Paradyzja
- Автор: Зайдель Януш Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Paradyzja». Краткое содержание книги:
Fantastyki socjologicznej nie wymyślili pisarze, tylko PRL-owscy cenzorzy. Byli oni skłonni przepuścić właściwie dowolną treść, pod warunkiem że bohaterowie będą się nazywać Sneer lub Rinah, a akcja będzie się rozgrywać na innej planecie. Gdyby zaś dokładnie tacy sami bohaterowie robili dokładnie to samo, ale nazywali się Kowalski i Malinowski, powieść nie mogłaby się ukazać. Jednak nie da się sprowadzić fantastyki socjologicznej tylko do sztuczki cenzorskiej, tworzyli ją bowiem autorzy skądinąd naprawdę rozmiłowani w science-fiction – jak choćby Janusz Zajdel.
Te książki świetnie znoszą próbę czasu i czyta się je dzisiaj jak literaturę współczesną, czego przykładem choćby Paradyzja. Jest to opowieść o mieszkańcach orbitalnej kolonii poddawanych nieustannej kontroli przez wszechobecny i wszechwiedzący komputerowy system zabezpieczeń. Pilnuje nawet tego, komu i kiedy wolno przejść do sąsiedniego pomieszczenia (oficjalnie chodzi o względy bezpieczeństwa – niekontrolowane ruchy kolonistów mogłyby zaburzyć ruch wirowy stacji).
Kto pamięta PRL, temu nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo odnajdywaliśmy siebie w tej metaforze. Ale i dzisiaj nie czytamy Paradyzji jak baśni o żelaznym wilku. A to za sprawą oryginalnego literackiego pomysłu Zajdla, jakim jest koalang, czyli język kojarzeniowo-aluzyjny. Chodzi o to, że komputerowy system podsłuchu rozumie wprawdzie znaczenia słów i prostych zbitek, ale jest bezradny wobec poetyckich aluzji i metafor – co wykorzystują mieszkańcy Paradyzji, tocząc na przykład takie dialogi:
– Szary anioł przyśnił mi się nieostrożnie.
– Przestrzeni skrawek pustką się wypełnił?
– Mimo przeszłości myszki w czasowniku rozprzestrzenionej od krańca po kraniec, kotara głosu dłoni mej nie tknięta, tęsknoty hieny pozostały przy niej.
Co oznacza odpowiednio: Funkcjonariusz zrobił mi w nocy rewizję, myśląc, że śpię, Czy coś zabrał?, Myszkował po całym pokoju, szukając tłumika sygnału identyfikatora, nie znalazł, ale drań chyba nie dał za wygraną.
Przez 20 lat, które upłynęło od wydania Paradyzji, koalang nie stracił nic na aktualności. Przeciwnie – od dłuższego czasu w praktyce podobne zabiegi stosowane są przez internautów. Sieć od dawna przecież jest czytana przez różne mniej lub bardziej bezmyślne maszyny reagujące na określone słowa kluczowe (ze słynnym amerykańskim Echelonem na czele) i zwłaszcza na grupach dyskusyjnych popularna jest taka poezja poezja: Poprosze o smietanke do salaty… Musze ja podlac czyms swiezym – ta moja sie chyba zwarzyla. To autentyczny list z 31 października 2001 r. z grupy pl.rec.telewizja (chodzi o aktualne kody do pirackiego dekodera Canal+).
Zgadując z obecnych tendencji, można się spodziewać, że koalang w internecie będzie zjawiskiem coraz popularniejszym – a więc choćby dlatego warto sięgnąć po powieść, w której go wyprorokowano.
