Cukier w normie z ekstrabonusem
- Автор: Shuty Slawomir
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Cukier w normie z ekstrabonusem». Краткое содержание книги:
Wszystko mi mówi, że go ktoś pokochał.
Stąd był tak: ja byłem, Mirek z żoną, Stefan, Kolakowie nowym samochodem, nie wiem, czy to punto było, czy co, no i z nim przyjechał też Staszek ze Szklarskiej, ten, wiesz który, dawno go już tu nie było. Przyjechałem tak akurat przed wpół do, jeszcze pomagałem go wnosić, Władek się mnie pytał, jak to było, mówię mu, że nic nie słyszałem, dopiero przyjechałem, no nie wiem, a on, że i tak się dowie, bo był bardzo blisko z nimi, znali się tak, tak był zżyty z nimi, a co mnie to obchodzi, niech się dowie, ale nie ode mnie, ale powiedz, co im odpierdala na stare lata? Deszcz lekko siąpił, tak nieprzyjemnie było, ślisko na drodze, ściemnia się szybko, a jak już przyjedziesz z powrotem, to miejsca zaparkować pod blokiem nie ma, wszystko pozajmowane i nawet parkują tu z innych bloków, jakby nie mieli dość własnego miejsca jakbym takiego przyuważył, to zaraz bym mu coś powiedział, że co, już miejsca pod swoim blokiem nie ma, żeby tu parkować?, to jest mój blok i ja chcę tu parkować i nic mnie to nie obchodzi, że on też chce, no i zostawiłem wreszcie samochód u szwagra przy domu, tam nic mu się nie stanie, a z samego rana po niego pojadę autobusem. Szwagier coś tam ma do roboty na jutro, drzewo jakieś ścinać. Ale jakie? Już się nie pytałem dokładnie o to. Policja stała zaraz tam za Myślenicami, ja już wiem gdzie oni stoją. Ostrożnie zresztą wracałem. Na tej tarnowskiej to jeżdżą jak waryjaty. No i tak. Z tamtej strony cała rodzina, wszyscy na czarno i dzieci na czarno, elegancko, nic się nie odzywali, Bożena też była na czarno, włosy se zrobiła, nawet się jej dużo nie pytałem, nie było kiedy, no co zresztą?, wypadek przy pracy. Wzięliśmy go do góry w czterech. W domu otwarli wieko, palce miał sine, nie wiem, sine, Marian płakał tak jak wtedy u Józka, Galusowa nawet nie, spokojnie stała. Pewnie jej jakieś krople na uspokojenie dali. Jak ona teraz będzie żyła sama, kto do niej pójdzie? Bożena nie, Baśka nie, sama będzie w domu, ktoś tam pewnie zajrzy teraz częściej, żeby się sama nie czuła, Bożena ma blisko, będzie odwiedzać, a po jakimś czasie zapomni, tylko, żeby nie dała komuś pokoju, gdzie on spał, daj spokój. Przez ten deszcz było tak nieprzyjemnie, Marian oparł się o trumnę i płakał, w końcu brat, najgorsza jest pierwsza chwila, to się nie panuje nad tym, za gardło ściska i nic nie poradzisz. Mało osób miało wiązanki, najbliższa rodzina tylko, Kogutowie mieli wieniec ze wstęgą, dobrze, że nie kupiłem. Jak to się stało, to ja nie wiem, jak to?, co to?, auto sobie kupili, Astre nową, Tadek kupił sobie citroena, Wojtek forda, to co on będzie gorszy, musiał się pokazać, że go stać, gdzie on tam jeździł tym autem?, do kościoła i z powrotem, do miasta raz na miesiąc coś kupić, takie duże gospodarstwo, maszyny., warsztat samochodowy w garażu, ludzie przyjeżdżali z różnych stron, dobry mechanik, znany w okolicy, pracować lubił, dużo nie pił, coś tam z sercem miał, świnie też zgrabnie oporządził, czasem powiedział do słuchu, nie żeby go ludzie kochali, ale przyjeżdżali pogadać o tym o tamtym, czasami na kieliszek, córce chałupę obok wybudował, dwie kondygnacje, to już będzie dla dzieci nawet, dość porządny chłop, co się stało?,., jeszcze z nim ona to robiła, zmieniali lampy, jedna, wysoko, rozłożył drabinę, jeszcze mu ona tą drabinę trzymała, żeby nie spadł, potem z drabiny zszedł, złożyli ją, postawili pod szopą i ona poszła do domu, kolację zrobić, a on się zabrał za drugą lampę, na takiej rurze w poprzek podwórka, da się tam wyjść bez drabiny, jest taki lekki spadek, zarzucił sznurek na koniec, na dwa razy, żeby mocniej z drugiej strony., pętla na szyje. łona po jakimś czasie wychodzi, a on wisi.
