Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » W słusznej sprawie
W słusznej sprawie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

W słusznej sprawie

Электронная книга - «W słusznej sprawie». Краткое содержание книги:

Miami. Znany reporter Matthew Cowart dostaje list z więzienia stanowego. Robert Fergusson czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku, twierdzi jednak, że nie popełnił morderstwa, za które został skazany. Cowart postanawia zająć się tą sprawą. Nie przypuszcza, że jego sensacyjny reportaż uruchomi potężny mechanizm mistyfikacji i zbrodni…
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 146
Перейти на страницу:

– Ty skurwysynu. Co ci powiedział?

– Umówili się z Fergusonem, żeby wymienić się zbrodniami. Wziął zbrodnię Fergusona na siebie, a w zamian za to Ferguson dokonał tej dla niego.

Przyjęła ze spokojem tę wiadomość, wyobrażając sobie dół, w jakim znalazł się reporter. Nie potrafiła mu współczuć.

– I oczywiście nie domyślałeś się, że to może mieć znaczenie dla policji.

– To nie takie proste. On kłamał. Próbowałem…

– A więc pomyślałeś, że ty również możesz skłamać?

– Nie, do cholery, musisz zrozumieć… – Cowart obrócił się w stronę Tanny’ego Browna.

– Powinnam cię natychmiast aresztować – powiedziała gorzko. – Czy mógłbyś napisać ten jeden reportaż z własnej celi, sławny panie Cowart? REPORTER OSKARŻONY O ZATAJENIE PRAWDY W SENSACYJNYM MORDERSTWIE. Czyż nie taki byłby nagłówek? Wydrukowaliby chyba na pierwszej stronie z twoim cholernym zdjęciem. Czy to w końcu byłaby prawda?

Patrzyli na siebie i nagle Cowartowi wpadła jakaś myśl do głowy.

– Tak. Prawda. Tyle że to nie była prawda, co, pani detektyw?

– Co?

– To co powiedziałem. Sullivan powiedział mi, że Ferguson załatwił tych staruszków, ale ja nie wiedziałem, czy mu wierzyć, czy nie. Mówił mi mnóstwo rzeczy i na pewno wiele kłamstw. Więc mogłem ci powiedzieć i jednocześnie przelać to na papier. Ale to nie to samo co zeznanie. Teraz mówisz mi, że Ferguson miał alibi, a więc to wszystko okazałoby się nieprawdą. Nie załatwił tych staruszków bez względu na to, co powiedział Sullivan. Zgadza się?

Shaeffer zawahała się.

– No dalej, do cholery, detektywie! Zgadza się?

Nie mogła się nie zgodzić. Skinęła głową.

– Nie wydaje się, żeby tak było. Potwierdza to alibi. Rozmawiałam z trzema różnymi profesorami. W tamtym tygodniu chodził codziennie na zajęcia. Idealna frekwencja. Mój partner również uzyskał cenną informację.

– Jaką informację?

– Nieważne.

W pokoju zapanowała cisza. Wszyscy zastanawiali się nad tym, co usłyszeli. Pierwszy odezwał się Tanny Brown, wolno wypowiadając słowa.

– Jest jednak coś jeszcze, tak? Skoro Ferguson nie jest twoim podejrzanym i nie posiada żadnej informacji, która mogłaby ci pomóc w śledztwie, powinnaś teraz znajdować się w samolocie zmierzającym na południe. Nie siedziałabyś tutaj, ale byłabyś tam ze swoim partnerem. Mogłaś przecież sprawdzić rozkład zajęć Fergusona telefonicznie, ale zamiast tego przyjechałaś tutaj i spotkałaś się z pewnymi osobami. Dlaczego, pani detektyw? Gdy otwierasz drzwi, masz w ręku dziewięciomilimetrowego gnata, a twoje walizki wcale nie są spakowane. Dlaczego?

Potrząsnęła głową.

– Powiem ci dlaczego – kontynuował spokojnie Brown. – Ponieważ wiesz, że coś tu nie gra, a nie możesz stwierdzić co.

Shaeffer spojrzała na porucznika znajdującego się w przeciwległym końcu pokoju i przytaknęła.

– No cóż – dodał Brown. – My również przyjechaliśmy z tego powodu.

Światło poranka rozświetlało smugami ulicę przed mieszkaniem Fergusona, zaledwie jednak oświetlając szare chmury wiszące nad miastem i zapowiadające srogą ulewę. Shaeffer i Wilcox zatrzymali samochód tuż przy krawężniku na północnym krańcu ulicy. Równocześnie Brown ustawił wóz przy jej południowym krańcu. Cowart sprawdził magnetofon i notatnik, poklepał się po kieszeni kurtki sprawdzając, czy wciąż ma długopisy, i spojrzał na policjanta.

Jeszcze w motelowym pokoju Shaeffer odezwała się do nich szorstko:

– A więc jaki plan?

