego zmiany. Twierdziła, że zawsze ją wprawiało w zakłopotanie.

Nie wiedział dlaczego, ale miał wrażenie, że duch Sary opanował całą kajutę.

Dureń. Chyba zaczął się starzeć.

Wziął z automatycznego baru drinka truskawkowego i uruchomił katalog biblioteki. Była tam powieść Ramseya Taggarta, której chciał się przyjrzeć. Taggarta był jednym z jego odkryć, ale zaczął się psuć. MacAllister porozmawiał z nim raz, wyjaśniając mu, w których punktach nie ma racji. Niestety, jego ostatnia książka, posępny melodramat o cudzołóstwie w górach, nie wykazywał poprawy. Jeśli ten trend się utrzyma, MacAllister będzie musiał zagonić go do roboty w bardziej formalny sposób. Publicznie.

Przeanalizował w myślach rozmowę z Casey, bo miał wrażenie, że coś mu umknęło. Nie był typem człowieka, który pakuje się w kłopoty, żeby przeżywać coś za innych, a mimo to zgodził się na przeprowadzenie wywiadu w miejscu ze wszech miar dla niego niedogodnym. Dlaczego to zrobił?

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)