Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Godzina Byka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Godzina Byka

Электронная книга - «Godzina Byka». Краткое содержание книги:

Godzina Byka to opis działań ekspedycji gwiezdnej ludzi Ery Podanych Rąk na planetę skolonizowaną w dalekiej przeszłości przez uciekinierów z Ziemi. Zbudowali na niej swój świat, ale popełniając liczne błędy zniszczyli planetę do tego stopnia, że społeczeństwo Jan-Jah ledwie egzystuje, czy raczej wegetuje. A dobrze się mają tylko oligarchowie i aparat represji. Z tym zacofanym światem, gdzie nikt nie słyszał o prawach człowieka, wolności, a dobra są reglamentowane, zderza Jefremow astronautów statku „Ciemny Płomień” — pięknych, młodych ludzi, którzy natychmiast chcą uwolnić planetę od oligarchów.
Radzieckiej cenzurze powieść Jefremowa się nie spodobała, gdyż planeta, której astronauci idą na ratunek, zbyt przypominała sowiecką rzeczywistość.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 123
Перейти на страницу:

Czedi źle odgadła myśli Faj Rodis. Jej odczucia były znacznie bardziej dręczące, niż u Czedi, ponieważ nie straciła świadomości. Silne, doskonale wytrenowane ciało sprzeciwiało się przejściu w zero-przestrzeń niemal tak samo jak prowadzących GPP. Prędko odzyskawszy równowagę, myślała o pokoju w instytucie Kina Ruha na wschodzie Kanady, w którym przygotowywała się do wyprawy.

Obszerna sala miała wielkie okna z płyt silikolowych, wychodzące na dolinę dużej rzeki, płynącej przez sosnowe lasy rezerwatu. Faj Rodis przypominały się drobne, nieistotne detale, od słomkowego odcienia wykładziny do wielkich stołów i tapczanów, wyrzeźbionych z szarego, jedwabistego drewna. Ciepło zacisza sprzyjało pracy, zwłaszcza, gdy za zwróconą ku rzecznej dali przezroczystą ścianą płynęły nisko chmury, a wiatr sypał chłodnym deszczem. Kładła się wtedy na tapczanie w przeciwległym końcu pokoju z czytnikiem i kolekcją nagrań starych filmów, rozmyślała, czytała, oglądała. Szczęśliwe czasy „pochłaniania” informacji, dzięki którym mogła zrozumieć dawne procesy historyczne i drogę rozwoju ludzkości.

Kiedyś natrafiła na fragment filmu wojennego. Grzyb atomowy, utworzony z wody i pary, wznosił się nad oceanem, nad chmurami i wierzchołkami palm na stromym brzegu. Parę statków było wywróconych i zniszczonych. Dwóch ludzi obserwowało to, co się dzieje z nadbrzeżnego fortu. Starsi i masywni, mieli jednakowe furażerki ze złotymi emblematami, oznaczające dowódców.

Ich twarze, oświetlone łuną płonącego morza, poorane zmarszczkami, z opuchniętymi, zmęczonymi oczami, nie wyrażały przestrachu, tylko skupienie. Obaj mieli mocne rysy, szerokie szczęki i cechowała ich wiara w powodzenie w tytanicznych zmaganiach…

Rodis przypomniała sobie, jak wtedy, patrząc w ciemną noc za przeszkloną ścianą, myślała o oceanie męstwa potrzebnego mieszkańcom Ziemi, żeby wydobyć się z pierwotnej dzikości, a swą planetę przemienić w jasny, kwitnący ogród.

Dziewięćdziesiąt miliardów ludzi skosił czas, poczynając od chybotliwych szałasów na gałęziach drzew lub wąskich szczelin skalnych, aż wraz ze zwycięstwem wiedzy i rozumu, z nastaniem na całej planecie społeczeństwa komunistycznego skończyła się noc nieszczęścia od wieków towarzysząca ludzkości. Potworna cena!

Teraz jednak dumna kobieta była wstrząśnięta i co tu dużo mówić, przestraszona zetknięciem z realnością wszechświata, nie mniej niż spętane strachem jej dawno wymarłe siostry. Strach przed rzeczywistością, wiodący do oderwania się od niej, do tworzenia iluzji i wypaczenia prawdy, zawsze władał człowiekiem nieprzysposobionym od dziecka do walki z siłami przyrody. Nawet i ona, w pełni zdrowa, ze specjalnie wytrenowaną psychiką, drży przed fundamentalnymi strukturami realnego świata… Lecz twarde, niezłomne są twarze jej towarzyszy boju z siłami anty-świata, wobec których nie tylko człowiek, ale cała galaktyka zdawała się marnym pyłkiem, niknącym bez śladu w złowrogiej ciemności Tamasu, anty-czasu i anty-przestrzeni…

Faj Rodis obserwowała trzech siedzących przed nią nieustraszonych pilotów i pytała samą siebie: gdzie jest granica i czy w ogóle istnieje? Wraz z wynalezieniem GPP nastąpiła Era Podanych Rąk, ale co przyniesie przyszłość? Era połączenia Szakti z Tamasem? Zrównoważenia korzeni dwubiegunowego wszechświata? Jak uniknąć zderzenia z brakiem struktur i całkowitej anihilacji? Nie miała sił nawet na niejasne domysły.

