Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Bezpowrotnie Utracona Leworęczność - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bezpowrotnie Utracona Leworęczność

Электронная книга - «Bezpowrotnie Utracona Leworęczność». Краткое содержание книги:

Bezpowrotnie Utracona Leworęczność
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 44
Перейти на страницу:

Nawet jeśli stary Pilch puszczał jakąś ruską ramotę wojenną albo powojenną (np. Odzy- skane szczęście Pudowkina), to i tam przeważnie bywały jakieś wątki romansowe, i chociaż Wasyl i Masza to nie było to, co Burt i Giną, jednak i ta socrealistyczna para też miała w so- bie coś z Adama i Ewy, też coś od prarodziców brała i też im coś dawała. Co? Myśmy z Je- rzykiem Cieślarem tego nie wiedzieli, myśmy nie wiedzieli nawet, że nasz szaleńczy bieg z Domu Zborowego do kina „Marzenie” był też w pewnym sensie biegiem od miłosnego abs- traktu do miłosnego konkretu, od biblijnej Agape do kinematograficznego Erosa. Niby skąd mieliśmy o tym wiedzieć? W księgach biblijnych, cośmy je wtedy w niedzielne przedpołu- dnia przerabiali, nie było o tym mowy i Katechetka Marteczka tym bardziej na ten temat nie puszczała pary. Listy apostoła Pawła mieliśmy dopiero za ładnych parę lat, na nauce konfir- macyjnej studiować.

Drugie, wiecznie zamknięte drzwi

Ojciec zawsze twierdził, że wszystko, co Biskup Wantuła mówi przy stole, należałoby in extenso spisywać i potem ogłaszać na podobieństwo Luthers Tischreden – Mów Stołowych Marcina Lutra.

Brałem więc ołówek i zeszyt i w sieni, pod drugimi wiecznie zamkniętymi drzwiami wio- dącymi do wielkiej izby, czyhałem na każde słowo. „I nieraz tak ukazywał się na ambonie” – mówił Biskup, ja zaś bestialsko zmuszaną do pisania prawą ręką notowałem w pośpiechu: „i nieraz tak ukazywał się”, i rzecz jasna, niczego więcej niezdarnymi, ale za to chwalebnie praworęcznymi kulfonami nie byłem w stanie zaprotokołować.

Jakże dalekosiężna była toksyczność mojej babki. Gdyby nie unicestwiała mojej leworęcz- ności, gdyby pozwalała mi pisać tak, jak chciałem, kto wie, może nie tylko moje życie nie byłoby wypełnione udręką, może istniałby też choć jeden, choć szesnastokartkowy zeszyt Mów stołowych Andrzeja Wantuły. A jest tylko ledwo czytelny na drzewnym papierze kośla- wy ścieg kopiowego ołówka marki Victoria Cop. Fragment dziecięcego manuskryptu. Zga- szony wers płomiennej opowieści.

O kim on wtedy opowiadał? O kim on wtedy, kiedy siedział na tym co zawsze fotelu i palił te co zawsze papierosy – mówił? O którym z wielebnych księży pastorów dawał niewesołe, a może przeciwnie – bardzo wesołe podobieństwo? Bo że była to opowieść o jakimś pastorze, to jasne, to łatwo wydedukować i z treści praworęcznego autografu, i w ogóle Wantuła lubił opowieści o księżach. Był poniekąd koneserem i wytrawnym praktykiem heroikomicznej epi- ki duszpasterskiej. Miał też cechę, którą w prawdziwie wielkich ludziach lubię specjalnie – głupotę ludzką zwykł mianowicie nazywać po imieniu, nie spowijał się przy takich sposobno- ściach w woale rzekomej wyrozumiałości i pozornie dobrych manier. Daleko nie szukając: Jerzy Turowicz ma to samo. Nie wiem, czy ktoś zauważył, a jak zauważył, czy odnotował, że jednym z ulubionych i nadzwyczaj fakultatywnie używanych słów – kluczy w słowniku Na- czelnego jest słowo: bałwan. Wantuła takiego słowa – klucza nie miał, natomiast jego szla- chetne, naznaczone wyrazistymi krzaczastymi brwiami oblicze nabierało w pewnych sytu- acjach (w trakcie pewnych opowieści) wyrazu niesłychanego obrzydzenia. Rzec by można: fetor głupstwa wykrzywiał mu rysy w ohydnym grymasie.