– Plan – powiedział miękko Cowart – jest taki, że musimy dać facetowi powód do niepokoju. Może w ten sposób wypłoszymy go z ukrycia i popełni jakiś błąd, który będziemy mogli wykorzystać. Chcemy, żeby poczuł, że nie jest tak bezpieczny, jak przypuszcza. Damy mu powód do niepokoju – powtórzył uśmiechając się blado. – A będę nim ja.

Teraz siedząc w samochodzie spróbował zażartować.

– W filmie kazaliby mi założyć nadajnik. Mielibyśmy specjalne słowo oznaczające wezwanie pomocy.

– Nosiłbyś go? – Nie.

– Tak myślałem. A więc nie potrzebujemy takiego słowa.

Cowart uśmiechnął się tylko dlatego, że nic innego nie przyszło mu do głowy.

– Zdenerwowany? – spytał Brown.

– Czy wyglądam na takiego? – odparł Cowart. – Nie musisz odpowiadać.

– On niczego nie wywinie?

– Z pewnością.

– Na pewno nie.

Na twarzy Cowarta ponownie pojawił się uśmiech.

– Czuję się trochę jak stary pogromca lwów, który właśnie wybrał się na przechadzkę po dżungli i napotkał jakiegoś byłego podopiecznego, na którego grzbiecie zbyt często próbował bata. Patrzy teraz z góry na starego lwa, zdając sobie sprawę, że nie są już w cyrkowej klatce, lecz na terytorium nieubłaganego drapieżnika. Kapujesz, o co mi chodzi?

Brown uśmiechnął się.

– Wszystko co zrobi, to zawarczy.

– Szczekanie jest gorsze od samego ugryzienia, co?

– Chyba tak, ale to się tyczy psów, a nie lwów.

Cowart otworzył drzwiczki samochodu.

– Zbyt wiele pomieszanych przenośni – powiedział. – Zobaczymy się za kilka minut.

Chłodna wilgotna mgła kotłująca się tuż ponad brudnym chodnikiem uderzyła go po twarzy. Szedł szybko, minął kilku mężczyzn śpiących w opustoszałym wejściu. Skłębiona masa szarobrązowych obdartych ciuchów pozlepianych razem, by uchronić przed chłodem nocy. Gdy przechodził obok, mężczyźni poruszyli się, by po chwili wślizgnąć się z powrotem we wczesnoporanne zapomnienie. Przecznicę czy dwie dalej Cowart usłyszał jakieś uliczne hałasy; głęboki odgłos silników diesla w autobusach – początek porannego ruchu ulicznego. Odwrócił się i stanął na wprost budynku, w którym znajdowało się mieszkanie Fergusona. Przez chwilę stał na werandzie, po czym wszedł w ciemne wejście i szybko wspiął się po schodach. Z pewnością będzie spał, powiedział do siebie, przebudzenie przyniesie mu nieco zamętu w głowie i wątpliwości. Wczesna wizyta należała do planu. Najbardziej niepokojące były godziny między nocą a dniem, w tym czasie ludzie byli najsłabsi.

Wziął głęboki oddech i mocno załomotał do drzwi. Zastygł na chwilę w oczekiwaniu, ponieważ z wnętrza nie doleciał go żaden dźwięk. Zapukał ponownie. Dopiero po kilku sekundach usłyszał zbliżające się kroki. Grzmotnął ponownie pięścią w drzwi.

Odsunięto zasuwy, poluzowano łańcuch i w końcu drzwi stanęły otworem.

Ferguson wytrzeszczył oczy.

– Pan Cowart.

Morderco, pomyślał reporter, lecz rzekł zwyczajnie:

– Cześć, Bobby Earl.

Ferguson przejechał ręką po twarzy i uśmiechnął się.

– Powinienem się domyślić, że się pan zjawi. – I oto jestem.

– Czego pan chce?

– Tego co zawsze. Mam pytanie, na które trzeba odpowiedzieć.

Ferguson otworzył drzwi szeroko i gość wszedł do środka. Przeszli do małego saloniku. Cowart rozejrzał się szybko, bacznie rejestrując najdrobniejsze szczegóły.

– Kawy, panie Cowart? – zapytał Ferguson. – Mam trochę przygotowanej. – Wskazał miejsce na kanapie. – Mam ciasto do kawy. Chce pan kawałek?

– Nie.

– No cóż, nie będzie pan miał nic przeciwko, jak sobie wezmę, co?

– Nie ma sprawy.

Ferguson zniknął w małej kuchni i wrócił po chwili, niosąc parującą filiżankę kawy i blaszany talerzyk z ciastem. Cowart zdążył już ustawić magnetofon na niewielkim stoliku. Ferguson postawił talerzyk obok magnetofonu, odcinając kawałek ciasta. Cowart dostrzegł, że chłopak używał błyszczącego, stalowego noża myśliwskiego. Broń miała piętnastocentymetrowe ostrze i ciężką rączkę. Ferguson odłożył nóż i wsadził sobie kawałek ciasta do ust.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)