Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Harfista na wietrze [Harpist in the Wind - pl]
Harfista na wietrze [Harpist in the Wind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Harfista na wietrze [Harpist in the Wind - pl]

Электронная книга - «Harfista na wietrze [Harpist in the Wind - pl]». Краткое содержание книги:

Mistrz zagadek Morgan nadal nie zna celu, dla którego żyje ani znaczenia gwiazdek, widniejących na jego czole. Królestwo drży w posadach, pustoszą je hordy tajemniczych zmiennokształtnych, którzy wydali wojnę rodzajowi ludzkiemu. Wobec zupełnej bierności Najwyższego, Morgan zmuszony jest wziąć na siebie odpowiedzialność za cały świat.

Nominowana do nagrody Hugo w 1980.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 60
Перейти на страницу:

Podniosła się z trudem, stawiając ostrożnie kroki, podeszła do ogniska, usiadła i podwinęła pod siebie mokre nogi. Przyjrzał się jej w blasku ognia, zapominając o obracaniu rożna. Twarz miała nieruchomą, ściągniętą, oczy pełne bólu. Kiedy na niego spojrzała, dostrzegł w nich wyraźną skargę. Współczucie zaparło mu na chwilę dech w piersiach.

— Czemu nie powiedziałaś, że aż tak cierpisz? — spytał. — Pokaż mi stopy.

— Zostaw mnie w spokoju! — Zaskoczyła go złość, z jaką to powiedziała. — Powiedziałam, że dojdę do Lungold, a więc tam dojdę.

— Jak? — Wstał. Gniew na samego siebie ściskał mu krtań. — Kupię ci konia.

— Za co? Nie udało ci się przecież sprzedać siodeł.

— Sam się w niego zmienię. Pojedziesz na mnie.

— O, nie. — Z jej głosu przebijał znajomy, niewytłumaczalny gniew. — Nie uczynisz tego. Nie będziesz mnie dźwigał na grzbiecie do samego Lungold. Powiedziałam, że pójdę sama.

— Nie ujdziesz trzech kroków!

— Ujdę. Wieczerza nam się spali, jeśli zaraz nie obrócisz tego patyka.

Nie zareagował; pochyliła się i sama obróciła królika nad ogniskiem. Morgon patrzył na twarz dziewczyny skąpaną w odblasku płomieni i nie poznawał jej.

— Raederle — podjął błagalnie — jak ty to sobie, na Hel, wyobrażasz? W tym stanie iść nie możesz. Mnie dosiąść nie chcesz; wzbraniasz się przed zmianą postaci. Może chcesz wrócić do Anuin?

— Nie. — Wypowiedziała to słowo tak, jakby bardzo ją zranił swoim podejrzeniem. — Może nie jestem taka dobra w rozwiązywaniu zagadek, ale ślubów dotrzymuję. Przysięgłam na imię Ylona, że nigdy cię nie opuszczę.

Pochyliła się znowu. Morgon myślał, że chce obrócić rożen, ale ona zaczerpnęła pełną garść ognia.

— Nienawidzę Ylona i wszystkiego, co się z nim wiąże, ale był swego czasu królem An i z tej racji należy mu się pewien szacunek. — Głos jej się łamał. Uformowała z ognia ramę i zaczęła rozciągać na niej palcami cienkie jak włos struny. Morgon uświadomił sobie nagle, co robi. Skończyła i podała mu swoje dzieło: harfę z ognia pożerającą ciemności wokół jej ręki. — Jesteś zagadką. Skoro pokładasz taką wiarę w znaczeniu zagadek, pokaż mi to. Nawet z własną nienawiścią nie potrafisz sobie poradzić, a zadajesz mi zagadki. Istnieje określenie na takiego człowieka.

— Głupiec — mruknął, nie dotykając harfy. Patrzył, jak światło igra bezgłośnie po ognistych strunach. — Teraz przynajmniej znam swoje imię.

— Jesteś Naznaczony Gwiazdkami. Dlaczego nie pozwalasz mi samej podejmować decyzji. To, czym ja jestem, w ogóle się nie liczy.

Patrzył na nią ponad płonącą harfą. Coś, co nieopatrznie powiedział albo pomyślał, sprawiło, że harfa rozprysła się w jej dłoni na kawałki. Sięgnął ponad ogniem, chwycił Raederle za ramiona i zmusił ją, by wstała.

— Jak możesz tak do mnie mówić? Czego, na Hel, się boisz?

— Morgonie…

— Przecież nie każę ci przybierać postaci, która nie będzie odpowiadała żadnemu z nas!

— Morgonie — powtórzyła z naciskiem. — Czy ty nie rozumiesz? Ja nie uciekam przed czymś, czego nienawidzę, uciekam przed czymś, czego pragnę. Przed mocą tego bękarciego dziedzictwa. Pragnę jej. Pragnę tej mocy, która przeżera Ymris i usiłuje zniszczyć królestwo i ciebie… ciągnie mnie do niej. Jestem nią napiętnowana. I kocham ciebie. Mistrza zagadek. Mężczyznę, który musi walczyć ze wszystkim, co wiąże się z tym dziedzictwem. Prosisz mnie o coś, co na pewno znienawidzisz.

