Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Świat Rocannona [Rocannon's World - pl]
Świat Rocannona [Rocannon's World - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Świat Rocannona [Rocannon's World - pl]

Электронная книга - «Świat Rocannona [Rocannon's World - pl]». Краткое содержание книги:

Rocanon, kosmiczny etnograf prowadzący badania na zacofanej planecie, staje w obronie tubylców, których zaatakował galaktyczny wróg. Naukowa misja przekształca się w awanturniczą wyprawę, podczas której bohater odkrywa w sobie tajemniczy dar, znany jedynie Najstarszym.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 34
Перейти на страницу:

Obok niego, na kominku wielkim jak dom, płonęły kłody drzewa. Gołe nogi, wystające spod wystrzępionych zwierzęcych skór, otaczały go zwartym szeregiem. Podniósł wzrok wyżej i zobaczył twarz jakiegoś mężczyzny: średni człowiek, białoskóry i czarnowłosy, z gęstą brodą, odziany w pasiaste, czarno-zielone futra, w kwadratowej futrzanej czapce na głowie.

— Czym ty jesteś? — zapytał ów człowiek niskim, szorstkim głosem, spoglądając w dół na Rocannona.

— Ja… oddaję się pod opiekę gospodarzom tego miejsca — odparł Rocannon podnosząc się na kolana. W tym momencie nie było go stać na nic więcej.

— Już się tobą zaopiekowaliśmy — oznajmił brodacz przyglądając się, jak Rocannon obmacuje guz na potylicy. — Chcesz więcej? — Brudne nogi i obszarpane futra zatańczyły w miejscu, ciemne oczy rozbłysły, białe twarze wykrzywiły się szyderczo.

Rocannon wstał i wyprostował się. Stał bez ruchu, nie mówiąc nic, dopóki nie ustąpił łomoczący ból pod czaszką. Kiedy poczuł, że całkowicie odzyskał władzę w nogach, podniósł głowę i spojrzał w błyszczące oczy swego prześladowcy.

— Ty jesteś Zgama — powiedział.

Brodaty mężczyzna cofnął się o krok, zalękniony. Rocannon, który bywał w trudnych sytuacjach na wielu światach, postarał się jak najlepiej wykorzystać swoją przewagę.

— Jestem Olhor, Wędrowiec. Przychodzę z północy i z morza, z kraju, który leży poza słońcem. Przychodzę w pokoju i odchodzę w pokoju. Idę na południe przez ziemie Zgamy. Niech nikt nie próbuje mnie zatrzymać!

— Aaach — jęknęły jednocześnie wszystkie białe twarze, gapiące się na niego z otwartymi ustami.

On sam nie spuszczał oczu z twarzy Zgamy.

— Ja tu jestem panem — oświadczył ostrym, napastliwym tonem krzepki mężczyzna. — Nikt nie przechodzi przez moje ziemie!

Rocannon nie odpowiedział i dalej wpatrywał się w niego nieruchomym wzrokiem. Zgama zorientował się, że nie wygra w tym pojedynku spojrzeń; jego ludzie nadal wytrzeszczali oczy na obcego.

— Przestań się tak gapić! — rozkazał.

Rocannon ani drgnął. Wiedział, że trafił na przeciwnika o twardym charakterze; ale teraz było już za późno, żeby zmieniać taktykę.

— Nie gap się! — ryknął ponownie Zgama, po czym wyszarpnął spod futrzanego płaszcza swój miecz, zakręcił nim w powietrzu i potężnym zamachem spróbował ściąć obcemu głowę.

Ale głowa nie spadła; obcy zachwiał się wprawdzie od ciosu, ale miecz Zgamy odbił się od niego jak od skały. Ludzie zgromadzeni przy ogniu ponownie wyszeptali:

— Aaach!

Obcy złapał równowagę i stanął nieruchomo, wbijając spojrzenie w Zgamę.

Zgama zadrżał; już miał się cofnąć i rozkazać, żeby uwolniono tego niesamowitego przybysza. Ale upór właściwy jego rasie zwyciężył nad strachem i niepewnością.

— Trzymajcie go… złapcie go za ręce! — wrzasnął, a kiedy jego ludzie nie poruszyli się, sam złapał Rocannona za ramiona i obrócił dookoła.

Dopiero wtedy pozostali przyłączyli się do akcji. Rocannon nie stawiał oporu. Kombinezon chronił go przed obcymi ciałami, wahaniami temperatury, radioaktywnością, wstrząsami oraz niezbyt mocnymi uderzeniami, jak ciosy mieczem lub trafienie kulą; ale nie mógł go uwolnić z rąk dziesięciu czy piętnastu silnych mężczyzn.

