Czarne okręty
- Автор: Сломчинский Мацей
- Язык: польский
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Czarne okręty». Краткое содержание книги:
- Nie był tam nikt... - rzekł książę z wahaniem - lecz sądzimy, jako i wy, że tam właśnie jest jeden z krańców świata.
- A cóż mówiono, gdy udawałeś się na północ?
no podobnie, że udaję się ku krawędzi świata. Lecz, jak widzisz, królu, nie dotarłem do niej, gdyż wciąż płynęliśmy przez krainy zamieszkałe przez ludzi, choć mowa ich i obyczaje inne były niźli nasze.
- Na północ od nas żyją inne ludy. Także na wschód i zachód. A choć o morzu na wschodzie nie słyszałem ani ja, ani nikt z mego ludu lub kupców, którzy czasem nas odwiedzają, wiem jednak, że jeśli posuniesz się na zachód i skręcisz ku północy, napotkasz je.
- Tam właśnie pragniemy dotrzeć.
- A jeśli morzem tym nie da się wam skierować później ku południowi? Być może jest ono tym, które oblewa krańce świata?
- Rozważałem to... - Widwojos skinął głową. -Wówczas popłyniemy wzdłuż jego południowego wybrzeża, aż dotrzemy do wielkiej rzeki, która wpadać będzie do niego z południa. I rzeką ową ruszymy ku domowi, tak jak inną rzeką ruszyliśmy na północ, porzucając inne morze.
Król w zamyśleniu skinął głową.
- Nie pragnąłbym nigdy porzucić krainy, w której się narodziłem, gdyż wydaje mi się piękna i jest w niej wszystko, czego pragnę ja i mój lud, prócz soli, lecz wymieniamy ją z innymi za to, co tu zdobywamy. Mimo to pojmuję, że inni budują wielkie okręty, aby odbywać dalekie podróże, tak jak to czynią kupcy, których to jest rzemiosłem. Lecz nie odpowiedziałem jeszcze na twe pytanie, dostojny cudzoziemcze. Rzekłeś, że pragniesz odpłynąć stąd rychło, gdy tylko minie chłód i wody na powrót staną się wodami. Zezwól więc, że powiem ci, kiedy to nastąpi. Jeśli słońce, które włada światem, a jest jego stwórcą i bogiem najwyższym, zechce okazać swą łagodność, trzykrotnie jeszcze księżyc ukaże się w pełni, nim śniegi stopnieją i ruszą pierwsze wezbrane wody. Wkrótce potem świat zacznie zielenić się i zaśpiewają ptaki. Lecz bywa i tak, że gdy niebiosa spuszczą pierwszy śnieg, jak to ujrzałeś przed dwoma dniami, leży on przez cztery i pięć pełni księżyca, a żadna ofiara, choćby było nią życie króla, nie może wzruszyć rozgniewanego Bóstwa.
- Pięć pełni księżyca! - zawołał Widwojos nie mogąc pohamować zdumienia i lęku.
- Gdy byłem młody... - rzekł król - pięć pełni minęło, a nadeszły mrozy jeszcze straszliwsze niźli te, które były przed nimi. Nie mieliśmy już jadła, a ludzie byli zbyt wyczerpani, by upolować dość zwierzyny dla całej osady. Zwierzęta ginęły wówczas w lasach i zasypywał je śnieg. Owego ranka, gdy pierwsze dziecko umarto z głodu, bowiem w wyschniętej piersi matki zabrakło pokarmu, ojciec mój rozkazał zapalić wielki stos pośrodku jeziora, wzniósł ręce ku niebu i błagając jasnego boga, by zechciał swym gorącym promieniem stopić lody i sprawić, by śnieg zniknął z ziemi, wszedł na ów stos i wołał wznosząc ramiona tak długo, aż dym i płomienie zakryły go przed naszymi oczyma. A my dorzucaliśmy do stosu wciąż nowe naręcza przez dzień cały i całą noc, aż wreszcie lód w owym miejscu stopił się i wszystko zniknęło w głębi jeziora. A następnego dnia począł dąć ciepły wiatr...
Urwał czekając, aż stary Nasios wyłoży sens jego słów księciu. Później rzekł:
- Jest rzeczą królów: oddać życie w ofierze, gdy nadejdzie czas. Jeśliby tego nie uczynił, bóstwo daremnie oczekujące ofiary wygubiłoby cały nasz lud. A mówię ci o tym, czcigodny cudzoziemcze, abyś pojął, że nie mogę rzec, jak długo będziecie tu zamieszkiwali czekając, aż rzeki ruszą i okręt wasz będzie mógł odpłynąć. Lecz gdy to nastąpi, wskażemy wam drogę, abyście mogli podążyć ku zachodowi, gdyż sami nie odnaleźlibyście jej. Bowiem na zachód od nas i sąsiadów naszych, do których odesłaliśmy nasze kobiety, rozpoczyna się kraina bezdennych bagien i topieli przeciętych wielu rzekami i strumieniami, gdzie nawet maleńka łódź zabłąkałaby się i ugrzęzła, a wasz wielki okręt musiałby utknąć wśród trzęsawisk. Wówczas zgubieni bylibyście bez ratunku, otoczeni bezkresną topielą, która pochłania nawet drobne nierozważne zwierzęta, jeśli się tam zapuszczą, a żywi jedynie ptactwo wodne, żaby i potwory błotne.
- Straszliwe są te nowiny dla mnie - rzekł cicho Widwojos. - Lecz zapewne ja i cała załoga mego okrętu winniśmy wdzięczność naszym i twoim bogom, że nas tu przywiedli w porę.
- I ja wdzięczny jestem na równi z wami - rzekł król - bowiem jednego mam tylko syna, a zwą go Me-sen, jak mnie zwą Sulnc, a gdy ja umrę, imię moje przejdzie na niego, a jego imię na syna jego.
Słowa te wyłożył Nasios mówiąc, że jedno z nich oznacza księżyc, a drugie - słońce i jest imieniem królewskim.
Białowłosy wszedł do izby i stał przez chwilę pocierając twarz. Wydawało mu się, że mróz tego wieczora jest jeszcze straszliwszy niźli wczoraj. Odetchnął głęboko ciepłym powietrzem przesyconym wonią oliwy.
- Tchnienie zamarzło mi w nozdrzach... - rzekł cicho z trudem poruszając wargami. Podszedł do ognia.. Dotknął palcami nosa, pod którym podobnie jak na ustach czuł kryształki lodu.
Perilawos, który końcem noża przesuwał w kociołku syczące placki, roześmiał się.
- Czy słyszysz, Terteusie? Któż uwierzy nam, gdy poczniemy opowiadać po powrocie, jak to Białowłosy wszedł niosąc w sobie zamarzniętą duszę, bo czymże innym jest tchnienie? Czy uwierzy nam kto? Nikt, bowiem trzeba to ujrzeć na własne oczy! Wszyscy wiedzą, że gdy zginie człowiek, dusza jego żyć może nadal i unosić się wokół ciała, a nawet mścić się na wrogach, lecz czy słyszał kto o człowieku, którego dusza zmarła, gdy on sam dalej kroczył żywy i zdrów?
- To prawda! - rzekł Terteus śmiejąc się. Odrzucił skóry legowiska i powstał. - Czy byłeś przy okręcie?
Białowłosy bez słowa skinął głową i przesunął się do ognia, oddychając głęboko i zacierając ręce. Na brwiach osiadł mu biały szron.