Imperium aniołów
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Imperium aniołów». Краткое содержание книги:
Miejsce zatrudnienia: Raj. Gdy mija pierwszy szok, Michael uświadamia sobie, że bycie aniołem to nie tylko przyjemności, tym bardziej że odpowiada za trzech dość upartych śmiertelników: Venus, amerykańską aktorkę cierpiącą na uporczywe migreny; Igora, rosyjskiego żołnierza i króla pokera; oraz wiecznie zatrwożonego Jacques’a. Co więcej, jego mentor, Edmond Wells, wyraźnie daje mu do zrozumienia, że jego anielskim obowiązkiem jest spełnianie wszystkich, nawet najbardziej bezsensownych życzeń podopiecznych.
Teraz Raoul Razorbak nie wie, co powiedzieć. Edmund Wells puszy się jednak nadaclass="underline"
– Kiedyś byłem, jak i wy, buntownikiem.
Podnosi głowę, jakby oglądając deszczowe chmury. Wreszcie postanawia ustąpić:
– Hm… Chodźcie. Spróbuję zaspokoić waszą ciekawość, zdradzając wam pewną tajemnicę.
39. ENCYKLOPEDIA
RADOŚĆ: „Obowiązkiem każdego człowieka jest pielęgnowanie swojej radości wewnętrznej". Niestety wiele religii zapomniało o tym przykazaniu. Większość świątyń to posępne i zimne budowle, zaś muzyka liturgiczna jest pompatyczna i smutna. Księża ubierają się na czarno. Rytuały celebrują męczeństwo, rywalizując w przedstawianiu okrutnych czynów. Tak jakby tortury, którym poddawano proroków, miały dodawać im autentyczności.
Czyż radość życia nie jest najlepszym sposobem, by podziękować Bogu – jeśli istnieje – za dar życia? A jeśli Bóg istnieje, dlaczego miałby być istotą posępną?
Jest jednak kilka wyjątków: Daodejing, swego rodzaju księga filozoficzno-religijna, proponuje nam naśmiewanie się ze wszystkiego, łącznie z nami samymi, oraz gospel, którego hymny skandowane są radośnie przez czarnoskórych Amerykanów podczas mszy i pogrzebów.
Edmund Wells,
Encyklopedia wiedzy względnej i absolutnej, tom IV
40. IGOR. 5 LAT
Po wielu nieudanych próbach mama najwyraźniej zrezygnowała z zamordowania mnie. Wciąż tylko pije i patrzy na mnie spode łba. Nagle rzuca w moją stronę szklanką. Uchylam się, jak zawsze, a szkło z hukiem rozbija się o ścianę.
– Może nie uda mi się cię zabić, ale nie pozwolę, żebyś mi jeszcze długo uprzykrzał życie – oznajmia mi.
Wkłada kurtkę i bierze mnie za rękę, wychodzimy pod pretekstem zrobienia zakupów, choć czuję dobrze, że nie zamierza chodzić ze mną po sklepach. Moje przypuszczenia potwierdzają się, gdy zostawia mnie, a raczej porzuca, na dziedzińcu przed kościołem.
– Mamo!
Oddala się szybkim krokiem, po chwili jednak wraca i rzuca mi pozłacany medalik. Wewnątrz znajduje się zdjęcie jakiegoś faceta z potężnym wąsem.
– To twój ojciec. Odszukaj go sobie. On z przyjemnością się tobą zajmie. Żegnaj!
Siadam na mokrym śniegu. Muszę przeżyć. Muszę. Płatki śniegu opadają na mnie gęstym puchem.
– Co tutaj robisz, mój mały?
Podnoszę przemarzniętą głowę i spoglądam na mężczyznę w mundurze.
41. VENUS. 5 LAT
W ciągu dnia rysuję, a nocą śpię niespokojnym snem. Dużo śnię. Śni mi się, że jakieś zwierzę siedzi uwięzione w mojej głowie i ze wszystkich sił stara się z niej wydostać. To mały króliczek, który skubie sobie od wewnątrz moją czaszkę, powtarzając w kółko: „Musisz o mnie pamiętać". Budzę się czasami ze straszliwą migreną. Tej nocy ból był bardziej dotkliwy niż zazwyczaj. Wstaję i idę do tatusia i mamusi. Śpią. Jak oni mogą spać, kiedy mnie tak bardzo boli głowa? Chyba tak naprawdę mnie nie kochają.
Rysuję swój ból i rysuję istotę, która siedzi we mnie i drąży mnie od wewnątrz.
42. JACQUES. 5 LAT
Boję się. Nie wiem dlaczego, ale boję się. Wczoraj wieczorem w telewizji puszczali tak zwany western. Byłem oniemiały z przerażenia. Cały się trząsłem. Moja rodzina była zaskoczona.
