Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «A jednak miłość». Краткое содержание книги:

Naylor Massingham uznał, iż Leith wywiera zły wpływ na jego kuzyna. Aby usunąć ją z pola zainteresowania Travisa, zaproponował jej fikcyjne zaręczyny, grożąc jednocześnie utratą posady, gdyby się nie zgodziła. Leith nie miała wyboru. Przyjęła warunki swojego szefa, choć, jak sadziła, jedynym uczuciem, które mogło ich połączyć, była wzajemna nienawiść…
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 33
Перейти на страницу:

Leith czując się zobowiązana do odpowiedzi wyznała z absolutną szczerością:

– Ciężko pracowałam nad zdobyciem kwalifikacji. Chcę być traktowana serio. To bardzo irytujące, kiedy wiem, że mam rozum, a niektórzy mężczyźni uważają mnie za pustogłowego kociaka, który… – urwała nagle. – To przez pana Paul Fisher dostał po nosie w zeszły piątek?

Kąciki ust Naylora Massinghama leciutko uniosły się w górę.

– Ty naprawdę myślisz – stwierdził.

– Niezależnie od kontraktu Norwood & Chambers, jestem dobra w tym, co robię! – odparła dumnie.

Wpatrywał się w jej błyszczące, zielone oczy.

– Nikt już nie nazwałby cię Panną Lodowatą, gdyby mógł cię teraz ujrzeć – powiedział mimo woli.

Okrążył biurko, usiadł i podał jej okulary.

– Nie wkładaj ich, dopóki jestem w pobliżu – polecił, zanim zdążyła umieścić je na nosie i pozbierać myśli. – Obrażają moje poczucie piękna. A wracając do sprawy, z powodu której cię wezwałem… – dodał, nie czekając, aż Leith odzyska oddech po ostatnim zdaniu.

– Tak… eee… sprawa Palmer & Pearson-przerwała mu, nagle zdając sobie sprawę, że przez cały czas, jaki tu spędziła, zaledwie przelotnie musnęli sprawy zawodowe.

Udał, że nie słyszy.

– Myślałem co nieco o naszym… problemie – oznajmił.

Leith spojrzała na skoroszyt na biurku.

– Palmer & Pearson? – zapytała, i natychmiast zorientowała się, że dopóki nie zaczęła się praca, nie może być żadnych problemów. – Ach, ma pan namyśli Norwood & Chambers?

Nic lepszego nie przyszło jej do głowy.

– No więc…

– Czy ty specjalnie udajesz, że nie wiesz, o co mi chodzi? – zapytał szorstko i, widząc jej pytające spojrzenie, wyjaśnił nagle bardzo agresywnym tonem: – Mówię o moim kuzynie! Czy dzwonił?

Trzymaj się, Leith – pomyślała, ale nie skłamała.

– Dzwonił z Włoch – wyznała.

– Jak sądzę, nie poprzestał na jednym razie-mruknął i nie wydawał się zadowolony, kiedy nie usłyszał odpowiedzi. Mogła jednak wytrzymać jego humory. O wiele bardziej niepokojąca i podejrzana była wyszukana grzeczność, z jaką się do niej zwracał.

– Po długim namyśle proponuję… – zaczął jedwabistym tonem, ociekającym wdziękiem i urokiem, ba, uśmiechnął się nawet – żebyś… została moją dziewczyną.

Leith natychmiast poderwała się na równe nogi.

– O, nie, tego szczęścia nie dostąpisz! – zawołała, a przerażenie chwyciło ją za gardło.

Nie mogła opanować tej, jak sama wyczuła, zbyt silnej reakcji, w dodatku nie miała pojęcia, co ją tak przeraziło.

– Żle mnie pani zrozumiała, panno Everett – odezwał się chłodno Massingham. Wstał i, mierząc ją aroganckim spojrzeniem, stwierdził autorytatywnie:

– Gdybym miał dostąpić tego szczęścia, może pani być pewna, że zacząłbym wierzyć w przesądy.

Uświadomił jej w ten sposób, że gdyby istotnie miał się nią zainteresować, uznałby, że stracił resztki zdrowego rozsądku.

– Znam już odpowiedź, ale na wszelki wypadek chciałbym ją usłyszeć od pani – ciągnął dalej szorstkim tonem. – Czy bawi się pani Travisem dla czystej… hm… przyjemności, czy też jest w nim pani zakochana?

Ostatnie słowa wypowiedział jakby z odcieniem smutku.

– Ja… – zaczęła Leith, ale kiedy już miała powiedzieć, że nie kocha Travisa, przypomniała sobie, że nie może tego zrobić bez złamania obietnicy danej Rosemary. Nie miała wyboru.

– No wiec?-nalegał Naylor Massingham. Im dłużej zwlekała z odpowiedzią, tym bardziej się wściekał.

