Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детская проза » Zwyczajne życie
Zwyczajne życie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zwyczajne życie

Электронная книга - «Zwyczajne życie». Краткое содержание книги:

Książka Zwyczajne życie napisana lekko i z humorem, który tak bardzo cechuje Chmielewską, że można ją czytać w ramach relaksu. Jak zwykle główni bohaterowie przeżywają niesamowite historie, muszą rozwiązywać zawikłane tajemnice i popadają w rozliczne tarapaty.
1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 50
Перейти на страницу:

– Krótkofalówka – mruknęła Tereska, przyglądając się z zajęciem Skrzetuskiemu w cywilu. – Nie wiem, gdzie ją ma, bo nic nie widać. Pewnie miniaturowa. To co teraz?

– Nic. Pani jest na miejscu, a panią podwieziemy do domu i wszystko będzie w porządku. A tych bandytów to już sobie sprawdzimy…

* * *

Nic nie myśląc, bez żadnych przeczuć, w okropnym pośpie chu Tere ska przebierała się w gorszą odzież. Włożyła zeszłoroczną spódnicę, wypchniętą na siedzeniu, bardzo stare, nie doczyszczone buty i stary żakiet z każdym guzikiem innym. Obie z Okrętką stosowały dyplomatyczne metody działania, co polegało na starannym doborze garderoby. Do ubijania interesu występowały w stroju wytwornym, eleganckim i robiącym jak najlepsze wrażenie, po obiecane już drzewka natomiast udawały się ubrane jak najgorzej. Czyniły to nie tylko dlatego, że wytworny strój mógłby ulec zniszczeniu, ale też i dlatego, że dwie eleganckie, młode damy, wlokące załadowany patykami stół na kółkach lub też jadące na nim, zwracały uwagę absolutnie wszystkich napotkanych osób. Dwie obszargane młode robotnice, ciągnące cokolwiek, nie budziły prawie niczyjego zainteresowania, wyglądały bowiem na osoby zatrudnione przy porządkowaniu ulic i skwerów.

Wiązała właśnie przed lustrem starą chustkę na głowę, śpiesząc się, bo dochodziło wpół do piątej, o wpół do piątej zaś była umówiona z Okrętką, która miała czekać razem ze stołem przy zejściu ze skarpy, kiedy nagle zadźwięczał dzwonek u drzwi wejściowych. Drzwi jej pokoju były uchylone. Dobiegały do niej głosy, które w chwilę potem rozległy się w hallu, i Tereska przed lustrem zamarła.

Boguś!!!

Skamieniała, dziwnie osłabła, pozbawiona sił, z twarzą zaczynającą płonąć rumieńcem, z sercem wykonującym dziwne sztuki na całej przestrzeni od gardła do kolan, trwała w bezruchu, trzymając w rękach końce zawiązywanej pod brodą chustki. Myśli, na długą chwilę zatrzymane w biegu, ruszyły nagle do szaleńczego danse macabre. Ta buła na tyłku. Twarz. Ledwo odrobina pudru, gdzie ten kunsztowny maquillage? Musi wyjść, jasne pioruny, do diabła, Okrętka tam czeka!!! Miała rację, oczywiście, właśnie dziś! Jezus Mario, co zrobić?

Nad wszystkim zaś górowało błogie, obezwładniające szczęście. Boguś… Jest Boguś! Przyszedł… Za chwilę go zobaczy…

– Tereska! – zawołała z dołu pani Marta. – Masz gościa!

Zdeterminowanym gestem Tereska zdarła z głowy chustkę. Przejechała grzebieniem po włosach. Zawahała się, szarpnęła zamek u spódnicy, zapięła go z powrotem, zdjęła z nogi jeden but, włożyła go i nie zdając sobie sprawy, co czyni, zapięła krzywo guziki żakietu. Nie wiadomo po co chwyciła chustkę, bardziej podobną do ścierki od podłogi niż chustki na głowę, i wypadła z pokoju.

Boguś stał na dole, oparty o poręcz klatki schodowej i trochę drwiąco spoglądał ku górze. Wytęskniony widok sprawił, że Tereska musiała się zatrzymać i uczynić gigantyczny wysiłek, żeby nie spaść ze schodów. Zeszła powoli, na uginających się nogach, trzymając się poręczy.

