Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Grobowiec - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Grobowiec

Электронная книга - «Grobowiec». Краткое содержание книги:

Najnowsza powieść autorki bestsellerowego Labiryntu to przykuwający uwagę thriller o zemście i obsesji, rozgrywający się w barwnej scenerii południa Francji.
Październik 1891 roku. Léonie Vernier i jej brat Anatole opuszczają ciasne i tłoczne ulice Paryża i wyjeżdżają na południe, do tajemniczej wiejskiej rezydencji La Domaine de la Cade niedaleko Carcassonne. Tam, w prastarym lesie dziewczyna trafia na zrujnowany grobowiec, który kryje w sobie tajemnicę popełnionego przed ponad stu laty morderstwa. Léonie zanurza się w krainie zjaw i widm, w której życiem i śmiercią rządzi stara talia kart do tarota, obdarzona niezwykłą mocą.
Październik 2007. Meredith Martin postanawia zrobić sobie przerwę badaniach nad twórczością Claude'a Debussy'ego. Wybiera się z Paryża na południe, do pięknego hotelu położonego wśród lasów. Fascynuje ją historia tego miejsca, a szczególnie tragiczne wydarzenia z Halloweenowej nocy ponad sto lat temu, które wstrząsnęły mieszkańcami okolicy. W ten sposób jej los splata się z losami Léonie. Ale dopiero gdy ona także potyka się na ustronnej polanie, zdaje sobie sprawę, że tajemnice tego miejsca mają związek nie tylko z umarłymi…
1 ... 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169
Перейти на страницу:

A Meredith słyszała szept, jakiś inny głos, głębszy, niższy i mocniejszy niż srebrny głos Leonie, dźwięczący jej w głowie. Nie znała słów, a mimo to je rozumiała.

Fujhi, poudes; Es capa, non.

Uciekać możesz. Uciec nie zdołasz.

Lawrence przestał walczyć. Opadł bezwładnie na ziemię.

Na polanie zaległa cisza.

Meredith rozejrzała się dookoła. Stała na trawiastej plamie. Żadnych płomieni, ścian, zapachu grobu…

Hal się poruszył, z trudem dźwignął tułów i oparł się na łokciu. Przeciągnął dłonią po twarzy, zdziwiony przyjrzał się czerwonym smugom.

– Co się stało?

Meredith podbiegła do niego, objęła go z całej siły.

– Uderzył cię. Straciłeś przytomność.

Zamrugał, jeszcze nie do końca zorientowany, odwrócił głowę. Spojrzał na leżącego stryja.

– To ty…?

– Nie – zapewniła go pośpiesznie. Nawet go nie dotknęłam. Właściwie nie wiem, co się wydarzyło. Najpierw stał… – Umilkła, bo naprawdę nie wiedziała, jak opisać to, co widziała.

Atak serca?

Podeszła do Juliana. Kucnęła przy nim. Twarz miał białą jak kreda, wokół ust i nosa błękitne cienie.

– On żyje! krzyknęła. Wyrwała z kieszeni telefon komórkowy i rzuciła go Halowi. -Dzwoń. Jeśli się pośpieszą…

Hal złapał aparat, ale nie zrobił nic więcej. Popatrzyła mu w oczy. Bez trudu odgadła myśli.

– Nie. -Pokręciła głową. – Nie w ten sposób.

Wytrzymał jej spojrzenie. W jego błękitnych oczach lśnił ból i błyszczała pokusa, by odpłacić stryjowi pięknym za nadobne. Czarodziej, władca życia i śmierci.

– Zadzwoń.

Jeszcze przez ułamek sekundy się wahał. Wreszcie podjął decyzję. Uznał, że sprawiedliwość jest ważniejsza niż zemsta. Wcisnął klawisz.

Julian już nie przerażał, był żałosny. Leżał z dłońmi zwróconymi wnętrzem do góry. Na każdej z nich pojawił się dziwny czerwony znak, przypominający ósemkę.

Meredith dotknęła jego serca. Tak. Nie żył.

Wstała powoli.

– Hal.

Podniósł na nią wzrok.

Pokręciła głową.

– Za późno.

ROZDZIAŁ 101

Niedziela, 11 listopada

Minęło jedenaście dni. Meredith stała na cyplu i przyglądała się niewielkiej trumnie, opuszczanej do grobu.