Nikor wiedział, że idylla może skończyć się każdego dnia, lecz starał się nie myśleć o tym i korzystać póki można z ulgowej taryfy, jaką zapewniał mu status obywatela bez przydziału. Trwało to już prawie tydzień – wystarczająco długo, by wyzbyć się nawyków przyniesionych z obskurnego lochu, szyderczo zwanego "Pensjonatem nad Złotą Żyłą". Sam dziwił się i zdumiewał, jak łatwo przywyka się do komfortu paradyzyjskiego apartamentu po dziesięciu latach spędzonych w warunkach tartaryjskiego osiedla gómiczegg. Mimo wszystko, każdego dnia z tych kilku, które upłynęły od jego powrotu, budził się rano dokładnie po sześciu godzinach snu i toczył wkoło zdumionym wzrokiem, szukając widoku znajomego wnętrza betonowej komory pełnej podobnie jak on niewyspanych, poszarzałych ludzi. Zamiast tego widział lśniące ściany pokoju, migocący obraz telewizyjny, a z głośnika – w miejsce spodziewanego wrzasku brygadiera – dawał się słyszeć o wiele sympatyczniejszy głos lektora lub miłej spikerki. Nawet alarm był czymś swojskim, świadczącym o normalności świata, do którego nareszcie wrócił.
"Nigdy więcej… – myślał wtedy, każdego ranka budzony do ciężkiej harówki w kopalni złota i arsenu. – Jeśli wrócę tam, na górę, to już na pewno nigdy nie dam się tutaj wpakować".
Teraz, gdy naprawdę wrócił, postanowienie przeistoczyło się w naczelny cel na resztę życia. Paradyzja, ze wszystkimi niegdyś uciążliwymi ograniczeniami i niewygodami, wydawała mu się najlepszym miejscem we Wszechświecie. Paradyzyjscy socjolodzy mogliby powiedzieć, że czasowe oddelegowanie do "trudniejszej pracy" przyniosło oczekiwane efekty wychowawcze.
Dziś także, jak w poprzednich dniach, Nikor wygrzebał się spod koca około dziesiątej i pierwsze kroki skierował do pulpitu informacyjnego. Upewniwszy się, że wciąż nie ma dla niego przydziału pracy oraz – co najważniejsze-że jego SC wciąż równa się jedynce z trzema zerami po przecinku, wykąpał się, ubrał i ruszył w stronę głównego korytarza.
"Wszystko po staremu! – myślał, mijając znane miejsca. – Nic się tu nie zmieniło, jakby czas przestał płynąć, czekając na mój powrót…"
Ale przecież jednak minęło dziesięć długich lat i Nikor dobrze o tym wiedział, choć starał się nie myśleć ani o wydartej mu młodości, ani o Livii, której po powrocie nawet nie próbował odnaleźć wiedząc, że mogłoby to jedynie pogorszyć jego względnie pogodny nastrój.
"Wszystko jak było" – powtarzał sobie, by nie myśleć o tym, że niepostrzeżenie przekroczył trzydziestkę, w czasie gdy tutaj ludzie żyli sobie normalnie, po ludzku, nie spiesząc się bardziej, niż wymagał tego Centralny System, sprawiedliwie traktujący każdego, kto zasłużył na takie czy inne potraktowanie. Tam, na dole, był tylko brygadier i regulamin, a każdy pracownik mógł przekonać się na własnej skórze o wyższości komputerowego obiektywizmu nad subiektywnym, z natury rzeczy niedoskonałym ludzkim kierownictwem.
"Tylko kamer widać teraz jakby więcej – zauważył rozglądając się po znanych ścianach. – A w telewizji jakoś częściej wspominają o wzroście zagrożenia… Czyżby stosunki międzyplanetarne popsuły się jeszcze bardziej? Stary, poczciwy Pierwszy Segment – westchnął z sentymentem, spacerując głównym korytarzem, objedzony owsianką, w poczuciu bezpieczeństwa i beztroski mimo niepokojących komentarzy w codziennych programach telewizyjnych. – Byle tylko nie tracić panowania nad własnym językiem. Wszystko jeszcze jakoś się może ułożyć…"
Zewnętrzne czy wewnętrzne zagrożenie Paradyzji było czymś mglistym i odległym wobec realnego, codziennego strachu doświadczanego w chodnikach i wyrobiskach Złotej Żyły, pełnych trującego pyłu, grożących w każdej chwili tąpnięciem, zawałem, zalaniem… Miał to za sobą i jak wszyscy inni, którym udało się cało powrócić z tartaryjskich lochów, codziennie powtarzał sobie, że nigdy więcej nie opuści rajskich apartamentów ojczystej planety.
