Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gorączka zmysłów». Краткое содержание книги:

Od pierwszej chwili, gdy pojawił się na pachnącej ziołami łące, Lisa zrozumiała, że urodziła się po to, by należeć do tego mężczyzny. Ryan też uległ czarowi delikatnej, długowłosej dziewczyny. Nie miał jednak złudzeń: wszystkie kobiety to chciwe istoty, które interesuje wyłącznie jego konto w banku…
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 31
Перейти на страницу:

Po raz pierwszy zastanowił się, czy to nie poszukiwania takiej rzadko spotykanej radości życia rzucały jego ojca w ramiona kolejnych kobiet, którym jedyną przyjemność sprawiało realizowanie jego czeków. Tak samo mogło być z młodszym bratem Rye'a, który dwa razy ożenił się i rozwiódł, zanim skończył dwadzieścia pięć lat. Dobrze, że chociaż ich siostra Cindy szybko nauczyła się wyczuwać różnicę między mężczyznami, którzy pragnęli jej samej, a tymi, którym chodziło o uszczknięcie czegoś z fortuny McCallów.

Tego akurat był pewien, jeżeli chodziło o Lisę – nie uśmiechała się tak do niego z powodu pieniędzy i dzięki temu jej uśmiech wydawał się być jeszcze piękniejszy. To było dla niego nowe, niespotykane doświadczenie – po raz pierwszy w życiu był pewien, że podoba się dziewczynie po prostu jako mężczyzna.

Wreszcie zdał sobie sprawę, że wciąż tak stoi z siekierą w prawej ręce, lewą ściskając ciepłe palce Lisy, i uśmiecha się do niej.

– Masz zaraźliwy uśmiech – powiedział i uścisnął jeszcze raz lekko jej palce, apotem wypuścił jej dłoń i podał siekierę. – Musisz używać obu rąk. Kiedy ja rąbię, trzymam siekierę za koniec trzonka. Ty tak nie możesz robić, bo masz za krótkie ręce, więc musisz chwycić ją wyżej. Jak unosisz siekierę w górę, niech prawa ręka ześlizguje się w górę trzonka, a jak ją opuszczasz, niech się przesuwa z powrotem. Ale zawsze lewą ręką musisz trzymać mocno. Popatrz.

Rye zademonstrował, jak należy to robić. Lisa próbowała patrzeć na siekierę i jego ręce, ale było to niemożliwe. Fascynowała ją giętkość jego pleców i gra mięśni pod opaloną skórą.

– Chcesz spróbować? – zapytał.

Ledwo powstrzymała się przed zadaniem pytania, czego ma spróbować. Biorąc siekierę, dotknęła jego rąk. Promieniowała od nich siła i ciepło, które było czymś więcej niż tylko ciepłem ludzkiego ciała. Trzymała niepewnymi rękami gładkie drewno trzonka i próbowała sobie przypomnieć, co przed chwilą jej powiedział. Wzięła głęboki oddech, podniosła siekierę i opuściła ją na pień. Siekiera odskoczyła, ledwo zadrasnąwszy pokiereszowany kloc. Powtórzyła uderzenie i siekiera znów odskoczyła. Spróbowała jeszcze raz. To samo.

– Czyżbym zapomniał ci powiedzieć, że twoje plecy powinny uczestniczyć w tej czynności? – odezwał się po trzeciej próbie.

– To jest wystarczająco skomplikowane i bez zatrudniania pleców – mruknęła.

Przez chwilę był zakłopotany, ale zaraz przypomniał sobie, jak wiele znaczeń nadawali dzisiaj słowu "to". – To bardzo skomplikowane – zgodził się.

– Oczywiście. Dlatego proszę już bez żadnych niedomówień. Albo mów precyzyjnie, albo się nie odzywaj.

Bardzo się starał, żeby się nie roześmiać.

– Jasne. Spróbujmy więc tego ee… rąbania w taki sposób. Pomogę ci złapać rytm.

Stanął za jej plecami i położył swoje ręce obok jej dłoni obejmujących długi trzonek. Przy każdym oddechu czuła zapach żywicy i męskiego ciała. Jego skóra była gładka i gorąca, a oddech łaskotał jej szyję, rozwiewał delikatne kosmyki, które wymknęły się z warkoczy. Kiedy się poruszał, jego pierś muskała jej plecy i ta bliskość sprawiała, że kręciło jej się w głowie, a ziemia wymykała spod nóg. &iskała trzonek siekiery tak mocno, że aż pobielały jej kostki palców, ponieważ wydawał jej się jedyną stałą rzeczą w tym wirującym jej przed oczami świecie.

– Liso?