Nowe pożycie
Jurek i Magda nareszcie będą mieli dziecko! I dobrze! Bo sąsiadom ta sytuacja zdążyła już zbrzydnąć, wszystko w klatce działało bez zarzutu, ściany były czyste, winda nie zanieczyszczona, nikt nie zostawiał otwartego okna w zsypie. Z cudzymi dziećmi wiadomo, klatka wygląda zupełnie inaczej, zawsze przynajmniej coś nabazgrają, a i jest potem kogo za co opierdolić, bo na swojego głupio na klatce krzyknąć, jeszcze wszyscy wyjdą popatrzyć, co się dzieje, i zobaczą, i powiedzą, patrz: jak on na to dziecko krzyczy, co z niego za ojciec!, a potem jeszcze pewnie na dokładkę każą ze spółdzielni płacić za poniesione szkody. To, że wszystkim ta sytuacja zdążyła zbrzydnąć, to raz, a dwa, jak to wygląda, że młode małżeństwo, przecież już ładne kilka lat po ślubie, nie ma przynajmniej jednego dziecka?, no jak to wygląda, powiedzcie mi?, że co, albo ona bezpłodna, albo on bezpłodny, no nie ma innego wyjścia, bo chyba, że są jacyś dziwni, no wiecie jacy. Jurek też miał już dość tej zastałej sytuacji. Co za nuda! Co za bezruch! Przychodził z pracy i od razu, jeszcze nie zdejmując nawet butów, opieprzał żonę za to, że wycieraczka jest przekrzywiona, potem przechodził do tęgo, że ktoś czyli ona, bo kto inny, źle poukładał buty za drzwiami, następnie ganił jej dobór składników obiadowych, by wreszcie wykrzyczeć się, z tegoż powodu, że nalewa zbyt dużo płynu do mycia naczyń, a woda jest za ciepła! I tak w koło Macieja, codziennie! Do usranej, wyplujmy to słowo, śmierci. Jurkowi wszystko tak obrzydło, że doszło do tego, że po powrocie z pracy nic mu się nie chciało, nie mówiąc już o wywoływania sytuacji ogólnego napięcia i nerwowości. A jaki jest wówczas pożytek z małżeństwa, powiedzcie mi, kiedy człowiek nie może rozładować nagromadzonego w pracy napięcia? Żaden pożytek, no taka jest prawda. Pewnie, że kiedy wypił, krzyczał i wymachiwał rękoma ze zdwojoną siłą. Po spożyciu dopuszczał się nawet rękoczynów, które w pierwszej fazie ich skomplikowanych godów, zdawały się być, jak powiew odświeżającego miętowego zapachu. To było wspaniałe przeżycie. Żona niezdarnie zakrywała twarz, dlatego bez trudu mógł dotrzeć do takich delikatnych narządów jak usta, nos, oczy i podbródek. Czuł się wówczas jak młody bóg, dostawał skrzydeł! Cóż, kiedy z wiekiem, radosne podniecenie mija i człowiekowi nic już się nie chce. Niesmak i ogólne zniechęcenie! Magda także nie była z tego wszystkiego zadowolona. Nie odpowiadało jej mianowicie to, że mąż spędza prawie cały dzień w pracy, a kiedy przychodzi do domu, to, że spędza cały czas w domu. Na dodatek prawie z nią nie rozmawia, a jak już rozmawia to, że rozmawia w jakiś taki dziwny sposób. Nie jak normalny człowiek, ale jakoś tak inaczej. Jak? To właśnie nie wiadomo jak. Czyżby mąż nie miał ikry?, zastanawiała się Magda, owszem bywał namiętny i wówczas musiała chronić się przed razami, ale takie chwile należały do rzadkości! W Magdzie, gdzieś w środku wzrastała frustracja, nawet zakupy nie pomagały! A jeżeli chodzi o To, to w kwestii Tego próbowali z Magdą wszystkiego. Nie rajcowały ich dłużej związane z pochówkiem i kremacją zmarłych, perwersje krematoryjne, nie mówiąc o wieszaniu się, przypiekaniu, polewaniu parafiną, no może jeszcze coś by sprośnego wycisnęli z tej nowoczesnej, niedawno zakupionej sokowirówki, może, tylko, że nie bardzo się chciało, taka jest prawda. Pikanteria związku wyparowała niczym alkohol z otwartej i odłożonej na kilka dni butelki. Na dodatek po tych szalonych miłosnych eksperymentach Magda musiała godzinami wyjmować z pochwy różnego rodzaju przypadkowe przedmioty. Co za nuda, próbowali już wszystkiego, a przecież tak niewiele się zmieniło! Czy aby nie zmienić partnerki?, by od początku i zupełnie na świeżo, rozgryźć ten palący problem, zastanawiał się Jurek. Czy on jeszcze kiedykolwiek zdecyduje się nabyć mi coś drogiego?. Myślała wieczorami Magda, z trudem powstrzymując łzy. A jeżeli nie, to do czego to wszystko zmierza? Sąsiedzi byli ludźmi otwartymi i tolerowali wszystko, ale przecież tylko do pewnego momentu, no bo jak długo to może trwać?, takie rzeczy? Zaczęli zatem dawać Jurkowi i Magdzie dobitnie do zrozumienia, a to przez znaczące chrząkanie w