Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]
Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]

Электронная книга - «Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]». Краткое содержание книги:

Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 50
Перейти на страницу:

— Mam nadzieję, że zostały jakieś prycze — powiedział człowieczek.

Keith otworzył usta i znów je zamknął. Każde pytanie mogło zdradzić jego ignorancję w sprawach, o których powinien wiedzieć.

— Pewnie nie — rzekł przesadnie pesymistycznym tonem, tak aby można to uznać za żart, Gdyby należało powiedzieć coś innego.

Jednak człowieczek tylko kiwnął ponuro głową. Zbliżali się już do holu i zjawił się bagażowy. Człowieczek westchnął z ulgą przekazując mu wszystkie trzy walizki.

— Prycze? — spytał bagażowy. — Jest jeszcze kilka wolnych.

— Jasne, chętnie. Dwie — powiedział człowieczek. Zawahał się i spojrzał na Keitha. — Nie chciałem decydować za pana. Niektórzy wolą siedzieć.

Keith czuł się tak, jak człowiek idący po linie w ciemnościach. O co tu chodziło? Co za wybór między staniem a leżeniem? Nie miał ochoty ani na jedno, ani na drugie.

— Chyba się tu pokręcę — odparł po namyśle.

Właśnie weszli do głównego holu dworca i Keith ze zdziwieniem spojrzał na prycze. Wszędzie ciągnęły się długie równe rzędy ustawionych blisko siebie łóżek polowych. Oprócz przejść pozostawionych między rzędami, łóżka zajmowały całą podłogę olbrzymiego pomieszczenia. Na większości z nich spali ludzie.

Czyżby sytuacja mieszkaniowa była aż tak zła? Nie, to niemożliwe, sądząc po liczbie ogłoszeń o pokojach do wynajęcia zamieszczonych w New York Timesie, który Keith miał w kieszeni. A jednak…

Człowieczek dotknął jego zranionego ramienia i Keith aż podskoczył. Na szczęście tamten tego nie zauważył. Właśnie mówił „Jedną chwileczkę” do bagażowego idącego kilka kroków przed nimi.

Przysunął się do Keitha.

— Jeżeli… hmm… krucho u pana z pieniędzmi, to proszę sobie wybrać pryczę. Mogę… hmm… pożyczyć panu kilka kredytek.

— Dzięki — rzekł Keith — ale chyba już pójdę.

— Chyba nie zamierza pan wyjść, prawda? — Twarz człowieczka wyrażała przerażenie pomieszane ze zdziwieniem.

Znów powiedział coś nie tak, ale nie miał pojęcia co ani dlaczego w holu Dworca Centralnego stały łóżka polowe i czemu to, czy tu zostanie, czy nie, miało jakieś znaczenie. W każdym razie lepiej będzie pozbyć się człowieczka, zanim wzbudzi jego podejrzenia, jeżeli to już się nie stało.

— Oczywiście, że nie — powiedział. — Nie jestem taki głupi. Jednak ktoś miał tu na mnie czekać i chciałbym się za nim rozejrzeć. Może później wezmę pryczę, ale i tak nie sądzę, aby udało mi się zasnąć. Proszę się o mnie nie martwić. I dzięki za zaoferowaną pożyczkę, ale mam dość kredytek.

Odszedł szybko, zanim tamten zdążył zadać więcej pytań. Światło w głównym holu dworca było przyćmione, niewątpliwie dlatego, żeby nie raziło śpiących. Keith wolno przeszedł przez mroczne pomieszczenie idąc najciszej, jak potrafił, aby nie budzić leżących, po czym skierował się w stronę wyjścia na Czterdziestą Drugą Ulicę.

Zbliżając się do drzwi zobaczył, że po obu stronach drzwi stali policjanci.

Nie mógł już zmienić kierunku marszu. Jeden z mundurowych patrzył na niego. Keith szedł prosto do drzwi, których pilnowali, i nie mógł teraz skręcić w bok nie zwracając na siebie uwagi. Jeżeli się okaże, że nie wolno wychodzić z dworca — Keith nie miał pojęcia z jakiego powodu — postanowił udawać, że podszedł tylko po to, by spojrzeć przez szklane drzwi.

Tak więc zbliżył się do nich wolno, zauważając po drodze, że szklane drzwi są od zewnątrz zamalowane czarną farbą.

Kiedy Keith podszedł bliżej, odezwał się wyższy policjant. Jednak w jego głosie słychać było tylko szacunek. Zapytał:

— Czy jest pan uzbrojony?

— Nie.

— Na zewnątrz jest dość niebezpiecznie. No, nie mamy prawa pana zatrzymywać; możemy to tylko usilnie doradzać.