– Ale mam do ciebie szczęście – powiedziała z rozgoryczeniem, spod którego przebijała płomienna radość. – Nie mógłbyś przedtem zadzwonić i uprzedzić, że przyjdziesz?

Boguś z zainteresowaniem przyglądał się chustce.

– Czyżbym znów trafił nie w porę? – spytał z uprzejmą ironią. – Ta rzecz wydaje mi się mniej niebezpieczna od tamtego narzędzia… Nie mogłem zadzwonić, bo wcale nie wiedziałem, że przyjdę. Byłem znów w tej okolicy i nagle mi przyszło do głowy, że mógłbym to wykorzystać i wpaść na chwilę. Wybierasz się gdzieś? Nie krępuj się mną, wpadnę innym razem.

Tereska poczuła, jak jej się robi zimno w środku i całe wnętrze dziwnie kamienieje. Błyskawicznie podjęła decyzję.

– Ależ skąd – powiedziała z przekonaniem. – Nigdzie się nie śpieszę. Chodź na górę, porozmawiamy sobie spokojnie.

Pokój wyglądał względnie przyzwoicie, można go tam było wprowadzić. Nauczona koszmarnym doświadczeniem Tereska kategorycznie postanowiła wyrzec się generalnych porządków, dopóki wreszcie nie ustabilizują się wymarzone kontakty. Szybkim ruchem wepchnęła do szafy porozrzucane po krzesłach drobne fragmenty garderoby i odłożyła na biurko chustkę. Boguś z zaciekawieniem rozejrzał się w koło i usiadł na tapczanie.

– Widzę, że masz całkiem niezłą przestrzeń życiową – zauważył łaskawie. – Urządzasz coś czasem?

Pokój po rodzinie Tereska miała dla siebie zaledwie od kilku miesięcy i nigdy dotychczas niczego nie urządzała, ale sens pytania, które można było rozmaicie rozumieć, pojęła właściwie.

– Och, ostatnio jakoś niewiele – odparła niedbale. – Nie mam głowy do tych rzeczy, nawaliło mi się kłopotów.

Boguś uważniej spojrzał na regał, biurko i szafę.

– Masz jakąś muzykę? Puściłabyś coś…

– Co? Nie, nic nie mam. Radio jest na dole.

Jak to? Nie masz magnetofonu? Albo chociaż adapteru?

W jego głosie zabrzmiało pełne niesmaku i potępienia zdziwienie. Na dnie serca Tereski zalęgło się uczucie głębokiego upokorzenia. Nie miała ani magnetofonu, ani adapteru, ani nawet radia tranzystorowego i do tej pory nie przyszło jej do głowy, że powinna mieć. Państwo Kępińscy nie inwestowali w dzieci bajońskich sum, a atmosfera w rodzinie kazała godzić się z istniejącą stopą życiową. Dopiero w tej chwili Tereska poczuła się nagle jakaś gorsza, uboga, byle jaka. Boguś był przyzwyczajony do jakiegoś poziomu, a ona co…?

– Właśnie myślałam, żeby się postarać – powiedziała, usiłując zdobyć się na ton niedbały i obojętny i stworzyć wrażenie, że brak elementarnych przedmiotów codziennego użytku jest wyłącznie wynikiem jej przeoczeń i zaniedbań, nie zaś rezultatem braku pieniędzy.

– Widzę, że do ciebie trzeba przychodzić nie tylko z nastawieniem na niespodzianki, ale również z własnym tranzystorem – rzekł z drwiącym humorem Boguś i wyjął papierosy. – Zapalisz?

Tereska aż podskoczyła.

– Jak to, ty palisz?!

– Oczywiście. A ty nie?

Na krótką chwilę charakter Tereski wziął górę nad uczuciami.

– To, że wszyscy palą i że to jest modne, nie robi na mnie wrażenia – powiedziała wzgardliwie. – Nie palę, bo nie mam chęci i moda mnie nie ciekawi. Owczy pęd to dla mnie nie jest argument. Na obozie nie paliłeś…

Boguś wzruszył ramionami.

– Obóz to były ostatnie chwile, mojego dzieciństwa – wyjaśnił pobłażliwie. – W dzieciństwie istotnie nie paliłem. Postanowiłem sobie, że nie zacznę z niczym, dopóki się z tego wszystkiego nie wygrzebię, teraz nie widzę powodów do ograniczeń. Dopóki była szkoła, wiesz, jak to jest… Nie lubię kryć się po wychodkach.

