Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]
- Автор: Журавлева Валентина Николаевна, Колпаков Александр Лаврентьевич
- Год: 1962
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Janina Dziarnowska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Alfa Eridana [Альфа Эридана - pl]». Краткое содержание книги:
— Uchodzą — głęboko odetchnął Maksym.
…Wkrótce trudno było rozróżnić pośród szybko wirujących gwiazd rytmicznie rozjarzający się punkcik. Wreszcie na ekranie radioteleskopu, blednąc z każdą chwilą, zupełnie rozpłynął się obraz roju. Astronauci w milczeniu spozierali na siebie; wydarzenie nakazywało im zapomnieć o niedawnej kłótni.
— Czyżby się przestraszyły? — Loy ze zdumienia wzruszył ramionami.
— Nie, one pojęły… — pogrążony w zadumie odezwał się Maksym. — Przestraszyły się. Parę „rakietek” z tego roju bez trudu mogłoby rozbić nasz astrolot. One zrozumiały nas. Nawet nie jest to właściwe słowo „pojęły”… „Rakietki” widocznie dawno już zrozumiały, kim jesteśmy. Być może, że jeszcze na Dziwnej Planecie. Sądząc po tym, że z odległości tysiąca kilometrów zdołały się zorientować w wydarzeniach zachodzących w astrolocie, nie przedstawiało to dla nich żadnego problemu… Jednakże dopiero teraz po raz pierwszy wzięły nas na serio. Tak, tak. — Maksym z uporem potrząsnął głową. — One pojęły, że jesteśmy nie tylko „czymś”: żywą materią, składającą się z białka, lecz i „kimś”. Antoni miał rację: dla „rakietek” było to bez porównania trudniejsze zadanie niż dla nas… Słowem, zrozumiały, że spotkały się z wysoko rozwiniętą myślącą formą życia: życia, które rozwija się według własnych praw, dążąc ku własnym celom. Zrozumiały, że życiem tym nie wolno im ani pogardzać, ani bezceremonialnie w nie wkraczać. Trudno powiedzieć, co im wpoiło taki dla nas szacunek: wymierzony na rój jonolot z antyhelem czy nasza walka? Jak się zapatrujesz na to, Antoni?
— Uważam… nie mogę być waszym kapitanem. Wybierzcie innego.
— Nie przesadzaj, Antoni. — Patrick Loy odparł z urazą w głosie. — Ostatecznie każdy z nas bronił swego punktu widzenia, jak mógł.
— I na razie nie wiadomo jeszcze, po czyjej stronie jest słuszność — dodał Torrena.
— Toni wstydzi się tego, o czym myśmy już zapomnieli… — podrapane policzki Sandra rozciągnęły się w filuternym uśmiechu. — Przecież już nikt nie pamięta, jak myśmy… jak nas… oj! no, słowem… — Ogólny śmiech zmieszał go jeszcze bardziej.
— Nie myśl o tym, Antoni, ot i wszystko. Oczywiście. — Maksym łagodnie położył dłoń na ramieniu Nowaka. — Przecież w końcu ani ty, ani my nie mieliśmy racji… Mów, co chcesz, ale te „rakietki” to mądrale. Jeszcze polecimy na Dziwną Planetę i porozumiemy się z nimi, zobaczysz.
Nawet gdyby Nowaka nie ścisnęło coś za gardło i tak nie potrafiłby powiedzieć swym towarzyszom tego, co pragnął. Były to bowiem me myśli, lecz uczucia — a wyrazić ich nie umiał i krępował się. Po prostu odszedł w stronę wiszącej na ścianie mapy gwiezdnej i studiował ją nieco dłużej, niż było to potrzebne. Potem zwrócił się do załogi:
— Powracamy na inercjalną trajektorię. Wszyscy na swoje miejsca.
Przełożył M. Kumorek
G. Altow
Symfonia bohaterska
Nieśmiertelności nie ma, lecz życia podstawą
Jest poświęcenie siebie nieśmiertelnym sprawom