Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Czas Miłości». Краткое содержание книги:

Czas miłości to, jak przeczytałam na okładce książki, już szesnasta powieść Colleen Mccullough, moja jednak pierwsza tej autorki. Muszę przyznać, że książka bardzo mi się podobała, co jest o tyle dziwne, że ostatnio żadna książka nie przypada mi do gustu.
Losy bohaterów osadzone są w XIX-wiecznych realiach, głównie w Australii, bądź – jak kto woli – Nowej Południowej Walii.
Oprócz bardzo interesującej fabuły w powieści znajdujemy mnóstwo typowo historycznych i geograficznych faktów. Wobec czego lektura dostarcza nam wiedzę, którą moglibyśmy zdobyć jedynie studiując książki historyczne czy też oglądając programy geograficzne, na co nie każdy ma ochotę. Informacje te wplecione są w treść książki bardzo ładnie, nie są nudne, jak i nie wybijają czytelnika z głównego wątku. Jednak dają sporą wiedzę o zamierzchłym XIX wieku, o tym, jak dawniej ludzie żyli, podróżowali, zdobywali majątki, zawierali małżeństwa, po prostu jak to było dawniej, gdy nie było odrzutowców, telefonów, kanalizacji etc.
To stanowi jednak tło historii kilkorga bohaterów powieści. Główny bohater, Alexander Kinross, żeni się ze swoją, o prawie połowę młodszą od siebie, kuzynką. Odkrywa złotonośne złoże, które zapewnia mu ogromny majątek i sławę. Niestety, jego powodzenie w interesach nie idzie w parze z życiem rodzinnym.
Dalszych losów Alexandra i jego rodziny nie chcę zdradzać, gdyż tym lepiej się czyta, im mniej się wie, czego można się spodziewać. Niemniej jest to piękna opowieść o miłości, przyjaźni, stosunkach międzyludzkich i chyba przede wszystkim o godzeniu się z losem.
Serdecznie polecam.
1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145
Перейти на страницу:

– Co ty tu robisz?

– Byłem w bibliotece prawniczej i coś czytałem.

– Dlaczego? Czyżbyś studiował prawo?

– Nie, po prostu wkuwam do parlamentu federalnego.

– Zostałeś członkiem?

– Jasne.

– Macie beznadziejny program polityczny – powiedziała, przełykając ostatni kęs kanapki i strzepując z rąk resztki okruchów.

– Uważasz, że hasło: „Jeden człowiek, jeden głos” jest beznadziejne?

– Ono jest dobre, ale to sprawa nieuchronna, o czym dobrze wiesz. Kobiety otrzymały prawo do głosowania i nim dojdzie do następnych wyborów w Nowej Południowej Walii, zdobędą takie same prawa jak mężczyźni.

– W takim razie co uważasz za takie beznadziejne?

– Całkowity zakaz imigracji dla kolorowych i przedstawicieli innych, „niemile widzianych ras” – wyjaśniła. – Niemile widziane rasy, też mi coś! Poza tym nie zapominaj, że w rzeczywistości nikt nie jest biały. Nasza skóra jest różowa albo beżowa, więc my też jesteśmy kolorowi.

– Jeśli o to chodzi, nigdy się nie poddajesz, prawda?

– Nigdy. Mój ojczym jest półkrwi Chińczykiem.

– Twój ojczym?

– Z pewnością twoja głowa nie znajduje się aż tak daleko od twojego socjalistycznego tyłka, żebyś nie wiedział, iż dwa i pół roku temu zmarł mój ojciec.

– Mam szybkę na brzuchu, więc jeśli rozchylę marynarkę, czasami coś widzę – zapewnił Bede poważnie. – Naprawdę, bardzo mi przykro. Był wspaniałym człowiekiem. Mówisz zatem, że twoja matka ponownie wyszła za mąż?

– Tak. W Como, osiemnaście miesięcy temu.

– W Como?

– Nie uczyłeś się geografii? Włoskie jeziora.

– W takim razie myśleliśmy o tym samym Como – oznajmił spokojnie. Wyraźnie wspaniale opanował sztukę stosowania politycznych uników. – Czy to cię nie zdenerwowało, Nell?

– Dawniej rzeczywiście zareagowałabym złością, ale nie teraz. Obecnie cieszę się wraz z nią. On jest o sześć lat od niej młodszy, więc przy odrobinie szczęścia mama nie będzie wdową tak długo jak inne kobiety. Miała ciężkie życie, zasługuje na odrobinę radości. – Zachichotała. – Mam brata i siostrę, którzy są młodsi ode mnie o dwadzieścia cztery lata. Czyż to nie cudowne?

– Twoja matka urodziła bliźnięta?

– Dwujajowe – powiedziała, chcąc się popisać.

– Wyjaśnij mi to.

Następny polityczny unik. W pewnych sprawach można spokojnie przyznać się do niewiedzy.

– Rozwinęły się z dwóch różnych jaj. Bliźnięta jednojajowe to dzieci z jednego jaja. Chyba mama uznała, że po czterdziestce lepiej rodzić po kilkoro naraz. Prawdopodobnie następne będą trojaczki.

– Ile miała lat, gdy cię urodziła?

– Nieco powyżej siedemnastu. Jeśli jesteś ciekawy, ile mam lat, w Nowy Rok skończę dwadzieścia pięć.

– Prawdę mówiąc, pamiętam, ile masz lat. Nie zapomniałem, że jako świeżo upieczony polityk gościłem w swoim domu szesnastolatkę bez żadnej przyzwoitki. – Zerknął na jej ręce bez pierścionków. – Nie masz męża? Narzeczonego? Chłopaka?

– Za cholerę! – powiedziała z pogardą. – A co z tobą? To pytanie padło, nim zdążyła się powstrzymać.

