Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Kardynalny Błąd - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kardynalny Błąd

Электронная книга - «Kardynalny Błąd». Краткое содержание книги:

Morderczy północny wiatr albo zemsta blondynki
Dlaczego pielęgniarka Alicja Miechocka uknuła perfidny plan zamordowania Oskara Łastowskiego. Dlaczego wbiła mu 20 centymetrowy lancet chirurgiczny tyłem i od spodu? Dlaczego wreszcie indagowana przez majora Stefana Downara przyznała się do tej zbrodni szybko, łatwo i niemal bez emocji? Odpowiedź na te elementarne pytania wcale nie wydaje się taka oczywista. Nie wystarczy bowiem postawić tezę, że pielęgniarka Alicja Miechocka kochała doktora Andrzeja Mierzwickiego, a gdy przebrzmiał ich intymny związek postanowiła się zemścić. W tym celu zabiła męża kobiety, z którą Mierzwicki romansował i zmierzał prostą drogą do małżeństwa. Poprzedzone oczywiście rozwodem. Po co mu to było. Nie mógł wziąć panny, tylko zamierzał rozbić małżeństwo by dążyć do swego egoistycznie pojętego szczęścia? To by było za proste.
Jasne jest, że skalpel Alicji symbolizuje ostrze krytyki społecznej lub jak kto woli ostrze moralności socjalistycznej. Musi zginąć ten, kto nastaje na podstawową komórkę społeczną. I nie są tu ważne uczucia. Ważny jest porządek usankcjonowany prawem, przepisem, dokumentem urzędu stanu cywilnego. To jest oczywiście tylko pierwszy poziom interpretacji. Drugi to czechowowski problem niewłaściwego ulokowania uczuć. Każdy kocha inną osobę, niż ta przez którą jest kochany. W efekcie powstaje węzeł gordyjski nie do rozwiązania. Albo inaczej. Rozwiązywalny bywa tylko przez skrajne posunięcie, w tym wypadku posunięcie (cóż za wieloznaczne słowo) lancetem o długości 20 cm. Dla porządku wspomnijmy, że śmiertelnie zaplątane osoby tworzą następujący szereg: Alicja Miechocka-Andrzej Mierzwicki-Łastowski-Łastowska.
Pragnę także zwrócić uwagę na trzecią interpretację. Wywołaną przez impuls mianowicie. Impuls czyli coś nagłego i nieprzewidywalnego, co niepohamowaną siłą pcha ku ostateczności. Jedni zobaczą tu istotę sprawy poprzez rozumowanie psychoanalityczne, czyli wielką walkę instynktu życia (Erosa) z instynktem śmierci (Tanatosem)… Są to ogromne siły, których działaniu nie sposób się oprzeć. Zwykle także trudno racjonalnie wyjaśnić dlaczego tak postępujemy. Zrobiliśmy coś i już. Z drugiej strony nie lekceważyłbym sił natury. Mamy na ten temat dwukrotną informację. Najpierw na str. 6 pojawia się zdanie: ”Północny wiatr uderzał w twarze przechodniów drobnym, twardym śniegiem”. Druga wskazówka pojawia się na str. 20: „Lodowaty, Północny wiatr uderzał w zmarznięte twarze białymi płatkami, osiadającymi na policzkach, nosach, okularach. Ten i ów próbował otworzyć parasol, ale nie na wiele się to zdało”. To wyjaśnienie działań pielęgniarki Alicji wydaje się najbardziej racjonalne w swej nieracjonalności. Widać tu oczywiście istotny wpływ jednego z wczesnych opowiadań Raymonda Chandlera „Gorący wiatr”. Zborowski musiał posłużyć się lodowatym wiatrem, gdyż akcja „Kardynalnego błędu” rozgrywa się w Polsce, a nie Kaliforni.
