Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-501-2
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Nie licząc psa [To Say Nothing of the Dog - pl]». Краткое содержание книги:
— Mam w rozkładzie dziewiętnaście skoków, nie mówiąc o następnym priorytetowym skoku pana Dunworthy’ego, więc…
— No dobrze, dobrze — ustąpiłem. Zabrałem torbę, walizę, kuferek oraz okrągły wiklinowy kosz i przeszedłem do sieci. Zasłony nadal wisiały półtorej stopy nad podłogą. Postawiłem jedno naręcze bagażu na podłodze, uniosłem zasłonę, prześliznąłem się na drugą stronę i zacząłem przeciągać bagaż.
— Epoka wiktoriańska była okresem szybkiego rozwoju technicznego i naukowego — powiedział hipnofon. — Wynalazek telegrafu, gazowe oświetlenie i darwinowska teoria ewolucji znacząco zmieniły strukturę społeczeństwa.
— Podnieść bagaż i stanąć na X — powiedziała techniczka.
— Zwłaszcza podróże szybko się rozwijały. Dzięki wynalezieniu parowej lokomotywy oraz pierwszej kolei podziemnej w 1863 roku wiktorianie mogli podróżować szybciej i dalej niż kiedykolwiek przedtem.
— Gotowy? — zapytała z dłonią wzniesioną nad klawiaturą.
— Chyba tak — odpowiedziałem, sprawdzając, czy wszystko znajduje się w obrębie zasłon. Jeden róg wiklinowego kosza wystawał. — Zaraz — zawołałem i przysunąłem go stopą.
— Pytam, czy pan gotowy? — warknęła.
— Łatwe i tanie podróże przyczyniły się do poszerzenia horyzontów wiktorian oraz obalenia sztywnych barier klasowych, które…
Serafinica podniosła zasłonę, wyrwała mi hipnofon z ucha i wróciła do konsoli.
— Teraz gotowy?
— Tak.
Serafinica zaczęła stukać w klawiaturę.
— Zaraz! — zawołałem. — Nie wiem, dokąd jadę.
— Siódmego czerwca 1888 roku — odparła i znowu zaczęła stukać.
— To znaczy później — powiedziałem, szukając otworu w zasłonach. — Nie słyszałem wszystkich instrukcji pana Dunworthy’ego. Z powodu dyschronii. — Pokazałem swoje ucho. — Trudności z rozróżnianiem dźwięków.
— Trudności z wykazywaniem inteligencji — burknęła. — Nie mam na to czasu. — Po czym wyniosła się z pokoju, trzaskając drzwiami.
— Gdzie jest pan Dunworthy? — usłyszałem jej głos w korytarzu. Pan Dunworthy mówił coś o Muchings End i o łódce, a może to było w hipnofonie? „Zadanie jest bardzo łatwe”, powiedział.
— Gdzie on jest? — ponownie odezwała się serafinica głosem nieprzyjemnie podobnym do głosu lady Schrapnell.
— Gdzie jest kto? — zapytał Finch.
— Doskonale pan wie, kto — zagrzmiała stentorowym tonem. — I niech pan mi nie wmawia, że on jest w szpitalu. Mam już dosyć pańskich wykrętów. On jest tutaj, prawda?
O Boże.
— Niech pan odejdzie od tych drzwi i pozwoli mi przejść — ryknęła lady Schrapnell. — On tam jest.
Z łomotem upuściłem bagaż i rozejrzałem się rozpaczliwie za jakąś kryjówką.
— Nie ma go tam — zaprzeczył dzielnie Finch. — On jest w infirmerii w Radcliffe.
Nie miałem gdzie się schować, przynajmniej nie w tym stuleciu. Zanurkowałem pod zasłonami i podbiegłem do konsoli, modląc się, żeby serafinica zakończyła wszystkie niezbędne przygotowania.
— Powiedziałam, proszę mnie przepuścić — huknęła lady Schrapnell — Badri, każ mu odejść od drzwi. Pan Henry tam jest i zamierzam dopilnować, żeby odszukał moją strusią nogę biskupa, zamiast wałęsać się po teraźniejszości i symulować dyschronię.
— Ale on naprawdę ma dyschronię — zapewnił Finch. — Bardzo ciężki przypadek. Zaburzenia wzroku, trudności z rozróżnianiem dźwięków i poważnie ograniczone zdolności logicznego rozumowania.
Ekran konsoli powiedział: — Gotowe. Naciśnij „send”. Zmierzyłem wzrokiem odległość do sieci.
— On nie jest w stanie wykonywać żadnych skoków — oświadczył Finch.
— Nonsens — fuknęła lady Schrapnell. — Proszę natychmiast odejść od drzwi.
Wziąłem głęboki oddech, stuknąłem w „send” i rzuciłem się głową naprzód w kierunku sieci.
— Proszę mi wierzyć — desperacko upierał się Finch. — Nie ma go tam. On jest w Christ Church.
— Zejdź mi z drogi! — krzyknęła lady Schrapnell i usłyszałem odgłosy szamotaniny.
Wyhamowałem twarzą na X. Zasłona opadła mi na stopę. Szybko podciągnąłem nogę.
— Panie Henry, wiem, że pan tam jest! — zawołała lady Schrapnell. Drzwi otwarły się gwałtownie.
— Mówiłem pani — powiedział Finch. — Nie ma go tutaj.
I nie było mnie.
ROZDZIAŁ CZWARTY