Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское действие » Tajemnica Jęczącej Jaskini
Tajemnica Jęczącej Jaskini - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Jęczącej Jaskini

Электронная книга - «Tajemnica Jęczącej Jaskini». Краткое содержание книги:

Trzej Detektywi – chłopcy z amerykańskiego miasteczka Rocky Beach, zajmujący się rozwiązywaniem zagadek i niewyjaśnionych spraw kryminalnych – trafiają tym razem na rancho Krzywe Y, prowadzone przez państwa Daltonów. Właściciele rancha mają poważne kłopoty – opuszczają ich pracownicy, przerażeni zagadkowym zjawiskiem: położona nieopodal jaskinia, nazwana po słynnym rozbójniku jaskinią el Diablo, niespodziewanie zaczęła… Jęczeć! Dziwne, niepokojące jęki i przeciągłe wycie rozlega się o różnych porach, cichnie jednak natychmiast, gdy ktoś przekroczy próg jaskini – zupełnie, jakby jakaś nadprzyrodzona siła wyczuwała ludzką obecność. Detektywi przystępują do śledztwa. W okolicy chętnie opowiada się, że zaginiony przed laty w jaskini sam El Diablo żyje i powraca, by siać terror – przywołuje się też starą, indiańską legendę o Staruchu – potworze z podziemnego jeziora w skalnych korytarzach, którego nikt nie mógł zobaczyć. Jupiter, Pete i Bob nie wierzą jednak w duchy – coś najzupełniej materialnego musiało spowodować dziwaczne odgłosy. Przy jaskini kręcą się nieustannie dwaj starzy poszukiwacze przygód – Waldo i Ben, barwne postacie lokalnego folkloru. Jak jednak tacy staruszkowie mieliby manipulować skałami i na żądanie uruchamiać i wyciszać jęk? Dziwne zdarzenia zaczynają się mnożyć wokół Detektywów – podejrzany osobnik z blizną na twarzy i przepaską na oku pojawia się i znika jak cień, nieznana osoba omal nie taranuje chłopców samochodem z rejestracją z Nevady, a przy nurkowaniu objawia się im zupełnie już zagadkowa rzecz – ciemny, podłużny kształt, błyskawicznie prujący fale. Nieopodal podziemnego jeziora chłopcy znajdują zaś wydłużone, nie przypominające stóp żadnego stworzenia ślady… Postępy w dochodzeniu następują, gdy Jupiter odnajduje w jaskini upuszczony kamyk o charakterystycznej fakturze – okazuje się, że jest to diament. Kamień ma wprawdzie słabą jakość i wartość jedynie przemysłową, smaku całej zagadce dodaje jednak fakt, że w opinii eksperta pochodzi on niewątpliwie z Afryki i nie było sposobu, by znalazł się w amerykańskich skałach. Kontynuujący śledztwo chłopcy popadają rychło w kłopoty. Najpierw odkrywają wprawdzie, że jęki jaskini są w istocie wywoływane przez staruszków Bena i Waldo, którzy odsuwają i zasuwają głaz w jednym z korytarzy, by wydobywać diamenty – jeden z nich czuwa zawsze na szczycie góry i ostrzega wspólnika dzwonkiem, że ktoś nadchodzi. Jednak nieznana osoba wciąż prześladuje Detektywów – zostają zamknięci w skałach bez możliwości ucieczki. Pomału wyjaśniają się sprawy, nawet w tak przykrym położeniu. Tajemnicze podwodne stwory to płetwonurkowie i łódź podwodna marynarki wojennej, a mężczyzna z blizną jest detektywem, który uwalnia chłopców z opresji. Opowiada im o skradzionych diamentach, których poszukuje jako agent towarzystwa ubezpieczeniowego. Trzej Detektywi prowadzą go do starych poszukiwaczy skarbów, którzy istotnie wydobyli z jaskini kamienie, ukryte tam przez prawdziwego złodzieja – traktowali jednak całą sprawę jako przygodę jak z dawnych lat, ze świadomością, że kiedyś zabawa się skończy i będzie trzeba jakoś zwrócić diamenty. Detektyw gotów jest więc nie chować urazy – zabiera kamienie, lecz w domku staruszków pojawia się kolejna osoba – przebrany za El Diablo zamaskowany złodziej klejnotów. Terroryzuje zebranych bronią palną i ucieka z diamentami – nie udaje mu się jednak zbiec daleko. Detektywi zostają uwolnieni przez szeryfa i Jupiter szybko demaskuje przestępcę – jest nim gość państwa Daltonów, profesor Walsh, przebywający w okolicy pod pretekstem badania legendy El Diablo. Dzięki kilku zaledwie wskazówkom, jak wzmianka o sprzęcie do nurkowania czy problem ręki trzymającej pistolet, Pierwszy Detektyw i jego przyjaciele znów doprowadzili przestępcę przed oblicze sprawiedliwości.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 29
Перейти на страницу:

