Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dysfunkcja rzeczywistości: Początki [The Reality Dysfunction: Emergence - pl]
Dysfunkcja rzeczywistości: Początki [The Reality Dysfunction: Emergence - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dysfunkcja rzeczywistości: Początki [The Reality Dysfunction: Emergence - pl]

Электронная книга - «Dysfunkcja rzeczywistości: Początki [The Reality Dysfunction: Emergence - pl]». Краткое содержание книги:

Zdumiewający wszechświat edenistów — poddanych genetycznej modyfikacji ludzi połączonych telepatyczną więzią ze swymi inteligentnymi statkami i żywymi światami; wzmocnionych nanotechnologicznie międzygwiezdnych pilotów i wojowników… oraz przerażających starożytnych obcych tajemnic, które wykraczają poza ludzkie pojmowanie. Na Joshuy Calvercie, właścicielu kosmolotu „Lady Macbeth” ciąży przekleństwo fartu; na Ione Saldana, lordzie ruin, ciąży przekleństwo jej królewskiego pochodzenia; na kolonistach uwięzionych w cuchnących dżunglach świata zwanego Lalonde ciąży przekleństwo ich wiary; na całych planetach po prostu ciąży przekleństwo… Płytka danych pochodząca od dawno wymarłego gatunku Laymilów jest jedynym kluczem do zagadki nie znanego nauce zjawiska, inwazji, o jakiej nie słyszała historia. Laymile zwali je „dysfunkcją rzeczywistości”. Ale równie dobrze mogli je nazwać piekłem.
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 167
Перейти на страницу:

Wizyty statków kosmicznych, jeśli pominąć jednostki na kontraktach z LDC i jastrzębie dostarczające zapasy Aetrze, zdarzały się niezmiernie rzadko, najwyżej pięć lub sześć razy do roku. Fakt, że ten pojawił się o tej właśnie porze, stanowił zbieg okoliczności, który dawał Ralphowi dużo do myślenia.

Statek zdążył uruchomić silniki, kierując się na standardową orbitę parkingową, zanim w wieży kontrolnej uruchomiono transponder i otworzono kanał komunikacyjny. Do umysłu Ralpha zaczęły płynąć informacje o niezbędnych certyfikatach i świadectwach rejestracyjnych wydanych przez Komisję Astronautyczną Konfederacji. Lalonde odwiedził niezależny statek handlowy o nazwie „Lady Makbet”.

Ralph przyjmował to wszystko z rosnącą podejrzliwością.

* * *

Straszna pogłoska narodziła się w Durringham i rozeszła w tempie, o jakim mogli marzyć spece z działów dystrybucji wiadomości prasowych. A wszystko zaczęło się w chwili, gdy podwładni Candace Elford wyszli na drinka po ciężkim dniu pracy, która polegała na gromadzeniu strzępów wiadomości napływających z hrabstw nad Quallheimem. Mocne miejscowe piwo, słodkie trunki z okolicznych winiarni i lekkie nanosystemowe programy stymulacyjne wydobyły z nich garść tylko trochę przekręconych informacji o tym, co przez cały dzień działo się w biurze szeryfa generalnego.

Nie minęła połowa długiej nocy na Lalonde, a wieści wyszły z barów uczęszczanych przez szeryfów, by trafić do podrzędnych knajpek, które preferowali pracownicy rolni, robotnicy portowi i załogi statków rzecznych. Odległość, czas, alkohol oraz słabe halucynogeny w dużym stopniu zniekształcały i wyolbrzymiały historię. Wersje końcowe, nad którymi rozwodzono się i kłócono zażarcie w podłych spelunkach nad brzegami rzeki, wprawiłyby w podziw niejednego eksperta od zagadnień socjologicznych. Nazajutrz pogłoska znalazła już dojście do wszystkich domów i stanowisk pracy.

W rozmowach padały najczęściej następujące domysły:

Osadnicy z hrabstw w dorzeczu Quallheimu zostali rytualnie zmasakrowani przez skazańców, którzy oddają cześć diabłu. Ogłoszono tam rządy szatańskiej teokracji i zażądano od gubernatora uznania zdobytych ziem za niepodległe państwo — wszyscy więźniowie mieli być tam odesłani.

Skazańcy o radykalnych, anarchistycznych poglądach idą całą armią w dół rzeki, równając z ziemią wioski, gwałcąc i rabując.

Są jak kamikadze: przysięgli zniszczyć Lalonde.

Desant Królewskich Sił Lądowych z Kulu został zrzucony w górze rzeki, gdzie ma utrzymać przyczółek dla głównych oddziałów inwazyjnych; opierający się mieszkańcy zostali rozstrzelani. Skazańcy przeszli na stronę wojska, zdradzając osadników.

I w uzupełnieniu: Lalonde miało być siłą wcielone do królestwa Kulu. (Gówno prawda, mówili ludzie, po co Alastairowi II ta obrzydliwa, wyklęta przez Boga planeta?)

Tyratakom dokucza głód, zaczęli więc zjadać ludzi, z początku tylko w Aberdale. (Nie, niemożliwe. Przecież Tyratakowie są roślinożercami!)

Banda wykolejeńców z Ziemi uprowadziła statek kosmiczny.

