Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– Nie jestem pewien – przyznał Carey – ale de Vroome uważa, że da się to zrobić. Myślę, że solidaryzuje się z Dietrichem Bonhoefferem, który pomimo swego konserwatyzmu próbował umieścić Kościół w realnym świecie, wskazać mu program humanistycznego działania i zaangażowania w sprawy społeczne. De Vroome uważa, że Słowo głoszone nowoczesnym językiem i odpowiednimi metodami powinno dotrzeć do slumsów i pałaców świata, do ONZ, do elektrowni atomowych, urzędów państwowych i więzień, rozpowszechniane przez hierarchów wszystkich wspólnot chrześcijańskich ze wszystkich ambon świata do milionowych rzesz wyznawców. Tą drogą Słowo mogłoby oddziaływać, religia i wiara żyć, a cywilizacja przetrwać. Bez tej eklezjastycznej rewolucji de Vroome przewiduje śmierć religii, wiary, a w końcu ludzkości. Możliwe, że ma rację. Jest jednak przedstawicielem mniejszości, a panujący, czyli Światowa Rada Kościołów w Genewie i Kościół katolicki reprezentowany przez Watykan, przeciwstawiają się radykalnym zmianom, usiłują wyeliminować podobnych buntowników i utrzymać status quo. Duchowni czują się bezpieczniejsi w pierwszym stuleciu. Ale ich wierni przeciwnie, i w rym właśnie problem. To dlatego twój ojciec, a teraz i ja, co roku widzimy w ławach kościelnych coraz więcej wolnych miejsc. Za dziesięć lat może dojść o tego, że będę głosił kazania w opustoszałym kościele.
– I nic nie możesz na to poradzić, Tom?
– W obowiązującym systemie chyba nie. Poza nim… być może, aleja chyba za bardzo przywykłem do starych metod i jestem zbyt bojaźliwy, żeby zostać radykałem. Dla mnie i dla wielu innych, którzy uważają, że religia stała się zatęchła i skostniała, jest tylko jedno wyjście i wciąż o nim myślę. Zastanawiam się nad odejściem z Kościoła, Steve. Czuję czasami, że gdybym porzucił ambonę i zajął się świeckim nauczaniem albo pracą społeczną, przyniosłoby to więcej dobrego. Czuję, że potrafiłbym się zmierzyć z ludzkimi potrzebami, takimi jakie są, i może nawet wymyślić kilka rozwiązań na teraz. Nie wiem. Zwyczajnie nie wiem, co zrobię.
– Mam nadzieję, że nie odejdziesz, przynajmniej na razie – rzekł Randall poruszony. – Po prostu egoistycznie się boję, że to złamałoby serce mojemu ojcu.
Carey wzruszył ramionami.
– Czy można złamać serce, które być może już jest złamane, Steve? Zresztą nieważne. Nie zamierzam poważnie planować rezygnacji, dopóki się nie upewnię, że Nathan wrócił do zdrowia i sił. – Przystanęli na skrzyżowaniu. Carey mówił dalej: – Jeżeli Kościół się nie zreformuje, może go uratować już tylko jedno, Steve. Cud. Tak jak Żydzi oczekiwali przyjścia Mesjasza, który ich wybawi od ciemięzców Rzymian, a potem zignorowali Chrystusa, który ich nie wybawił i zwyczajnie umarł na krzyżu, niezdolny uratować nawet samego siebie, my też potrzebujemy autentycznego Mesjasza. Gdyby jakiś Chrystus, albo ten właśnie Chrystus, mógł się zjawić i ponownie rozgłosić swoje przesłanie… to przesłanie, którego nie usłyszano, kiedy je głosił pierwszy raz w Judei…
– O jakim przesłaniu mówisz, Tom?
– Miejcie wiarę. Wybaczajcie. Dwie koncepcje, nowe w pierwszym stuleciu, koncepcje, które powinny się odrodzić w czasach współczesnych. Gdyby tak Chrystus powrócił z tym przesłaniem na ziemię, sądzę, że rządy i społeczeństwa mogłyby przyjrzeć się sobie i podjąć jakieś znaczące działania wobec biedy, niewolnictwa, materializmu, niesprawiedliwości, tyranii i atomowego Armagedonu. Drugie Przyjście, czy choćby jakieś jego oznaki, mogłoby przywrócić nam nadzieję i uratować świat. Ale tak jak mówię, byłby to cud, nieprawdaż, Steve? A kto uwierzy w cuda w epoce komputerów, telewizji i rakiet kosmicznych? No, jest twój hotel. Wybacz, że się tak rozgadałem, i dzięki za wysłuchanie. Dla mnie to miało działanie terapeutyczne, a ty jesteś jednym z nielicznych agnostyków, którym mogę zaufać. Do zobaczenia wieczorem.
