Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 163
Перейти на страницу:

– Jak wygląda ta Pucallpa? – mówi Santiago.

– Taka tam zapadła dziura – mówi Ambrosio. – Nie był pan?

– Całe życie marzyłem o podróżach i tylko kiedyś ruszyłem się o osiemdziesiąt kilometrów od domu, tylko raz – mówi Santiago. – Ty przynajmniej trochę podróżowałeś.

– W złą godzinę, paniczu – mówi Ambrosio. – Pucallpa ściągnęła na mnie same nieszczęścia.

– To znaczy, że ci się nie powiodło – powiedział pułkownik Espina. – Poszło ci najgorzej z całej naszej grupy. Nie masz grosza przy duszy i jesteś prowincjuszem.

– Nie miałem czasu pójść w ślady tamtej reszty – powiedział Bermúdez spokojnie; patrzył na Espine i w jego wzroku nie było ani arogancji, ani pokory. – No ale ty oczywiście zaszedłeś dalej niż wszyscy inni razem wzięci.

– Najlepszy uczeń, najinteligentniejszy, chłopak z głową – powiedział Espina. – Bermúdez będzie prezydentem, a Espina ministrem, tak mówił Drozd. Pamiętasz?

– Już wtedy chciałeś być ministrem, to prawda – powiedział Bermúdez z kwaśnym uśmieszkiem. – No i zostałeś nim. Jesteś chyba zadowolony, nie?

– Nie prosiłem o to, nie starałem się – pułkownik Espina z rezygnacją rozłożył ręce. – Narzucono mi tę funkcję; przyjąłem ją jako swój obowiązek.

– W Chincha mówili, że byłeś jednym z tych oficerów apristów, że poszedłeś kiedyś na cocktail do Haya de la Torre – Bermúdez uśmiechał się dalej, bez przekonania. – A teraz popatrzcie no, polujesz na apristów jak na przestępców. Tak mówił ten porucznik, którego mi przysłałeś. A propos, mógłbyś mi wreszcie powiedzieć, czemu mnie spotyka ten zaszczyt.

Drzwi gabinetu otworzyły się, wszedł w ukłonach mężczyzna z twarzą wyrażającą najwyższy szacunek, w ręku miał jakieś papiery. – Czy można, panie ministrze? – a pułkownik, później, doktorze Alcibiades, sparaliżował go jednym gestem, niech nam teraz nikt nie przeszkadza. Mężczyzna znów się skłonił, dobrze, panie ministrze, i wyszedł.

– Panie ministrze – wychrypiał Bermúdez bez cienia tęsknoty w głosie i rozejrzał się sennie dokoła. – To wszystko wydaje mi się nieprawdą. Jak i to, że tu siedzę. I że obaj mamy już pod pięćdziesiątkę.

Pułkownik Espina uśmiechał się do niego serdecznie, trochę wyłysiał, ale wśród tych włosów, które mu zostały, nie było ani jednego siwego, a jego śniade policzki zachowały dawną jędrność; z wolna wodził wzrokiem po wygarbowanej, bezsilnej twarzy Bermúdeza, po jego postarzałej, chudej postaci, takiej maleńkiej w ogromnym fotelu z czerwonego aksamitu.

– Wykończyło cię to twoje bezsensowne małżeństwo – powiedział ze słodyczą, ojcowskim tonem. – To był twój życiowy błąd, Cayo. Ja ci to przepowiadałem, przypomnij sobie.

– Ściągnąłeś mnie tu, żeby mówić o moim małżeństwie? – odparł tamten bez gniewu, swoim zwykłym słabym, przytłumionym głosem. – Jeszcze słowo i wychodzę.

– Zawsze taki sam, nie możesz ścierpieć najmniejszego ukłucia – zaśmiał się Espina. – Jak się miewa Rosa? Dzieci nie masz, prawda? Tak, wiem.

– Jeśli nie masz nic przeciw temu, to może przejdziemy do rzeczy – powiedział Bermúdez; cień zmęczenia położył się na jego oczach, zniecierpliwienie ściągnęło usta. Za plecami Espiny, za oknem, odcinały się na tle opasłych chmur dachy, gzymsy, tarasy, te wszystkie napowietrzne śmietniska.