Bezradnie podniosła na niego wzrok. Był tak blisko, że mogłaby policzyć jego gęste, ciemne rzęsy i każdą kolorową plamkę w szarych oczach. Jego usta oddalone były tylko o parę centymetrów. Gdyby wspięła się na palce, a on pochylił głowę, znów mogłaby posmakować słodyczy i sprężystości tych warg.

Rye wyjął siekierę z nie stawiających oporu rąk i niedbałym machnięciem wbił ostrze w pień.

– Chodź tu bliżej – wyszeptał, pochylając się ku niej. – Bliżej. O, tak jak teraz. -Ostatnie słowa były już tylko westchnieniem wypowiedzianym tuż przy jej ustach. Objął ją mocniej i przyciągnął do siebie. Poczuła ciepło szerokiej piersi, twardość mięśni, a potem jego wargi. Na oślep chwyciła go za ramiona, szukając oparcia w wirującym świecie, doznając ukojenia, upajając się jego ustami i czując kontrast mi~ miękkością warg Rye'a a szorstkim zarostem. Pragnęła, żeby ta chwila trwała wiecznie. Nagle uścisk rozluźnił się i poczuła, że Rye się odsunął.

– Co się z tobą dzieje? – spytał szorstko. – Zbliżasz się do mnie tak, jakby dzisiaj miał być koniec świata, ale kiedy cię całuję, nic się nie dzieje. Czy to mają być żarty?

Pożądanie i zawstydzenie na zmianę oblewały ją falami gorąca. Poczuła, że się czerwieni.

– Ja myślałam, że to ty żartujesz.

– Kiedy?

– Gdy mnie pocałowałeś – powiedziała. – Dla ciebie to żart, prawda? Ze mnie, oczywiście. – Westchnęła głęboko, niepewnie i brnęła dalej. – Rozumiem, że pokazujesz mi, jaki ze mnie żółtodziób. Staram się to traktować jak zabawę, ponieważ rzeczywiście masz rację. Jeśli chodzi o całowanie, to jestem zupełnie zielona. Nigdy nikogo, oprócz moich rodziców, nie całowałam, a za każdym razem, kiedy ty mnie całujesz, robi mi się na przemian zimno i gorąco, trzęsę się cała, nie mogę złapać tchu, nie mogę myśleć i… i rozumiem, że wydaję się przez to zabawna. Kiedy już skończysz nabijać się ze mnie, naucz mnie, jak się trzyma siekierę, ale proszę cię, nie stój tak blisko, bo wtedy mogę myśleć tylko o tobie, kolana robią Jńi się miękkie i ręce też, i mogę upuścić siekierę. Dobrze?

Potok chaotycznych słów wreszcie się skończył i Lisa zerknęła z niepokojem, oczekując wybuchu śmiechu. Ale Rye nie śmiał się, tylko patrzył na nią, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.

– Ile masz lat? – spytał w końcu.

– A który jest dzisiaj?

– Dwudziesty piąty lipca.

– Już? W takim razie wczoraj skończyłam dwadzieścia lat.

Przez długą chwilę Rye nic nie mówił. Lisa stała bez ruchu, obawiając się nawet oddychać. On przyglądał się jej od czubka głowy otoczonego koroną z platynowych warkoczy do palców u nóg, wystających z dziurawych adidasów.

– Wszystkiego najlepszego – powiedział cicho, rzucił jeszcze krótkie spojrzenie na jej usta i utkwił wzrok w oczach. – Jest taki stary, przyjemny amerykański zwyczaj, związany z urodzinami – dodał, uśmiechając się. – Pocałunek za każdy rok. I pamiętaj, maleńka, że kiedy będę cię całował, to nie będzie miało nic wspólnego z żartami.

Lisa rozchyliła usta, ale nie padło żadne słowo.

Wpatrywała się w jego wargi z ciekawością i zmysłowym głodem, równie niewinnym jak zachęcającym. Przedtem widział tylko zachętę, dopiero teraz dojrzał również niewinność.

– Nie całowałaś nikogo oprócz rodziców? – spytał ochrypłym głosem.

Potrząsnęła głową, nie odrywając wzroku od jego ust. Rye ujął jej rękę, delikatnie rozchylił palce i pocałował wnętrze dłoni.

– Raz.

Pocałował nasadę kciuka. – Dwa.

Teraz dotknął ustami czubka palca wskazującego. – Trzy.

Nie mogła powstrzymać gardłowego jęku, kiedy jego zęby delikatnie chwyciły skórę wewnątrz dłoni. Nie poczuła bólu, to było podniecające uczucie, jakby coś ściskało ją w żołądku.

– Cz… cztery?- spytała.

. Potrząsnął głową, pocierając jej dłonią o swój policzek.

– To się nie liczy. Ani też to.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 31
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)