Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]
Radio Darwina [Darwin's Radio - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]

Электронная книга - «Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]». Краткое содержание книги:

Wyklęty paleontolog Mitch Rafelson odkrywa w Alpach w spoczywające od dziesiątków tysięcy lat w nieznanej jaskini ciała rodziny neandertalczyków. Biolog molekularna Kaye Lang uważa, że w DNA człowieka, niby śpiący rycerze z legend, skrywają się pradawne choroby, które miliony lat czekają tylko na wezwanie, aby móc znowu zarażać i zabijać.
I w bardzo niedalekiej przyszłości, budzą się demony, z naszego genomu wyłania wirus, którego nazwa przypomina imię indyjskiego boga śmierci, Śiwy. Ludzkości zagraża zagłada, gdyż wirus powoduje poronienia u wszystkich zarażonych kobiet. Władze podejmują radykalne środki, dochodzi do zamieszek, prześladowań kobiet. Nieliczni, w tym Lang i Rafelson, w zagrożeniu widzą nadzieję, w chorobie, bólu, przemocy dostrzegają bóle porodowe ludzkości, które poprzedzają ogromny skok ewolucyjny, przyjście na świat nowego człowieka. Prześladowani i potępiani, ścigają się z czasem, aby rozwiązać największą zagadkę w dziejach rodu ludzkiego i powstrzymać oszalały świat.
Arcydzieło wysoko naukowej fantastyki autorstwa zdobywcy nagrody Nebula, według wielu krytyków najlepsza książka SF w USA w roku 1999. Prawdziwy, przedstawiony z ogromnym rozmachem i wnikliwością obraz nauki i nas, ludzi, postawio-nych przed obliczem być może największego zagrożenia w jej dziejach.
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 131
Перейти на страницу:

— Dzięki. — Dicken wyciągnął rękę i grzecznie uścisnął jej dłoń. Odwrócił się, aby odejść. Tengiz przechodził korytarzem koło drzwi i usunął się na bok, kiedy Amerykanin go mijał. Śledczy z EIS zerknął na Kaye i szybko zasalutował.

Tengiz pochylił głowę w bok i uśmiechnął się bezzębnie, jakby czuł się winny.

Kaye podbiegła do drzwi i dogoniła Dickena na dziedzińcu.

Wsiadał do małego, wynajętego nissana.

— Przepraszam! — Zawołała.

— Przykro mi. Muszę jechać. — Dicken zatrzasnął drzwiczki i uruchomił silnik.

— Jezu, umie pan wzbudzać podejrzenia! — Powiedziała Kaye dostatecznie głośno, aby usłyszał ją przez zamknięte szyby.

Dicken opuścił szybę i mile się uśmiechnął.

— Jakie podejrzenia?

— Co u licha pan tutaj robi?

— Plotki — odparł, patrząc za siebie, aby sprawdzić, czy ma wolną drogę. — Tylko tyle mogę powiedzieć.

Zawrócił na żwirze i odjechał, skręcając między głównym budynkiem a drugim laboratorium. Kaye założyła ręce i patrzyła za nim, marszcząc brwi.

Z okna głównego budynku wyjrzał Lado.

— Kaye! — Zawołał. — Skończyliśmy. Jesteś gotowa?

— Tak! — Odpowiedziała, idąc w stronę okna. — Widziałeś go?

— Kogo? — Spytał Lado z obojętną miną.

— Faceta z National Center for Infectious Diseases. Powiedział, że nazywa się Dicken.

— Nikogo nie widziałem. Mają biuro przy ulicy Abaszeli. Możesz tam zadzwonić.

Pokręciła głową. Nie miała czasu, a zresztą to nie jej zmartwienie.

— Nieważne — rzuciła.

Wioząc ją na lotnisko, Lado był niezwykle ponury.

— Masz dobre czy złe wiadomości? — Zapytała.

— Nie mogę tego zdradzić — odpowiedział. — Czy powinniśmy, jak mówiłaś, pozostawać otwarci na waszą opcję? Jesteśmy niby dzieci we mgle.

Kaye przytaknęła i patrzyła przed siebie, gdy wjeżdżali na parking. Lado zaniósł jej torbę na nowy terminal międzynarodowy, obok rzędów taksówek z czekającymi niecierpliwie kierowcami o bystrych oczach. Przed stanowiskiem odpraw British Mediterranean Airlines kolejka była krótka. Kaye miała wrażenie, że już znajduje się w strefie pośredniej pomiędzy światami, bliżej Nowego Jorku niż Gruzji Lado, kościoła w Gergeti lub góry Kazbek.

Gdy znalazła się na początku kolejki i podała swój paszport z biletami, Lado stanął z założonymi rękoma, mrużąc oczy w promieniach słonecznych wlewających się oknami terminalu.

Urzędniczka, młoda blondynka o upiornie bladej skórze, powoli sprawdziła bilety i dokumenty. Wreszcie uniosła oczy i powiedziała:

— Nie wylot. Nie zabrać.

— Przepraszam?

Kobieta popatrzyła w sufit, jakby czerpała stamtąd siłę lub wiedzę, i spróbowała znowu.

— Nie Baku. Nie Heathrow. Nie JFK. Nie Wiedeń.

— Co, zginęły? — Spytała Kaye ze złością. Popatrzyła bezradnie na Lado, który przekroczył pokryte winylem liny i przemówił do urzędniczki srogim, władczym tonem, potem wskazał Kaye i uniósł krzaczaste brwi, jakby stwierdzając „Very Important Person”!

