Wielki czas [The Big Time - pl]
- Автор: Лейбер Фриц Ройтер
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-87-8
- Переводчик: Dariusz Kopocinski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielki czas [The Big Time - pl]». Краткое содержание книги:
W tym momencie ozwał się Marek:
— Mówię to z żalem, Bruce, ale ciebie coś opętało. Erich, trzeba go pojmać.
Kaby pokiwała głową i dodała nieobecnym tonem:
— Pojmać lub ubić tchórza, nie certolić się z nim. Dziewkę wychłostać i ruszać na wojnę w Egipcie.
— Słusznie prawisz — rzekł Marek. — Poległem tam, ale może to się odmieni.
— Podobasz mi się, Rzymianinie — powiedziała.
Bruce uśmiechał się cierpko. Jego wzrok spoczął na twarzy Ilhilihisa.
— A ty co powiesz?
Po raz pierwszy wydawało mi się, że puszka Illy’ego wydaje metaliczne zgrzyty.
— O wiele dalej niż wy zabrnąłem w obce czasy, ale papa i tak chciałby jeszcze pożyć, tra, la, la. Nie licz na mnie, Brusiku.
— Panno Davies?
— Masz mnie za wariatkę? — odpowiedziała oschle stojąca obok mnie Maud.
Dostrzegłszy z tyłu Lili, pomyślałam: Mój Boże, na jej miejscu też bym pękała z dumy, ale do diaska, nie byłabym taka pewna siebie!
Zanim Bruce wypatrzył Beau’ego, ten zabrał głos niepytany:
— Nie mam powodu cię lubić, mój panie, już raczej na odwrót. Wszelako zaczynam się w Miejscu śmiertelnie nudzić, bardziej niż w Bostonie, a zawsze pociągały mnie ryzykowne przedsięwzięcia. Nawet te obarczone wysokim ryzykiem. Jestem z tobą, mój panie.
Poczułam ucisk w piersi, huk w skroniach i zdało mi się, że słyszę mruknięcie SiedemCe:
— Do luftu z tymi draniami Pająkami! Ja z wami!
Doktorek dźwignął się przy barze. Zgubił cylinder, włosy miał zmierzwione. Chwycił za szyjkę pustą półlitrówkę, dół butelki roztrzaskał o szynkwas, a resztą pogroził i ryknął:
— Ubiwajtie Paukow… i Niemcow!
— Śmierć Pająkom i Niemcom! — pośpieszył z tłumaczeniem Beau.
Doktorek nie przewrócił się, aczkolwiek musiał mocno trzymać się baru. W Miejscu, w środku i na zewnątrz, zrobiło się ciszej niż kiedykolwiek, odkąd sięgam pamięcią. Bruce jął kierować wzrok na Sida. Nim go na nim zawiesił, usłyszałam wezwanie Beau’ego:
— Panno Forzane?
Śmieszne, pomyślałam. Oglądając się na hrabiankę, poczułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Ejże, to ja! To nie powinno mnie spotkać! Innych i owszem, ale nie mnie! Ja tu tylko pracuję. Jestem zwykłą Gretą… O, nie…
Tymczasem wciąż na mnie patrzono. Drażniła przedłużająca się cisza i uczucie zastygłej rzeczywistości. Wiedziałam, że muszę coś powiedzieć, cokolwiek, chociażby słowo na cztery litery. Aż nagle rozpoznałam ten rodzaj ciszy. Jakby w centrum wielkiego miasta w ciągu sekundy wytłumiono wszelki hałas. Albo jakby Erich śpiewał dalej bez wsparcia fortepianu. Jakby wiatr zmian ścichł na amen. Kiedy odwracałam się do nich plecami, domyślałam się już wszystkiego.
Duchy dziewczyn zniknęły. Większy serwisant nie tylko został przełączony na introwersję… ale też zniknął.
9
„Zbadaliśmy mech między cegłami i przekonaliśmy się, że był nietknięty”.
„Przejrzeliście oczywiście papiery ministra i książki w bibliotece?”.
„Tak jest, przeglądaliśmy wszystkie zwitki i pliki; otwieraliśmy wszystkie książki i odwracaliśmy kartkę po kartce w każdym tomie…”.