Kryształowa kolumna zgasła w tym momencie i nowy dźwięk przypominający akord struny basowej zadźwięczał na podłodze kabiny. Faj Rodis wyczuła instynktownie, że „Ciemny Płomień” dotarł do celu, a właściwie do punktu wyjścia. Znowu coś się działo z jej ciałem. Upadek czy wzlot? Rozciąganie czy ucisk? Nie mogła tego określić. Wszystkie zwykłe odczucia zniknęły. Jak gdyby pływała w stanie nieważkości, nie odczuwając zimna ani ciepła, niskości ani wysokości, światła ni mroku. Straciwszy wszelką orientację mózg odmawiał postrzegania czegokolwiek. Monotonne myśli krążyły w kółko, goniąc jedna za drugą w nieskończonej czeredzie powtórek. Nie odczuwała strachu ani radości i nie pojmowała swego stanu, podobnego do życia świeżo narodzonego, ale wciąż bezmyślnego, jak przed miliardami lat. Coś niewiadomego wtargnęło w ten krąg myśli i rozerwało zamknięty łańcuch. Świadomość ponownie otworzyła się, by ogarnąć zewnętrzny świat. Powracając z niebytu… Nie, chyba nie należało tak nazywać owego stanu. Rodis była, lecz nie istniała albo raczej istniała, ale nie była.

Ujrzała wspaniałą kaskadę gwiezdnych ogników. Pasma i kule gorejącej materii znalazły się teraz na dole ekranów po lewej stronie. Z przodu i po prawej w czerni kosmosu świeciła złowieszczo konstelacja Pięciu Czerwonych Słońc, a w pobliżu jeszcze dwie blade gwiazdy.

Gryf Rift wstał i potarł twarz dłońmi, jakby zmywając z niej zmęczenie. Diw Simbel manipulował na pulpicie dyskami cyfrowymi. Gwiazdolot drgnął parę razy, niczym uspokajający się zwierz i zamarł. Serce Faj Rodis rozgrzała nieopisana, głęboka radość. Czuła się jak człowiek błądzący w złowrogim tunelu, który wyszedł w końcu ku niebieskiemu firmamentowi, ciepłemu słońcu, zapachom lasów i łąk. Uśmiechnęła się do wszystkich: do Gryfa Rifta, Czedi, obojga astronautów przemykających wzdłuż pulpitów w stronę windy i pomieszczenia maszyn cyfrowych. W owalnym wejściu pojawił się nagle Gen Atal. Przesunął zieloną dźwignię i masywne drzwi przesunęły się na prawo. Inżynier broni podszedł do Czedi jednocześnie z Gryfem Riftem.

— To wszystko! — powiedział Rift. — Reszta w rękach astronawigatorów. Wkrótce nam powiedzą, jak daleko wyszliśmy od celu. Jak pan sądzi, Diw?

Inżynier pilot wskazał na blade światełko o średnicy około pięciu centymetrów, zakryte do połowy ramą ekranu i niezauważone wcześniej przez Faj.

— Jeśli to jest słońce Tormansa i ma wielkość podobną do naszego, mamy do niego zaledwie trzysta, może czterysta milionów kilometrów. To drobiazg.

— A jeśli to nie ono, tylko którekolwiek bądź z tej piątki? — spytał Sol Sain.

— Trzeba będzie długo wędrować… albo znowu wejść w zero-przestrzeń, ale już bez przygotowanych wcześniej na Ziemi współrzędnych. Byłby problem, ale wierzę w ziemskie obliczenia i naszych astronawigatorów. Nie pierwszy raz prowadzą GPP — odparł spokojnie Simbel.

Czedi Daan ostrożnie opuściła nogi na sprężystą podłogę.

— Jak się czujesz, Czedi? — zapytał troskliwie Gryf Rift. — Może wezwać Ewizę? Wszyscy ryzykowaliśmy, poddając was takiemu doświadczeniu. Liczyłem na to, że cała załoga jest dobrze wytrenowana.

— I nie pomylił się pan — odparła Czedi prostując się i starając ze wszystkich sił opanować drżenie w nogach i mroczki latające przed oczami.

Trójka kierujących gwiazdolotem wymieniła między sobą aprobujące spojrzenia. Odpowiedziała tak, jakby dwukrotna, krótkotrwała utrata przytomności była dla niej zwyczajną sprawą. Czedi ułowiła żartobliwą iskierkę w oczach Sola Saina.

— Dlaczego nie troszczy się pan o Faj Rodis? Ona także pierwszy raz wchodziła w zero-przestrzeń.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)