Blade policzki młodej kobiety nabrały trochę barw. Patrzyła na Kaye z niewyczerpaną cierpliwością i zaczęła po gruzińsku mówić szybko o pogodzie, gradzie, niezwykłej burzy. Lado tłumaczył urywanymi, pojedynczymi słowami: grad, niezwykły, wkrótce.

— Kiedy będę mogła odlecieć? — Zapytała urzędniczkę.

Lado z surową miną wysłuchał wyjaśnień, potem wzruszył ramionami i zwrócił twarz do Kaye.

— Następny tydzień, następny lot. Albo Wiedeń we wtorek, pojutrze.

Kaye postanowiła przebukować bilet na lot do Wiednia. Stały teraz za nią cztery osoby, dające oznaki rozbawienia i niecierpliwości. Sądząc po stroju i języku, nie leciały ani do Nowego Jorku, ani do Londynu.

Lado poszedł z nią do schodów i usiadł naprzeciw niej w rozbrzmiewającej echami poczekalni. Musiał się zastanowić, coś zaplanować. W budkach przy ścianach kilka staruszek sprzedawało zachodnie papierosy, perfumy i japońskie zegarki. Niedaleko, na sąsiednich ławkach, spali dwaj młodzi mężczyźni, chrapiąc w tandemie. Ściany pokrywały plakaty z napisami rosyjskimi, ślicznymi zakrętasami pisma gruzińskiego, a także po niemiecku i francusku. Zamki, plantacje herbaty, butelki wina, niespodziewanie małe i odległe góry, których czyste barwy zachowały się nawet we fluorescencyjnych światłach.

— Wiem, musisz zadzwonić do męża, będzie na ciebie czekał — powiedział Lado. — Możemy wrócić do instytutu — zawsze jesteś tam mile widziana!

— Nie, dziękuję — odparła Kaye, nagle czując się gorzej. Przeczucie nie miało z tym nic wspólnego: mogła czytać w Lado jak W otwartej książce. Gdzie zrobili błąd? Czy większa firma złożyła jeszcze lepszą ofertę? Co zrobi Saul, gdy się dowie? Wszystkie plany opierali na przekonaniu, że przyjaźń i życzliwość są w stanie przekształcić w mocne więzy handlowe…

Byli tak blisko.

— Może Metechi Palace — powiedział Lado. — Najlepszy hotel w Tbilisi… Najlepszy w Gruzji. Zabiorę cię do Metechi! Będziesz prawdziwą turystką, jak w przewodnikach! Może zdążysz wziąć kąpiel w ciepłych źródłach… Odpocząć przed powrotem do domu.

Kaye kiwała głową z uśmiechem, ale wyraźnie nie była zadowolona. Nagle, pod wpływem impulsu, Lado pochylił się i zacisnął jej dłonie w suchych, powykręcanych palcach, chropowatych od tylu zanurzeń w kąpielach związków chemicznych. Lekko złożył ich ręce na jej kolanach.

— To nie koniec! To dopiero początek! Wszyscy musimy być silni i zaradni!

Wywołało to łzy w oczach Kaye. Popatrzyła znowu na plakaty — Elbrus i Kazbek w chmurach, kościół w Gergeti, winnice i leżące wysoko pola uprawne.

Lado uniósł ręce, zaklął kunsztownie po gruzińsku i skoczył na nogi.

— Powiem im, że to nie jest najlepsze! — Powiedział z naciskiem. — Powiem biurokratom w rządzie, że pracowaliśmy z tobą, z Saulem, trzy lata i nie wolno zaprzepaścić tego w jedną noc! Po co komu wyłączność? Zabiorę cię do Metechi.

Kaye uśmiechnęła się z wdzięcznością i Lado usiadł, nachylił się, kręcąc ponuro głową i załamując ręce.

— Oburzające — powiedział — co musimy robić w dzisiejszym świecie.

Młodzi nadal chrapali.

7

Nowy Jork

Christopher Dicken przypadkowo dotarł na lotnisko JFK tego samego wieczoru co Kaye Lang i zobaczył ją, jak przechodziła odprawę celną. Przekładała swój bagaż na wózek i nie zauważyła go.

Wyglądała na wykończoną, zmizerniałą. Dicken leciał trzydzieści sześć godzin, wracając z Turcji z dwiema zamkniętymi metalowymi skrzynkami i workiem marynarskim. Na pewno nie chciał w tych okolicznościach wpaść na Lang.

Nie wiedział na pewno, dlaczego pojechał spotkać się z nią w Instytucie Eliawy. Może dlatego, że oddzielnie doświadczyli pod Gordi tej samej grozy. Może dla sprawdzenia, czy wie, co się działo w Stanach Zjednoczonych i było powodem jego odwołania; a może po prostu chciał się spotkać z ładną i inteligentną kobietą, której zdjęcie widział na stronie internetowej EcoBacter.

Pokazał celnikowi legitymację CDC i zezwolenie przywozowe NCID, wypełnił wymagane pięć formularzy i ukradkiem wyszedł bocznymi drzwiami do pustej sali przylotów. Nadmiar kawy dawał wszystkiemu gorzki posmak. Dicken nie zmrużył oka przez cały lot i przed lądowaniem wypił pięć jej kubeczków w ciągu godziny. Potrzebował czasu na zorientowanie się w sytuacji, namysł i przygotowanie się do spotkania z Markiem Augustine’em, dyrektorem Centers for Disease Control and Prevention.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 131
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)