Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dzienny Patrol

Электронная книга - «Dzienny Patrol». Краткое содержание книги:

Na odwieczną walkę Dobra i Zła, Ciemności i Światła patrzymy tym razem oczami pracowników Dziennego Patrolu. Codzienna patrolowa rutyna zostaje zakłócona nagłym wezwaniem do typowegom zdawałoby się, zadania – Jaśni wykryli i przechwycili kobietę zajmującą się magią i czarami bez licencji. Dzienny Patrol za wszelką cenę musi odbić nielicencjonowaną Ciemną. W czasie trudnej, wyczerpującej akcji wiedźma Alicja Dominikowa traci moc, a na regenerację utraconych sił trzeba wiele czasu. Ku ogromnemu zaskoczeniu Alicji były kochanek i jednocześnie szej Dziennego Patrolu w trosce o jak najszybszą rekonwalescencję wysyła ją do Arteku, obozu młodzieżowego, w którym może odzyskać utracone siły. W Arteku wypoczywa przystojny chłopak Igor, Alicja zaczyna się nim interesować i wkrótce wakacyjna przygoda przeradza się w miłość, uczucie dotąd jej nieznane. Igor nie wie, kim jest Alicja, ona zaś nie zdaje sobie sprawy, że Igor nie jest zwykłym śmiertelnikiem… Dramat, jaki rozegra się tego lata, to zaledwie jeden z elementów skomplikowanej układanki, pierwszy etap wielkiej rozgrywki o bardzo wysoka stawkę.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 93
Перейти на страницу:

– Nic takiego. Zakleić ci plastrem?

– Nie trzeba, samo się zagoi…

– Jak chcesz. – Wstałam i rozejrzałam się. Trudno mi będzie znaleźć drogę do tlącego się w oddali światełka… – No jak tam, Makarze? Lecisz? Czy jednak mnie odprowadzisz?

Wstał i poszedł przodem, a ja za nim. Tuż przed budynkiem, który okazał się kamiennym, piętrowym domkiem z kolumnami. Makar zapytał:

– Powie pani dyżurnemu?

– O czym? – roześmiałam się. – Przecież nic się nie stało, przespacerowaliśmy się spokojnie aleją…

Posapał jeszcze chwilę i powtórzył:

– Przepraszam. To był głupi żart.

Tym razem zabrzmiało to szczerzej.

– Zajmij się kolanem – poradziłam. – Nie zapomnij przemyć i posmarować jodyną.

ROZDZIAŁ 4

Za ścianą szumiała woda – dyżurny obozu przeprosił i poszedł się umyć. Obudziłam człowieka, który drzemał sobie spokojnie przy ochrypłych dźwiękach płynących z japońskiego magnetofonu. Jak można spać przy Wysockim? Zresztą, na tym sprzęcie można było słuchać wyłącznie schrypniętych bardów.

…Będą wiersze i matematyka,

Zaszczyty, bitwy, krew i krzyk,

A teraz ołowiane żołnierzyki

Na starej mapie ustawiają się w szyk.

Lepiej, żeby trzymał je w koszarach,

Ale na wojnie, jak to na wojnie,

Giną żołnierze w obu armiach

Po równo po każdej stronie

– Przepraszam. – Dyżurny wrócił z malutkiej łazienki, wycierając twarz ręcznikiem. – Zmorzył mnie sen.

Skinęłam głową. Magnetofon nadal grał, czyniąc głos Wysockiego jeszcze bardziej ochrypłym:

Może to braki w wychowaniu,

A może w wykształceniu luka,

Że nie może wygrać kampanii

Ani ta, ani tamta grupa.

Z sumieniem problemy niesłychane,

Jak tu wobec siebie nie zgrzeszyć.

Tu i tam żołnierzyki ołowiane,

Jak zdecydować, kto powinien zwyciężyć?

Dyżurny skrzywił się i przyciszył tak, że niemal nic nie było słychać. Podał mi rękę:

– Piotr.

– Alicja.

W jego uścisku, mocnym, jakby podawał dłoń mężczyźnie, od razu czuło się dystans. Relacje wyłącznie koleżeńskie…

No i dobrze. Ten niewysoki, szczupły, przypominający chłopca mężczyzna nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Oczywiście miałam zamiar na to obozowe lato znaleźć sobie kochanka, ale raczej kogoś młodszego i sympatyczniejszego. Piotr miał co najmniej trzydzieści pięć lat i nawet bez zdolności Innego można było w nim czytać jak w otwartej księdze. Przykładny ojciec rodziny, z tych, co to żony prawie nie zdradzają, nie piją, nie palą i wychowaniu dziecka – zazwyczaj jednego – poświęcają sporo czasu. Odpowiedzialny człowiek, który lubi swoją pracę, a tłum smarkaczy i młodocianych chuliganów można mu powierzyć bez obawy. Wytrze zasmarkane nosy, pogada od serca, zabierze butelkę wódki, wygłosi wykład o szkodliwości palenia papierosów, zajmie małolata pracą i etyką, ale też zapewni odpowiednie do wieku rozrywki.

Krótko mówiąc – ucieleśnienie marzeń Jasnych, a nie żywy człowiek.

– Bardzo mi miło – powiedziałam. – Od dawno marzyłam, żeby trafić do Arteku… Szkoda tylko, że w takich okolicznościach…

Piotr westchnął.

