Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Przeklęty Skarb». Краткое содержание книги:

Czworo młodych ludzi zafascynowanych legendą o zakopanym w okolicy skarbie podejmuje poszukiwania. Trafiają na bezcenny naszyjnik sprzed wieków. Szybko okazuje się jednak, że klejnot sprowadza same nieszczęścia na wszystkich, którzy pragną posiąść go na własność. Czy to możliwe, że ciąży na nim klątwa?
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 28
Перейти на страницу:

– Ja również zdążyłem się o tym przekonać – rzekł krótko Alvar.

Kiedy chyłkiem przemykali się przez pustą kuchnię, powiedział cicho:

– Jedno się w tym wszystkim nie zgadza.

– O, myślę, że niejasności jest wiele.

– Ale chodzi mi teraz o skarb. Przecież ta niezwykle cenna ozdoba ze złota pochodzi prawdopodobnie z trzeciego wieku naszej ery. Należała do wiedźmy Huldy, prawda?

– Tak utrzymują wszystkie legendy związane z naszą okolicą.

– Dlaczego coś tak cennego zakopano razem ze znienawidzoną czarownicą? Przecież również w tamtych czasach nie brakowało ludzi chciwych.

– Na pewno! Ale przekonaliśmy się już, jak śmiertelnie niebezpieczny jest ten skarb. Dla ówczesnych ludzi zapewne także stanowił zagrożenie. Dlatego postanowili się go pozbyć i zagrzebali w ziemi razem ze zwłokami tego paskudnego babsztyla.

Alvar uśmiechnął się rozbawiony określeniem, jakim się posłużyła Matylda. Zastanawiał się, ile też może mieć lat. Oceniał ją najwyżej na dwadzieścia.

– To nie jest zwykły klejnot, chyba pan to rozumie, kapitanie Befver.

– Dlaczego?

– Jeśli wierzyć sagom, Visbur ofiarował go swojej żonie w prezencie ślubnym. Potem Hulda odprawiła nad nim czary. Odtąd przekleństwo miało dotykać wszystkich wielkich ludzi w rodzie Inglingów i sprawiać, że najbliżsi krewni będą stawali przeciwko sobie i zabijali się wzajemnie. Naszyjnik przechodził z rąk do rąk i wreszcie trafił do kolejnego potomka Inglingów, króla Agne…

– Król Agne uznawany jest za pierwszego historycznego króla Szwecji – wtrącił Alvar.

– Zgadza się. I wie pan, jaką okrutną śmiercią zginął ten władca.

– Tak. Został uduszony i powieszony na gałęzi na swym naszyjniku. Wydarzyło się to na południowych przedmieściach obecnej stolicy, Sztokholmu.

– Znakomicie. Widzę, że pan doskonale orientuje się w naszej historii. Jaka to przyjemność znów rozmawiać z człowiekiem wykształconym… Ale oto dochodzimy do sedna sprawy. Po śmierci króla Agne wiedźma zabrała przeklęty klejnot i uciekła na południe. W pogoń ruszył za nią tłum rozwścieczonych poddanych. Pragnęli ukarać Huldę za kradzież, a także za czarodziejskie praktyki.

– Ale przecież to niemożliwe – zaoponował Alvar, zapominając że muszą rozmawiać szeptem. – Hulda nie mogła żyć tak długo! Po raz pierwszy pojawia się w czasach Vanlanda, który panował pod koniec trzeciego wieku. Potem nadeszła kolej na króla Visbura, Domalda, Domara, Dyggve, Daga, no i Agne. Nieprawdopodobne, aby przeżyła tylu królów.

– Dlaczego nie? – rzekła Matylda z zapałem, szczęśliwa, że wreszcie ma z kim porozmawiać. Być może była to pierwsza rozmowa z kimś inteligentnym, odkąd Bror i ojciec opuścili granice Szwecji. – Proszę mnie posłuchać, kapitanie! Królowie w tamtych czasach niedługo siedzieli bezpiecznie na tronie…

– Zgoda.

– A Agne, ostatni z nich, według źródeł pisanych umarł na początku piątego wieku.

Oboje całkiem zapomnieli, że powinni się spieszyć.

– No właśnie, od końca trzeciego do początku piątego wieku! To około dwustu lat! Oczywiście, że nie jest to możliwe.

Matylda nie ustępowała.

– Przecież określenie dat jest tylko przybliżone. Dopuszczalny błąd może wynieść nawet kilkanaście lat. O pierwszych królach nie zachowały się żadne wzmianki historyczne, dowiadujemy się o nich jedynie z sag. Nie mam wątpliwości, że oni naprawdę istnieli, ale przecież nie jest to potwierdzone w żadnych materiałach źródłowych. Po drugie, żaden z ówczesnych władców nie panował długo, o tym już wspominaliśmy, a po trzecie, Hulda była czarownicą i znała się na magii.

