Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Najczarniejszy strach
Najczarniejszy strach - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Najczarniejszy strach

Электронная книга - «Najczarniejszy strach». Краткое содержание книги:

Coben to wsp??czesny mistrz thrillera, kt?rego przyr?wnuje si? zarowno do Agaty Christie, jak Roberta Ludluma. Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzowsko stopniowane napi?cie, fa?szywe tropy prowadz?ce donik?d, pozornie niemo?liwe do wyja?nienia zagadki pojawiaj?ce si? niemal na ka?dej stronie, zaskakuj?ce zako?czenie, kt?rego nie domy?li si? nawet najbardziej przenikliwy czytelnik, to podstawowe cechy jego pisarskiego stylu. A? w o?miu powie?ciach pojawia si? ulubiony literacki bohater Cobena, Myron Bolitar, by?y pracownik FBI, agent sportowy i detektyw-amator w jednej osobie, kt?ry nieustannie wpl?tuje si? w kryminalne k?opoty. Na Myrona jak grom spada wiadomo??, ?e ma nie?lubnego syna, kt?rego istnienia nawet nie podejrzewa?. Co wi?cej, Jeremy choruje na rzadk? odmian? bia?aczki – by go uratowa?, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepad? bez ?ladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko – Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podaj?cy si? za niego cz?owiek przez telefon ka?e mu po?egna? si? z ch?opcem. Powtarza przy tym maniakalnie siej ziarno. Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artyku??w przez Stana Gobbsa – dziennikarza, kt?rego media i FBI oskar?y?y o fabrykowanie informacji. S? na to niepodwa?alne dowody. Czy rzekomy zab?jca i dawca to jedna i ta sama osoba…
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 66
Перейти на страницу:

To wtedy wszystko się zaczęło.

Jaki był tego wynik?

Blisko piętnaście lat później zawodowa gwiazdorska kariera Grega Downinga z wolna dobiegała końca. Publiczność go uwielbiała. Zarobił miliony i zdobył sławę. Uprawiał sport, który kochał. Natomiast życiowe marzenia Myrona dostały w łeb u zarania. Podczas pierwszego przedsezonowego meczu z Celtics wpadł na niego Wielki Burt Wesson i wraz z drugim graczem zakleszczył mu kolano. Trzasnęło, chrupnęło, strzeliło… a potem Myron poczuł piekielnie ostry ból, jakby rzepkę rozdarły mu na strzępy stalowe szpony.

Kolano nigdy nie odzyskało sprawności.

Niesamowity wypadek. Tak wszyscy myśleli. Włącznie z nim. Przez ponad dziesięć lat żywił przekonanie, że ta kontuzja to zwykły traf, zrządzenie kapryśnego losu. Ale poznał prawdę. Stał za tym mężczyzna, którego miał przed sobą. Nie było wątpliwości: ich pozornie niewinna rywalizacja z dzieciństwa osiągnęła monstrualne rozmiary, pożarła jego marzenia, zabiła małżeństwo Grega i Emily i najprawdopodobniej doprowadziła do narodzin Jeremy’ego Downinga.

Poczuł, że zaciska dłonie w pięści.

– Właśnie wychodzę – odparł.

Greg położył dłoń na jego piersi.

– Zadałem ci pytanie.

Myron wpatrzył się w dłoń rywala.

– Jedno jest dobre – rzekł.

– Co?

– Odpada transport do szpitala. Jesteśmy w nim.

Greg wykrzywił się.

– Poprzednim razem podstępnie mnie uderzyłeś!

– Mam powtórzyć?

– Przepraszam – wtrąciła Karen Singh. – Panowie mówicie serio?

Greg nadal groźnie patrzył na Myrona.

– Przestań, bo zaraz się zmoczę – rzekł Myron.

– Sukinsynu!

– Ty też nie licz, że wyślę ci kartkę na Boże Narodzenie, Gregu Downie.

Gregu Downie? To ci dojrzała odpowiedź!

– Wiesz, co bym ci zrobił, Bolitar?

Greg Downing przysunął się do Myrona.

– Dał buzi? Kupił kwiaty?

– Chyba że na grób.

– Brawo, Greg. – Myron skinął głową. – Aleś mi dosolił.

– To wprawdzie oddział dziecięcy, ale nie zachowujcie się, panowie, jak dzieci – wtrąciła Karen Singh.

Greg cofnął się o krok, nie spuszczając Myrona z oczu.

– Emily! – wyrzucił z siebie. – Zadzwoniła do ciebie, tak?

– Nie mam ci nic do powiedzenia, Greg.

– Poprosiła cię, żebyś znalazł dawcę. Tak jak kiedyś mnie.

– Zawsze byłeś bystry.

