Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna Honor [War of Honor - pl]
Wojna Honor [War of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna Honor [War of Honor - pl]

Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Nikt nie chciał tej wojny — ani Thomas Theisman, ani Królestwo Manticore, ani Imperium Andermańskie. A już na pewno nie Honor Harrington. Mimo to wybuchła, i to na kilku frontach równocześnie. Teraz zaś nie było już szans na ucieczkę w ciągnące się latami negocjacje pokojowe. Co gorsza, wszystko zaczęło wskazywać na to, że zwiększy się zarówno jej skala, jak i liczba uczestników. Tymczasem kolejna próba pozbycia się admirał Harrington spełzła na niczym za sprawą jej wiernych przyjaciół i nieprzeciętnych zdolności taktycznych.
1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 224
Перейти на страницу:

— A dane wyciągnięte z komputerów niszczyciela?

— Zabezpieczenie na wszelki wypadek — oznajmił Janacek z niezmąconą pewnością siebie. — Planujący operację musieli uwzględnić, że niszczyciel natknie się na ciężki krążownik albo i krążownik liniowy, a przy naszych kompensatorach bezwładnościowych nie było pewne, że zdoła mu uciec. Kapitan naszego okrętu mógł uznać, że sprawa jest zbyt poważna, i dokonać abordażu. Umieszczono więc odpowiednie dane w systemie komputerowym, najprawdopodobniej zamaskowane tak, by wyglądało na to, że załoga próbowała wyczyścić system, ale jej się nie udało do końca, i przeszkolono załogę w oficjalnej wersji, której się mają trzymać. Ktoś najwyraźniej zdążył uruchomić ten plan, nim Bachfish rozstrzelał niszczyciel. Zapadła długa chwila ciszy.

— Pan naprawdę w to wierzy? — spytał w końcu uprzejmie White Haven.

Janacek poczerwieniał z wściekłości.

— Oczywiście, że wierzę! Nie twierdzę, że wszystkie detale musiały akurat tak wyglądać, ale nie ma takiej możliwości, by Theisman wysłał tam jakiekolwiek poważne siły, nie mówiąc już o takich, jakie sugeruje Harrington. Nie mówiąc już o tym, że nie można zgrać takiego planu i że on się po prostu nie może udać, powód jest prosty: Theisman nie ma tylu okrętów, by mógł sobie pozwolić na wycofanie większych sił z głównego teatru działań. Sens ma jedynie dywersja i dezinformacja.

— W które pan oczywiście nie ma zamiaru uwierzyć?

— Nie mam — nadaj się Janacek. — Najmniejszego.

— A nie przyszło panu przypadkiem do głowy, że być może to nie jest dezinformacja, lecz jest to dywersja? — spytał cicho White Haven.

— O czym pan mówi?

— Jeśli księżna Harrington ma rację i do Konfederacji zostały wysłane poważne siły Marynarki Republiki z zadaniem zaatakowania stacji Sidemore i zniszczenia stacjonujących tam okrętów, to nie dość, że oznaczałoby to wznowienie walk, ale także to, że Republika jest do tego przygotowana i że skoro gotowa jest zrobić to na tak odległym teatrze działań, to przede wszystkim jest gotowa do ataku na głównym. Nawet zakładając, że to dywersja mająca odciągnąć część naszych sił do Konfederacji, oznacza to, że planuje podjęcie działań gdzieś, najprawdopodobniej tu, na głównym froncie. Poza tym każde rozproszenie sił na skutek takiej dywersji jest czasowe. Jeśli dalibyśmy się oszukać, ale nie znaleźli w ciągu kilku tygodni lub najdalej paru miesięcy żadnych śladów tej Drugiej Floty, odwołalibyśmy wysłane tam posiłki. A wówczas równowaga sił wróciłaby do obecnego stanu, o czym Theisman wie równie dobrze jak my. To naprawdę dobry strateg, może mi pan wierzyć. Skoro rozproszenie naszych sił byłoby tylko chwilowe, rodzi się pytanie, po co chciałby je odciągnąć. Odpowiedź jest tylko jedna: ma zamiar wykorzystać ten właśnie czas do ataku.

— Niech się pan na coś zdecyduje — zaproponował jadowicie Janacek. — Przyszedł pan tu z żądaniem, bym wysłał posiłki stacji Sidemore. Teraz pan twierdzi, że jeśli tak postąpimy, zrobimy dokładnie to, czego chce Theisman.

— Nic podobnego nie powiedziałem! — osadził go White Haven. — Wskazałem jedynie, że jeśli pańskie analizy są słuszne, w co zresztą ani przez moment nie wierzę, to jasno wynika z nich duże prawdopodobieństwo ataku ze strony Republiki. Natomiast jeśli rację ma księżna Harrington, zagrożenie to jest potwierdzone, a nie tylko prawdopodobne.

— Napięcie rzeczywiście rośnie — przyznał niechętnie Janacek. — A groźba wznowienia działań jest większa, niż była jeszcze kilka miesięcy temu. Jeśli chce pan, żebym przyznał, że przerwanie budowy rozpoczętych okrętów było błędem, to przyznaję to. Nieoficjalnie. Jednak nic w analizach wywiadu nie wskazuje na to, by Marynarka Republiki była w stanie stawić nam czoło w walce.

