Boża maszyneria [The Engines of God - pl]
- Автор: Макдевит Джек
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-650-7
- Переводчик: Kinga Dobrowolska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Boża maszyneria [The Engines of God - pl]». Краткое содержание книги:
— Czy mamy na to dość czasu?
— Możemy zorganizować spotkanie. Nie damy rady, żeby lecieć obok niego, bo statek nie zdąży nabrać odpowiedniej prędkości. Ale możemy zapuścić szybkiego żurawia, no i z bliska chyba lepiej zadziałają nasze sensory. — Popatrzyła na Carsona. — Co o tym sądzisz?
— A czy nie moglibyśmy złapać ich później, jeśli zajdzie potrzeba? — Carson skierował swoje pytanie do Hutch.
Rozważała to przez chwilę.
— Hazeltiny są słynne ze swojej niedokładności. Na Beta Pac udało nam się wprawdzie aż za dobrze, ale to był wyjątek. Zwykle wybiera się system gwiezdny i ląduje gdzieś w szeroko pojętym sąsiedztwie. Jeśli coś porusza się tak szybko jak to nasze, można już nigdy więcej na to nie trafić.
— Nie wydaje mi się roztropne, żeby za tym ganiać — sprzeciwił się Carson.
Angela nachmurzyła się.
— Nie widzę tu żadnego problemu. Terry jest dobrym pilotem. I zachowa stosowny dystans.
— Nie — powtórzył.
— Frank — upierała się Angela — prawdziwym ryzykiem będzie nie polecieć.
Przewrócił oczyma i wywołał połączenie ze statkiem.
— Pogadajmy o tym — oświadczył.
Na głównym ekranie pojawiła się Janet.
— Jak sobie radzi Grupa Upiększania Okolicy?
— Nieźle — odpowiedział Carson. — Gdzie jest Terry?
— Tutaj. — Ekran podzielił się na dwie części.
— Co sądzicie na temat ewentualnego spotkania z tym obiektem? Podlecieć i przyjrzeć się z bliska?
Terry sprawdził coś na swoich monitorach i, niezbyt szczęśliwy z wyniku, dmuchnął w złożone palce.
— Musielibyśmy się sprężyć. Wyszło mi, że potrzebowalibyśmy przynajmniej dwóch i pół dnia, żeby znaleźć się u jego boku.
— Możecie na nas poczekać?
— Frank, ta przejażdżka i bez tego będzie dosyć bolesna.
— A ty, czujesz się na siłach, żeby to zrobić? Terry spojrzał najpierw na Janet.
— Wchodzisz w to?
— Jasne.
Widzieli wyraźnie, że nie jest zachwycony.
— Sam nie wiem.
— Terry — przekonywała go Angela — możemy nie mieć już następnej szansy.
Hutch obrzuciła ją uważnym spojrzeniem. Przemożne pragnienie poznania tej tajemnicy zaciemniało jej osąd.
— Ale wtedy my zostaniemy bez statku — przypomniała. — Chyba też nie najlepszy pomysł.
— Przecież go nie potrzebujemy.
Janet wzruszyła ramionami.
— Jeśli chodzi o mnie, to możecie się nie wahać.
— Według mnie — mówiła dalej Angela — nie mamy nic do stracenia.
Carson chce tam lecieć — to było dość oczywiste. Ale przeżycia, jakich doznał podczas tej podróży, zrobiły swoje. Hutch widziała, jak naturalna chęć walczy w nim ze świeżo nabytą przezornością. I zobaczyła, jak ta pierwsza wygrywa.
— Ktoś jeszcze zgłasza jakieś obiekcje?
Drafts zerknął bokiem na swą towarzyszkę.
— Jeśli Angela tego chce, a Janet nie widzi problemu, to i ja się zgadzam.
— Dobra. — Pułkownik Carson wskoczył z powrotem na swoje miejsce. — Lecimy.
Potem nastąpiło jeszcze kilka minut wymiany zdań na tematy czysto techniczne. Drafts wprowadził dane o locie do systemów nawigacyjnych. Skorzystają z pól Flickingera, żeby zniwelować niektóre efekty nadmiernego przyśpieszenia.
Po trzydziestu minutach od zapadnięcia decyzji Ashley Tee opuszczała orbitę planety z przyśpieszeniem, które wgniotło jej załogę w siedzenia foteli.
— Jak się czujesz? — zapytał Drafts.
— Dobrze — wyszeptała bez tchu.
— Będziemy lecieć sześćdziesiąt dwie godziny. Delta, świat pomarańczowego lodu, zmniejszyła się raptownie na ekranach do rozmiarów piłki, a potem do świetlnego punktu. Po chwili widać już było gazowego olbrzyma. Wkrótce i on stał się tylko błyszczącą gwiazdą na niebie.
PLIK SIECI BIBLIOTECZNEJ