Faraon
- Автор: Прус Болеслав
- Язык: польский
- Жанр: Историческая проза
Электронная книга - «Faraon». Краткое содержание книги:
Każ rządzić nami bez krzywdy dla nas i dla dzieci naszych, wszak jesteś bogiem naszym i władcą na wieki. Naśladuj słońce, które dla wszystkich rozsiewa swój blask dający siłę i życie. Błagamy cię o twe łaski, my, libijscy poddani, i padamy czołem przed tobą, następco wielkiego i potężnego faraona.”[19]
Tak mówił przebiegły książę libijski Musawasa i skończywszy, znowu upadł brzuchem na ziemię. A następcy faraona, kiedy słuchał tych mądrych słów, błyszczały oczy i rozszerzały się nozdrza jak młodemu ogierowi, który po sytnej paszy wybiega na łąkę między klacze.
— Powstań, Musawaso — odezwał się książę — i posłuchaj, co ci odpowiem. Los twój i twoich narodów nie zależy ode mnie lecz od miłościwego pana, który tak wznosi się ponad nami wszystkimi, jak niebo nad ziemią. Radzę ci więc, ażebyś ty i starszyzna libijska udali się stąd do Memfisu i tam, upadłszy na twarz przed władcą i bogiem tego świata, powtórzyli pokorną mowę, której tu wysłuchałem.
Nie wiem, jaki będzie skutek waszych próśb; lecz ponieważ bogowie nigdy nie odwracają się od skruszonych i błagających, więc przeczuwam, że nie będziecie źle przyjęci.
A teraz pokażcie mi dary przeznaczone dla jego świątobliwości, abym osądził, czy poruszą serce wszechmocnego faraona.
W tej chwili Mentezufis dał znak stojącemu na wozie księcia Pentuerowi. A gdy ten zeszedł i zbliżył się ze czcią do świętego męża, Mentezufis szepnął:
— Boję się, ażeby młodemu panu naszemu triumf nie za mocno uderzył do głowy. Czy nie sądzisz, że byłoby roztropnym przerwać w jakiś sposób uroczystość?…
— Przeciwnie — odparł Pentuer — nie przerywajcie uroczystości, a ja wam ręczę, że podczas triumfu nie będzie miał wesołej twarzy.
— Zrobisz cud?
— Czyliżbym potrafił? Pokażę mu tylko, że na tym świecie wielkiej radości towarzyszą wielkie strapienia.
— Czyń, jak chcesz — rzekł Mentezufis — gdyż bogowie dali ci mądrość godną członka najwyższej rady.
Odezwały się trąby i bębny i rozpoczęto pochód triumfalny.
Na czele szli nadzy niewolnicy z darami, pilnowani przez możnych Libijczyków. Więc niesiono złote i srebrne bogi, szkatułki napełnione wonnościami, emaliowane naczynia, tkaniny, sprzęty, wreszcie złote misy zasypane rubinami, szafirami i szmaragdami. Niewolnicy niosący je mieli ogolone głowy i opaski na ustach, ażeby który nie ukradł cennego klejnotu.
Książę Ramzes wsparł obie ręce o krawędź wozu i z wysokości pagórka patrzył na Libijczyków i swoje wojsko jak żółtogłowy orzeł na pstre kuropatwy. Duma wypełniała go od stóp do głów i wszyscy czuli, że nie można być potężniejszym nad tego zwycięskiego wodza.
W jednej chwili oczy księcia utraciły swój blask, a na twarzy odmalowało się przykre zdziwienie. To stojący za nim Pentuer szepnął:
— Nakłoń, panie, ucha twego… Od czasu kiedy opuściłeś miasto Pi-Bast, zaszły tam dziwne wydarzenia… Twoja kobieta, Kama Fenicjanka, uciekła z Grekiem Lykonem…
— Z Lykonem?… — powtórzył książę.
— Nie poruszaj się, panie, i nie okazuj tysiącom twoich niewolników, że masz smutek w dniu triumfu…
W tej chwili przechodził u stóp księcia bardzo długi sznur Libijczyków niosących w koszach owoce i chleby, a w ogromnych dzbanach wino i oliwę dla wojska. Na ten widok wśród karnego żołnierstwa rozległ się szmer radości, ale Ramzes nie spostrzegł tego, zajęty opowiadaniem Pentuera.
— Bogowie — szeptał prorok — ukarali zdradziecką Fenicjankę…
— Złapana?… — spytał książę.