— Żaden człowiek nie przejdzie przez ziemie Zgamy, Władcy Długiej Zatoki! — Brodacz dał upust swojej wściekłości, kiedy co dzielniejsi z jego ludzi związali Rocannonowi ręce. — Jesteś szpiegiem Żółtogłowych z Angien! Już ja cię znam! Przychodzisz z tą swoją angyarską mową, czarami i zaklęciami, a za tobą przypłyną z północy łodzie o smoczych łbach. Ale nie tutaj! Jestem panem tych, co nie mają panów. Niechże przyjdą Żółtogłowi ze swoimi płaszczącymi się niewolnikami — damy im posmakować naszych mieczy! Wypełzłeś z morza i prosisz o miejsce przy ogniu, tak? Ogrzejemy cię, szpiegu. Nakarmimy cię pieczonym mięsem, szpiegu. Przywiązać go tam do pala!

Chełpliwe, brutalne pogróżki dodały ducha jego ludziom, którzy hurmem rzucili się, żeby przywiązać obcego do jednego ze słupów podtrzymujących ogromny rożen zawieszony nad ogniem i zgromadzić stertę drewna wokół jego nóg.

Potem zapadła cisza. Zgama wystąpił naprzód, ponury i masywny w swoich futrach, podniósł z paleniska gałąź i potrząsnął nią przed twarzą Rocannona, a potem podpalił stos. Stos zapłonął z trzaskiem. Ubranie Rocannona, brązowy płaszcz i tunika z Hallan, natychmiast zajęło się płomieniem, który objął jego twarz i wzniósł się nad głową.

— Aaach — po raz trzeci jęknęli ludzie Zgamy. Naraz jeden z nich krzyknął:

— Patrzcie!

Ogień opadł i poprzez dym ujrzeli nieruchomą postać patrzącą prosto na Zgamę. Płomienie lizały jej nogi, a na nagiej piersi błyszczał jak otwarte oko wielki klejnot, zawieszony na złotym łańcuchu.

— Pedan, pedan — zapiszczały kobiety kryjące się po ciemnych kątach.

Zgama swoim grzmiącym głosem przełamał narastającą falę paniki:

— On się spali! Niech się pali! Deho, dorzuć do ognia, szpieg piecze się wolno!

Zaciągnął młodego chłopca przed kominek, między skaczące odblaski płomieni, i zmusił go, żeby dorzucił drew do stosu.

— Czyż nie mamy nic do jedzenia? Przynieście mięso, kobiety! Widzisz naszą gościnność, Olhorze, widzisz, jak jemy?

Porwał płat mięsa z drewnianego półmiska, który podawała mu jakaś kobieta, i stanąwszy przed Rocannonem szarpał mięso zębami pozwalając, żeby sok ściekał mu po brodzie. Paru jego zbirów naśladowało go, trzymając się trochę dalej. Większość z nich wolała nie zbliżać się do kominka; ale Zgama kazał im jeść i pić, i krzyczeć, aż wreszcie kilku chłopców odważyło się podejść bliżej i dorzucić jakiś patyk do stosu, gdzie milczący, nieruchomy człowiek stał wśród płomieni muskających jego dziwnie błyszczącą skórę czerwonym odblaskiem:

Wreszcie ogień wypalił się, a hałas przycichł. Mężczyźni i kobiety zasnęli zwinięci w kłębki pod podartymi futrami, na podłodze, po kątach, w ciepłym popiele. Kilku mężczyzn zasiadło na straży trzymając miecze na kolanach i flaszki w dłoniach.

Rocannon pozwolił opaść powiekom. Skrzyżowawszy dwa palce rozpiął kaptur kombinezonu i odetchnął świeżym powietrzem. Długa noc mijała powoli i powoli zajaśniał świt.

W szarym świetle poranka, sączącym się przez tumany mgły, nadszedł Zgama ślizgając się po plamach tłuszczu na podłodze i przestępując przez chrapiące ciała. Popatrzył na swoją ofiarę. Ofiara patrzyła ponuro i nieustępliwie, prześladowca z bezsilną złością.

— Spalić, spalić! — warknął Zgama i odszedł.

Gdzieś z zewnątrz, spoza ścian prymitywnej budowli, dobiegło Rocannona gruchające pomrukiwanie herilorów, tłustych, puchatych zwierząt domowych, które Angyarowie hodowali na mięso, przycinając im skrzydła. Tutaj pasły się one prawdopodobnie na nadmorskich urwiskach. W budynku poza Rocannonem pozostało tylko kilkoro dzieci i kobiet, które trzymały się od niego z dala nawet wtedy, kiedy przyszła pora pieczenia mięsa na kolację.

Rocannon stał przykuty do pala już od trzydziestu godzin i oprócz bólu dręczyło go pragnienie. Pragnienie wyznaczało granice jego możliwości. Mógł obyć się bez jedzenia przez dłuższy czas i przypuszczalnie mógłby wytrzymać w łańcuchach co najmniej równie długo, chociaż już zaczynało mu się kręcić w głowie; ale bez wody mógł przeżyć najwyżej jeszcze jeden z tych długich dni.

Był całkowicie bezsilny; gdyby spróbował odezwać się do Zgamy, każde jego słowo — czy byłaby to groźba, czy próba przekupstwa — umocniłoby tylko upór barbarzyńcy.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 34
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)