Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детские стихи » Brzechwa dzieciom
Brzechwa dzieciom - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Brzechwa dzieciom

Электронная книга - «Brzechwa dzieciom». Краткое содержание книги:

Zbi?r najpi?kniejszych wierszy Jana Brzechwy.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
Перейти на страницу:
Ucieszyły się niedźwiedzie: – Prowadź, prowadź nas, sąsiedzie!
Poszli razem leśną drogą. Sam Witalis, prężąc ogon, Uroczyście szedł na przedzie. A za lisem w ślad – niedźwiedzie: Cztery stare, jeden młody. Poszli nocą do zagrody, Lis obejrzał parkan, chatkę I pociągnął za kołatkę. – Któż to straszy dzieci nocą? Kto przychodzi tu i po co?
– To Witalis – lis odrzecze. – Proszę, otwórz mi, człowiecze, Z chlewu zabrać chcę prosiaki, Bo mam dziś apetyt taki.
Po tych słowach lis dał nurka, A tymczasem od podwórka Psów zjawiła się gromada. Każdy szczeka i ujada, Każdy groźnie zęby szczerzy, Każdy gryzie, gdzie należy, Aż niedźwiedzie, pełne trwogi, Powiedziały sobie: – W nogi! Ratuj, lisie Witalisie! Ale psom aż w ślepiach skrzy się I popadły w ferwor taki, Że fruwały tylko kłaki.
Lis tymczasem, sunąc boczkiem, Wbiegł przez furtkę drobnym kroczkiem, Po szelmowsku mrugnął oczkiem, Wszedł ostrożnie od kurnika, Porwał kaczkę, gęś, indyka, Trzy kurczaki i perliczkę, Związał wszystko to rzemyczkiem I, nie tracąc chwili czasu, Pobiegł z łupem swym do lasu.
A niedźwiedzie, nieszczęśliwe, Pogryzione, na wpół żywe, Kulejące, głodne, chore, Odszukały lisią norę.
– Przydybaliśmy cię, rybko! Dosyć żartów! Wyłaź szybko, Wyłaź, lisie Witalisie!
Lis Witalis już – po rysie Na lusterku – poznał snadnie, Że nań gniew niedźwiedzi spadnie. Widząc, że mu coś zagraża, Lis ukazał się w bandażach, W plastrach, szmatach i gałganach: – Spójrzcie, cały jestem w ranach! Ogon strasznie mam zwichnięty, Pokąsane wszystkie pięty: Narażałem własne życie, By was bronić należycie. Wojna była nie na żarty, Psy walczyły jak lamparty, W sposób groźny i zażarty. Lecz wyjawić mogę skromnie, Że daleko im jest do mnie: Gdym wyskoczył zza chałupy, Padły pierwsze cztery trupy, Jeden pies już po minucie W przerażeniu wielkim uciekł, Drugi chciał go wziąć w obronę, Więc zabiłem go ogonem. Cztery dalsze, poranione, Położyły się pod płotem I skonały wkrótce potem, A jedynie niedobitki Was napadły w sposób brzydki. Cóż, dostaliście po skórze. A dlaczego? Boście tchórze! Zawstydziło to niedźwiedzi, Brak im było odpowiedzi, Więc nie żaląc się nikomu Poszły głodne spać do domu. – Żegnaj, lisie Witalisie!
Spać lisowi ani śni się! Do swej jamy szybko wrócił, Zdjął bandaże, plastry zrzucił, Zerknął w lustro z miną błogą I przyczesał sobie ogon.
Potem przyniósł chrustu wiązkę, Żeby upiec sobie gąskę. Gąska taka była wściekła, Że na ogniu raka spiekła, Lecz z natury była miła, Więc się pięknie zrumieniła I Witalis porcję tłustą Zjadł z jabłkami i kapustą.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)