– Mało się widywaliśmy, ale ty zawsze byłeś i jesteś moim najlepszym przyjacielem – niemal zasmucił się pułkownik. – Jeszcze jako szczeniak szanowałem cię, Cayo. Bardziej niż ty mnie. Podziwiałem cię, nawet ci zazdrościłem.

Bermúdez obserwował pułkownika z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Trzymany w ręku papieros dopalił się, popiół spadał na dywan, spirale dymu rozbijały się o jego twarz jak fale o brunatną skałę.

– Kiedy byłem ministrem u Bustamantego, wszyscy z naszej grupy dobijali się do mnie, tylko ty nie – powiedział Espina. – Dlaczego? Kiepsko ci się powodziło, a przecież dawniej byliśmy jak bracia. Mogłem ci pomóc.

– Złazili się jak psy, żeby cię lizać po rękach, prosić o protekcję, proponować swoich ludzi? – rzekł Bermúdez. – A że ja nie przyszedłem, powiedziałeś sobie o ten to albo nieźle się odkuł, albo już nie żyje.

– Wiedziałem, że żyjesz, ale przymierasz godem – powiedział Espina. – Nie przerywaj, daj mi mówić.

– Przecież wcale się nie spieszysz z gadaniem – powiedział Bermúdez. – Trzeba cię ciągnąć za język, jak u José Pardo.

– Chciałbym ci w czymś pójść na rękę – mruknął Espina. – Powiedz, co mogę zrobić dla ciebie.

– Załatw mi powrót do Chincha – zaszemrał Bermúdez. – Jeep, przejazd autobusem, cokolwiek. Przez ten wypad do Limy mogę stracić jeden niezły interesik.

– Jesteś zadowolony z twojego życia, nie przejmujesz się, że możesz się zestarzeć na prowincji i w biedzie – powiedział Espina. Już nie masz ambicji, Cayo.

– Ale jeszcze mam swoją dumę – powiedział Bermúdez ostro. – Nie lubię, jak mi kto robi łaskę. Czy to wszystko, co miałeś do powiedzenia?

Pułkownik patrzył na niego, jakby go szacował albo usiłował rozgryźć, i serdeczny uśmiech znikał z jego twarzy. Złożył dłonie o wypolerowanych paznokciach, wysunął głowę naprzód.

– A więc kawa na ławę, tak, Cayo? – powiedział z nagłym przypływem energii.

– Najwyższy czas – Bermúdez stłamsił w popielniczce niedopałek papierosa. – Już mnie zmęczyły te twoje miłosne deklaracje.

– Odria potrzebuje zaufanych ludzi – pułkownik ostrożnie cedził słowa, jakby nagle coś zaczęło zagrażać jego pewności siebie i swobodzie. – Tutaj z nami są wszyscy i nikt. „La Prensa” i Towarzystwo Rolne chcą tylko, żebyśmy znieśli kontrolę kursów walutowych i popierali wolny handel.

– Jeśli im pójdziecie na rękę, to nie będzie kłopotów – powiedział Bermúdez. – No nie?

– „El Comercio” tylko przez nienawiść do Apry nazywa Odrlę zbawcą ojczyzny – powiedział pułkownik Espina. – Oni chcą po prostu, żebyśmy przymknęli apristów.

– To już załatwione – powiedział Bermúdez. – Więc i tu nie ma problemu, prawda?

– A International, Cerro i inne kompanie chcą tylko silnego rządu, przy którym siedziałyby cicho związki zawodowe ciągnął Espina nie słuchając go. – Każdy w swoją stronę, rozumiesz?

– Eksporterzy, antyapriści, gringowie i jeszcze do tego wojsko – powiedział Bermúdez. – Forsa i siła. Odria nie może się skarżyć. Więcej nie trzeba.

– Prezydent zna mentalność tych skurwysynów – powiedział pułkownik Espina. – Dziś cię popierają, a jutro wpakują sztylet w plecy.

– Tak jak wy wpakowaliście Bustamantemu uśmiechnął się Bermúdez, ale pułkownik zachował powagę. – Tak czy inaczej, póki będą zadowoleni, będą popierać reżym. Potem znajdą sobie innego generała, a was zdejmą. Przecież zawsze tak było w Peru, no nie?

– Tym razem tak nie będzie – powiedział pułkownik Espina. – Będziemy się mieć na baczności.

– Todoskonale-powiedziałBermudeztłumiącziewanie.-Ale mnie to wszystko nie dotyczy.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)