Stan bezczynności Nikora dziwnie się przedłużał. Wracającym z Tartaru pozostawiano zwykle trzy lub cztery doby na readaptację, a potem kierowano do pracy, z pełną jedynką w rejestrze, pozwalając im rozpocząć wszystko od nowa, bez obciążeń dawnymi wykroczeniami. Praca na dole oczyszczała ich, przywracała pełne prawa jednostki, dawała szansę zwiększenia SC nawet powyżej jedynki.
Nikor nie spodziewał się, by Centrala skierowała go z powrotem na studia, które przerwał nagły wyjazd dziesięć lat temu. Takie rzeczy nie zdarzały się tutaj zbyt często. Wracający z dołu musieli pogodzić się ze zmianą pracy, kierunku kształcenia, a nawet miejsca zamieszkania. Nikor wrócił wprawdzie do tego samego segmentu, lecz teraz znalazł się na bardzo wysokim, sto dwudziestym trzecim poziomie – daleko od dolnych pięter, gdzie spędził pierwsze dwadzieścia trzy lata życia.
"Najwidoczniej nie wiedzą, co ze mną zrobić" – myślał, sprawdzając codziennie w informacji, czy nie zadecydowano jeszcze o jego dalszym losie.
Na podjęciu nauki specjalnie mu nie zależało, długa przerwa dość dokładnie zatarła w jego pamięci wiadomości z dziedziny elektrotechniki i napędów elektrycznych, które były przedmiotem jego studiów. Właściwie było mu teraz obojętne, do jakiej pracy zostanie skierowany. Każde zajęcie jest przyjemnością i rozrywką w porównaniu z tym, co robił ostatnio.
"Mógłbym być konserwatorem instalacji albo naprawiać dźwigi międzypoziomowe…" – rozmyślał, wędrując wzdłuż korytarza.
Od chwili przekroczenia komory kontrolnej, gdy szef służby porządkowej wręczył mu identyfikator, Nikor starał się raczej słuchać, niż mówić. Nie nawiązywał rozmów, zagadnięty – odpowiadał pojedynczym słowem. Po latach spędzonych w świecie, gdzie nikt nie troszczył się o formę słownych wypowiedzi, z trudem chwytał teraz treść słyszanych rozmów, jakby oduczył się długo nieużywanego obcego języka. Wiedział, że musi na nowo przyswoić sobie umiejętność sprawnego posługiwania się koalangiem, bez którego nie sposób zakomunikować tu ani jednej prawdziwej myśli – chyba że ma się do powiedzenia tylko wytarty banał lub urzędową formułkę.
Koalang rozwijał się i komplikował przez dziesięć lat nieobecność Nikora. Widać Centrala też w tym czasie nie próżnowała. Nikor słyszał wokół siebie tak nieprawdopodobne zbitki słów, że gubił się w tym zupełnie.
Już w szkolnych czasach Nikora koalang był sztuką rozwijającą się bujnie zarówno wśród dorosłych, jak wśród naśladujących ich dzieci i młodzieży. Umiejętność formułowania i deszyfrowania słownych komunikatów była jednym z najistotniejszych czynników chroniących przed wyeliminowaniem ze społeczności Paradyzji. W każdym środowisku – naturalnym lub sztucznym – największe szansę przetrwania mają osobniki danego gatunku, zdolne oprzeć się czynnikom eliminującym z tego środowiska.
W świecie skrupulatnej kontroli słów największe szansę mają ci, którzy potrafią komunikować się swobodnie pomimo kontroli. Szansę małomównych są znacznie mniejsze – trudno bowiem żyć wśród ludzi nie porozumiewając się z nimi. Natomiast szansę gaduły pozbawionego wyobraźni twórczej są w Paradyzji znikome.
Szczególny ten dobór naturalny – wynik nieustannych zmagań pomiędzy doskonalącym się Systemem Zabezpieczeń i wyobraźnią ludzi – sprawiał, że ludność Paradyzji w coraz większej części stawała się społeczeństwem awangardowych poetów z konieczności.
Siedząc w kącie małej herbaciarni, gdzie pełno było pracowników z okolicznych pomieszczeń, spędzających tu południową przerwę, Nikor mógł słyszeć ich zmieszane głosy. Niektóre zdania rozumiał bez większego trudu, inne brzmiały zagadkowo i dopiero po głębszej analizie udawało się chwycić ich sens.