– To prawda. Wszyscy martwimy się o Nastkę… Przyjaźnicie się?

– Nie – pokręciłam głową. – Ona jest dwa lata starsza, rzadko się spotykałyśmy na wydziale. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, jak wygląda.

Piotr skinął głową i zaczął przeglądać moje dokumenty. Konfrontacja z Nastią niespecjalnie mnie martwiła, ona na pewno przypomni sobie moją twarz, Zawulon zawsze dba o takie drobiazgi. Jeśli nawet w samym Arteku nie ma Innych, to na pewno przyjechał ktoś z Jałty albo Symferopola, wpadł na minutkę do Nastii – i teraz ona uważa mnie za starą znajomą.

– Pracowała pani już jako opiekunka?

– Tak… Ale nie w Arteku, rzecz jasna.

– Cóż to takiego? – wzruszył ramionami Piotr. – Dwa tysiące trzysta osób personelu – oto cala różnica.

Ton, którym wypowiedział te słowa, niezbyt do niego pasował. Był dumny z Arteku, tak dumny, jakby sam go założył, osobiście, z automatem w ręku bronił przed faszystami, własnoręcznie budował domy i sadził drzewa.

Uśmiechnęłam się, dając do zrozumienia, że nie wierzę, ale z grzeczności nie zaprzeczę.

– Nastia pracuje w Lazurowym – oznajmił Piotr. – Zaprowadzę panią do niej, ona i tak musi już wstać. O piątej odjeżdża samochód do Symferopola… Jak pani dojechała, Alicjo?

– Normalnie – odparłam. – Samochodem.

Piotr skrzywił się.

– Pewnie zażądali strasznej ceny?

– Nawet nie – skłamałam.

– Tak czy inaczej, to dość ryzykowne – zauważył Piotr. – Młoda, ładna dziewczyna, sama w środku nocy, w samochodzie z nieznajomym kierowcą…

– Było ich dwóch – powiedziałam. – I byli bardzo zajęci sobą.

Piotr nie zrozumiał.

– Nie będę pani pouczał – westchnął. – Jest pani dorosła. Ale proszę zrozumieć, że wszystko może się zdarzyć! Artek to kraina dzieciństwa, miłości, przyjaźni i sprawiedliwości. Niewielki kawałek, który udało nam się zachować. Lecz poza granicami obozu… Ludzie bywają różni.

– Ludzie bywają różni – przyznałam z pokorą. Zdumiewające, z jak szczerą wiarą wygłaszał te patetyczne słowa! I w dodatku naprawdę w nie wierzył!

– Dobrze. – Piotr wstał i podniósł moją torbę. – Chodźmy, Alicjo.

– Mogę pójść sama, proszę mi tylko wskazać drogę…

– Alicjo! – pokręcił głową z wyrzutem. – Zabłądzi pani! Teren obozu ma dwieście pięćdziesiąt osiem hektarów! Chodźmy.

– Nawet Makar trochę pobłądził – przyznałam.

Piotr stał już w drzwiach, ale teraz odwrócił się gwałtownie.

– Makar? Piętnastoletni chłopiec? Znowu był przy wejściu?

Skinęłam głową.

– Rozumiem… – powiedział sucho Piotr.

Wyszliśmy w ciepłą, letnią noc. Świtało, Piotr wyjął z kieszeni latarkę, ale jej nie włączał. Ruszyliśmy ścieżką w dół, ku brzegowi morza.

– Mamy problem z tym chłopcem – rzucił Piotr.

– Co się stało?

– Twierdzi, że nie potrzebuje dużo snu… – Piotr zaśmiał się niewesoło. – Albo ucieka do ochrony przy wejściu, albo nad morze, albo w ogóle poza teren obozu.

– Myślałam, że to coś w rodzaju posterunku przy bramie… pionierskiego – zasugerowałam.

– Alicjo!

Samym tylko wygłoszeniem imienia przekazywał cały ogrom emocji.

– W nocy dzieci powinny spać, a nie stać na warcie przy wejściu do obozu, przy wiecznym ogniu, czy gdzie tam jeszcze… Wszystkie normalne dzieci w nocy śpią, wyszaleją się przed snem i śpią. W ciągu dnia tak się tu nabiegają…

Pod jego nogami zachrzęścił żwir, zeszliśmy z wyłożonej różowymi płytkami drogi. Zrzuciłam sandały, zaczęłam iść boso. Jak przyjemnie – ciepłe, twarde kamyczki pod stopami…

– Z jednej strony, możemy upomnieć ochroniarzy – rozmyślał na głos Piotr – żeby przeganiali chłopaka. Ale co wtedy? Przywiązywać go na noc do łóżka? Niech już lepiej siedzi z dorosłymi, niż miałby się kąpać w nocy sam jeden w morzu…

– Co mu jest?

– Mówi, że trzy godziny snu w zupełności mu wystarczają – w glosie Piotra pojawił się smutek i żal. Najwyraźniej należał do ludzi, z którymi interesująco rozmawia się przez telefon albo w ciemności – uboga mimika, nudna twarz, a ile intonacji! – Sądząc po tym, jak lata w dzień, rzeczywiście mu wystarczają. Ale ja wiem, że nie o to chodzi…

– A o co? – zrozumiałam, że czeka na to pytanie.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)