Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Smok Odrodzony
Smok Odrodzony - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Smok Odrodzony

Электронная книга - «Smok Odrodzony». Краткое содержание книги:

Smok Odrodzony
1 ... 175 176 177 178 179 180 181 182 183 ... 210
Перейти на страницу:

Kiedy odciął już gorący metal, wsunął go do osolonej wody w jednej z beczek. Gdyby użył wody nie solonej, hartowanie byłoby bardziej gwałtowne, stosowano ją więc do twardszych metali, podczas gdy oliwa nadawała się raczej do miękkich, na przykład do noży. Oraz mieczy, jak słyszał, nigdy jednak nie zdarzyło mu się uczestniczyć przy wykuwaniu żadnego.

Kiedy metal oziębił się wystarczająco i przybrał barwę ciemnoszarą, wyjął go z wody i zaniósł na szlifierkę. Odrobina uważnej pracy wypolerowała ostrze. Znów ostrożnie je rozgrzał. Tym razem jego kolory były głębsze, słomiany, brązowy. Kiedy brązowy zaczął przebiegać po metalu jak fale, ponownie go ochłodził. Potem będzie można ostatecznie wyprofilować ostrze. Kolejne ochłodzenie zniszczyłoby efekty odpuszczania, które zrobił przed chwilą.

— Bardzo zręczny kawałek roboty — powiedział kowal. —Żadnego zbędnego ruchu. Szukasz pracy? Moi uczniowie właśnie odeszli, wszyscy trzej, bezwartościowi głupcy, a ja miałbym dla ciebie mnóstwo roboty.

Perrin potrząsnął głową.

— Nie wiem, jak długo pozostanę w Łzie. Chciałbym popracować trochę dłużej, jeżeli nie miałby pan nic przeciwko temu. Minęło dużo czasu i stęskniłem się za tym. Może mógłbym wykonać część pracy, którą powinni robić pańscy uczniowie.

Kowal głośno parsknął.

— Jesteś o niebo lepszy niż każdy z tych prostaków, którzy tylko stroili miny i gapili się w przestrzeń, mamrocząc coś o swoich koszmarach. Jak gdyby komuś czasami nie przyśniło się coś złego. Tak, możesz tutaj popracować, jak długo tylko zechcesz. Światłości, mam zamówienia na tuzin ośników i trzy topory dla bednarza, a cieśla mieszkający dalej na tej ulicy potrzebuje młota do wbijania czopów, a. . . Zbyt długo by wymieniać. Zacznij od ośników, a zobaczymy, jak wiele uda nam się zrobić przed nocą.

Perrin zatracił się w pracy, na czas jakiś zapomniał o wszystkim prócz żaru i metalu, pierścienia swego kowadła oraz zapachu kuźni, ale wreszcie nadszedł czas, gdy uniósł oczy znad swej roboty i zobaczył, jak kowal — powiedział, że nazywa się Dermid Ajala — zdejmuje swoją kamizelkę, a w odrzwiach wychodzących na podwórzec do podkuwania koni rozpościera się mrok. Jedyne światło w kuźni dochodziło z paleniska i dwóch lamp. Na kowadle przy jednym z zimnych palenisk siedziała Zarine i patrzyła na niego.

— A więc naprawdę jesteś kowalem — powiedziała.

— Bez wątpienia jest, pani — powiedział Ajala. — Określił siebie jako ucznia, ale praca którą dzisiaj wykonał, wystarczy na jego mistrzowskie dzieło, jeśli ja miałbym o tym decydować. Piękne uderzenia, równe i mocne.

Perrin, słysząc te komplementy, zaczął nerwowo szurać nogami, a kowal uśmiechnął się do niego. Zarine patrzyła na nich obu, niczego nie rozumiejąc.

Perrin poszedł, by zawiesić kamizelkę i fartuch na właściwych kołkach, ale kiedy je zdjął, nagle uświadomił sobie wzrok Zarine, spoczywający na jego plecach. To było tak, jakby go dotknęła; na chwilę jej ziołowy zapach stał się wszechogarniający. Szybko wciągnął koszulę przez głowę, gwałtownie wepchnął ją w spodnie i sięgnął po kaftan. Kiedy się odwrócił, na twarzy Zarine dostrzegł jeden z tych lekkich, tajemniczych uśmiechów, które zawsze wprawiały go w zakłopotanie.

— Czy to właśnie zamierzasz zrobić? — zapytała. — Przebyłeś całą tę drogę, aby na powrót zostać kowalem?

Ajala przerwał zamykanie do połowy już zasuniętych drzwi na podwórze i słuchał.

