Tajemnica Gadającej Czaszki
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Gadającej Czaszki». Краткое содержание книги:
– Jeśli szukacie Cyganów, to już ich tu nie ma.
– Nie ma?! – krzyknął inspektor. – A gdzie są?
– A kto tam trafi za Cyganami? – zachichotała kobieta. – Spakowali manatki i odjechali wcześnie rano jakimiś starymi gruchotami. Nikomu nie powiedzieli ani słowa. Po prostu się ulotnili.
– A to pech! – jęknął inspektor Reynolds. – I trop się urywa. Ptaszki wyfrunęły z klatki!
Rozdział 9. Inspektor Reynolds ostrzega
– Zaraz zaczniemy zebranie – powiedział Jupiter.
Bob Andrews i Pete Crenshaw zajęli swoje zwykłe miejsca w Kwaterze Głównej. Jupiter siedział za drewnianym biurkiem i postukiwał w nie ołówkiem.
– Trzej Detektywi przedyskutują teraz zadania na najbliższą przyszłość – powiedział. – Zapraszam wszystkich zebranych do składania propozycji.
Ponieważ Bob i Pete milczeli, Jupiter dodał:
– Mamy dzień wolny od pracy. Jak zamierzamy go wykorzystać?
Od wizyty inspektora Reynoldsa minęły dwa dni. Upłynęły spokojnie. Chłopcy spędzili wiele godzin w składzie złomu, reperując lub montując używane sprzęty. Nie pojawił się nikt nowy z kolejną tajemnicą do rozwiązania, co Bob i Pete przyjęli z ulgą. Odrobina spokoju dla odmiany dobrze im zrobi. Szczególnie cieszyli się z tego, że pozbyli się gadającej czaszki i tajemniczego kuferka.
– Zgłaszam wniosek, żeby dziś zająć się nurkowaniem – powiedział Pete. – Pogoda jest wprost wymarzona, a ostatnio wcale nie nurkowaliśmy. Całkiem wyjdziemy z wprawy.
– Popieram ten wniosek – przyklasnął mu Bob. – Dzień jest upalny i woda pewnie wspaniała.
W tym momencie zadzwonił telefon.
Chłopcy lekko się wzdrygnęli i spojrzeli na aparat. Kupili go z pieniędzy zarobionych w składzie złomu. Zarejestrowany był na nazwisko Jupitera. Jedynie nieliczni wiedzieli, że był to służbowy numer Trzech Detektywów. Telefon w ich Kwaterze dzwonił rzadko i przeważnie w ważnych sprawach.
Rozległ się ponowny dzwonek. Jupiter podniósł słuchawkę.
– Halo. Biuro Trzech Detektywów, Jupiter Jones przy telefonie.
– Witaj, Jupiterze – rozległ się głos inspektora Reynoldsa. Słyszeli go przez urządzenie nagłaśniające, zamontowane przez Jupitera. – Dzwoniłem do ciebie do domu i twoja ciotka poradziła mi, żebym spróbował znaleźć cię pod tym numerem.
– Słucham, inspektorze – odpowiedział Jupiter ożywionym głosem.
– Wspominałem ci, że zamierzam przeprowadzić małe dochodzenie. No, wiesz, w sprawie tego listu, który sfotografowałeś, oraz Spike'a Neely'ego i Guliwera Wielkiego. Dowiedziałem się kilku rzeczy. Nie bardzo to wszystko rozumiem i chciałbym z tobą porozmawiać. Czy mógłbyś wpaść do mojego biura?
– Tak jest! – krzyknął Jupiter podekscytowany. – Czy zaraz, inspektorze?
– Czemu nie. Do południa jestem wolny.
– Będziemy za dwadzieścia minut – powiedział Jupiter i odłożył słuchawkę. – No cóż – zwrócił się do przyjaciół – w ten sposób przedpołudnie mamy już zagospodarowane. Inspektor Reynolds ma jakieś nowe informacje.
– O, nie! – jęknął Pete. – Przecież już mu powiedzieliśmy wszystko, co wiedzieliśmy. To znaczy, przynajmniej ty powiedziałeś. Jeśli chodzi o mnie, uważam sprawę kufra i czaszki za zamkniętą. Zakończoną. Finito. Koniec i kropka.
