Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 101
Перейти на страницу:

— Chętnie skorzystamy z każdej pomocy.

— Obserwując próby zlikwidowania Drzewa Nie — Drzewa, doszedłem do przekonania, że wybraliśmy niewłaściwą drogę.

— Pan zna właściwą?

— Być może, iż mylę się, ponosi mnie fantazja, lecz powinniśmy potraktować to drzewo bardziej po ludzku.

— Po ludzku? — powtórzył Ekspert i wytrzeszczył oczy.

— Należy założyć — kontynuował pan Barbet — że z meteorytu wyrosła roślina, przybysz z Kosmosu, z Innego Układu Słonecznego, struktura szczególnego rodzaju. Być może badająca naszą reakcję na tę nieoczekiwaną wizytę, być może spragniona, poszukująca napoju, pożywienia.

— Co pan proponuje?

— Spróbuję nawiązać z drzewem bezpośredni kontakt.

— Wygłosi pan powitalne przemówienie, a mała dziewczynka złoży u stóp drzewa kwiatki — kpił Ekspert.

— Wspomniałem o bezpośrednim kontakcie.

— Nie rozumiem.

— To rodzaj rośliny, położę rękę na pniu, będzie to pierwszy przyjazny odruch. Niech pan sobie wyobrazi, panie Ekspercie, że człowiek wylądował na obcej planecie. Natychmiast miejsce lądowania otoczono drutem kolczastym, a gdy próbował zaspokoić głód, gospodarze Innego, Świata usiłowali go unicestwić.

— Niczego pan nie dotknie — powiedział Ekspert. — To piekielne drzewo zagraża bezpieczeństwu miasta. Doniesiono mi o kilkunastu dalszych pęknięciach nawierzchni ulic i placów. Korzenie tego świństwa — Ekspert nie panował nad słowami — rosną ze zdumiewającą szybkością. Obym był złym prorokiem… Paryżowi grozi zagłada.

— Potraktujmy to drzewo po ludzku — upierał się pan Barbet — bądźmy gościnni, wielkoduszni, wspaniałomyślni.

Do Eksperta podszedł komisarz policji.

— Prezydent Republiki pragnie z panem osobiście porozmawiać — oświadczył. — Mój samochód czeka.

— Pojedziemy razem — oświadczył Ekspert, i pan Barbet zajął miejsce w policyjnym wozie.

Prezydent przywitał Eksperta, a zobaczywszy pana Barbet, zawołał:

— O, co za miła niespodzianka! Barbet, nasz znakomity pisarz. Czytając pańskie powieści fantastycznonaukowe, najlepiej wypoczywam.

Pan Barbet ukłonił się.

— W ubiegłym roku otrzymał pan nagrodę państwową za swoją twórczość. Nie miałem okazji pogratulować.

— Dziękuję, panie prezydencie, dziękuję z całego serca. — Pan Barbet zaczerwienił się.

— Poprosiłem pana — Prezydent zwrócił się do Eksperta — bo z godziny na godzinę wzrasta niebezpieczeństwo. Ludzie, mimo uspokajających komunikatów radia i telewizji, przenoszą się, żeby nie powiedzieć „uciekają”, na drugą stronę Sekwany, gdzie jak dotąd nie zauważono żadnych pęknięć ani szczelin. W tej sytuacji rząd podjął decyzję, by ewakuować Montparnasse i inne dzielnice po tamtej stronie rzeki. Przerzuciliśmy przez Sekwanę kilka mostów pontonowych, wojsko czuwa nad ewakuacją, policja pilnuje opustoszałych domów, specjalne ekipy obserwują nawierzchnie ulic i placów. Rejestrujemy na specjalnej mapie każde nowe pęknięcie.

Prezydent uśmiechnął się do pana Barbet. Był to smutny uśmiech. Pisarz odpowiedział westchnieniem.

— Nie mamy wszakże żadnej pewności — mówił dalej Prezydent — że przejście na drugą stronę Sekwany rozwiązuje problem zabezpieczenia milionów paryżan, że tutaj nic im nie grozi. W wielu punktach miasta, a szczególnie w pobliżu Pola Marsowego, zarysowały się mury domów. Dlatego zwołałem posiedzenie gabinetu. Złoży pan sprawozdanie z dotychczasowego przebiegu akcji i razem z kolegami spróbuje odpowiedzieć na pytanie, co należy uczynić, by skutecznie zniszczyć Drzewo.

— Dlaczego zniszczyć? — zapytał pan Barbet i wyłożył swój punkt widzenia.

— Ale to ryzykowne — orzekł Prezydent. — Pan jest pisarzem, z przeproszeniem romantykiem, pan żyje w innym świecie, pan to może przypłacić życiem.

— Warto zaryzykować — upierał się pan Barbet.

— Hm… — mruknął Prezydent. — Tak czy inaczej zasłuży pan na Legię Honorową.

Pan Barbet podziękował i oświadczył:

— Inna Cywilizacja usiłuje nawiązać z nami kontakt. Drzewo Nie — Drzewo spełnia zapewne rolę Pośrednika.

— Ile pan ma lat? — zapytał Prezydent.

— Zbliżam się do pięćdziesiątki.