Ale chyba tamta opowieść nie była jadowitą opowieścią. To mogła być raczej jedna z kla- sycznych i do dziś chętnie przez lud ewangelicki słuchanych i opowiadanych humoresek ka- płańskich. Fraza: „tak ukazał się na ambonie” jak ulał pasuje np. do sławnego wiślańskiego występu śp. księdza Szurmana, który, cytując w trakcie kazania słowa Ewangelii Jana, gdzie w rozdziale 16. Pan Jezus powiada do uczniów swoich: „maluczko a nie ujrzycie mnie i zasię maluczko a ujrzycie mnie”, otóż ksiądz pastor Szurman w homiletycznym zapale wsparł wówczas słowo Boże wyrazistym ludzkim gestem i wykrzyknąwszy gromko: „maluczko a nie ujrzycie mnie!”, kucnął znienacka w głębi kazalnicy i prawdziwie stracił się z oczu oniemia- łych zborowników i trwał w swym zniknięciu dobrych kilka sekund. „Maluczko a ujrzycie mnie!” – ryknął po chwili w kierunku budzących się z pierwszego i natychmiast popadających w kolejne, głębsze osłupienie wiernych i wyskoczył w górę, i zasię ujrzeli go, prawie frunął i jego atletyczna postura zdawała się eksplodować pod rozdętą niby czasza czarnego spadochronu togą o nieznanym wtedy rozmiarze XXL.

Albo ksiądz pastor Lasota z Jaworza. Ksiądz Lasota mógł być z pewnością bohaterem i tamtej, i tysiąca innych opowieści, ponieważ ksiądz Lasota był ulubionym bohaterem opo- wieści Biskupa Wantuły. Kapłan ten był w ogóle kimś w rodzaju Franza Fiszera albo barona Munchhausena, albo pana Zagłoby polskiego duszpasterstwa ewangelickiego. Specjalizował się on zwłaszcza w malowniczych i niekonwencjonalnych mowach pogrzebowych („O śmier- ci okrutna! Czemuś ten dom nawiedziła? Czemuś nie poszła do sąsiada?”) i też one mowy pogrzebowe dały mu sławę największą. Jedną z najbardziej znanych, będącą zarazem bardzo osobistym i przejmującym pożegnaniem zmarłego nad grobem, zakończył Lasota nieoczeki- wanie z głębi serca płynącym: „Bądź zdrów!” I odstąpił od mogiły, i uniósł głowę, i powiódł wzrokiem po zgromadzonych, i zorientowawszy się, iż dzieło jest niepełne, brakuje końco- wego akordu, powrócił, pochylił się nad spoczywającą w głębi trumną i dodał: „W niebie”. Do dzisiaj słyszę i opowieść, i śmiech Wantuły.

Tak. Mógł to być ksiądz Szurman, mógł to być ksiądz Lasota. Mógł to też być, na przy- kład, równie jak Lasota sławny i równie facecjogenny ksiądz Eman Tiołka. Ale mógł też wówczas Biskup opowiadać, i mogły to być zgoła nie rozrywkowe, ale bardzo budujące, pa- tetyczne, a może i tragiczne opowieści o innych księżach, może o Szerudzie albo o którymś z Michejdów, może mówił o Nikodemie, może o Buzku albo Kuliszu. A ponieważ nikt nigdy się tego nie dowie i co więcej, nikt nigdy poza mną o to nie zapyta, mój domysł, moje przy- puszczenie i moja pewność, że on mówił wtedy o Juliuszu Bursche jest silna, trwała i nie bez podstaw.

Przeczytałem akurat wydaną nakładem Towarzystwa Miłośników Wisły książkę o dziejach willi „Zacisze” [3], którą zbudował i w której przemieszkiwał biskup Juliusz Bursche, i tak mi się właśnie, wedle praw koniecznej dowolności, złożył mechanizm tej historii. (Skądinąd bar- dzo widoczne i bardzo oczywiste istnieją pomiędzy Burschem i Wantułą związki, obaj byli biskupami Kościoła ewangelickiego, drugi dzieło pierwszego w pewnym sensie kontynuował, obaj byli w niemieckich obozach, Bursche tam zginął, Wantuła stamtąd wyszedł).

Położona na stromym stoku nad rzeką, blisko mostu na Pile, willa „Zacisze” znajdowała się już poza terytoriami mojego dzieciństwa. Począwszy bowiem mniej więcej od wysokości mostu przy basenie, tamtymi dzikimi rewirami władali groźni bracia Kubieniowie, i my, lu- dzie z Centrum, nie zapuszczaliśmy się tam raczej. Jak się okazuje, unikanie pewnych stron może być naznaczone pokoleniowością. Moja dalekosiężnie toksyczna matka opowiada mi, że jej dalekosiężnie toksyczna matka (czyli moja dalekosiężnie toksyczna babka) nie zezwa- lała nawet zbliżać się do okolic willi „Zacisze”. Powodem nie byli wszakże nie urodzeni jesz- cze bracia Kubieniowie. Powodem było to, iż wtedy, przed wojną, biskup Bursche zwykł każdego letniego ranka kąpać się w rzece całkiem bez ubrania. Ilekroć myślę o popłochu po- znawczym, w jaki naturystyczne kąpiele biskupa Burschego musiały wprawiać i mitycznie do dziś wprawiają miejscowych ewangelików, błogo i osobliwie lekko na sercu mi się robi.

вернуться

[3] Stanisława Valis Schyleny, Zachowane w pamięci. Ludzie wiślańskiego „żacisza”, przedmowa Jan Kropp, Wisła 1998.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 44
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)