– Oczywiście, jeśli nie chcecie ze mną iść, to nie musicie. Jakoś poradzę sobie sam – oświadczył Jupiter.
Bob uśmiechnął się. Na twarzy Pete'a malowała się rozterka. Mimo swoich protestów, nie chciał być wyłączony z tak ciekawej sprawy.
– No dobra, jedziemy z tobą – powiedział Pete. – Trzej Detektywi powinni trzymać się razem. Może ta rozmowa nie potrwa długo i zdążymy jeszcze ponurkować.
– W takim razie zamykam nasze posiedzenie – zakończył Jupiter. – Jedziemy.
Zawiadomili Tytusa Jonesa o swoim wyjściu i pojechali na rowerach do Rocky Beach. Skład złomu położony był poza miastem, ale do centrum, gdzie znajdował się główny komisariat policji, było niedaleko.
Chłopcy ustawili rowery przed budynkiem i weszli do środka. Przywitał ich oficer dyżurny, siedzący za wielkim biurkiem.
– Proszę dalej – powiedział. – Szef już na was czeka.
Przeszli krótkim korytarzem do drzwi z tabliczką Główny Inspektor, zapukali i weszli do środka. Inspektor Reynolds siedział za biurkiem i zamyślony palił cygaro. Wskazał na krzesła.
– Siadajcie, chłopcy – rzekł.
Usiedli i czekali z niecierpliwością na to, co ma im do powiedzenia. Inspektor najpierw wypuścił wielki kłąb dymu z cygara i dopiero wtedy odezwał się.
– A więc, chłopcy. Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o owym Spike'u Neelym. Jak wiecie, przez jakiś czas siedział w celi razem z Guliwerem. Okazuje się, że Spike rabował banki.
– Rabował banki! – wykrzyknął Jupiter.
– No, właśnie – skinął głową inspektor. – Tak trafił do więzienia, za napad na bank w San Francisco sześć lat temu. Udało mu się uciec z pięćdziesięcioma tysiącami dolarów w banknotach o dużych nominałach. Jakiś miesiąc później został złapany w Chicago. Urzędnik bankowy, od którego zażądał pieniędzy, zwrócił uwagę na jego wadę wymowy – jąkał się, większość wyrazów poprzedzając dźwiękiem “p-p-p”. To go zdradziło, kiedy był przesłuchiwany przez policjanta w Chicago.
Jednakże pieniądze nie zostały nigdy odnalezione. Ukrył je, i to dobrze. Właściwie nikt nie zdołał go skłonić nawet do przyznania się do popełnienia tej kradzieży. Niewątpliwie zamierzał odzyskać pieniądze po wyjściu z więzienia.
A teraz rozważmy całą tę sprawę punkt po punkcie. Przed sześciu laty Spike został złapany w Chicago. Stało się to jakiś miesiąc po napadzie na bank. Prawdopodobnie ukrył pieniądze w Chicago. Lecz równie dobrze mógł je ukryć tu, w okolicy Los Angeles.
Widzicie, policja odkryła, że zanim pojechał do Chicago, ukrywał się przez tydzień w domu swojej siostry w Los Angeles. Nazywa się ona Miller, Mary Miller. Przesłuchiwano ją w swoim czasie, lecz nie powiedziała niczego, co pomogłoby w śledztwie. Jest bardzo szanowaną kobietą. Przed pojawieniem się policji nawet nie przypuszczała, że jej braciszek napada na banki.
Sądząc, że przed wyjazdem do Chicago Spike ukrył pieniądze u siostry, policja dokładnie przeszukała jej dom. Niczego nie znaleziono. Ponieważ pojechał do niej natychmiast po napadzie na bank w San Francisco, musiał mieć pieniądze przy sobie. Uznano więc, że powiózł je dalej i ukrył gdzieś w Chicago.
– W liście, który napisał do Guliwera rok temu, wspomina o kuzynie nazwiskiem Danny Street z Chicago – wtrącił Jupiter. – Może u niego zostawił pieniądze?
– Władze więzienne już się tym zajęły, Jupiterze. Tak jak podejrzewałeś, list do Guliwera został uważnie przejrzany, zanim go wysłano. A nawet zlecono policji w Chicago zajęcie się tym Dannym Streetem. Lecz nie znaleziono nikogo o nazwisku Street, kto miałby jakieś powiązania ze Spike'em Neelym.