Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Bezpowrotnie Utracona Leworęczność - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bezpowrotnie Utracona Leworęczność

Электронная книга - «Bezpowrotnie Utracona Leworęczność». Краткое содержание книги:

Bezpowrotnie Utracona Leworęczność
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 44
Перейти на страницу:

– Idźcie zatem, bracia, i bądźcie pełni pokory – słyszę głos posła Kobielusza z SLD. – Idź- cie i nakłaniajcie – mówi poseł głosem dobrego i rozumnego pastora – idźcie w pokorze, per- swadujcie, nakłaniajcie i nie ustępujcie.

Ocknąwszy się całkowicie, przyglądam mu się jeszcze raz w rozpaczliwej nadziei, że przynajmniej uda mi się jego wygląd zewnętrzny zakwestionować. Ale gdzie tam. Ten ko- much wygląda tak, jak teraz wyglądają wszystkie komuchy. Ten komuch wygląda jak Euro- pejczyk. Ma dobry garnitur, dobrą koszulę, dobrze dobrany krawat i nawet ostrzyżony jest dobrze. Jak tu udowodnić, że jest przebrany – myślę gorączkowo – przecież nie rzucę się na niego, nie rozerwę mu tej niebieskiej koszuli od Freemansa, żeby pokazać, że ma na piersiach sierp i młot siną farbą wykłute. I macham na to wszystko ręką – w końcu są rzeczy na świecie ważniejsze, perswaduję sobie, na przykład miłość, przecież miłość jest w życiu najważniejsza, miłość jest ważniejsza nawet od reformy administracyjnej – mówię sobie i znienacka ucie- szony tą myślą, restaurację „Ogrodową” (dawniej „Piast”) opuszczam.

Ale w progu chyba jeszcze jeden głos przeszłości mnie dochodzi. Staję i ucho wytężam ciekawie. Tak jest. Dęta kapela starego Nogowczyka gra Fruhlingmarsch. Właścicielka lo- dziarni, pani Furtokowa (tak jest – żona bramkostrzelnego Jana Furtoka), szczodrze sypie banknotami i kapela rusza dalej. Heroicznie podtrzymujący tradycję muzykanci naradzają się chwilę, czy wpierw iść pod hurtownię, czy pod supermarket. Znikają za rogiem. Po chwili słyszę mocne i nawet nieźle zagrane takty Marsza zwycięstwa (Victoria Marsch). Grają pod hurtownią.

Stary Kubica i ciemność

Stary Kubica, gdyby jeszcze żył, miałby sto pięć lat, czyli i tak już by nie żył. Był ojcem mojego ojca, był moim drugim, a w zasadzie pierwszym dziadkiem, po nim wziąłem nazwi- sko [4], zapalczywy charakter, skłonność do nałogów, bydlęcą siłę fizyczną i parę innych jesz- cze cech, o których na razie niezręcznie mi mówić. Stary Kubica był na przykład zajadłym mizoginem, co brzmi nieco tautologicznie, bo przecież w tamtych czasach, w pierwszej poło- wie dwudziestego wieku, w tamtych stronach, w znanej z rozpusty dolinie Wisły – Jawornika, mizoginizm był elementarną zasadą, kobiety jak przed wiekami żyły tam w udręce, w pogro- mie i w poniżeniu. Ale Starego Kubicę niewypowiedzianie drażniły nawet te udręczone, gro- mione i poniżone niewiasty; może upokarzało go ich upokorzenie? To bardzo możliwe. Stary Kubica dotknięty był manią wielkości, a wielkość, nawet urojona, nie znosi małości, a upoko- rzenie jest małością.

Opętany demonem świętej racji zdejmował ze ściany dubeltówkę i chybotliwie ruszał tro- pem kryjących się po obejściu ciotek, córek i starek. Jego rytualne polowania na baby prze- kraczały wszakże granice myślistwa, ergo przestawały być szlachetną męską rozrywką; był to raczej posępny krok w kierunku ostatecznego rozwiązania kwestii kobiecej. Jeśli był w tym graniczącym ze zbrodnią szaleństwie jakiś rys dość i tak kłopotliwej szlachetności, to polegał on na tym, iż totalną eliminację pierwiastka kobiecego Stary Kubica zamierzał rozpocząć skromnie od własnej rodziny i najbliższych sąsiadek. Wielcy eksterminatorzy naszego stule- cia tej skromności nie mieli. Mroczna, po części darwinowska i na wskroś antyfeministyczna idea Starego Kubicy podzieliła wszakże los innych idei, których ucieleśnieniem miał być czyn. I tu brakło czynu, czyn był nieudany, chybiony, niedołężny. Krok był niepewny, ruchy nieobliczalne, tragikomiczne dzieło poronionych egzekucji spowijał mleczny opar alkoholo- wej psychozy. Wedle opowieści ojca, który jako kilkuletni adiutant kroczył u boku Starego Kubicy i płonącą żagwią rozświecał ciemności, gdzie tchórzliwie kryły się przeznaczone do odstrzału przedstawicielki płci pięknej, otóż wedle opowieści ojca, podczas tych polowań padł tylko jeden jedyny strzał. Któraś z ciotek, w typowo zresztą kobiecy sposób wyprana z resztek instynktu samozachowawczego, w samym środku nagonki wychynęła zza węgła.