– Jupe! – wykrzyknął Bob. – Chcesz powiedzieć, że to jest…

– Diament – dokończył Jupiter. – Tak jest, nie obrobiony diament. I to całkiem spory. Myślę, że nie jest dobrej jakości, prawdopodobnie nadaje się tylko do użytku przemysłowego, ale to diament.

– Myślisz, że jaskinia El Diablo jest kopalnią diamentów? Tu, w Kalifornii? – pytał sceptycznie Bob.

– No, były pewne pogłoski i myślę…

Przerwało mu donośne pukanie do drzwi, zza których dobiegł głos pani Dalton:

– Wstawać, chłopcy! Śniadanie na stole. Nie wylegujemy się tu do późna!

Chłopcy uświadomili sobie nagle, jak bardzo są głodni, i myśl o śniadaniu odsunęła wszystkie inne na dalszy plan. Umyli się i ubrali błyskawicznie i w parę minut zjawili się w obszernej kuchni. Pan Dalton i profesor Walsh roześmiali się na ich widok.

– Widzę, że Jęcząca Dolina i jej tajemnica nie odebrały wam apetytu – powiedział profesor.

Pani Dalton zakrzątnęła się po kuchni i wkrótce chłopcy wcinali biały chleb z szynką i popijali zimne, świeże mleko z dużych kubków.

– Jesteście chłopcy gotowi popracować dziś trochę? – zapytał pan Dalton.

– Pewnie, że są – odpowiedziała za nich pani Dalton. – Może weźmiesz ich na sianokosy na północną łąkę?

– Dobry pomysł. Potem mogą pomóc przy zbłąkańcach.

Chłopcy czytali trochę o życiu na farmie i wiedzieli, że zbłąkańcy to bydło, które odłączyło się od głównego stada i nie może znaleźć drogi powrotnej.

– Mieliście wczoraj miły spacer po plaży? – zapytał profesor Walsh. – Znaleźliście coś ciekawego?

– Zrobiliśmy bardzo interesującą wyprawę – odparł Jupiter. – Spotkaliśmy dość dziwnego starego człowieka. Powiedział, że nazywa się Ben Jackson. Kto to jest, proszę pana?

– Stary Ben i Waldo Turner są poszukiwaczami – wyjaśnił pan Dalton. – Swego czasu poszukiwali złota, srebra i cennych kamieni po całym Zachodzie.

– Przybyli tu wiele lat temu, kiedy rozeszły się pogłoski, że znaleziono złoto w tej okolicy – dodała pani Dalton. – Oczywiście nie ma tu żadnego złota, ale stary Ben i Waldo nie dają za wygraną i wciąż uważają się za poszukiwaczy. Mają chatę na naszej ziemi. Nie lubią, by ich odwiedzać, ale nie odmawiają brania datków od okolicznych farmerów. Oczywiście nazywamy to pożyczką, nigdy nie przyjęliby jałmużny. Twierdzą, że zwrócą wszystko, jak tylko znajdą złoto.

– To dość sławne lokalne postacie – wtrącił profesor.

– Mogą opowiadać nie lada historie – pan Dalton uśmiechnął się. – Prawdę mówiąc, są dość ekscentryczni i większość ich opowieści to zwykłe bajki. Opowiadają na przykład o walkach z Indianami, ale wątpię, czy kiedykolwiek miały one miejsce.

– To ci heca! – wykrzyknął Pete. – Pewnie wszystko, co nam wczoraj nagadał, to kłamstwo!

Nim pan Dalton zdążył odpowiedzieć, tylne drzwi wejściowe rozwarły się na oścież i do kuchni wszedł spiesznie rządca, Luke Hardin.

– Właśnie znaleźli młodego Castro w dolinie – powiedział ponuro.

– Co mu się stało? – pan Dalton zerwał się z krzesła.

– Koń go zrzucił zeszłego wieczoru, jak przepędzał jakieś zbłąkane stado. Leżał bez pomocy całą noc.

