Babel-17 [pl]
- Автор: Дилэни Сэмюель
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-86-1
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Babel-17 [pl]». Краткое содержание книги:
Trwa kosmiczna wojna Sojuszu z Najeźdźcami — w ważnych strategicznie miejscach dochodzi do aktów sabotażu, którym towarzyszą transmisje w tajemniczym języku, Babel-17. Rydra Wong, piękna i słynna poetka i lingwistka otrzymuje od wojska zadanie: rozszyfrować ten język i odkryć, kto się nim posługuje oraz w jaki sposób jest on związany z terroryzmem. Rydra kompletuje więc załogę statku, złożoną z żywych i umarłych, i wyrusza w niebezpieczną podróż — od spelunek, w których walczą chirurgicznie zmodyfikowani zapaśnicy, przez Kostnicę, w której zmarli czekają na wskrzeszenie, Stocznię Wojenną i salony międzygwiezdnej arystokracji, po piracki statek-cień — a przede wszystkim w podróż przez niezwykły język, zmieniający ludzki umysł.
— Mój raport, który powinien być dla pana wystarczający, został przesłany wczoraj w nocy i powinien być już na pańskim biurku w Kwaterze Głównej Sojuszu. Albo znajdzie się tam za godzinę.
— Och, rozumiem.
Uśmiechnęła się.
— Zaraz będzie pan musiał wyjść. Startujemy za parę minut.
— Tak. Zaraz ruszam do Kwatery Głównej Sojuszu, więc odwiedziłem kosmodrom i kilka minut temu dostałem przez gwiazdofon streszczenie pani raportu, i chciałem tylko powiedzieć… — Zamilkł.
— Panie generale, właśnie przypomniał mi się wiersz, który kiedyś napisałam. Jego tytuł brzmi: Porada dla tych, którzy kochają poetów.
Generał chciał otworzyć usta, ale jego wargi nie rozdzieliły się.
— Zaczynał się mniej więcej tak:
Młody człowieku, ona odgryzie ci język.
Droga pani, on ukradnie twoje dłonie.
Resztę może pan przeczytać w moim drugim tomiku. Jeśli nie chce pan tracić poetki siedem razy dziennie, jest to diabelnie frustrujące.
— Pani wiedziała, że ja… — powiedział po prostu.
— Wiedziałam i wiem. I bardzo się cieszę.
Stracony oddech wrócił i na jego twarzy pojawiło się coś nieznanego: uśmiech.
— Panno Wong, kiedy byłem szeregowcem i siedzieliśmy cały czas w koszarach, gadaliśmy w kółko tylko o dziewczynach. I ktoś powiedział o jednej z nich: „Była tak piękna, że nie musiała mi niczego dawać, wystarczy, że obiecała”. — Poczuł, że opuszcza go sztywność ramion, i pomyślał, że opadły może o centymetr, wskutek czego wydały się szersze o pięć. — Właśnie tak się poczułem.
— Dziękuję, że mi pan o tym powiedział — odparła. — Lubię pana, generale. I obiecuję, że będę pana nadal lubić, kiedy się jeszcze kiedyś spotkamy.
— Dziękuję pani. To chyba wszystko. Po prostu chciałem podziękować… za to, że pani wie, i za obietnicę. — Po czym dodał: — Muszę już iść, prawda?
— Startujemy za dziesięć minut.
— Pani list — rzekł. — Mogę go wysłać.
— Dziękuję.
Podała mu list. Ujął jej dłoń i przez bardzo krótki moment bardzo delikatnie ją przytrzymał. Potem odwrócił się i wyszedł. Minutę później patrzyła, jak jego spodek ślizgacz pędzi nad betonem i odbija światło słońca, które wykwitło na wschodzie.
CZĘŚĆ DRUGA
VER DORCO