Żałobników było niewielu. Ona i Hal, teraz prawny właściciel Domaine de la Cade, Shelagh O'Donnell, ciągle jeszcze nie całkiem wydobrzała po napaści Juliana Lawrence'a, miejscowy ksiądz i urzędnik z me-rostwa. Po krótkich negocjacjach władze wyraziły zgodę na pochówek w miejscu, gdzie wcześniej złożono ciała Izoldy i Anatola Vernierów. Julian Lawrence splądrował groby, ale kości zostawił tam, gdzie je znalazł.

Po stu latach z okładem Leonie wreszcie została złożona na wieczny spoczynek obok ukochanego brata i jego żony.

Meredith wzruszenie ściskało krtań.

Szczątki Leonie odkryto w płytkiej mogile pod ruinami kaplicy, dosłownie kilka godzin po śmierci Juliana. W zasadzie można było odnieść wrażenie, że położyła się, by odpocząć. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, jak to się stało, że nie znaleziono jej wcześniej, zwłaszcza podczas wykopalisk prowadzonych na szeroką skalę, szczególnie w okolicy grobowca. Ani dlaczego kości dziewczyny nie zostały rozwłóczone przez zwierzęta.

Tylko jedna Meredith, stojąc u stóp świeżego grobu, widziała, że barwy otaczające śpiącą na zawsze Leonie pasują do ilustracji na jednej z kart tarota. Czarna ziemia i miedziane liście, wyblakłe strzępy czerwonej sukni i czarnego płaszcza, które wciąż okrywały szczątki. I nie chodziło o jakąś kopię. Wyłącznie o oryginalną kartę. Tę z numerem VIII. La Force. Dziew czyna poczuła na chłodnym policzku wspomnienie łez.

Ziemia i powietrze, ogień i woda.

Jak dotąd, niemiłosierna francuska biurokracja uniemożliwiała ustalenie, co się dokładnie stało z Leonie w tę szczególną noc trzydziestego pierwszego października tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego siódmego roku. Wiadomo było, że w Domaine de la Cade wybuchł pożar, ponieważ został odnotowany w urzędowych dokumentach. Zaczął się o zmierzchu i w ciągu kilku godzin zniszczył część domu. Najbardziej ucierpiała biblioteka oraz gabinet. Nie znaleziono dowodów, że ogień został podłożony celowo.

Następnego ranka, w dzień Wszystkich Świętych, z dymiących ruin wydobyto kilka ciał osób zatrudnionych w majątku. Przyjęto, że ludzie ci zostali schwytani w pułapkę płomieni. Ale znaleziono też inne ciała – mężczyzn, którzy nie pracowali na terenie Domaine de la Cade, mieszkańców Rennes-les-Bains.

Nie do końca wiadomo było, dlaczego Leonie Vernier postanowiła -lub została zmuszona – zostać w majątku, podczas gdy inni mieszkańcy Domaine de la Cade, między innymi jej bratanek, Louis-Anatole, uciekli. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, że ogień przeniósł się tak daleko i tak szybko, i jakim sposobem zniszczył również grobowiec. „Courrier d'Aude" oraz inne miejscowe czasopisma doniosły o silnym wietrze tamtej nocy, jednak mimo wszystko pozostawało zagadką, w jaki sposób płomienie pokonały przestrzeń między domem a wizygoc-kim grobowcem w lesie.

Meredith wiedziała, że pozna odpowiedzi na te i inne pytania. Z czasem dojdzie do prawdy, poskłada wszystkie fragmenty w całość. Z powierzchni wody spoglądało na nią światło, mówiły do niej drzewa i krajobraz, który przez tak długi czas trzymał w tajemnicy mroczne sekrety. Zasłuchała się w łagodny oddech wiatru, szepczący nad górami i w dolinie. Dopiero głos księdza, jasny i odwieczny, przywołał ją do teraźniejszości.

– In nomine Patris et Filii, et Spiritus Sancti. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Hal wziął ją za rękę.

– Amen. Niech się tak stanie.

Proboszcz, wysoki mężczyzna w ciężkim czarnym płaszczu, uśmiechnął się do dziewczyny. Koniuszek nosa miał zaczerwieniony z zimna, w piwnych oczach błyszczały wyciśnięte chłodem łzy.

– Mademoiselle Martin, Cest a vous, alors.

1 ... 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)