Pierwszą reakcją Keitha była ulga; a więc nie będą go tu zatrzymywać, jak się obawiał. Nie miał zamiaru tracić nocy na dworcu, obojętnie z jakiego powodu.

Tylko co miał na myśli policjant? Niebezpiecznie? Co to za niebezpieczeństwo, o którym nie wiedział nic prócz tego, że zatrzymało na dworcu te tysiące ludzi przybyłych późnymi pociągami? Co się stało z Nowym Jorkiem?

No, teraz już za późno, by się cofnąć. Poza tym, myślał ponuro, dopóki nie pozna reguł rządzących tym światem, jest wciąż i wszędzie w niebezpieczeństwie.

Z największą obojętnością, na jaką potrafił się zdobyć, powiedział:

— Nie mam daleko. Nic mi nie będzie.

— Pańska sprawa — rzekł gliniarz. Drugi wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Mamy nadzieję, że nie pański pogrzeb. W porządku.

Otworzył drzwi.

Keith prawie się cofnął. Drzwi nie były zamalowane na czarno. Na zewnątrz po prostu panowały egipskie ciemności. Kompletna ciemność, jakiej dotąd jeszcze nie widział. Nigdzie nie dostrzegł nawet błysku światła. Blask przyćmionych lamp dworca zdawał się w ogóle nie przebijać mroku. Patrząc pod nogi Keith widział przed sobą trotuar chodnika zaledwie pół metra za progiem.

I — czy było to złudzenie, czy też nieco tej ciemności wpłynęło przez otwarte drzwi do holu dworca, jakby nie był to wcale nocny mrok, lecz namacalny czarny opar? Czyżby było to coś więcej niż zwyczajny brak światła?

Cokolwiek to było, Keith nie mógł teraz przyznać, że nie wie, co to takiego. Musiał wyjść przez te drzwi, dokądkolwiek wiodły.

Wyszedł i drzwi zamknęły się za jego plecami. Miał wrażenie, że znalazł się w szafie. To była ciemność nad ciemnościami. Musiało to być — przypomniał sobie określenie z New York Timesa — całkowite zamglenie.

Spojrzał w górę i nie dostrzegł ani gwiazd, ani księżyca, chociaż — przynajmniej w Greenville — była jasna, księżycowa noc.

Zrobił dwa kroki i odwrócił się, by popatrzeć na drzwi. Nie mógł ich dostrzec. A powinien widzieć jasną, oświetloną płytę. W takich ciemnościach drzwi musiał widzieć z daleka mimo słabego oświetlenia w holu. Chyba że szkło rzeczywiście było zamalowane z zewnątrz na czarno. Keith podszedł krok bliżej i dostrzegł je; bardzo niewyraźny prostokąt na wyciągnięcie ręki. O krok dalej nic już nie było widać.

Cofnął się o krok i drzwi zniknęły. Pogrzebawszy w kieszeni znalazł pudełko zapałek i zapalił jedną. Trzymając ją w wyciągniętej ręce widział tylko słaby błysk. Jeszcze z odległości pół metra widział płomyk wyraźnie. Ale nie dalej.

Zapałka wypaliła się niemal do końca i musiał ją wypuścić; nie widział, czy zgasła uderzając o chodnik, czy też nie. Mogła wciąż palić się na betonie.

Teraz pożałował, że nie wziął pryczy na dworcu, ale było już za późno, by tam wrócić. I tak zwrócił na siebie uwagę wychodząc. Czemu nie poszedł za przykładem małego człowieczka? W przyszłości musi pamiętać, że bezpiecznie jest naśladować innych.

Wyciągnąwszy rękę dotknął ściany budynku i wodząc po niej dłonią, a drugą macając przed sobą, ruszył na zachód, w kierunku skrzyżowania z Yanderbilt Avenue. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w mrok, ale równie dobrze mógł je zamknąć, bo i tak nic nie widział. Teraz wiedział już, co czuje ślepiec. Przydałaby mu się laska do stukania w trotuar. Pies przewodnik byłby jednak bezużyteczny; Keith wątpił, czy nawet kot mógłby widzieć dalej niż na pół metra w tej czarnej mgle.

Jego sunąca przy murze ręka natrafiła na pustkę; znalazł się na rogu.

Przystanął zastanawiając się, czy w ogóle powinien iść dalej. Nie mógł wrócić na stację, ale czemu nie miałby po prostu usiąść na chodniku, oprzeć się plecami o budynek i czekać do rana? O ile rankiem ta czarna mgła się rozwieje.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 50
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)