– Lubię Travisa… bardzo go lubię – oznajmiła i natychmiast dostrzegła w oczach zwierzchnika niebezpieczne błyski. To upewniło ją, że na nic wszelkie wykręty.

– Nie – odparła szczerze.

– Nie kochasz go i nie masz zamiaru za niego wyjść?- nalegał.

– Nie prosił mnie… – znowu próbowała uników, ale urwała, bo zrobił gwałtowny krok w jej stronę.

– Nie – wyznała.

– To oznacza, że o ile on kompletnie zwariował na twoim punkcie, ty bawisz się nim jak kot myszą.

Dziwne: im bardziej jego słowa przeistaczały ją w samicę bez serca, tym większą czuła potrzebę wyznania mu prawdy.

– No i co? – warknął. Wzruszyła ramionami.

– Jeżeli chce pan widzieć to w ten sposób – odparła, czując, że doprowadziła go do szału, bo wsadził obie pięści w kieszenie, jakby bał się, że ją uderzy.

– Takie kobiety jak ty przyprawiają mnie o mdłości – wycedził. Najwyraźniej miał już jej serdecznie dość.

– Nie wiem, dlaczego jeszcze nie wyrzuciłem cię z pracy. Miałbym święty spokój!

Leith ogarnęła dzika furia. Żaden mężczyzna nie wyleciałby z pracy z takiego powodu… gotowa była się założyć, że nie!

– Boi się pan chyba, że jako bezrobotna mogłabym wyjść za Travisa – wybuchnęła złośliwie. W gniewie nie dostrzegła nawet, że taka możliwość w jej przypadku w ogóle nie wchodziła w rachubę.

Jak się okazało za chwilę, nie jej jednej zrobiło się ciemno przed oczami.

– Co przez to rozumiesz? – syknął.

Leith była dość wściekła, żeby nie rezygnować.

– Chyba nie chciałby mnie pan widzieć w swojej rodzinie, co?

– Masz cholerną rację! – wycedził, ale nagle uspokoił się, choć w jego oczach wciąż jeszcze czaiły się niebezpieczne błyski.

– Skoro nie masz zamiaru wyjść za mojego kuzyna- dodał po chwili – przy następnym spotkaniu delikatnie wyjaśnisz Travisowi, że go nie kochasz.

– Myśli pan, że jestem zdolna zrobić to delikatnie? – szyderczo zapytała Leith.

Massingham kompletnie zignorował jej pytanie.

– Potem – ciągnął dalej – powiesz mu, że od chwili kiedy mnie ujrzałaś, nie możesz o mnie zapomnieć.

– A on ma w tę bajeczkę po prostu uwierzyć? – wtrąciła bezczelnie.

Znowu ją zlekceważył. Następne jego słowa jednak sprawiły, że naprawdę zapomniała języka w buzi.

– Na czas, który będzie konieczny, abyś mu wywietrzała z mózgownicy, zostaniesz moją dziewczyną. I – dodał groźnie, zanim zdołała zaprotestować – jeżeli zależy ci na pracy, a wiem, że tak jest, nie piśniesz ani słowa o tym, że sprawa jest ukartowana.

Leith powoli otrząsnęła się z szoku. Sprawy zaszły już za daleko, żeby teraz wszystko wyznać, zresztą i tak nie mogłaby tego zrobić. Naylor przejrzał jej blef, a ona nic nie mogła na to poradzić – co za cholerna kreatura!

– Musi… musi być jakiś inny sposób – powiedziała głośno i tknięta nagłą myślą dodała: – Przecież mogę powiedzieć Travisowi, że to koniec bez… bez tego przedstawienia.

Naylor potrząsnął głową, zanim jeszcze skończyła.

– Mówiłem ci, żebyś z nim skończyła, a ty nie posłuchałaś. Miałem czas przemyśleć sprawę. Musi być tak, jak powiedziałem. Travis wpadł po uszy i nie przyjmie do wiadomości niczego innego. A zatem, kiedy przyszedłem do ciebie, zakochałaś się we mnie od pierwszego wejrzenia. Od tej pory widywaliśmy się codziennie i…

– I to wszystko ma być takie jednostronne? – przerwała mu jadowicie. – Mówię o tym… zauroczeniu.

Znowu potrząsnął głową.

– W tym sęk. Oboje wiemy o tym, że i tak nie poślubiłabyś go, droga panno Everett. Travis bardzo kocha swoją rodzinę.

Ty też, dodała w myśli Leith.

– Na pewno pozwoli ci odejść, kiedy dowie się, że darzysz miłością kogoś z jego rodziny i jest to miłość z wzajemnością.

– Mówi pan naturalnie o sobie!

– Naturalnie.

Leith ani trochę się to nie podobało. Szukając ratunku przypomniała sobie przystojną blondynkę, towarzyszącą mu na kolacji tamtego wieczoru.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)