Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Grobowiec - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Grobowiec

Электронная книга - «Grobowiec». Краткое содержание книги:

Najnowsza powieść autorki bestsellerowego Labiryntu to przykuwający uwagę thriller o zemście i obsesji, rozgrywający się w barwnej scenerii południa Francji.
Październik 1891 roku. Léonie Vernier i jej brat Anatole opuszczają ciasne i tłoczne ulice Paryża i wyjeżdżają na południe, do tajemniczej wiejskiej rezydencji La Domaine de la Cade niedaleko Carcassonne. Tam, w prastarym lesie dziewczyna trafia na zrujnowany grobowiec, który kryje w sobie tajemnicę popełnionego przed ponad stu laty morderstwa. Léonie zanurza się w krainie zjaw i widm, w której życiem i śmiercią rządzi stara talia kart do tarota, obdarzona niezwykłą mocą.
Październik 2007. Meredith Martin postanawia zrobić sobie przerwę badaniach nad twórczością Claude'a Debussy'ego. Wybiera się z Paryża na południe, do pięknego hotelu położonego wśród lasów. Fascynuje ją historia tego miejsca, a szczególnie tragiczne wydarzenia z Halloweenowej nocy ponad sto lat temu, które wstrząsnęły mieszkańcami okolicy. W ten sposób jej los splata się z losami Léonie. Ale dopiero gdy ona także potyka się na ustronnej polanie, zdaje sobie sprawę, że tajemnice tego miejsca mają związek nie tylko z umarłymi…
1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 169
Перейти на страницу:

– Proboszcz? Pokręcił głową.

– Monsieur Baillard. I policja.

Zawiadomiła lekarza, że musi wyjść, obiecała Mariecie wrócić jak najszybciej i ruszyła za Pascalem.

Na szczycie schodów przystanęła. Objęła spojrzeniem grupę mężczyzn w czarnych cylindrach i obszernych płaszczach. Dwóch było w mundurach paryskiej gendarmerie, trzeci w podniszczonym uniformie miejscowej policji. Na tle ciemnych ubrań wyróżniał się szczupły mężczyzna w jasnym garniturze.

– Pan Baillard! – krzyknęła, zbiegając ze schodów. Chwyciła go za ręce. – Tak się cieszę, że pana widzę. – Wbiła spojrzenie w jego oczy. – Anatol… – Głos odmówił jej posłuszeństwa.

Baillard pokiwał głową.

– Przyszedłem złożyć panience kondolencje – rzekł, po czym dodał ciszej. – Co z panią Vernier?

– Bardzo źle. Lekarz bardziej troska się o stan jej umysłu niż skutki postrzelenia. Choć trzeba też mieć pewność, że nie doszło do infekcji. Na szczęście kula ledwie drasnęła wewnętrzną stronę ramienia. – Urwała nagle. Dopiero teraz zrozumiała. – Pan wiedział, że się pobrali? szepnęła. Przecież ja nic… Jakim… I już przy kolacji…

Baillard położył palec na wargach.

– To nie jest rozmowa na teraz. I nie w tym towarzystwie. – Uśmiechem dodał jej odwagi. – Zupełnym przypadkiem, madomaisela – powiedział głośniej – ci panowie i ja spotkaliśmy się na podjeździe.

Młodszy z dwóch policjantów zdjął kapelusz, wystąpił do przodu. Miał ciemne kręgi pod oczami, jakby od dłuższego czasu się nie wysypiał.

– Inspektor Thouron – rzekł, wyciągając rękę. – Z paryskiego komisa

riatu w ósmym arrondissement. Proszę przyjąć najszczersze kondolencje.

Niestety, jestem równocześnie posłańcem przynoszącym złe wieści. Co gorsza, wcale nie są nowe. Szukałem państwa od kilku tygodni, by zawiadomić oboje… że…

Leonie wyjęła z kieszeni list.

– Już wiem, panie inspektorze – powiedziała głuchym głosem. – Moja

matka nie żyje. List dotarł wczoraj. Trudno powiedzieć, jak to w ogóle możliwe. A poza tym dziś wieczór Victor… – urwała. Nazwisko nie chciało jej przejść przez gardło.

Thouron przyjrzał jej się uważnie.

– Bardzo trudno było państwa znaleźć.

Leonie wiedziała, że temu człowiekowi, niewątpliwie zmęczonemu i pozornie zaniedbanemu, z pewnością nie brakuje inteligencji i lotności umysłu. Milczała.