Dzisiaj rano siostry wbiegły do pokoju, udając kowbojów, chcąc mnie nastraszyć. Uciekam na drugi koniec mieszkania, ale dziewczyny dopadają mnie w salonie. Biegnę do kuchni. I tu mnie złapały. Biegnę w stronę łazienki. Tam też mnie dorwą. – Oskalpujemy cię! – grozi Mathilde, najmłodsza. Dlaczego mówi mi takie niemiłe rzeczy? Siostry gonią mnie aż do pokoju rodziców. Później próbują mnie złapać w pralni, na szczęście udaje mi się umknąć między ich nogami. Jestem w panice. Gdzie się schować? Wpadam na pewien pomysł. Barykaduję się w toalecie. Dla większego bezpieczeństwa zamykam drzwi na zasuwkę. Słyszę, jak siostry się dobijają, ale nie boję się już, drzwi są solidne. Czuję się tu jak w bezpiecznej fortecy. Nagle dziewczyny przestają walić pięściami w drzwi. Słyszę rozmowę.
– Co się tutaj dzieje? – pyta tata.
– Jacques zamknął się w toalecie – piszczą siostry.
– W toalecie? Cóż ty tam, do diabła, wyprawiasz? – dziwi się ojciec.
Nagle przychodzi mi do głowy pewna myśl. Powtarzam zdanie, którego tatuś zawsze używa, gdy chce spokojnie posiedzieć w toalecie i które strasznie denerwuje mamusię.
– Czytam książkę.
Za drzwiami zapada cisza. Wiem, że w tym domu słowo „książka" budzi natychmiastowy respekt.
– To co, wyważamy drzwi? – proponuje przymilnym głosem Mathilde.
Pełne napięcia oczekiwanie.
Wreszcie słyszę głos taty:
– Skoro siedzi w toalecie z książką, trzeba go zostawić w spokoju.
Czegoś się nauczyłem. Kiedy wszystko idzie nie po mojej myśli, trzeba zamknąć się w łazience i czytać książkę.
Siadam na sedesie i rozglądam się. Po mojej prawej leży sterta gazet, a nade mną znajduje się półka – podręczna biblioteczka taty. Biorę jedną z książek. Strony wypełnione są przylegającymi do siebie literami, których nie umiem rozszyfrować. Patrzę na okładki innych pozycji. Na szczęście jest tu też album dla dzieci, z licznymi obrazkami. Znam go. Tata czytał mi go już przed snem. Opowiada o olbrzymie w krainie liliputów i o lilipucie w krainie olbrzymów. Główny bohater nazywał się chyba Guliwer. Patrzę na obrazki i próbuję pojąć sens liter tak, by powstały z nich słowa. To za trudne. Zatrzymuję się na dłużej przed ilustracją wielkoluda spętanego przez tłum maleńkich ludzików.
Kiedyś, kiedy będę już umiał czytać, zamknę się w toalecie na długo, bardzo długo i będę czytał i czytał, tak że wreszcie zapomnę o tym, co się dzieje za drzwiami.
43. CZTERY KULE PRZEZNACZENIA
Edmund Wells ciągnie nas w stronę przesmyku wśród skalistych gór północnego wschodu. Mój instruktor wskazuje nam wejście, po czym wślizgujemy się do labiryntu tuneli, które doprowadzają nas w końcu do olbrzymiej groty oświetlonej przez cztery kule wysokie na mniej więcej pięćdziesiąt metrów, lewitujące dwa metry nad ziemią.
Anioły instruktorzy latają wokół nich niczym muszki wokół fosforyzujących, wiszących melonów.
– Wstęp tutaj mają teoretycznie jedynie anielscy instruktorzy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że tak bardzo chcieliście zobaczyć coś, czego pozostałe anioły nie mają prawa ujrzeć – i czego zresztą nawet nie próbują – postanowiłem zaspokoić choć w niewielkim stopniu waszą ciekawość.
Podchodzimy bliżej.
Cztery kule są identycznej wielkości, lecz różnią się zawartością.
W pierwszej kryje się dusza świata mineralnego.
Druga zawiera duszę świata roślinnego.
Trzecia – duszę świata zwierzęcego.
Czwarta – duszę świata ludzkiego.
Podchodzę do pierwszej. Pośrodku drga migoczące jądro. Czyżby to była dusza Ziemi? Słynna Gaja? Starożytna Alma mater!
– A więc ziemia posiada duszę?
– Oczywiście. Żyje, a wszystko co żywe, obdarzone jest duszą – odpowiada Edmund Wells.
Po chwili od niechcenia dodaje:
– A wszystko co posiada duszę, ma potrzebę ewoluowania.
Zafascynowany odrywam wzrok od kul.
– Wszystko żyje? Nawet kamienie?
– Nawet góry, potoki, kamyki – lecz ich dusze należą do niższego poziomu. By go zmierzyć, wystarczy przyjrzeć się natężeniu świetlistego jądra, wtedy instynktownie poznamy wartość duszy.
– A więc – stwierdzam – przyjmując tę kosmogonię, minerał znajdujący się na poziomie I powinien otrzymać 100 punktów, roślina – 200, zwierzę – 300, a człowiek – 400.