— Jest pan jeszcze bardzo młodym człowiekiem. Żona, dzieci?

— Niestety, nie mamy dzieci, panie Prezydencie. Żona w Sabaudii. Wszelkie formalności załatwiłem ze swoim adwokatem. Jeżeli zginę, nic się nie stanie, jeżeli zdołam nawiązać kontakt ż Drzewem, uratujemy Paryż, a być może coś więcej.

— Tak, tak — zgodził się milczący dotąd Ekspert. — To COŚ WIĘCEJ, to być może cały nasz glob.

— Nie jestem formalistą — powiedział Prezydent i wyjął z szuflady kartkę papieru. — Proszę jednak napisać, że wbrew naszym ostrzeżeniom postanowił pan dla ratowania rodzinnego miasta, ojczyzny, a kto wie, czy nie całego świata, zaryzykować, narażając własne życie.

Pan Barbet spełnił żądanie Prezydenta, podpisał oświadczenie. Prezydent wymienił spojrzenie z Ekspertem i powiedział:

— No cóż, niech Bóg prowadzi, życzę panu, panie Barbet, powodzenia. Zawsze szanowałem twórców, zawsze ceniłem pisarzy. Co za nieposkromiona wyobraźnia! Fantastyka naukowa to cudowna literatura.

Prezydent objął pana Barbet.

— Drogi Barbet, niechże pana uściskam! Co za wzruszająca chwila. Oddajemy inicjatywę w ręce fantasty. Co na to przedstawiciel Nauki?

Ekspert pochylił głowę. Teraz dopiero dostrzegł, jak bardzo zabłocił swoje buty.

— Może pan Barbet więcej zdziała — uczony uśmiechnął się. — W tej sytuacji nie wolno zrezygnować z żadnej, najbardziej nawet fantastycznej, inicjatywy.

Mosty były zatłoczone ludźmi, pan Barbet zajął miejsce w helikopterze. Towarzyszyli mu Ekspert, prefekt policji i generał Paton. Wylądowali na Placu Inwalidów przed Grobem Napoleona. Barbet pomyślał o żonie, potem o Cesarzu i wsiadł do limuzyny eskortowanej przez dwunastu policjantów w białych hełmach. Jechali wolno opustoszałymi ulicami. Pan Barbet otarł ukradkiem łzę. Jakkolwiek to wszystko się skończy, pozostanie w pamięci ludzi jako człowiek, który oddalił niebezpieczeństwo zagłady od Ziemi bądź usiłował to uczynić poświęcając własne życie.

Policjanci i żołnierze, rozstawieni wzdłuż ulic, salutowali przejeżdżający samochód. Wóz zatrzymał się w pobliżu Pola Marsowego. Barbet wysiadł i pewnym krokiem szedł w stronę Drzewa Nie — Drzewa.

Generał szepnął do Eksperta:

— Gdy tylko zginie ten biedny człowiek, rozpoczniemy bombardowanie drzewa, placu i okolicy najcięższymi bombami. Zniszczymy dzielnicę, lecz uratujemy świat. Samoloty czekają na mój sygnał.

Pan Barbet stał pod drzewem. Wiatr poruszył liśćmi, i pisarz usłyszał melodyjne dźwięki.

„Drzewo przemawia do mnie — pomyślał. — Za chwilę położę dłonie na jego pniu, albo jeszcze lepiej, obejmę pień ramionami, jak gdybym witał serdecznego przyjaciela wracającego z dalekiej podróży.”

Zanim jednak to uczynił, pomyślał jeszcze: „Prawdopodobnie jestem skończonym idiotą, powinienem wyjechać z żoną do Sabaudii. Kto zdoła ocenić moje poświęcenie? Mógłbym jeszcze tworzyć, pisząc osiem albo dziesięć książek, mógłbym wiele zdziałać…” A niech to diabli! — zakończył głośno. Ekspert usłyszał i zatroszczył się o samopoczucie Barbeta.

— Czuję się doskonale — skłamał pisarz. — Znakomicie. Niech pan odejdzie, proszę zostawić mnie sam na sam z Drzewem.

Melodia wygrywana przez wiatr na liściach Drzewa dodała panu Barbet otuchy. Objął pień drzewa, przytulił policzek do wonnej kory i przymknąwszy oczy zapomniał o całym świecie. Był nieludzko, bosko szczęśliwy. Dostrzegł na gałęzi owoc, poczuł pragnienie, zerwał lśniącą, różową kulę. Owoc był soczysty, orzeźwiający, wspaniały, cudowny. A najcudowniejsza była świadomość, że wyszedł wreszcie z mrocznego labiryntu na otwartą przestrzeń, gdzie każdy szczegół olśniewał oczywistością swojego sensu. Barbet zaspokoił pragnienie i zrozumiał dosłownie wszystko: swoją żonę, wygrzewającą się na balkonie hotelu w Sabaudii, ludzi walczących ze sobą na mostach Sekwany, teorię względności Einsteina i model wszechświata Lemaitre’a. Zrozumiał okrucieństwo synów króla — inżyniera Sanheriba, którzy zatłukli genialnego ojca posążkami bogów asyryjskich, pojął istotę antymaterii i antyświatów, zdołał nawet pojąć Eksperta i Generała.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)