Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Maska - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Maska

Электронная книга - «Maska». Краткое содержание книги:

Carol i Paul Tracy są ludźmi sukcesu: ona jest cenionym specjalistą w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, on robi karierę jako nauczyciel akademicki i pisarz. Do pełni małżeńskiego szczęścia brakuje im tylko dziecka, a ponieważ Carol jest bezpłodna, decydują się na adopcję. Realizację ich planów utrudnia cały szereg pozornie przypadkowych wypadków i katastrof. Pewnego dnia Carol niechcący potrąca samochodem nieznajomą nastolatkę. Chociaż dziewczynka nie odnosi poważniejszej szkody, okazuje się, że kompletnie nic o sobie nie wie i niczego nie pamięta. W trakcie seansu hipnotycznego, jakiemu poddana zostaje Jane, wychodzi na jaw przerażająca prawda. Jej ciało zamieszkuje nie jedna, ale kilka różnych osobowości. Wszystkie one należały do żyjących przed laty dziewcząt, które zmarły tragicznie w przeddzień swoich szesnastych urodzin. Najbardziej przerażający jest jednak fakt, że przed śmiercią każda z nich zdradzała objawy morderczej furii skierowanej przeciwko najbliższym.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 48
Перейти на страницу:

– Zdołają. – Poklepał ją po ręce, zbierając się do odejścia.

– Na czym opiera pan swoje przeświadczenie?

– Jej rodzice zgłoszą zaginięcie. Policja otrzyma od nich zdjęcie i skojarzy sprawę. To chyba brzmi logicznie.

Zmarszczyła brwi.

– A jeśli rodzice nie zgłoszą zaginięcia?

– Dlaczego mieliby tego nie zrobić?

– Cóż mogła na przykład uciec poza granice swojego stanu, a tutejsza policja nie musi o tym wiedzieć.

– Z tego, co wiem, dzieciaki najczęściej wybierają jako cel ucieczek Nowy Jork, Kalifornię i Florydę. Każde inne miejsce z wyjątkiem Harrisburga w stanie Pensylwania.

– Od każdej reguły są wyjątki.

Hannaport zaśmiał się cicho i potrząsnął głową.

– Gdyby pesymizm był konkurencją sportową, wygrałaby pani puchar świata.

Spojrzała zdumiona, a potem uśmiechnęła się.

– Przykro mi. Chyba jestem wyjątkowo ponura.

Zerknął na zegarek i podniósł się z krzesła.

– Tak, chyba tak. Zważywszy zwłaszcza na fakt, w jak dobrym stanie jest dziewczynka. Mogło być o wiele gorzej.

Carol też się podniosła. Pośpiesznie, połykając słowa, powiedziała”

– Proszę mnie zrozumieć, ale na co dzień mam do czynienia z trudnymi dziećmi, i moja praca polega na pomaganiu im. Zawsze chciałam to robić – pracować z chorymi dziećmi, uzdrawiać – a teraz jestem odpowiedzialna za ból, którego doświadcza ta biedna dziewczynka.

– Nie wolno pani tak mówić. Pani nie miała zamiaru jej krzywdzić.

Carol kiwnęła głową.

– Wiem, że nie zachowuję się całkiem racjonalnie, ale nic na to nie mogę poradzić.

– Czekają na mnie pacjenci – rzekł Hannaport, zerkając na zegarek. – Jeśli pani pozwoli, powiem coś, co powinno ostatecznie uwolnić panią od poczucia winy.

– Bardzo proszę.

– Dziewczynka odniosła jedynie niewielkie obrażenia fizyczne. Jeśli więc o to chodzi, nie powinna się pani obwiniać. A jeśli chodzi o jej amnezję… cóż, może ten wypadek nie ma z tym nic wspólnego.

– Nic wspólnego? Kiedy uderzyła głową w samochód albo o jezdnię…

– Jestem pewny, że uderzenie głową nie jest jedyną przyczyną amnezji. W takich sytuacjach nie jest to nawet decydujący czynnik. Stres, szok emocjonalny mogą w rezultacie spowodować utratę pamięci. Nie poznaliśmy ludzkiego umysłu na tyle, by stwierdzić z całą pewnością, co na ogół powoduje amnezję. Jeśli chodzi o tę dziewczynkę, wszystko wskazuje na to, że znajdowała się w tym stanie, zanim wpadła pod koła pani samochodu. – Każdy argument przemawiający za jego teorią Hannaport podkreślał, wyliczając na palcach. – Po pierwsze – nie miała żadnego dowodu tożsamości. Po drugie – wędrowała w ulewnym deszczu bez płaszcza czy parasolki, jak w zamroczeniu. Po trzecie – z tego, co mówią świadkowie, zrozumiałem, że zachowywała się bardzo dziwnie. – Wymachiwał trzema podniesionymi palcami. – Trzy poważne powody, dla których nie powinna pani tak pochopnie się obwiniać.

– Może ma pan rację, ale ja wciąż…

– Mam rację – stwierdził zdecydowanie. – Nie ma tu żadnego „może”. Proszę odpocząć, doktor Tracy.

Jakaś kobieta o ostrym, nosowym głosie poszukiwała doktora Hannaporta przez radiowęzeł szpitalny.

– Dziękuję, że poświęcił mi pan czas. Był pan nad wyraz uprzejmy.