Innym problem tej niepozornej krótkiej powieści jest szekspirowskiej proweniencji dylemat żenić się, czy nie żenić? Znajomy Mierzwickiego Kalicki stwierdza: ”Chyba tylko z dobrą kucharką. Inne propozycje matrymonialne nie interesują mnie” (s. 5). W tym miejscu warto zauważyć, że Stefan Downar cały czas jest kawalerem niezwykle łasym na kobiece wdzięki: „Downar bacznie obserwował młodą kobietę. Fantastyczna babka pomyślał, wodząc wzrokiem po dorodnej postaci pani Łastowskiej. Trudno się dziwić, że ten doktorek oszalał dla niej” (s. 10). Z kolei będąc służbowo w szpitalu nie może powstrzymać się od uwagi: ”Widziałem tu bardzo ładne dziewczęta w białych czepeczkach” (s. 12). Brakuje informacji czy dziewczęta miały coś jeszcze na sobie.
Bohaterowie spotykają się w kilku lokalach. Wspomina się o „Wilanowskiej” oraz „Kameralnej”. Szczególne jednak miejsce autor poświęcił „Kaprysowi”, gdzie wyznaczył spotkanie Downara z drugoplanową postacią Iwoną Sobańską. Oto lokal: ”Kaprys okazał się miejscem bardzo odpowiednim do poufnej rozmowy. Zajętych było zaledwie parę stolików, przy których toczyły się dyskusje na tematy literacko-edytorskie, jako że w pobliżu mieszczą się dwa wydawnictwa”. (s. 31) Uwaga! Wchodzi Sobańska: ”Nagle spojrzenia gości kawiarnianych skierowały się ku drzwiom. Nawet drzemiąca bufetowa podniosła głowę. Osobę, która swym wejściem wywarła takie wrażenie na obecnych, można było określić jako skrzyżowanie cyrkowego clowna z rajtarem jego królewskiej mości Karola Gustawa. Spod szerokich rozkloszowanych na dole spodni koloru świeżutkiej jajecznicy wyglądały jasnozielone buty na wysokim obcasie. Czerwony obcisły spencer przepasany był potężnym czarnym pasem, ozdobionym złotymi okuciami i sprzączkami, służącymi zapewne do przypięcia rapieru. Na głowie ogromny filcowy kapelusz z odwiniętym rondem na modłę szwedzką. Kobieta mogła mieć około czterdziestki i była dobrze zbudowaną blondynką”. (s. 32). Uff, piękny opis. Trzeba przyznać, że autor chyba najbardziej lubił blondynki „dobrze zbudowane” oraz „dorodne”. Żeby nikt z Klubowiczów nie zarzucał mi pomijania drugoplanowych postaci męskich wspomnę o niejakim Zahoreckim, typowym niebieskim ptaku czasów PRL. Tu scharakteryzowanym poprzez dialog: „- Czym się pan zajmuje? – Niczym. – No… coś pan przecież musi robić? – Nie robię nic specjalnie ciekawego. Jem, śpię, jeżdżę wozem, chodzę do kina, do teatru, sypiam z dziewczętami. Czasem gram w brydża. – Nigdzie pan nie pracuje? – Nie. Bardzo nie lubię pracować.” (s. 24). Howgh.
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
Перейти на страницу:

– Nie-

– Dziwne. Sądziłam, że mordercom zawsze zakłada się kajdanki.

– Nie zawsze.

Poszli do szatni, odprowadzani ciekawymi spojrzeniami. Downar przeklinał w duchu pomysł tego spotkania w kawiarni.

Odbierając od szatniarza dużą podróżną torbę. Iwona powiedziała:

– Zabrałam ze sobą trochę rzeczy, które mogą mi się przydać w więzieniu. Zdaje mi się tylko, że zapomniałam perfum. Ale mamusia przywiezie mi przy okazji. Czy ja będę siedziała na Mokotowie? -

Downar nie odpowiedział. Wziął ją pod rękę i zaprowadził do samochodu.

W komendzie nie bardzo podobało się pani Iwonie.

– Tuk tu u was smutno. Nic moglibyście jakichś ładnych obrazów powiesić na ścianach? Ja w tym pokoju proponowałabym coś z impresjonistycznych płócien. Poza tym kwiaty. Nie rozumiem, jak pan tu może żyć bez kwiatów.

Downar połączył się z Walczakiem i poprosił go. żeby był obecny przy przesłuchaniu.

Po chwili wszyscy troje prowadzili dość swobodną rozmowę na tematy obojętne. Downar chciał się trochę zorientować w sytuacji. Ha rdzo dawno już nie był tak zbity z tropu, a patrząc na Karola widział, że i on podziela jego wątpliwości.

– Może przystąpimy wreszcie do rzeczy? – zaproponowała pani Iwona. – Nie zebraliśmy się tutaj po to, żeby dyskutować o ostatnim meczu piłki nożnej. Sądzę, że dosyć już tej pogawędki o niczym.

Downar chrząknął.

– Jeśli pani sobie życzy?…

– Nie chciałabym narażać panów no niepotrzebną stratę czasu. Pytajcie, o co chcecie, i odeślijcie mnie do więzienia. Jestem ciekawa, jak to naprawdę jest w tym pudle.

– Więc przyznaje się pani do zabójstwa Oskara Lastowskiego? – zapytał Downar

– Przyznałam się już zaraz na wstępie naszej rozmowy. Nie widzę potrzeby, żeby jedno i to samo powtarzać po kilka razy.

– W jaki sposób pani to zrobiła?

– Pchnęłam go nożem chirurgicznym.

– Pchnęła go pani w piersi czy w plecy?

Wzruszyła ramionami.

– Dokładnie nie pamiętam. Czy to wreszcie ma jakieś znaczenie? Chyba w plecy… Nie pamiętam. Byłam podniecona.

– Musiała pani mieć jakiś bardzo poważny powód, żriby to zrobić – powiedział Walczak.

– Oczywiście, że tak. Miałam bardzo poważny powód.

– Czy można wiedzieć, jaki to był powód?

– Wolałabym nie mówić na ten temat. To dla mnie zbyt przykre.

Walczak pochylił się i przywołując na twarz jeden ze swych najbardziej czarujących uśmiechów, powiedział:

– Bylibyśmy pani niesłychanie wdzięczni, gdyby zechciała pani zaspokoić naszą ciekawość i powiedzieć, jakie były motywy tego zabójstwa?

Zmarszczyła brwi i przyjrzała się uważnie najprzód Walczakowi, a potem Downarowi.

– Chciałabym jednak, żeby to zostało między nami. Czy mogą mi panowie przyrzec absolutną dyskrecję?

– Ależ oczywiście – odpowiedzieli zgodnym chórem.

– Wobec tego powiem. To było tak. Jakieś dwa lata temu pojechałam nu zaproszenie moich przyjaciół do Szwajcarii. Początkowo wszystko się bardzo przyjemnie układało. Byli dla mnie mili, uprzejmi, uczynni. Po pewnym jednak czasie coś się zaczęło psuć i wreszcie musiałam się wyprowadzić od nich. W Szwajcarii bardzo mi się podobało. Nie chciałam wracać jeszcze do Warszawy, ale nie miałam pieniędzy. 1'uznałam przypadkowo pewną dystyngowaną starszą panią, która zaproponowała mi współpracę w prowadzeniu luksusowego pensjonatu dla cudzoziemców. Pensjonat ten okazał się domom schadzek, ale to mnie specjalnie nie zraziło, wprost przeciwnie, wydało mi się to czymś bardzo zabawnym. Bo niech sobie panowie wyobrażą: Panna Iwona Sobańska w szwajcarskim burdelu. Voila, Po pewnym czasie znudził mi się jednakże ten proceder. Później próbowałam zająć się trochę handlem narkotykami i wreszcie wróciłam do kraju. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie wyjazd do Szwajcarii Oskara Lastowskiego. Dowiedział się o mojej tam działalności i miał mnie w ręku. Bałam się, że mnie skompromituje i dlatego postanowiłam go zlikwidować. Sądzę, że to jest wystarczający motyw.

– Czy mógłbym prosić o torebkę pani? – powiedział Downar.

– Torebkę? Po co panu moja torebka?

– Taki jest u nas zwyczaj. Muszę sprawdzić zawartość torebki.

– Proszę.

Downar pomiędzy różnymi kobiecymi drobiazgami znalazł w torebce receptę.

