Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Enklawa Wolski w shortach (2)
Enklawa Wolski w shortach (2) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Enklawa Wolski w shortach (2)

Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:

Kolejny tom wolszczyzny zawiera krótką powieść Enklawa, w nowej, poprawionej i przeredagowanej wersji oraz kilka dłuższych nowel, podzielonych na bloki: Baśnie dla bezsennych, Party i Horrory na późne wieczory.
Marcin Wolski nie zamyka się w jednej konwencji, miesza je. żongluje, nagina do swoich potrzeb. Znajdziemy tu kryminał, polityczną sensację, historię alternatywną, science fiction, romans, horror. Część opowiadań jest po raz pierwszy prezentowana czytelnikowi. Wszystkie teksty łączy wspólny rodowód – Radio, na którego zamówienie i potrzeby powstały. A także niepowtarzalny styl Marcina Wolskiego: humor, ironia, sensacyjne spięcia fabuły i zaskakująca puenta. To proza, którą uwielbiają czytelnicy w każdym wieku.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 81
Перейти на страницу:

„Jednak wariat! Tylko dlaczego tak mu zależało na pozostawieniu mnie w nieświadomości co do swych zamiarów. Na co czeka, a może na kogo?”

Zastanawiając się, dotarłem jeszcze raz nad stawek koło ziemianki. Kąpałem się w nim już parokrotnie i zawsze zdumiewała mnie jego nieproporcjonalna głębokość. I dziś, nie mogąc dłużej wytrzymać skwaru, zanurzyłem się w chłodnej toni. Nurkowałem z otwartymi oczami. W sadzawce było dużo słodkowodnych ryb i nie chciałem się spotkać z żadną z nich. Od dzieciństwa przepajał mnie wstręt do zimnokrwistych stworzeń, może dlatego tak lubiłem ciepłe istotki o brzoskwiniowej skórce… Karp przemknął mi tuż przed nosem; nabrałem jeszcze raz powietrza i zanurkowałem powtórnie, tym razem wzdłuż ściany przeciwległej do ziemianki. I nagle, na głębokości półtora metra, dostrzegłem owalny otwór. Wpłynąłem w niego. Pomysł był głupi i ryzykowny; w wąskim korytarzyku nie dałbym rady zawrócić. Na szczęście syfon okazał się krótki i parę sekund potem wpłynąłem do małego podziemnego basenu znajdującego się zapewne pod sąsiednim wzgórkiem. Czyżby to była kryjówka Nakayamy? Wyszedłem z wody, starając się jak najmniej pluskać. Wytarłem ciało w ręcznik kąpielowy leżący obok, jakby przygotowany… Ze słabo oświetlonego pomieszczenia prowadziło kilkanaście schodków w dół… Wszędzie panowała cisza. Może Japończyk spał? Stopnie kończyły się masywnymi stalowymi drzwiami. Drzwiami z gatunku trudnych do sforsowania, chyba, że są uchylone. Te były. Za nimi ciągnął się długi korytarz przebiegający chyba pod całą wyspą. Dookoła zauważyłem dziesiątki żelaznych drzwi. Były w nich metalowe klapki. Uchyliłem jedną…

– Konie, o cholera, czwórka koni!!!

Gdy zajrzałem do kolejnego pomieszczenia, doleciała mnie charakterystyczna woń nierogacizny.

– Czy ten Jeremy zwariował? Założył tu sobie podziemne gospodarstwo rolne? Ukrywa się przed podatkami?

– Czy zechce czcigodny pan zostać gościem swego niegodnego sługi?

Oczywiście, Nakayama! Pojawił się jak kot. Gościnnie wskazał mi jedne z drzwi, a gdy wszedłem – spodziewając się za nimi jego kawalerskiego mieszkanka – stalowa płyta zatrzasnęła się za mną. Kaput!

Znalazłem się w klitce o wymiarach trzy na dwa metry. Betonowe ściany, prycza, kibel i dzban z wodą dowodziły, że kwatera już od pewnego czasu czekała na pensjonariusza.

Wściekle walnąłem w drzwi. W okienku ukazała się nieruchoma twarz syna Wschodu.

– Wypuśćcie mnie! Już nie będę! Chcę porozmawiać z Jeremym – wołałem. Zero reakcji. – Dam ci tyle pieniędzy, że będziesz mógł sobie kupić całą Okinawę.

Milczenie.

– Niczego wam nie zrobiłem, w niczym wam nie przeszkodzę, powiedzcie mi przynajmniej, dlaczego mnie więzicie? – Cisza. – Nakayama, na miłość boską, co tu jest grane? Czy mam sobie rozbić głowę o mur? Za co to wszystko, za co?

Twarz mu nie drgnęła, może jedynie poruszyło się rybie oko żółtka.

– Dowiesz się pojutrze. I będziesz bardzo szczęśliwy! Potem okienko zatrzasnęło się. Zostałem sam.

25. Autor

„Słuchaj no, kapusiu, mamy twoją kobitkę i jeśli zechcesz nas szukać, znajdziesz jej zwłoki. A jeśli okażesz rozsądek, miła nastolatka powróci do ciebie w stanie nieużywanym. Za trzy dni. Powodzenia w pracy, a także w życiu osobistym życzą: Daniel, Hiob, Jonasz, Eklezjasta”.