windzie, a to przez nie odpowiadanie na zwyczajowe dzień dobry, że dłużej tego nie wytrzymają i jeżeli małżeństwo planuje budować jakiekolwiek dobrosąsiedzkie stosunki, które mogłyby przecież procentować w momencie urlopów wakacyjnych, gdy sąsiad poproszony o podlewanie kwiatków, bez dwóch zdań kwiatki podleje, czy w innym przypadku: poproszony, w momencie nieoczekiwanej znajomych wizyty, o pół litra, pół litra pożyczy, jeżeli zatem myślą o czymkolwiek, to najwyższy czas na coś się zdecydować, bo to już zakrawa na skaranie boskie. Słowem: jak się powiedziało A, należy powiedzieć B. Nie ma innej drogi. I nie wolno z tym igrać! Ludzka cierpliwość także ma swoje granice! Wszystko to prawda! Nie da się ukryć! A jednak jakże trudno podjąć taką decyzję. Może lepiej zdecydować się na psa? Albo taka chińska świnia, doskonale się do człowieka przywiązuje, a przy okazji jakie to mądre stworzenie, w razie czego można. zjeść. Psa można na smalec, a dziecko? No właśnie. Magda polubiła bycie gwiazdą i ideałem urody dla nastolatek w klatce i teraz. niechętnie widziała siebie z odstającym jak napęczniała dynia brzuchem. Ponadto nie od dziś wiadomo, że dzieci są drogie. Czy to się będzie nam opłacać, pytała Magda Jurka. No powiedz, czy to na pewno będzie się opłacać?, ale Jurek sam już gnie wiedział. Liczył na kalkulatorku, mnożył, sprawdzał, dzwonił, nie wiedział. Chujże w dupe!, raz kozie śmierć!, niech będzie!, basta!, dziecko! Przecież takie dziecko dużo nie zje, ubierać można w byle Y co, bawić się będzie byle czym, tego wieczoru rozmawiali z sobą do późna, i oczywiście to będzie syn!, właśnie, że córka!, i będzie studiowało ekonomię, ja ci dam ekonomię, informatykę! jeszcze zobaczysz! to ty zobaczysz, brak postępu w negocjacjach Jurek kompensował nagłym wychodzeniem na balkon, a następnie wchodzeniem do mieszkania połączonym z głośnym trzaśnięciem drzwiami, kolejno udaniem się do kuchni, otwarciem lodówki i głośnym ulaniem żółci, że dlaczegóż w tym domu nie ma niczego normalnego do jedzenia!? Dziecko!, myślała już pogodzona z tą myślą Magda, cudowna mała istotka, która wniesie w jej życie jakże potrzebnego blasku. Będzie ją ubierała, czesała, myła, będzie ją pielęgnować w trakcie wieczornego programu telewizyjnego, i będzie też kategorycznie zabraniać różnych rzeczy!, będzie mogła ją besztać i poważnie denerwować się za różne wybryki! kochanie, gdzie się tak wybrudziłaś?, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie bawiła się w ten sposób!, ile razy trzeba ci powtarzać!?, chodź tu, szybko!, bez gadania!, pokaż mamie rączki!!, czemu nie są czyste, a mama prosiła, zobacz teraz cała sukienka jest brudna, jak ty teraz wyglądasz!, co powiedzą sąsiedzi!, mama ci da w domu, zobaczysz! ech słodka tajemnico Życia, na samą myśl Magdzie biło mocniej serce i wzruszała się do łez. Nauczę ją kindersztuby! Jurek również z serca zaczął pragnąć, żeby coś przyszło na świat. Oczywiście, że czuł się mężczyzną i nie musiał tego udowadniać, ale taki mały smyk, będzie również znakomitą okazją do pokazania światu, kto na nim, tak naprawdę rządzi. Już się widział: chodź tu! kategorycznym i zdecydowanym tonem głosu, głosu, który nie znosi sprzeciwu, zaraz dostaniesz za swoje!, zobaczysz!, zaczniesz wreszcie się normalnie zachowywać!, przestaniesz wydziwiać!, kiedy tata prosi, żebyś coś zrobił, albo żebyś czegoś nie zrobił, to tak musi być!, albo: no jak to robisz, przecież mówiłem ci, żebyś tego tak nie robił, co ty będziesz mitu mówił, że robisz tak, jak robisz inaczej! I potem sprawiedliwość zostaje rychło wymierzona, w ruch idzie odpowiednio szeroki pasek z szafy specjalnie na tą okazję, jedno uderzenie, drugie uderzenie, aż do pierwszego bólu ręki i jeszcze później, na deser, krzyki, no przestań się mazgaić, bo ci coś zrobię! Jurka na samą myśl świerzbiała ręka i bolały go niemożliwie jądra. Będę dbał, żeby prawidłowo wypełniał wszystkie moje zalecenia i wskazówki, obiecywał sobie. Po odpowiednio potrzebnym, do zapłodnienia i rozwoju płodu, okresie czasu, nastał ten nerwowo oczekiwany, błogosławiony moment. Magda po długich namowach i solennych obietnicach zakupu nowych niezbędnych, a nieznanych wcześniej artykułów, zgodziła