Po strąceniu satelity obserwacyjnego wylądowała, żeby pomóc dawnym kumplom z gangu zesłanym na roboty.

Czarne jastrzębie i statki kosmiczne najemników przystąpiły wspólnymi siłami do szturmu na Lalonde. Zapadły decyzje, aby przekształcić planetę w twierdzę rebeliantów, jedną z baz dla oddziałów mających uderzyć na Konfederację. Kolonistów używano jako siły niewolniczej przy budowie fortyfikacji i zamaskowanych lądowisk w głębi dżungli. Skazańcy nadzorowali brygady robotników.

Pośród tych wszystkich dzikich spekulacji niemal zawsze pojawiały się dwie opinie. Pierwsza: skazańcy zabijali kolonistów.

Druga: skazańcy przewodzili albo pomagali w powstaniu Durringham był miastem pionierów, znakomita większość jego mieszkańców ciułała grosz do grosza, harując często po godzinach.

Biedacy mieli wszakże swoją dumę, a jedyną zbiorowość usytuowaną między nimi a dolnym szczeblem drabiny społecznej stanowili skazańcy — łotry, wałkonie, przestępcy, gwałciciele. I, na Boga, tam właśnie było ich miejsce: pod butem.

Kiedy szeryfowie podlegający Candace Elford rozpoczynali rekrutację, w mieście dawało się odczuć napięcie i nerwowość. Albowiem widok oddziału, który zbierał się w porcie, dając pewność, że w górze rzeki naprawdę dzieje się coś niedobrego, zasiał niepokój w sercach rozgniewanych ludzi.

* * *

Darcy i Lori mieli szczęście, że nie musieli uczestniczyć w tym zamęcie. Na Lalonde pełnili funkcję oficjalnych przedstawicieli przedsiębiorstwa Ward Molecular z Kulu, które zajmowało się eksportem ogniw z matrycą elektronową i rozmaitych urządzeń opartych na elementach półprzewodnikowych, używanych przez raczkujący przemysł w stolicy do wytwarzania coraz większej liczby produktów. Kontakty handlowe stanowiły ironiczną przykrywkę dla ich konspiracyjnej działalności; głęboko religijnego Kulu nie wiązało w Konfederacji zbyt ścisłe przymierze z edenistami, odkąd zabroniono im zawiązywania habitatów w układach planetarnych królestwa. Darcy’ego i Lori uważano powszechnie za lojalnych poddanych króla Alastaira II.

Interesy prowadzili w długim, drewnianym pomieszczeniu magazynowym, standardowym budynku fabrycznym z dachem o szerokich podstrzeszach i podłogą ułożoną na kamiennych słupach metr nad zmieszanym z błotem żwirem. Mocna konstrukcja z majopi pozwalała mu opierać się przypadkowym próbom włamania ze strony złodziejaszków z rozrastającego się powoli światka przestępczego stolicy. Oboje mieszkali w parterowej chacie zbudowanej pośrodku półakrowego kawałka ziemi za składem, gdzie sadzili, podobnie jak większość mieszkańców Durnngham, warzywa i krzewy owocowe.

Magazyn i chata stały na zachodnim krańcu portu, pięćset metrów od nabrzeża. Wśród sąsiednich zabudowań przeważały zakłady wytwórcze, były tam też kuźnie, tartaki i składy drewna, również kilka względnie nowych tkalni. Między ich posępnymi szeregami biegły ulice, przy których mieszkali w chatach robotnicy. Ten zakątek miasta nie zmienił się od wielu lat. Tylko wschodnie i południowe dystrykty wciąż się rozbudowywały. Nikt nie palił się jakoś do stawiania nowych domów w kierunku dziesięciokilometrowych nadbrzeżnych bagnisk u ujścia Juliffe, podobnie jak na zachód nie było żadnych farm: niespełna dwa kilometry dalej zaczynała się nieujarzmiona puszcza.

Jednakże ze względu na bliskość portu ocierali się o wybuchające tego dnia awantury. Siedzieli właśnie w przyległym do magazynu biurze, kiedy Stewart Danielsson, jeden z ich trzech pracowników, wpadł z hukiem do środka.

— Tłum na zewnątrz! — obwieścił.

Lon i Darcy wymienili spojrzenia, po czym wyszli sprawdzić, co się dzieje.

Z pobliskich fabryk i tartaków ciągnął w stronę portu luźny korowód mężczyzn. Darcy stanął na rampie przed otwartymi na oścież wielkimi drzwiami magazynu; tuż za wejściem było miejsce, gdzie pakowali zamówiony towar, a nawet przeprowadzali drobne naprawy prostszych urządzeń produkcji Ward Moleculars.

Cole Este i Gaven Hough, pozostali dwaj robotnicy, oderwali się od stołów warsztatowych i też wyszli na zewnątrz.

— Dokąd oni wszyscy idą? — zapytała Lori. — I co ich tak rozgniewało? — zwróciła się do Darcy’ego w trybie jednokanałowym.

— Idą do portu — odparł Gaven Hough.

— Ale po co?

Wzruszył ramionami, zakłopotany.

— Rozprawić się z zesłańcami.

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)