– Pani się leczy u doktora Rogulskiego? – spytał

– To nie ja. To mama – odpowiedziała szybko, ogarnięta nagłym niepokojem. – A zresztą niech mi pan nie wspomina o łych wszystkich szarlatanach. Nie męczcie mnie już. Odeślijcie mnie do więzienia. Zabiłam Oskara i nie ma o czym mówić. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona.

Doktor Rogulski przekroczył siedemdziesiątkę, ale trzymał się jeszcze bardzo krzepko i nie wyglądał na swoje lala. Twarz czerstwa, rumiana. Oczy błyszczące energią i radością życia. Mówił wolno, wyraźnie, z doskonałą dykcją.

– Więc panowie są z milicji. Proszę, niech panowie siadają. Czym mogę służyć?

– Chcieliśmy prosić pana doktora – zaczął Downar – o pewne informacje dotyczące pani Sobańskiej, która podobno jest pańską pacjentką.

Stary lekarz miał zakłopotaną minę.

– Panowie wybaczą, ale jestem związany tajemnicą zawodową. Mój zawód ma coś wspólnego z księdzem spowiednikiem.

– Oczywiście – wtrącił się do rozmowy Walczak. – Doskonale się orientujemy, że lekarza obowiązuje dyskrecja, ale bywają sytuacje…

– Jakaż to sytuacja? – spytał Rogulski.

– Pani Iwona Sobańska przyznała się do popełnienia zbrodni. Twierdzi, że zamordowała swojego kuzyna, Oskara Lastowskiego. Może pan doktor słyszał coś o tej sprawie?

– Owszem, słyszałem. Podobno zabójstwa dokonano w mieszkaniu jakiegoś lekarza.

– Tak. I pani Sobańska twierdzi, że ona to zrobiła.

Doktor Rogulski przeciągnął dłonią po opalonym górskim słońcem czole.

– To niewątpliwie trochę zmienia postać rzeczy. Tak, pani Iwona Sobańska od dłuższego czasu jest moją pacjentką.

– Pańską specjalnością, panie doktorze, jest psychiatria – powiedział Downar.

– Tak.

– Wobec tego możemy sądzić, iż pani Iwona Sobańska cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne.

– Niestety, nie mogę temu zaprzeczyć. I muszę panom szczerze powiedzieć, iż nie wierzę w to, żeby ona popełniła tę zbrodnię. Jestem od lat zaprzyjaźniony z rodziną Sobańskich i tę biedną Iwonkę leczyłem już, kiedy miała kilkanaście lat. Zaczęła kłamać, a te kłamstwa nie miały absolutnie żadnego celu. Pewna odmiana mitomanii. Opowiadała niestworzone rzeczy, w które sama święcie wierzyła. Downar pokiwał głową.

– To co pan doktor mówi, pokrywa się z naszymi obserwacjami. Pani Sobańska twierdzi, iż dłuższy czas przebywała w Szwajcarii, gdzie prowadziła dom publiczny do spółki z jakąś swoją znajomą.

Rogulski uśmiechnął się smutnie.

– W Szwajcarii rzeczywiście była. Przyjaciele jej ojca zaprosili ją i umieścili w doskonałym sanatorium, które ta biedna dziewczyna w swej wyobraźni zmieniła na dom publiczny. To jest niezwykle tragiczna historia, bo poza tymi niesamowitymi urojeniami Iwonka jest bardzo zdolna, bystra i mogłaby, moim zdaniem, zrobić nawet karierę naukową, gdyby nie ta dolegliwość. Kiedy zaczyna mówić, nikt nigdy nie wie, co jest prawdą, a co urojeniem.

– Czy to jest nieuleczalne? – spytał Walczak.

– Raczej nie. Medycyna wciąż jeszcze jest bezradna wobec tego typu schorzeń psychicznych. Ta kobieta przez dłuższy czas może być zupełnie normalna, u nawet może zaskakiwać błyskotliwą inteligencją, pomysłowością i najzupełniej logicznym rozumowaniem. Nagle, ni stąd, ni zowąd opowie jakąś fantastyczną historię, w którą sama wierzy i jest święcie przekonana, że jakieś tam fakty miały rzeczywiście miejsce. Stosowaliśmy już różne metody leczenia. Wszystko jednak na próżno.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)