Tereska skinęła głową. Uczucie wróciło na właściwe miejsce. Boguś wydał jej się szalenie dumny, szalenie męski, szalenie dorosły i jeszcze bardziej upragniony niż dotychczas. Cokolwiek czynił czy mówił, mogło budzić wyłącznie podziw i uznanie.

– Pewnie, że nie masz powodu – przyznała skwapliwie.

Boguś przyglądał się jej dość krytycznie.

– Słuchaj, czy ty się aby na pewno nigdzie nie wybierasz? Mam wrażenie, że ci wszedłem w paradę i siedzisz jak na szpilkach.

– Ależ skąd! Dlaczego?

– Chyba, że to coś, co masz na sobie, to jest twój domowy strój. Jako peniuar, przyznaję, nawet dość oryginalne.

Szczęście posiadania go pod ręką, przebywania z nim razem, patrzenia na niego, słuchania go było tak potężne, że odsunęło wszystkie inne sprawy gdzieś na niesłychanie daleki margines. Teraz jak grom spadła na nią wyrzucona na chwilę z pamięci obrzydliwa rzeczywistość w postaci oczekującej na skarpie Okrętki ze stołem na kółkach. A także własny wygląd. Przebrać się, zdjąć żakiet, zmienić tę przeklętą spódnicę i odrażające buty, zaprezentować mu się jakoś po ludzku… Potem zrobi się potwornie późno, Okrętka po ciemku nie pojedzie, to już ostatnia wyprawa.

Zawahała się.

– Szczerze mówiąc… – powiedziała mężnie.

Boguś zerwał się natychmiast.

– No i dlaczego tego od razu nie mówisz?

Tereska powoli, niepewnie, ociągając się wstała z krzesła. Niewiele było spraw, które w ogóle mogłyby się liczyć w obliczu wizyty Bogusia. Co za pech, że akurat to kretyństwo z drzewkami… Trzeba mu to jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć, bo przecież on się obrazi, pomyśli, że jest natrętny, ile w końcu można składać nieudanych wizyt?! Wykazać mu, że wbrew jej woli gniecie ją siła wyższa… Jakoś mgliście czuła, że praca społeczna i sad dla nieszczęśliwych dzieci to nie jest coś, co Boguś mógłby zrozumieć i potraktować poważnie, przeciwnie, mógłby to wyśmiać, zlekceważyć… Zresztą, to nawet nie o to chodzi, w grę wchodzą inne czynniki…

– Szczerze mówiąc – powiedziała w nagłym natchnieniu – rzeczywiście muszę wyjść, bo jadę za miasto, a nie wolno mi wracać po ciemku.

– Rodzice ci zabraniają?

– Nie, milicja.

Boguś, już w drzwiach, odwrócił się, nieco zaskoczony.

– Co się stało? Zmalowałaś coś?

– Głupia historia – powiedziała Tereska, szczęśliwa, że w jej zwyczajną, nieciekawą egzystencję wplątała się tak atrakcyjna, mogąca budzić zainteresowanie sprawa. – Mówiłam ci, że mam idiotyczne kłopoty. Paru facetów usiłuje nas wykończyć, Okrętkę i mnie. Pamiętasz Okrętkę? To bandyci, planują zbrodnię i tak się złożyło, że tylko my możemy ich rozpoznać. Już wczoraj jechali za nami…

Boguś przyglądał się jej niedowierzająco i z nikłym zaciekawieniem.

– Nie cierpicie przypadkiem na manię prześladowczą?

– Nawet jeśli, to w towarzystwie. Razem z nami cierpi cała tutejsza komenda milicji. Zabronili nam pętać się po ciemnych miejscach. Ja się specjalnie nie boję, ale Okrętka jest dziko wystraszona i muszę to uwzględniać. Właśnie czeka na mnie.

– Interesujące – rzekł Boguś schodząc po schodach. – Jasne, że nie będę stwarzał trudności. Co to za afera?

– Pojęcia nie mam. Wiemy, że chodzi o morderstwo, ale nie wiemy dokładnie, jakie. Milicja się tym zajmuje, my się nie wtrącamy.

– I słusznie, ich rzecz. To znaczy, że od zmroku jesteś uwięziona w domu?

1 ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... 50
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)