Pod Naporem Uczuć
- Автор: Смолл Бертрис
- Язык: польский
- Жанр: Исторические любовные романы
Электронная книга - «Pod Naporem Uczuć». Краткое содержание книги:
– Czemu nie mogła znaleźć męża w Anglii czy w Szkocji, Shane? Odpowiedz mi na to pytanie! Może ma już złą reputację, a my tutaj, na naszym odludziu, nic o tym nie wiemy i dowiemy się, gdy będzie za późno. Nerwowo wychyliła kielich.
– Adali, więcej wina dla lady Jane – zaszczebiotała Jasmine.
– Miej odrobinę litości, dziewczyno – cicho szepnął do żony James Leslie. – Nieszczęsna kobieta została już powalona na kolana.
– Popełniamy błąd. Nie chcę, żeby moja córka wychodziła za mąż za syna tej kobiety. Nie wiesz, czego się dowiedziałam dziś rano – odparła Jasmine.
– Ale mi opowiesz, tego jestem pewien – zaśmiał się książę. – Zapomnij o lady Jane, kochana Jasmine, i spójrz na swoją córkę. Nieźle się dogaduje z młodym Williamem. Decyzja należy nie do nas, lecz do Fortune. Za parę miesięcy skończy dwadzieścia lat, a odtrąciła już oświadczyny kilku szacownych młodzieńców w Anglii i w Szkocji. Wszyscy byli utytułowani! Jeśli ten młody człowiek jej odpowiada, to niech tak będzie.
– Zobaczymy, co się stanie – odrzekła Jasmine, ale istotnie spojrzała na Williama Deversa i córkę. Gdyby nie jego jasnoniebieskie oczy, w niczym nie przypominałby swojej matki. Jasmine uznała, że już sam ten fakt dobrze wróżył. Widziała, że miał mnóstwo uroku, ale Fortune nie da się zwieść nawet największemu czarowi. Jednak Jemmie miał rację, młodzieniec zdawał się autentycznie zainteresowany dziewczyną.
Jasmine postanowiła, że kupi im dom w Anglii. Przecież nie muszą mieszkać w Erne Rock. Była pewna, że młody Devers z przyjemnością przeniesie się do Anglii. Może gdzieś w pobliże Queen's Malvern albo Cadby, siedziby Henry'ego. Wtedy na pewno widziałaby ich co roku i mogłaby odwiedzać Fortune równie łatwo, jak Indię. Tak! W prezencie ślubnym podaruje im piękny dom w Anglii oraz Maguire's Ford.
– Masz ten błysk w oczach – zauważył jej mąż. – Co knujesz, moja kochana Jasmine?
– Nic – mruknęła. – Po prostu zastanawiam się, w jaki sposób zachować ciastko i zjeść je jednocześnie.
– Niech Bóg ma nas wszystkich w opiece. Jasmine przypomniała sobie o roli wzorowej gospodyni.
– Droga lady Jane – odezwała się. – Oczywiście zna pani naszego kochanego Samuela Steena. A to mój kuzyn, ojciec Cullen Butler.
– Milady – ksiądz uprzejmie się ukłonił. Ledwie zauważalnie kiwnęła mu głową.
– Świetnie, że znów pana widzę – rzekł Cullen Butler do Shane'a Deversa, ignorując lekceważące zachowanie lady Jane. Słyszał o niej i w najmniejszym stopniu nie czuł się urażony. Pomyślał złośliwie, że sam fakt przebywania razem z nim w tym samym pomieszczeniu musiał być dla niej niezwykle bolesny. I zaraz zaczął się zastanawiać nad pokutą, jaką sobie wyznaczy za swoją złośliwość. Najwyżej trzy zdrowaśki.
– Ojcze – powitał go głos sir Shane'a. – Chyba widziałeś się niedawno z Kieranem. – Jego słowa zabrzmiały niemal gorzko.
– Widuję go – odpowiedział. Nie było sensu jątrzyć rany. Ani on, ani Kościół nie był odpowiedzialny za decyzje Kierana Deversa.
– Nasi młodzi zdaje się przypadli sobie do gustu – zauważył wesoło wielebny Steen.
– Owszem – przytaknęli jego rozmówcy.
– Tworzą ładną parę, prawda? – dodał pastor Steen.
Jego uwaga spotkała się z potakującym pomrukiem.
– Żeby związek był udany, potrzeba czegoś więcej, niż tylko dwóch ślicznych twarzy – ostrym tonem rzuciła lady Jane.
– Oczywiście w pełni się z tym zgadzam – powiedziała Jasmine.
– Może lady Fortune zechce wziąć pana Williama na przejażdżkę po posiadłości – zaproponował Cullen Butler.
– Świetny pomysł! – zawołała Fortune. Sir Shane sprawiał miłe wrażenie, lecz nie mogła się przekonać do lady Jane, mimo jej słodkich słówek. Miała ochotę spędzić trochę czasu z przystojnym Williamem Deversem i przekonać się, czyjej się spodoba. I czy coś pomiędzy nimi zaiskrzy.