– Maryna, broń się! – ryknął, nie bardzo wierząc w rozkosz rychłego spełnienia, Stary Ku- bica i zerwał z ramienia flintę, i wypalił. Ciotka Maryna padła jak ścięta i poczęła tarzać się i miotać, i wyć nieludzkim głosem, które to zachowanie przysporzyło Staremu Kubicy jeszcze jednego argumentu o niższości gatunkowej kobiet. W końcu pierwszy strzał zgodnie z dżen- telmeńskimi zasadami oddał on był na postrach i dobrze wiedział, że pocisk przeszedł co najmniej metr od tępej Maryninej głowy.

Czas polowań na baby to był już wszakże czas schyłku i czas niepojętego bólu. W życiu

Starego Kubicy czas wzlotu i harmonii nie był zbyt długi. W jednej z krakowskich galerii kilka lat temu prezentowano zbiór archiwalnych fotografii z dwudziestolecia międzywojenne- go. Na dwu, a może na trzech zdjęciach dokumentujących pobyt najświatlejszych polskich górali – rolników w Szwajcarii rozpoznałem profil i charakterystyczny powściągliwy uśmiech Dziadka Kubicy. Był w latach dwudziestych stypendystą ministerstwa rolnictwa, zwiedzał i bystro podpatrywał organizację szwajcarskich gospodarstw i wkrótce po powrocie do Jawor- nika osiągnął poziom technologiczny (legendarne samopoidła! przed wojną! w Wiśle – Ja- worniku!) i ekonomiczny do dziś w tamtych stronach nieznany i nieosiągalny. Ale, jak mó- wię, wyprzedzanie epoki i życiowa hossa trwały krótko. Przyszła jakaś niefortunna transak- cja, komuś coś podżyrował, podpisał czyjeś weksle, tamten był niewypłacalny, Kubica stracił wszystko. Przeszło dwudziestohektarowe gospodarstwo pozostało, ale cały dochód szedł teraz na spłatę długu. Stary Kubica, fanatyk idei nadludzkiej pracy w nieludzkich warunkach, autor porzekadła, że człowiek ma robić nie tyle, ile może, ale tyle, ile trzeba („nie tela wiela lza, ale tela wiela trza”), miał doświadczyć wtajemniczenia w arkana prawdziwie nieludzkiej pracy, pracy bez sensu, antypracy, pracy nietwórczej, pracy niewolniczej.

Jeśli w prawdziwej pracy jest pierwiastek miłosnego uniesienia (a jest, nie pierwiastek, lecz zasada), jeśli tedy pracę z miłością porównać, to da się powiedzieć, że praca bez satys- fakcji i bez zapłaty jest jak miłość płatna, technologicznie robi się to samo, a przecież jest to daremne. Od wielkich romantyków wiecznie wielkiej miłości spragnionych to wiemy, z ich pism niezbicie wyczytaliśmy, jak daremną i beznadziejną jest ułuda kojenia prawdziwie miło- snego głodu w pokątnych zamtuzach.

Nie pamiętam też kto: pisarz, analityk społeczny, intelektualista, bystry człowiek władają- cy piórem, nie pamiętam, kto w swych autobiograficznych refleksjach obozowych dał przeni- kliwą uwagę, iż z natury leniwym było, paradoksalnie, łatwiej przeżyć obóz pracy niż z natu- ry pracowitym. Leniwemu zawsze jest trochę wszystko jedno, do jakiej pracy jest przymusza- ny, miłośnik pracy przymuszany do pracy absurdalnej zawsze jest w gehennie. Dla człowieka piszącego nie ma większej męki niż pisanie rzeczy zbytecznych. Franz Kafka na przykład był człowiekiem pióra i jego praca w kancelarii zakładu ubezpieczeń nie na czym innym, ale na posługiwaniu się piórem polegała, i była dlań ta pozorna tożsamość pisania twórczego i pisa- nia mechanicznego źródłem udręk prawdziwie kafkowskich.

вернуться

[4] Pod tym mianem, mianem Starego Kubicy, był powszechnie znany. Wtajemniczeni wiedzieli, że jego prawdziwe imię jest Pilch Paweł.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 44
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)