– W jakim jest stanie?

– Doktor mówi, że wszystko w porządku, tylko potłuczenia i skręcił nogę w kostce. Ale wzięli go do szpitala w Santa Carla, bo podobno jest w szoku.

– Idę go natychmiast zobaczyć – pan Dalton zbierał się do wyjścia.

– Znowu dwaj pracownicy powiedzieli mi, że odchodzą – dodał Hardin ze smutkiem. – Ponoć Castro mówił im, że coś się przemykało w Jęczącej Dolinie. Jak się zbliżył, to coś spłoszyło mu konia. Stanął dęba, zrzucił go i uciekł.

Daltonowie popatrzyli na siebie zatroskani.

– Czy to był duży, czarny koń? – zwrócił się Jupiter do rządcy.

– Tak, Duży Heban. Dobry koń. Sam wrócił dziś rano. Stąd wiedzieliśmy, że trzeba szukać młodego Castro.

– Czy widzieliście, chłopcy, Dużego Hebana zeszłego wieczoru? – zapytał pan Dalton.

– Tak, proszę pana – odpowiedział Jupiter. – Widzieliśmy dużego, czarnego konia bez jeźdźca.

– Powinniście zawsze zgłaszać taką sprawę, chłopcy – powiedział pan Dalton surowo. – Znaleźlibyśmy Castro dużo wcześniej.

– Powiedzielibyśmy, proszę pana, ale widzieliśmy, że za koniem szedł jakiś człowiek i sądziliśmy, że to jeździec. To był wysoki mężczyzna, miał bliznę na prawym policzku i przepaskę na oku.

– Nigdy nie słyszałem o kimś takim.

– Wysoki z przepaską na oku? – podchwycił profesor Walsh. – Brzmi groźnie, ale zdecydowanie to nie był El Diablo, co? On nie był wysoki i nie miał przepaski.

Pan Dalton skierował się do drzwi.

– Luke, uspokój ludzi, jeśli zdołasz. Odwiedzę Castra w szpitalu, a potem przyjdę do was na północną łąkę. Po drodze wstąpię jeszcze do szeryfa i zapytam go o człowieka, którego chłopcy widzieli wczoraj.

– Jeśli jedzie pan do miasta, czy zechciałby pan zabrać mnie ze sobą? – zapytał Jupiter. – Muszę pojechać dziś do Rocky Beach.

– Dlaczego, Jupiter? Czy nie chcesz zostać tu dłużej? – zapytała pani Dalton.

– Ależ tak, chętnie – zapewnił ją Jupiter. – Potrzebujemy tylko ekwipunku do nurkowania. Wczoraj widzieliśmy rafy przybrzeżne, które zdają się być pełne interesujących okazów dla naszych morskich studiów biologicznych.

Bob i Pete patrzyli na Jupe'a szeroko otwartymi oczami. Nie przypominali sobie ani żadnych raf, ani prowadzenia studiów biologicznych. Ale nie odezwali się. Wiedzieli, że ma to związek z planem działania, który Jupiter opracował, i nauczyli się nie zadawać mu wtedy pytań.

– Obawiam się, że nie będę miał czasu dziś odwieźć cię do Rocky Beach – powiedział pan Dalton. – Nie mam też nikogo wolnego z ciężarówką. Poczekaj lepiej parę dni.

– Ależ to zupełnie niepotrzebne, proszę pana. Proszę mnie tylko podrzucić do miasta. Pojadę stamtąd autobusem i ktoś przywiezie mnie z powrotem.

– Przygotuj się więc szybko – powiedział pan Dalton i wyszedł.

Pani Dalton spojrzała na Boba i Pete'a.

– Wy, chłopcy, też znajdźcie sobie jakieś zajęcie. Obawiam się, że mąż nie będzie miał dzisiaj czasu zająć się wami.

– Och, proszę się nie kłopotać, damy sobie radę – odparł Bob.

Chłopcy wrócili do swego pokoju. Jupiter pozbierał rzeczy potrzebne mu na drogę. Pakując je, wydawał pospieszne polecenia Bobowi i Pete'owi.

– Pojedźcie na rowerach do Santa Carla i kupcie tuzin zwykłych, dużych świec, a także trzy meksykańskie sombrera. Jest dzisiaj Fiesta w Santa Carla, więc na pewno sprzedają mnóstwo takich kapeluszy. Pani Dalton powiedzcie, że chcecie zobaczyć paradę.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 29
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)