— A jeśli Marynarka Republiki nie zgadza się z tymi analizami?

— To przekona się na własnej skórze, jak jest głupia!

— W takim razie czy choć wzmocni pan siły stacjonujące w Trevor Star, a tym w pozostałych systemach podwyższy stopień gotowości? — spytał White Haven, czując, że mu nerwy puszczają.

— Siły, o których pan wspomniał, cały czas są w gotowości bojowej, a co się tyczy Trzeciej Floty, już jest to niezwykle silny związek taktyczny i dodatkowe wzmocnienie go jedynie zwiększyłoby napięcie między nami a Republiką, nie zwiększając w żaden praktyczny sposób bezpieczeństwa Trevor Star.

— Czyli mówiąc krótko: wzmocnienie Trzeciej Floty i zaalarmowanie dowódców sił w okupowanych systemach jest politycznie nie do przyjęcia, tak?

— Tak — oznajmił z uporem Janacek.

White Haven zamilkł i przyglądał mu się przez kilka długich sekund, po czym ze smutkiem potrząsnął głową.

— Wie pan — powiedział uprzejmie — gdybym nie słyszał tego na własne uszy, nie uwierzyłbym, że stałeś się pan jeszcze głupszy, niż byłeś.

Twarz Janaceka cały czas utrzymująca ciemnoczerwony kolor teraz zbliżyła się barwą do buraka. Poruszył szczęką, jakby jego usta niezależnie od umysłu oślepionego wściekłością próbowały coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

White Haven przyglądał mu się jeszcze przez dwie-trzy sekundy, a potem ponownie z żalem potrząsnął głową.

— Jest oczywiste, że nie ma sensu próbować przemówić panu do rozumu z powodu jego braku — ocenił z lodowatą pogardą. — Dobrego dnia życzę.

I wymaszerował z gabinetu, nim Janacek odzyskał głos.

* * *

— Edwardzie, myślę, że powinniśmy poważnie zastanowić się nad dalszym wzmocnieniem stacji Sidemore.

— To nie wchodzi w rachubę! — warknął Janacek, zastanawiając się równocześnie, co też Pierwszy Lord Przestrzeni słyszał na temat rozmowy z White Havenem.

Chakrabarti jedynie spojrzał na niego zaskoczony niespodziewaną wrogością.

I cierpliwie czekał na odpowiedź.

Po paru sekundach Janacek westchnął i spytał:

— A gdzie proponujesz znaleźć posiłki? Zwłaszcza po nocie, którą właśnie wysłaliśmy Pritchart? Jeśli oboje z Theismanem okażą się aż tak głupi, by zerwać negocjacje, będziemy potrzebowali wszystkich okrętów, które mamy, znacznie bliżej niż w Konfederacji.

— W takim razie powinniśmy sporządzić nowe rozkazy dla księżnej Harrington.

— Jakie znów nowe rozkazy?!

— Polecające, by oddała Imperium wszystko, czego zechce! — odparł z niezwykłą stanowczością Chakrabarti.

— Co?! — Janacek wytrzeszczył na niego oczy.

— Przeczytałem ponownie wersję tego, co zaszło w systemie Zoraster, autorstwa Sternhafena. To jedno wielkie łgarstwo. A odrzucenie przez niego oferty wspólnego śledztwa jednoznacznie wskazuje, że Imperium jest prawie gotowe zażądać dużych obszarów Konfederacji. Uważam, że Imperator zaryzykuje wojnę z nami, byle te obszary uzyskać, choć przy pomocy tego akurat incydentu usiłuje zmusić nas do ustępstw i uniknąć eskalacji poziomu konfrontacji. Nie zaskoczyłoby mnie, gdyby wzrost napięcia między nami a Republiką skłonił go do wniosku, że nie jesteśmy wystarczająco silni, by przeciwstawić mu się w Konfederacji, wzmacniając stację Sidemore. Wniosku zresztą jak najbardziej zgodnego z prawdą.

— Przecież zgodnie z informacjami Francisa Imperialna Marynarka jeszcze nie zajęła stanowisk umożliwiających działania na większą skalę.

— Francis się myli — odparł Chakrabarti, nie kryjąc pogardy. — Zresztą nie pierwszy raz. Nie wiem, czy Imperium już zakończyło przebazowanie sił, ale na pewno je kończy, wbrew jego opinii i zebranym przez jego ludzi informacjom. Gdyby było inaczej, Sternhafen nie byłby taki bezczelny. A do tego jest jeszcze sprawa Hecate. Francis uważa, że to dywersja i dezinformacja. I być może tak jest. Ale wcale tak być nie musi. A jeśli Harrington nia rację, czekająca na rozkaz ataku gdzieś w Konfederacji flota Republiki pogarsza tylko całą sytuację i zwiększa zagrożenie. Jako Pierwszy Lord Przestrzeni uważam, że musimy albo poważnie wzmocnić stację Sidemore, albo znacznie zredukować obowiązki jej dowódcy, bo tego, co zawierą dotychczasowe rozkazy, nie jest w stanie wykonać pdanymi siłami.

1 ... 170 171 172 173 174 175 176 177 178 ... 224
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)