— Złapana, ale musiano ją wysłać do wschodnich kolonii… Spadł bowiem na nią trąd…
— O bogowie!.. — szepnął Ramzes. — Czy aby mnie on nie grozi?…
— Bądź spokojny, panie: gdybyś się zaraził, już byś go miał…
Książę poczuł zimno we wszystkich członkach. Jakże łatwo bogom z najwyższych szczytów zepchnąć człowieka w przepaść najgłębszej nędzy!..
— A tenże nikczemny Lykon?…
— Jest to wielki zbrodniarz — mówił Pentuer — zbrodniarz, jakich niewielu wydała ziemia…
— Znam go. Jest podobny do mnie jak obraz odbity w lustrze… — odparł Ramzes.
Teraz nadciągnęła gromada Libijczyków prowadzących osobliwe zwierzęta. Na czele szedł jednogarbny wielbłąd z białawym włosem, jeden z pierwszych, jakiego złapano w pustyni. Za nim dwa nosorożce, stado koni i oswojony lew w klatce. A dalej mnóstwo klatek z różnobarwnymi ptakami, małpkami i małymi pieskami, przeznaczonymi dla dam dworskich. W końcu pędzono wielkie stada wołów i baranów na mięso dla wojska.
Książę ledwie rzucił okiem na wędrujący zwierzyniec i pytał kapłana: — A Lykon schwytany?…
— Teraz powiem ci najgorszą rzecz, nieszczęśliwy panie — szeptał Pentuer — Pamiętaj jednak, aby nieprzyjaciele Egiptu nie dostrzegli smutku w tobie…
Następca poruszył się.
— Twoja druga kobieta, Sara Żydówka…
— Czy także uciekła?..
— Zmarła w więzieniu…
— O bogowie!.. Któż śmiał ją wtrącić?…
— Sama oskarżyła się o zabójstwo syna twego…
— Co?…
Wielki krzyk rozległ się u stóp księcia: maszerowali jeńcy libijscy wzięci podczas bitwy, a na ich czele smutny Tehenna.
Ramzes miał w tej chwili serce tak przepełnione bólem, że skinął na Tehennę i rzekł:
— Stań przy ojcu twoim Musawasie, ażeby widział i dotknął cię, że żyjesz…
Na te słowa wszyscy Libijczycy i całe wojsko wydało potężny okrzyk; ale książę nie słuchał go.
— Syn mój nie żyje?… — pytał kapłana. — Sara oskarżyła się o dzieciobójstwo?… Czy szaleństwo padło na jej duszę?…
— Dziecko zabił nikczemny Lykon…
— O bogowie, dajcie mi siły!.. — jęknął książę.
— Hamuj się, panie, jak przystało na zwycięskiego wodza…
— Czyliż podobna zwyciężyć taką boleść!.. O niemiłosierni bogowie!..
— Dziecko zabił Lykon, Sara zaś oskarżyła się, ażeby ciebie ocalić… Widząc bowiem mordercę w nocy, myślała, że to ty sam byłeś…
— A ja ją wygnałem z mego domu!.. A ja zrobiłem ją służebnicą Fenicjanki!.. — szeptał książę.
Teraz ukazali się egipscy żołnierze, niosący pełne kosze rąk uciętych poległym Libijczykom.
Na ten widok książę Ramzes zasłonił twarz swoją i gorzko zapłakał.
Natychmiast jenerałowie otoczyli wóz pocieszając pana. Zaś święty prorok Mentezufis podał wniosek, który przyjęto bez namysłu, ażeby od tej pory wojsko egipskie już nigdy nie ucinało rąk poległym w boju nieprzyjaciołom.
Tym nieprzewidzianym wypadkiem zakończył się pierwszy triumf następcy egipskiego tronu. Ale łzy, jakie wylał nad uciętymi rękoma, mocniej aniżeli zwycięska bitwa przywiązały do niego Libijczyków. Nikt też nie dziwił się, że dokoła ognisk zasiedli w zgodzie żołnierze egipscy i Libijczycy, dzieląc się chlebem i pijąc wino z tych samych kubków. Miejsce wojny i nienawiści, które miały trwać całe lata, zajęło głębokie uczucie spokoju i zaufania.
Ramzes polecił, ażeby Musawasa, Tehenna i najprzedniejsi Libijczycy natychmiast jechali z darami do Memfisu, i dał im eskortę, nie tyle do pilnowania ich, ile dla bezpieczeństwa ich osób i wiezionych skarbów. Sam zaś ukrył się w namiocie i nie pokazał się przez kilka godzin. Nie przyjął nawet Tutmozisa, jak człowiek, któremu boleść starczy za najmilsze towarzystwo.
19
Napis na nagrobku faraona Horemhepa z roku 1470 przed Chrystusem.