Rytuał
- Автор: Дяченко Марина и Сергей
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-93-9
- Переводчик: Iwona Czapla
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rytuał». Краткое содержание книги:
Tytułowy „Rytuał” to przepiękna przypowieść o miłości, która potrafi się narodzić tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał, która potrafi przełamywać bariery, zdawałoby się, nie do pokonania. To przypowieść o rytuałach, które niczym niewidzialne więzy skuwają nasze ręce i kierują naszymi poczynaniami, zmuszając do postępowania wbrew sobie, wbrew sercu i sumieniu. Jedna z najlepszych powieści z gatunku baśniowej fantasy, jakie napisano po rosyjsku.
Młodzieńcze marzenia, romans, porwanie, miłość, zło, walka, wybory, sekret, zrozumienie tego, co w życiu naprawdę ważne — zaplątani w ciasnej sieci rytuałów bohaterowie starają się żyć tak, jak nakazuje odwieczna tradycja, ale każdy z nich jest istotą wolną i wolność ta budzi w nich sprzeciw do wypełniania szeregu bezsensownych rytuałów, które należy spełnić tylko dlatego, że są rytuałami.
Konfrontacja marzeń z rzeczywistością bywa bolesna, a odróżnienie dobra od zła, jawy od snów i wyobrażeń nie jest rzeczą prostą. Czy bohaterom tej niezwykłej opowieści uda się znaleźć właściwe ścieżki? Czy zaplątani w pajęczynę oczekiwań otaczającego ich świata będą potrafili wyrwać się z ciasnych więzów? I w końcu — czy będą potrafili właściwie wykorzystać dar od losu?
Arman spytał powoli:
— Więc ciebie zwą Juta?
Juta milczała. Arman odwrócił się. Jaka niedorzeczna była cała ta rozmowa, zwłaszcza teraz, po długich godzinach, spędzonych w podziemiach, na osobności z przodkami, z rodem, z Prawem… Pytał martwego kamienia o radę i otrzymywał jedną i tę samą odpowiedź: „Rozkwitaj w rzemiośle…”
Więc przyjdzie zawieść Jutę do rytualnej sali. Ona mówi prawdę — nie ma sensu czekać na wyzwoliciela. Możliwe, że… Tak będzie lepiej? Czemu on, Arm-Ann, do tej pory pozostał niegodny przodków, najnikczemniejszy, najmizerniejszy w rodzie? Jest czystej krwi potomkiem Sam-Ara! W czym ta księżniczka jest lepsza lub gorsza od setek innych takich samych księżniczek, które spotkały w Rytualnej Sali swoją przerażającą, ale taką uroczystą śmierć?
Coś zmieniło się w jego twarzy. Juta zauważyła to od razu i w jednej chwili przestała płakać. Nowy strach, niepodobny do poprzednich, pełznący i paraliżujący strach, pojawił się nagle, nie wiadomo dlaczego i w kilka chwil całkowicie zawładnął księżniczką. Arman zwrócił na nią oczy — i w jego ludzkich rysach zobaczyła i kościany grzebień, i zakrzywione, wyszczerzone zęby, i blask płomienia spod ciężkich łuków brwi. Smok.
— Juto — powiedział Arman. Głos jego, zazwyczaj ochrypnięty, teraz zabrzmiał jak zgrzyt. — Juto.
Księżniczka nie mogła przemówić ani słowa. Arman wstał.
Teraz? Po prostu teraz?
— Idziemy — powiedział, a słowa jego przecięły powietrze niczym ostrze siekiery.
Podniosła się, pokorna, zmartwiała pod jego spojrzeniem. Tak patrzył ojciec jego i dziad jego, i dwieście pokoleń…
Ale wzrok jego zmętniał.
Przed nim stała dziewczyna, żałosna i bezradna. Twarz jej nagle zasnuła się mgłą, mimo to on wyraźnie, wyraźniej niż to było możliwe, zobaczył jej rzęsy, zlepione od łez w urocze stożki.
Przekleństwo.
Juta zachwiała się, zakołysała, rozpadła się w natłoku chaotycznych obrazów i po tłustym, śliskim zboczu, potoczyły się nieforemne grudki.
Ostro, nieznośnie zapachniało kwiatami; grudki toczyły się i toczyły, wielkie, maleńkie, pulsujące; każda zostawiała w rzadkim błocie na zboczu nierówną dróżkę i dróżki te przecinały się, schodziły się i rozchodziły, i Arman nie mógł już na to patrzeć.
Obiema rękami trzymając się za gardło, usiadł na kamiennej podłodze, Juta, oprzytomniawszy stała nad nim — zmieszana, zlękniona, drżąca.
Dwieście pierwszy potomek nigdy nie będzie w stanie wypełnić woli przeznaczenia. Ród zakończył się haniebnie, wydawszy na świat niewątpliwie godnego pogardy wyrodka.
Rozdział piąty