– Proszę wrócić tu wieczorem i porozmawiać z dziewczynką, jeśli pani chce. Jestem pewny, że ona nie ma do pani żalu.

Odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z barwnej poczekalni. Powiewały za nim poły białego fartucha.

Carol podeszła do automatu telefonicznego i zadzwoniła do swojego gabinetu. Wyjaśniła sytuację sekretarce, Thelmie, i poprosiła o umówienie dzisiejszych pacjentów na inny termin. Potem zadzwoniła do domu, a Paul odebrał po trzecim sygnale.

– Właśnie wychodziłem – powiedział. – Muszę pojechać do biura O’Briana i wziąć nowy zestaw formularzy. Nasze dokumenty zginęły wczoraj w tym bałaganie. Jak na razie, zapowiada się taki dzień, że lepiej było nie wstawać.

– U mnie to samo.

– Co się stało?

Opowiedziała o wypadku i streściła rozmowę z doktorem Hannaportem.

– Mogło być gorzej – podsumował Paul. – Trzeba przynajmniej się cieszyć, że nikt nie został zabity lub okaleczony.

– Wszyscy mi to powtarzają: „Mogło być gorzej, Carol”, ale i tak czuję się okropnie.

– Nic ci się nie stało?

– Nie. Już ci mówiłam.

– Nie mam na myśli urazu fizycznego. Czy pozbierałaś się emocjonalnie? Słyszę, że jesteś roztrzęsiona.

– Bo tak jest. Ale tylko troszeczkę.

– Przyjadę do szpitala – zdecydował.

– Nie, nie. To niekonieczne.

– Jesteś pewna, że możesz prowadzić?

– Bez problemu przyjechałam tu po wypadku, a teraz czuję się lepiej niż wtedy. Nic mi nie będzie. Zamierzam teraz podjechać do Grace. Mam stąd bliżej niż do domu. Muszę wyczyścić, wysuszyć i wyprasować ubranie. Muszę też wziąć prysznic. Chyba zjem z nią wczesną kolację, a potem wrócę do szpitala w czasie odwiedzin.

– Kiedy będziesz w domu?

– Prawdopodobnie nie przed wpół do dziewiątej.

– Będę za tobą tęsknił.

– Ja za tobą też.

– Pozdrów ode mnie Grace – poprosił. – I powiedz jej, że uważam ją za nowego Nostradamusa.

– Co to ma znaczyć?

– Grace dzwoniła do mnie. Powiedziała, że miała ostatnio dwa koszmarne sny i ty występowałaś w obu. Obawiała się, że coś ci się może przydarzyć.

– Poważnie?

– Tak. Była tym zaniepokojona. Bała się, że uznam to za objaw starzenia się albo czegoś podobnego.

– Opowiedziałeś jej o wczorajszej burzy?

– Tak. Miała przeczucie, że jeszcze coś może się wydarzyć, coś złego.

– I stało się.

– Skóra cierpnie, co?

– Zdecydowanie – zgodziła się Carol. Przypomniała sobie własny koszmar senny: czarna próżnia, połyskujący, zbliżający się srebrzysty przedmiot.

– Jestem pewny, że Grace ci o tym opowie. A my zobaczymy się wieczorem.

– Kocham cię – powiedziała Carol.

– Ja też cię kocham.

Odłożyła słuchawkę i wyszła na parking.

Szaroczarne chmury kłębiły się na niebie, ale tylko mżyło. Wiatr wciąż był zimny i ostry; wygrywał na przewodach wysokiego napięcia coś, co brzmiało jak rój rozwścieczonych os.

W separatce stały dwa łóżka, ale drugie było wolne.

Dziewczynka leżała pod szeleszczącym prześcieradłem i kremowym kocem, wpatrując się w dźwiękochłonny sufit. Bolała ją głowa i czuła tępe pulsowanie, pieczenie każdego skaleczenia i otarcia; wiedziała jednak, że nie jest poważnie ranna.

Strach, a nie ból, był jej najgorszym wrogiem. Przerażało ją to, że nie może sobie przypomnieć, kim jest. Z drugiej strony opanowało ją niewytłumaczalne uczucie, że pamiętanie o przeszłości byłoby czymś głupim i niebezpiecznym. Nie wiedząc czemu, podejrzewała, iż całkowita pamięć oznacza dla niej śmierć; to osobliwe przeświadczenie przerażało ją bardziej niż cokolwiek.

Zdawała sobie sprawę, że amnezja nie była wynikiem wypadku. Pamiętała jak przez mgłę, że szła po ulicy w deszczu minutę lub dwie przed rzuceniem się pod koła volkswagena. Wtedy też była zdezorientowana, przestraszona, niezdolna przypomnieć sobie własnego nazwiska, całkiem obca w tym mieście i nieświadoma, jak się tu dostała. Nić jej pamięci zdecydowanie urywała się przed wypadkiem.

Zastanawiała się, czy to możliwe, aby jej amnezja pełniła funkcję tarczy chroniącej przed jakimś strasznym faktem z przeszłości. Czy zapomnienie jest w pewnym stopniu równoznaczne z bezpieczeństwem?

Dlaczego? Co mi może grozić? Od czego ja uciekam? – pytała siebie.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 48
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)