– Wciąż jestem kawalerem.

– Nadal mieszkasz w tym okropnym domu?

– Tak, ale teraz wygląda o wiele lepiej. Kupiłem go. Miałaś rację – właściciel sprzedał mi go za sto pięćdziesiąt funtów. Władze miejskie z powodu tyfusu, ospy i ostatniej epidemii dymienicy morowej wszędzie doprowadziły kanalizację, więc ja również ją mam. Tam, gdzie kiedyś był domek z serduszkiem, rosną najwspanialsze warzywa.

– Bardzo chciałabym zobaczyć poprawioną wersję. To też jej się wyrwało.

– A ja bardzo chciałbym ci ją pokazać. Nell wstała.

– Muszę biec do Prince Alfred Hospital. Mam się pojawić na sali operacyjnej.

– Kiedy zakończenie studiów?

– Za dwa dni. Moja mama i ojczym wracają na tę okazję z zagranicy, Ruby przyjeżdża z Kinross, a Sophia przywozi Dolly, więc cała rodzina będzie w komplecie. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę siostrzyczkę i braciszka.

– Czy mogę przyjść na wręczenie dyplomów?! – zawołał. Odwróciła głowę, żeby odkrzyknąć:

– Jasne!

Stał i patrzył, jak postać Nell malała, a poły czarnego studenckiego płaszcza fruwały jej po bokach. Nell Kinross! Po tylu latach, Nell Kinross. Nie miał pojęcia, o ile bogatsza stała się po śmierci ojca, ale nadal miała duszę zwyczajnego, szarego robotnika. Nosiła krótki, ciemnoszary worek, który służył jej za sukienkę, i czarne buty, jakich nie powstydziłby się górnik, włosy ściągała w ciasny kok, kremowej skóry nie oszpeciła ani odrobiną różu czy pudru. Bede uniósł brwi, smutno się uśmiechnął i nie zdając sobie z tego sprawy, zaczął się drapać po rudej głowie; ten gest mówił jego kolegom w parlamencie, że Bede Talgarth podejmuje dalekosiężną decyzję.

Pewnych ludzi nigdy nie da się zapomnieć – pomyślał, idąc do tramwaju. Muszę znów ją zobaczyć. Muszę się dowiedzieć, co jej się przydarzyło. Jeśli teraz kończy medycynę, prawdopodobnie wcześniej zrobiła inżynierię… Chyba że – jak donoszą niektóre z bardziej postępowych dzienników – oblewano ją przynajmniej raz na każdym roku medycyny, co jest normalną praktyką w przypadku studiujących kobiet.

Nell niemal zapomniała o nim sto metrów od ławki, mimo to przyczaił się gdzieś w jej duszy, co ją ucieszyło i dodało nieco animuszu. Bede Talgarth! Jak to miło odnowić starą przyjaźń – przyznała – znacznie milej, niż mogłoby się wydawać.

Operacja ciągnęła się bez końca. Parę minut po szóstej Nell w końcu była wolna i mogła pójść do hotelu na George Street, gdzie zatrzymali się matka i Lee. Tym razem wzięła dorożkę i przez cały czas pokrzykiwała na dorożkarza, żeby się pospieszył. Czy mama jest bardzo surowa wobec swoich najmłodszych pociech? Czy czekają, żeby poznać siostrę, czy może już śpią?

Elizabeth i Lee siedzieli w salonie swojego apartamentu. Nell wpadła jak bomba i zamarła w bezruchu. Czy to mama? Och, zawsze była piękna, ale nie tak jak teraz! Niczym bogini miłości, promieniała jawną, nieświadomą, niemal nieprzyzwoitą… seksualnością. Wygląda młodziej niż ja – pomyślała Nell, czując ucisk w gardle. To małżeństwo zawarła z miłości, dlatego rozkwitła w nim jak ciemna piękna róża. Lee był jeszcze przystojniejszy. Jak zauważyła Nell, jego oczy przez cały czas szukały Elizabeth i nie spoczęły, póki jej nie znalazły. Stanowili idealną jedność.

Elizabeth podeszła, żeby pocałować córkę, Lee ją objął. Posadzili Nell w fotelu, dali jej sherry.

– Tak się cieszę, że przyjechaliście – powiedziała Nell. – Uroczystość ukończenia studiów bez was nie byłaby tak wspaniała. – Rozejrzała się dookoła. – Czy bliźniaki już śpią?

– Nie. Nie kładliśmy ich do snu, żeby mogły się z tobą przywitać – wyjaśniła Elizabeth, biorąc Nell za rękę. – Są za tymi drzwiami, z Pearl i Silken Flower.

Urodziły się jedenaście miesięcy po ślubie Lee i Elizabeth. Teraz miały po siedem miesięcy. Nell spojrzała na nie z taką miłością, że łzy napłynęły jej do oczu. Och, jakie kochane maleństwa! Alexander przypominał oboje rodziców: miał czarne włoski – częściowo proste po Lee, częściowo falujące po Elizabeth – owalną twarzyczkę w kolorze kości słoniowej jak Lee, szarobłękitne oczy Anny otoczone niewiarygodnie długimi, podwiniętymi rzęsami, kości policzkowe Elizabeth i piękne pełne usta Lee. Mary Isabelle stanowiła miniaturkę Ruby – od rudozłotych włosków po dołeczki i duże, zielone oczy.

– Cześć, braciszku i siostrzyczko – powiedziała Nell, klękając. – Jestem waszą starszą siostrą Nell.

Dzieci były za małe, żeby mówić, ale obie pary oczu przyjrzały jej się inteligentnie i z zainteresowaniem, oboje otworzyli usteczka i roześmiali się, cztery pulchne rączki chwyciły jej dłonie.

1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)