Perrin ujął ciężki młot, którego używał, z dziesięciofuntową głowicą i trzonkiem długości jego ramienia. Dobrze leżał mu w dłoni. Pasował. Kowal raz popatrzył na jego oczy i nawet nie mrugnął; to praca była ważna, umiejętność dawania sobie rady z metalem, a nie kolor czyichś oczu.

— Nie — powiedział smutno. — Może kiedyś, mam przynajmniej taką nadzieję. Ale jeszcze nie dziś.

Odwiesił młot na ścianę.

— Weź go. — Odkaszlnął Ajala. — Zazwyczaj nie rozdaję dobrych narzędzi, ale. . . Praca, którą dzisiaj wykonałeś warta jest dużo więcej, niźli wynosi cena młota, a być może dzięki niemu owe „kiedyś” przybliży się choć trochę. Człowieku, jeżeli widziałem kiedyś kogoś, kto stworzony został, by trzymać w dłoniach kowalski młot, to jesteś nim ty. Tak więc weź go. Zatrzymaj sobie.

Perrin zacisnął dłoń na trzonku. Rzeczywiście pasował.

— Dziękuję — powiedział. — Nie potrafię powiedzieć ile to dla mnie znaczy.

— Tylko pamiętaj: „kiedyś”. Po prostu nie zapomnij o tym.

Kiedy wyszli z kuźni, Zarine spojrzała na niego i powiedziała:

— Czy masz jakieś wyobrażenie na temat tego, jak dziwni bywają ludzie, kowalu? Nie masz. Nie sądzę, żebyś miał.

Pospieszyła naprzód, zostawiając go z młotem w jednej dłoni, podczas gdy drugą drapał się po głowie.

We wspólnej sali nikt nie spojrzał na człowieka o złotych oczach, niosącego w dłoni kowalski młot. Poszedł do swego pokoju, tym razem nie zapominając o zapaleniu świecy. Kołczan i topór wisiały na tym samym kołku na gipsowej Ścianie. Stał teraz, trzymając w jednej dłoni topór a w drugiej młot. Dzięki wadze samego metalu, topór, ze swoim ostrzem w kształcie półksiężyca i ostrym kolcem z drugiej strony, był dobre pięć lub sześć funtów lżejszy od młota, ale zdawał się być cięższy dziesięciokrotnie. Zawiesił topór na kołku, postawił młot pod ścianą, opierając go o nią trzonkiem. Trzonki topora i młota dotykały się nieomal, dwa kawałki drewna równej grubości. Dwa kawałki metalu podobnej wagi. Przez długi czas siedział na stołku, wpatrując się w nie. Wciąż patrzył, kiedy Lan wsadził głowę w drzwi.

— Chodź, kowalu. Musimy porozmawiać.

— Jestem kowalem — powiedział Perrin, a Strażnik zmarszczył brwi.

— Nie udawaj, że oszalałeś, kowalu. Jeżeli nie zdołasz sam utrzymać się w szeregu, możesz nas wszystkich pociągnąć w przepaść.

— Dam sobie radę — warknął Perrin. — Zrobię wszystko co konieczne. Czego chcesz?

— Ciebie, kowalu. Nie słyszałeś? Idziemy, wiejski chłopcze.

To przezwisko, którym tak często dokuczała mu Zarine, rozzłościło go, poderwał się na równe nogi, ale Strażnik zdążył już się odwrócić. Perrin pośpieszył za nim na korytarz i poszedł w kierunku frontu gospody, zamierzając powiedzieć Strażnikowi, że dosyć już ma tych: „kowalu” i „wiejski chłopcze”, że ma na imię Perrin Aybara. Lan jednak wszedł do jedynego w gospodzie gabinetu, którego okna wychodziły na ulicę.

Perrin poszedł za nim.

— Teraz słuchaj ty, Strażniku. . .

— To ty posłuchaj, Perrin — powiedziała Moiraine. — Bądź cicho i słuchaj.

Jej twarz była pogodna, ale oczy ponure jak i ton głosu.

Perrin nie spostrzegł dotąd, że w pomieszczeniu zdążyli się zgromadzić już wszyscy, z wyjątkiem jego i Strażnika, tamten stał teraz oparty jedną ręką o gzyms kominka. Moiraine siedziała za prostym stołem z czarnego dębu pośrodku pokoju. Wszystkie pozostałe krzesła z wysokimi, rzeźbionymi oparciami były wolne. Zarine, z nachmurzoną miną, stała oparta o ścianę po przeciwnej stronie pokoju niż Lan, a Loial postanowił usiąść na podłodze, gdyż krzesła były w istocie za małe dla niego.

1 ... 175 176 177 178 179 180 181 182 183 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)