– Zastanawiam się – podjął – czy dzisiejsza tragedia ma jakiś związek

z paryskimi wydarzeniami sprzed miesiąca.

Dziewczyna zerknęła na pana Baillarda, potem przeniosła wzrok na starszego mężczyznę, stojącego obok inspektora.

Nie zostaliśmy sobie przedstawieni – zauważyła, odwlekając moment, gdy będzie musiała odpowiedzieć.

Proszę o wybaczenie – znalazł się Thouron. – To jest inspektor Bou-chou z carcassońskiej gendarmerie. Pomógł mi państwa znaleźć.

Leonie przeniosła wzrok z jednego na drugiego.

– Nie bardzo rozumiem. Pan, inspektorze Thouron, wysłał z Paryża

list, a mimo to przyjechał osobiście?

Dwaj mężczyźni popatrzyli po sobie.

– Czy mogę zaproponować – odezwał się Audric Baillard – byśmy kontynuowali tę rozmowę w bardziej odpowiednim miejscu? – Mówił cicho i bez nacisku, ale w jego słowach czuło się tak wielki autorytet, że nie sposób mu się było sprzeciwić.

Dotknął lekko ramienia Leonie. Teraz ona musiała podjąć decyzję.

– W salonie rozpalono na kominku – powiedziała.

***

Poprowadziła mężczyzn przez hol, pchnęła drzwi pokoju.

Zachwiała się, bo oczyma wyobraźni natychmiast zobaczyła brata. Pamięć podsunęła jej obraz Anatola stojącego przy ogniu, opartego jedną ręką o gzyms kominka, albo przy oknie, z papierosem wetkniętym głęboko między palce, rozmawiającego z doktorem Gabignaud w noc proszonej kolacji. Lub obok karcianego stolika, gdy obserwował, jak Leonie i Izolda grają w vingt-etun. Był na stałe wpisany w matrycę tego wnętrza. Choć przekonała się o tym dopiero teraz.

Monsieur Baillard przejął jej obowiązki, zapraszając policjantów, by usiedli. Ją samą podprowadził do chaise longue. Poddała mu się bez słowa. Stanął tuż obok.

Thouron wyjaśnił przebieg zdarzeń z dwudziestego września, odkrycie ciała i postępy w śledztwie, które zawiodły policję do Carcassonne, a następnie do Rennes-les-Bains.

Leonie słyszała słowa, jakby docierały do niej z bardzo daleka. Jednym uchem wlatywały, drugim wylatywały. I choć inspektor mówił ojej matce, a przecież matkę kochała, strata Anatola otoczyła serce dziewczyny kamiennym murem, tak wysokim, że nie miały do niego dostępu inne emocje. Przyjdzie czas na płacz po matce. I po uprzejmym, miłym doktorze Teraz jednak liczył się tylko Anatol. I obietnica, którą mu złożyła. Że będzie chroniła jego żonę i dziecko.

– A zatem – ciągnął Thouron – dozorca przyznał, że zapłacono mu za przekazywanie korespondencji. Pokojówka od Debussych potwierdziła, iż ona również widziała jakiegoś mężczyznę, kręcącego się po rue de Berlin w dniach poprzedzających… zdarzenie i po nim także. – Przerwał. – W zasadzie – podjął – gdyby nie list, który brat panienki napisał do państwa matki, nie wiem, czy nawet dzisiaj byśmy tutaj dotarli.

Inspektorze – odezwał się Baillard – czy zidentyfikował pan tego człowieka?

Znamy jego wygląd, nie znamy tożsamości. To osoba charakterystyczna. Ma czerwoną twarz i łysą czaszkę, poznaczoną bliznami.

Leonie drgnęła. Trzy pary oczu spojrzały na nią z uwagą.

– Czy panienka zna tego człowieka? – zapytał Thouron.

To on strzelił Gabignaudowi w głowę. Odłamki kości i krew splamiły las. Zaczerpnęła powietrza.

– Jest służącym Victora Constanta – powiedziała. Thouron znów porozumiał się z Bouchou spojrzeniem.

– Hrabia de Tourmaline?

Przepraszam?

– Constant i Tourmaline to ten sam człowiek. Używa jednego lub dru

giego nazwiska, zależnie od towarzystwa i okoliczności.

– Dał mi wizytówkę – powiedziała głucho. – Victor Constant.

Baillard uspokajająco ścisnął ją za ramię.

1 ... 131 132 133 134 135 136 137 138 139 ... 169
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)