– O, co do tego nie mam żadnych wątpliwości!

– Załóżmy więc, że kiedy sprowadziła śmierć na Vanlanda, była bardzo młoda. A przecież mogła dożyć stu dwudziestu lat. Czy można to wykluczyć?

– Jeśli chodzi o czarownice, wszystko jest możliwe. Miały swoje sposoby na przedłużenie życia. A ta stara wiedźma, która pojawiała się w moich snach… Widziała ją pani, à propos?

– Tak! Pierwszej nocy po odnalezieniu skarbu wszyscy śniliśmy koszmary. Okropne koszmary. Świdrujące oczy, prawda?

– Właśnie. I ohydna pomarszczona twarz starej, ba, prastarej kobiety.

– Zgadza się – przytaknęła Matylda. – Takiej starej twarzy nie widziałam jeszcze u żadnej staruszki.

– No cóż, poddaję się. To mogła być Hulda. Niewykluczone, że żyła tak długo, a ten naszyjnik jest zapewne tym samym, na którym zawisł król Agne.

– Wszystko wydaje się mieć logicznie uzasadnienie. Ten wisior jest przesycony złem, ciąży na nim przekleństwo. W nim ma źródło przemoc i agresja, która ciągle na nowo się odradza.

– To prawda – przyznał Alvar.

– Ale teraz pośpieszmy się już. Nie możemy ryzykować spotkania z Emilem. On nie rozstaje się z bronią.

– Ja natomiast nie jestem uzbrojony, a poza tym nie całkiem jeszcze doszedłem do siebie po odniesionych ranach.

Odruchowo podała mu dłoń i chyłkiem wykradli się z budynku na dziedziniec.

ROZDZIAŁ IX

– Jak dziwnie znowu znaleźć się na dworzu – szepnęła Matylda, ciesząc się w duchu, że trzyma się bezpiecznej dłoni Alvara. – Zbyt długo przebywałam w zamkniętym pomieszczeniu. Chodźmy tędy, przemkniemy się wzdłuż ściany…

Ile w niej ufności, myślał Alvar, który przez kilka ostatnich lat wiódł twardy żołnierski żywot i odzwyczaił się od kobiet. Nie podzielał bowiem zainteresowania swych towarzyszy broni dla duńskich dziewek.

Matylda, córka Nilsa Broderssona, była zupełnie inna. Taka kobieta mogła się podobać! Filigranowa, delikatna jak figurka z porcelany, a mimo to dla młodszego rodzeństwa stanowiła oparcie. A przy tym inteligentna i wykształcona…

Co za pech, że ten obrzydliwy Emil zdołał ją nakłonić do małżeństwa. To prawdziwa tragedia dla niej… a także dla tych, którzy poznali ją później.

Udało im się przedostać przez bramę, której nikt nie pilnował. Nie wiadomo, gdzie podziewała się służba.

– Cicho – szepnął Alvar przerażony, gdy już znaleźli się na zewnątrz.

Zastygli w bezruchu.

Doszedł ich turkot kół i w tej samej chwili zza zakrętu głównej alei prowadzącej do dworu wyłonił się powóz.

Wracać nie mogli, bo znaleźliby się w pułapce. Po jednej stronie drogi ciągnęły się pola, po drugiej zaś dość rzadko porośnięta dąbrowa.

– Chodźmy – rzucił Alvar, pociągając dziewczynę w stronę drzew.

Biegł przed siebie po nierównym podłożu, by znaleźć kryjówkę dla obojga, a Matylda podążała za nim, kurczowo trzymając go za rękę.

Ale już zostali zauważeni. Powóz się zatrzymał.

– Stójcie albo będę strzelał! – krzyknął Emil.

– Nie zdąży załadować broni – uspokajał Alvar Matyldę. – Biegniemy dalej, dasz radę, pani?

– Oczywiście.

Po chwili usłyszeli wystrzał, ale znajdowali się już w bezpiecznej odległości.

Uciekali przez dąbrowę, która przypominała park, aż dostali się do głównego traktu ciągnącego się wzdłuż wybrzeża.

– Tu nie ma się gdzie schronić! Musimy przedostać się do tamtego lasu! – zawołał Alvar pokazując na zachód.

– Słusznie – zgodziła się Matylda. W jej głosie mimo zmęczenia pobrzmiewał zapał. Alvar rozumiał, że dla niej jest to jedyna szansa, by wydostać się na wolność, i tej okazji chwyciła się jak tonący brzytwy. Bez chwili wahania.

Słyszeli, że powóz zawrócił i jechał dworską aleją w ich kierunku.

– Nie zdążymy zakopać z powrotem skarbu w tym samym miejscu, gdzie został znaleziony! – wołała zadyszana Matylda.

– W takim razie poszukamy najpierw maluchów.

– Dobrze.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 28
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)