– Dziś zwołuję konferencję prasową. Zwrócę się z bezpośrednim apelem do dawcy. Zaproponuję nagrodę.

– To dobrze.

– Dlatego nie jesteś nam potrzebny, Bolitar.

Myron spojrzał na niego i na moment znów znaleźli się na boisku, z twarzami ociekającymi potem. Publiczność wiwatowała, zegar odmierzał czas, piłka odbijała się od parkietu. Nirwana. Przepadło. Stracił to przez Grega. I Emily. Ale głównie, co tu się czarować, przez własną głupotę.

– Muszę iść – powiedział.

Greg cofnął się o krok. Myron wyminął go i nacisnął guzik przy windzie.

– Hej, Bolitar.

Myron odwrócił się.

– Przyjechałem porozmawiać z panią doktor o moim synu, a nie odgrzewać przeszłość.

Myron nie odpowiedział. Obrócił się do windy.

– Ocalisz mojego syna?

Myronowi zaschło w ustach.

– Nie wiem – odparł.

Winda zadzwoniła i otworzyła się. Nie pożegnali się, nie skinęli sobie głowami, nie zrobili nic. Myron wsiadł, drzwi się zamknęły. Po zjechaniu na parter poszedł do laboratorium. Podwinął rękaw. Pielęgniarka pobrała mu krew i rozwiązała krępulec.

– O wynikach dowie się pan od lekarza – powiedziała.

8

Win się nudził, więc pojechał z Myronem na lotnisko po Terese. Pedał gazu wciskał z taką pasją, jakby był na niego zły. Jaguar śmigał. Myron, jak zwykle podczas jazdy w Winem, wolał nie patrzeć przed siebie.

– Zdaje się, że najlepiej będzie znaleźć na względnym odludziu, północy lub zachodzie Jersey, filię kliniki szpiku kostnego i włamać się tam w nocy z fachowcem od komputerów.

– To na nic – odparł Myron.

– Por que?

– Centrala w Waszyngtonie wyłącza sieć o szóstej po południu. Nawet gdybyśmy się włamali, nie uruchomilibyśmy głównego komputera.

– Hm!

– Nie martw się. Mam plan.

– Kiedy tak mówisz, twardnieją mi sutki – rzekł Win.

– Myślałem, że podnieca cię tylko to, co rzeczywiste.

– Twój plan nie jest rzeczywisty?

Zostawili samochód na krótkoterminowym parkingu na lotnisku Kennedy’ego i dziesięć minut przed czasem znaleźli się przy terminalu przylotowym linii Continental.

– Stanę w kącie – oznajmił Win, gdy pojawili się pierwsi pasażerowie.

– Dlaczego?

– Żeby nie rzucić cienia na wasze powitanie. Zresztą będę miał stamtąd lepszy widok na kuperek pani Collins.

Cały Win.

Dwie minuty później Terese Collins zeszła – by użyć fachowego języka przewoźników – z pokładu, wystrojona „niedbale” w białą bluzkę i zielone spodnie. Kasztanowe włosy miała związane w koński ogon. Ludzie trącali się łokciami, szeptali i dyskretnie pokazywali ją sobie, obrzucając ukradkowymi spojrzeniami, które mówią: „Poznaję cię, ale nie myślę się łasić”.

Terese podeszła do Myrona i obdarzyła go uśmiechem, z repertuaru „A teraz przerwa na reklamy”. Nieznacznym, krótkim i przyjacielskim, lecz zarazem przypominającym telewidzom, że w swoim programie mówi o wojnach, epidemiach i tragediach, dlatego szeroki, zadowolony uśmiech byłby nie na miejscu. Uściskali się odrobinę za mocno i Myron znów poczuł przypływ znajomego smutku. Powtarzało się to za każdym razem, kiedy to robili – miał wrażenie, że coś się w nim od nowa kruszy. To samo wyczuwał u niej.

Podszedł Win.

– Witaj, Win – powiedziała.

– Witaj, Terese.

– Znów przyglądasz się mojej pupie.

– Owszem. Lecz wolę słowo „kuperek”.

– Nadal świetny?

– Pierwsza klasa.

– Ahm! – chrząknął Myron. – Zaczekajcie na klasyfikatora drobiu.

Win i Terese wymienili spojrzenia i wywrócili oczami.

Myron pomylił się. Emily nie była ulubienicą Wina. Była nią Terese, choć wyłącznie dlatego, że mieszkała bardzo daleko.

– Jesteś żałosnym, głodnym uczuć typem, który czuje się niespełniony bez stałej dziewczyny – rzekł mu kiedyś Win. – Najlepsza jest niezależna kobieta, która mieszka tysiąc mil od ciebie.

Zaczekali na bagaż, a Win poszedł po jaguara. Terese patrzyła, jak odchodzi.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)