— Nie — szepnął.

— Ziemwładcy, czarodzieje z Lungold… jak ja im spojrzę w oczy? Jak im powiem, że jestem spokrewniona z twoimi wrogami? Czy będą mi mogli zaufać? Czy ja mogę ufać samej sobie, skoro pragnę tej strasznej mocy…

— Raederle. — Morgon uniósł rękę, dotknął jej twarzy i otarł ją z ognia i łez. Ale niespokojne cienie dalej po niej tańczyły. Wydawała mu się ulepiona z ognia i ciemności, odnosił wrażenie, że patrzy na kogoś, kogo nigdy dotąd nie widział, a i teraz nie widzi za dobrze. Było w tym licu coś zwodniczego, coś, co znikało, kiedy go dotykał. — Nie prosiłem cię nigdy o nic, poza prawdą.

— Nigdy nie wiedziałeś, o co mnie prosisz…

— Masz rację. Po prostu proszę. — Przedzielający ich ogień kształtował się w odpowiedź, której szukał. Zobaczył nagle tę odpowiedź i jednocześnie zobaczył Raederle, kobietę, za którą do wieży Pevena szło na śmierć tylu mężczyzn, która ukształtowała swój umysł w płomień, która kochała go, spierała się z nim i pragnęła mogącej go zniszczyć mocy. Elementy tej zagadki usiłowały przez chwilę dopasować się w jego umyśle. Potem złączyły się w jedno i ujrzał znajome twarze zmiennokształtnych — Eriela, harfisty Corriga, którego zabił, zmiennokształtnych z Isig, których również zabił. Przeszedł go dreszcz lęku i zachwytu. — Jeśli widzisz… jeśli widzisz w nich coś wartościowego — wyszeptał — to czym, na Hel, są?

Raederle milczała. Twarz jej znieruchomiała, policzki lśniły od łez.

— Tego nie powiedziałam.

— Owszem, powiedziałaś.

— Nieprawda. W ich mocy nie ma niczego wartościowego.

— Owszem, jest. Czujesz ją w sobie. Pragniesz jej.

— Morgonie…

— Albo ty zmieniasz przede mną postać, albo oni. Ciebie znam.

Odsunęła się niezdecydowanie. Morgon szukał słów, którymi mógłby zdobyć jej zaufanie. Powoli zaczynał rozumieć, jak może do niej dotrzeć.

Sięgnął za siebie i ściągnął z pleców harfę, zdejmując z niej czar niewidzialności. Wypełniła jego dłonie niczym wspomnienie. Usiadł. Zastygła w bezruchu Raederle obserwowała go w milczeniu od ogniska. Popatrzył na enigmatyczne gwiazdki zdobiące ramę harfy, potem przycisnął ją do ramienia i szarpnął struny. Pochłonięty grą, zapomniał na chwilę o Raederle. Jego palce przypominały sobie rytmy, akordy, niepewnie wyczarowywały z ciszy fragmenty pieśni. Starożytne, nieskazitelne brzmienie instrumentu znowu go zachwyciło. Raederle przysunęła się i znowu znieruchomiała. Siedziała teraz tyłem do ogniska, nie widział więc jej twarzy.

Z mroków pamięci wtórował mu jakiś harfista. Im głośniej grał, by to wspomnienie zagłuszyć, tym natrętniejsza stawała się tamta muzyka: odległa, piękna, docierająca spoza czerni, spoza zapachu wody, która płynęła donikąd i od tysięcy lat nigdzie nie dopłynęła. Ognisko za plecami Raederle skurczyło się do punktu światła, który coraz bardziej się od niego oddalał, aż w końcu czerń niczym dłoń opadła na jego oczy. Drgnął na dźwięk czyjegoś głosu, który, odbijając się echem od kamieni, ścichł po chwili. Twarzy nie widział. Wyciągnął rękę poprzez ciemność, ale dotknął tylko kamienia. Ten głos zawsze go zaskakiwał, choćby nie wiadomo jak nasłuchiwał kroków. A słuchał teraz z natężeniem, leżąc na kamieniu. Głos wyzwolił wspomnienia, których nie mógł stłumić, przypomniał ból podczas walki na pięści, nie kończące się pytania, na które nie potrafił znaleźć odpowiedzi, co doprowadzało go do ślepej furii, i nagle ta furia przeszła w przerażenie, bo poczuł, jak zamierają w nim kruche, zawiłe instynkty prawa ziemi. Usłyszał swój własny głos udzielający odpowiedzi… Usłyszał dźwięki harfy.

Jego dłonie znieruchomiały. Rama harfy boleśnie uciskała policzek. Raederle siedziała obok, obejmując go ramieniem. W głowie rozbrzmiewały mu wciąż dźwięki harfy. Spróbował je odpędzić. Bezskutecznie. Raederle spojrzała na niego i wstrząśnięty uświadomił sobie, że ona też słyszy.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)