– Masz ochotę na przejażdżkę? – spytała.
– Nie mam konia. Przyjechaliśmy powozem – odparł. Wyglądał na rozczarowanego.
– Ale my mamy mnóstwo koni – roześmiała się Fortune. – Adali, idź do stajni i powiedz, że będą nam potrzebne dwa wierzchowce. Pójdę się przebrać w coś bardziej odpowiedniego na przejażdżkę. Mogę, mamo?
– Naturalnie – zgodziła się Jasmine. Rozumiała i aprobowała plan Fortune. Fortune wybiegła z komnaty, by parę minut później wpaść tam ponownie, z okrzykiem:
– Chodź, William!
Pospieszył za nią z uśmiechem, słysząc za sobą okrzyk zdumienia matki na widok stroju Fortune.
– Wasza córka jeździ okrakiem? W spodniach?
Nie dosłyszał riposty księżnej, ale podejrzewał, iż była cięta. Osobiście uważał, że Fortune wygląda czarująco w spodniach. Nie były wypchane, lecz dość dopasowane, podkreślając zgrabne nogi i pośladki. Ponadto Fortune miała na sobie granatową, jedwabną kamizelę bez rękawów ze srebrnymi guzikami, narzuconą na białą koszulę z bufiastymi rękawami. Całość prezentowała się zachwycająco.
Chłopiec stajenny trzymał dwa konie. Fortune od razu dosiadła srokatego wałacha. Drugi był wysoki, mocno zbudowany i lśniąco czarny. William wziął lejce od chłopca i wskoczył na siodło.
– Ma na imię Oberon – poinformowała Williama Fortune. – Chodź! Jedź za mną!
Przejechał za nią przez niewielki zamkowy dziedziniec, most zwodzony i wioskę, cały czas popędzając swojego wierzchowca, aż wreszcie się z nią zrównał.
– Nie dosiadasz klaczy?
– Nie. Nasz zarządca, Rory Maguire, uważa, że Piorun i ja jesteśmy dla siebie stworzeni. Lubię konie z temperamentem, a Piorun jest zwierzęciem z charakterem. Chętnie jeździć konno?
– Owszem. Ślęczenie nad rachunkami, co czyni mój ojciec, nie wydaje mi się najwspanialszą rozrywką.
– Dlatego mamy zarządcę majątku – rzekła Fortune.
– Nie boicie się, że was okradnie? Przecież jest Irlandczykiem – zapytał William Devers.
– Tak samo, jak ty – odparła. – Przynajmniej ze strony ojca.
– Zawsze uważałem się za Brytyjczyka.
– Urodziłeś się w Irlandii. Mieszkasz w Irlandii. Twój ojciec jest Irlandczykiem. Ty też jesteś Irlandczykiem – tłumaczyła mu Fortune z niezachwianą logiką. – Tymczasem mój rodowód jest trochę bardziej skomplikowany. Mój ojciec był Anglikiem. Mój ojczym jest Szkotem. Moja matka jest Hinduską po swoim ojcu, a Irlandką, Angielką i Francuzką po swojej matce. Jestem siostrzenicą władającego obecnie Wielkiego Mogoła, a moi przyrodni bracia Leslie są spokrewnieni z sułtanem ottomańskim. Mamy wyjątkowo pokręcone, skomplikowane i zawiłe drzewo genealogiczne, Williamie Deversie.
– Jesteś fascynująca – powiedział. – Nigdy w życiu nie spotkałem dziewczyny podobnej do ciebie. Dlaczego chcesz mnie poślubić?
– Nie wiem, czy chcę – szczerze wyznała Fortune. – Muszę znaleźć mężczyznę, którego pokocham, bo wyjdę za mąż tylko z miłości. Chyba to wszystko brzmi bardzo romantycznie i naiwnie, ale tak właśnie czuję, Williamie.
– Przyjaciele nazywają mnie Will. Mam nadzieję, że mnie pokochasz, Fortune, bo wydaje mi się, że już się w tobie trochę zakochałem. Jesteś taka pełna życia!
– Miło to słyszeć, Willu. – Uśmiechnęła się do niego, po czym zawołała: – Zobacz! Tam rośnie drzewo, na którym mama powiesiła zabójcę mojego ojca. To tamta sosna – pokazała ręką. – Podobno moja matka nawet się nie skrzywiła, tylko kazała go powiesić na pasku ojca i stała, przyglądając się, jak konał. W rzeczywistości to ją chciał zabić. Oboje z ojcem wybrali się na przejażdżkę i zatrzymali się, żeby porozmawiać z moją siostrą Indią, która była wówczas malutką dziewczynką. Chciała, żeby ją posadzono na koniu mamy, a kiedy mama pochyliła się do niej, padł strzał. Zginął ojciec. Ludzie, którzy zbiegli się z pól, widzieli błysk muszkietu na wzgórzu. Popędzili ile sił i złapali zbrodniarza. Był to zarządca, którego mama zwolniła. Okazał się na tyle bezczelny, że przyznał, iż chciał zgładzić ją, nie jego.