Tyle głosiła notatka pozostawiona na tapczanie hotelowego pokoju. Porucznik prowadzący śledztwo pokazał ją Timowi, gdy ten powrócił do swego apartamentu w „Minerwie”.

– Jak sądzisz, kto to mógł napisać? To przecież twój pokój! Były inspektor nie odpowiadał. Nie mógł ujawnić ani swej misji, ani niczego o całej sprawie, bowiem zobowiązywało go zachowanie ścisłej tajemnicy. Na korytarzach „Minerwy” roiło się od dziennikarzy.

– Nie chcesz po dobroci… doskonale. Pogadamy inaczej, proroku od siedmiu boleści! Prawdziwe imię i nazwisko! – napierał kolega po fachu.

Tim uśmiechnął się.

– Oj, pogadamy inaczej, hippisie! – wrzasnął policjant. – Jack, daj mu wycisk. Dowiedz się, dla kogo pracuje i kogo śledził?

Milczący dotąd drugi funkcjonariusz zbliżył się ciężkim, kołyszącym krokiem.

– Co to, poruczniku, wynajął pan sobie do pomocy kaczkę? – zapytał Tim.

Cios zadany oburącz doszedł go błyskawicznie. Ku zdumieniu obu funkcjonariuszy krnąbrny rozmówca nie padł i tylko oblizał rozkrwawione wargi.

– Czy ten dzieciuch nie potrafi czegoś innego, na przykład pielenia sadzonek?!

Porucznik rzucił mięsiste przekleństwo i sam skoczył ku bezczelnemu rozmówcy. Jednakże do mordobicia nie doszło, a ściślej mówiąc doszło, ale bez udziału Tima. Do akcji wkroczył bowiem rosły Bob, który unieszkodliwiwszy wartownika w korytarzu, skorzystał z tego, że cała uwaga przesłuchujących koncentrowała się na jego koledze.

Jack związany i zawinięty w koc został umieszczony pod łóżkiem, a zakneblowanego porucznika zamknięto w łazience. Żegnając go, Tim nie odmówił sobie drobnej przyjemności.

– Pytał pan, panie poruczniku, o moje personalia? Chętnie uczynię zadość pańskiej ciekawości. Przyjaciele mówią na mnie: Abakuk.

Nie pilnowaną przez nikogo windą towarową zjechali w dół, garażami wyszli na tyły „Minerwy”, gdzie oczekiwał ich Mike. Wokół hotelu stały patrole. Inspektor machnął swoją starą legitymacją policyjną. Przepuszczono ich bez trudu.

– Musiałem tam pójść, inaczej nie zdobyłbym żadnych informacji – rzekł, obcierając krew z rozbitego nosa. – A tak mamy kartkę od apokaliptyków, parę moich drobiazgów i protokół sporządzony przez tego patałacha.

– Wracajmy do hotelu „Finisz”. Na pewno recepcjonista dał cynk tym draniom… Już ja go urządzę – sapał Mike.

– Spokojnie, przyjacielu, mamy na razie ważniejsze sprawy – powiedział szef trzyosobowej grupy. – A przede wszystkim udzielam wam pochwały.

Nie było dotąd czasu, by opisać bojową sprawność grupy A-12, sprawność, której jedynie skromną część wykorzystano w apartamentach hotelu „Minerwa”.

Zanim Tim, Bob i Mike przystąpili do akcji – za radą szefa SuSeS zorganizowali sobie krótki kurs kondycyjny. Treningowo porwali syna milionera i wypuścili go bez okupu. Opróżnili sejfy Banku Industrialnego, a następnie przesłali cały utarg na osobiste konto prezesa. Trawersowali ściany wieżowców, uczestniczyli w burdach w slumsach, zdobywając szereg cennych doświadczeń i pogłębiając wiedzę o dyscyplinach opanowanych wcześniej, jak karate, rzucanie nożami i duszenie pończochą. Wkrótce posiedli sprawności złodziei, morderców i porywaczy, dzięki którym mogli oddać wybitne usługi w służbie społeczeństwu. Oczywiście, zawsze zgodnie z regulaminem. Poza wszystkimi wyżej wymienionymi kwalifikacjami, dobrego policjanta od marnego odróżnia intuicja. Przeczucie. Czasem przydaje się inteligencja. Ona właśnie podpowiadała, co może uczynić przeciwnik.

Banda apokaliptyków miała tysiąc i jedną możliwość do wy boru: mogła zbiec za granicę, zdając sobie sprawę, że ich tropiciele dysponują państwową machiną ścigania, mogła zaszyć się w jednej z dawna przygotowanych kryjówek, w przyzwoitych dzielnicach, w piwnicach z podwójnym stropem lub w zamaskowanych wnękach ściennych. Mogła i powinna.

Atoli biorąc pod uwagę, że są to spryciarze wielkiego kalibru, Tim przyjął wersję najmniej prawdopodobną, ale jego zdaniem dającą ścigającym szansę. Założył, że banda ukryje się w tym samym miejscu co przed laty, kiedy niemal dopadł ich Rex. Spalona kryjówka może się czasami okazać najbezpieczniejsza, tak jak podczas bombardowania najpewniejszym schronieniem jest lej po bombie. – Dokąd jedziemy? – spytał, jak zwykle niecierpliwy, Mike, gdy wsiedli do pierwszego lepszego forda, jaki wpadł im w oko.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)