Carey poszedł w swoją stronę, a radość Randalla z powodu poprawy zdrowia ojca gdzieś się ulotniła. Poczuł się bezradny, tym bardziej że przypomniał sobie o lunchu, który miał nadzieję zjeść z córką. Judy była kolejną z zagubionych, pozbawionych wiary istot, z nocnymi koszmarami zamiast marzeń, i żeby się uratować, potrzebowała zapewne czegoś więcej niż spotkania z ojcem. Judy także potrzebny był cud. Kto jednak potrafi czynić cuda w tej erze szybkiego życia?
Siedzieli już niemal od pół godziny w niemal pustej kafeterii pod głównym holem Oak Ritz Hotel.
Po powrocie do hotelu Randall zadzwonił do apartamentu Barbary. Odebrała Judy i powiedziała mu, że jest gotowa pójść z nim na lunch. Gdy się zjawiła w kafeterii, przeprosiła go za spóźnienie. Próbowała dowiedzieć się w recepcji o jakąś wegetariańską restaurację, w której serwowano by żywność bez chemii. Jej przyjaciele spożywali tylko taką, a także kiełki pszenicy, soję, budyń marchewkowy, zioła, miód. Ostatnio też tego spróbowała i spodobało jej się. Jak było do przewidzenia, stwierdziła, w Oak City nie ma takiej restauracji, ale kilka niezdrowych posiłków może tak bardzo jej nie zaszkodzi.
Randall zdążył już spałaszować sandwicza z gorącym befsztykiem i patrzył, jak Judy przeżuwa resztę kanapki z pastą jajeczną, popijając lemoniadą. Dla niego była skończoną pięknością. Cera bez skazy, promienne oczy, mały, lekko zadarty nosek i pełne wargi czyniły z niej istotę o absolutnie dziewiczym wyglądzie, nietkniętą przez życie. Z twarzą nastolatki kontrastowała jednak dojrzała, kształtna figura w obcisłej białej bluzeczce i dżinsach.
Trudno było uwierzyć, że to młode stworzenie, dziewczynka zaledwie piętnastoletnia, czyste dziecko natury, które nie chciało zanieczyszczać swego ciała jedzeniem zatrutym konserwantami, emulgatorami i pestycydami, szpikowało się dożylnie ciężkim, niebezpiecznym narkotykiem. Postanowił z nią o tym porozmawiać.
W ciągu tej pół godziny od początku ich spotkania, kiedy to krótko odwzajemniła jego uścisk, ale nie pocałunek, Judy była dziwnie rozproszona, nerwowa i nieobecna. Ich rozmowa toczyła się opornie. Ona rozwodziła się najpierw nad oczyszczającymi efektami zdrowego jedzenia, potem przeskoczyła nagle do odkrytych niedawno przez siebie tekstów Allana Wattsa, a w końcu (jako przytyk w jego stronę, był tego pewien), wspomniała, jakim to świetnym facetem jest nauczyciel francuskiego w nowej szkole.
W pewnym momencie, gdy wyczerpała już zasoby swej mało komunikatywnej paplaniny, spytała go o pracę, Wiedział, że tak naprawdę niewiele ją to interesuje, skupił się więc na opowiadaniu o popularnym zespole rockowym, The Spare Tyres, reklamowanym ostatnio przez agencję. O mały włos nie opowiedział jej także o spotkaniu z Jimem McLoughlinem i działalności Raker Institute. Czuł, że to by ją zaciekawiło i zyskało uznanie w jej oczach, a jednak natychmiast wycofał się z tego pomysłu. Przypomniał sobie bowiem ze ściśniętym sercem, że zamierza odrzucić zlecenie McLoughlina, a tego żadną miarą nie potrafiłby córce wyjaśnić.
Judy odsunęła talerz i ocierała usta papierową serwetką..
– To co, teraz deser? – zapytał z udawanym entuzjazmem.
– Fajnie by było – odrzekła – ale potem nie mogłabym się wcisnąć w nowe dżinsy. No, może trochę mleczka czekoladowego, jeśli ty też się napijesz.
Próbował sobie przypomnieć, czy właśnie mleczko czekoladowe pijali do niedzielnego śniadania, gdy miała dziewięć czy dziesięć lat. Ale nie pamiętał.